28 listopada 2015

"Walczę i zwyciężę" Rozdział 3 (2)

*

C&C już od kilku godzin w milczeniu wertowali wszelakie akta, dowody, ustalenia i raporty, które do tej pory zostały dostarczone przez kapitanów zajmujących się sprawą. W pierwszej kolejności zamierzali ustalić tożsamość ofiar. Mieli nadzieję, że motyw zabójstwa leżał w przeszłości denatów i że istnieją cechy, które w jakiś sposób ich łączyły. W przeciwnym razie masowy mord mógłby zaliczać się do grupy zabójstw bez konkretnego celu, wykonanych tylko po to, by zadać ból bądź odczuć przyjemność z rozlewu krwi, a znalezienie sprawców tego typu przestępstw zawsze było najtrudniejsze. Jeśli nie zdradzały ich popełnione błędy i zostawione ślady, to często stawali się nieuchwytni przez lata.
Na razie nie posiadali zbyt wiele punktów zaczepienia. Ofiary były różnych płci, w różnym wieku, a jednymi cechami, które na pierwszy rzut oka, je łączyły, była biała rasa, miejsce znalezienia ciał i sposób zabójstwa. Detektywi z wielkimi nadziejami oczekiwali na wyniki badań DNA, gdyż odbitki linii papilarnych nie były już możliwe do zebrania. Należało zatem uzbroić się w cierpliwość i dać laboratorium czas na sumienne wypełnienie obowiązków.
— Co mówią technicy o liczebności sprawców? — przerwała ciszę Catherina.
Sama nie znała odpowiedzi na to pytanie, ponieważ gdy Colin rozmawiał z oficerami, ona zdobywała raporty od kapitanów kierujących sprawą. 
— Nie są zgodni. Znaleźli bardzo dużą ilość śladów butów, ale podeszwy każdego z nich miały identyczne wzory. Tylko nieznacznie różniły się rozmiarami, więc ciężko wyszczególnić poszczególne pary. Sprawców mogło być minimalnie sześciu, maksymalnie dziesięciu — wyrecytował.
Westchnęła. Nienawidziła ogólnikowych informacji, których nie mogła się kurczowo trzymać. Sześć a dziesięć robi różnicę.
— A auta? — dopytywała. 
— Zmierzyli rozstaw kół i wytypowali Chevrolety Suburban. Co prawda te ślady mogły należeć do samochodów ofiar, ale na osiedlu nie było ani jednego auta. Na posesjach brak jakichkolwiek śladów po kołach. Może w ogóle ich nie mieli. Są widoczne tylko na poboczu, więc czysto hipotetycznie możemy przyjąć, że należały do sprawców.
Kiwnęła głową na potwierdzenie tej teorii.
 Wygląda na to, że w każdym domu mieszkała jedna osoba — głośno myślała Nie jest łatwo zastać wszystkich lokatorów w jednym miejscu o jednym czasie. Ludzie zazwyczaj żyją w biegu. Gdy jeden jest w pracy, ktoś inny siedzi w domu, a jeszcze inny robi zakupy. A tutaj co? Wszyscy razem. Nie uważasz, że to wcale nie jest przypadek? Mordercy doskonale wiedzieli, kiedy ci ludzie przebywają na osiedlu, a kiedy nie. Musieli ich obserwować albo celowo zwabić. Trzeba wysłać dodatkową grupę techników, żeby zbadali jeszcze raz cały teren. Może znajdziemy jakieś niedopałki w krzakach albo włosy. Przydałyby się też bilingi rozmów...
— Byłoby za pięknie, gdybyśmy je zdobyli, nie mając żadnych wieści na temat telefonów — zauważył z kpiącym śmiechem Zadzwonię do Longa, może mają coś nowego.
Podczas gdy on, zgodnie ze swoimi słowami, wybierał numer do kapitana, Catherina uważnie mu się przyglądała. Miała wrażenie, że Colin tego dnia jest jakiś nieswój, chociaż nie umiała tego dokładnie sprecyzować.
— Zbieramy się, podobno coś dla nas mają — powiedział wyraźnie pobudzony, a Morgan bez słowa sprzeciwu pobiegła za przyjacielem.
Gdy weszli do gabinetu kapitanów, mężczyźni siedzieli przy swoich biurkach i otwarcie o czymś dyskutowali. 
Pierwszy z nich, James Cooper, był dość niskim mężczyzną przed pięćdziesiątką, z lekką nadwagą i łysiną powiększającą się w zastraszającym tempie. Funkcjonariusze nadali mu nawet pseudonim Glaca, śmiejąc się, że niedługo stanie się kompletnie łysy. Natomiast David Long stanowił zupełne przeciwieństwo swojego partnera. Wysoki, wysportowany, z bujną czupryną i maleńką buteleczką drogich perfum, trzymaną zawsze przy sobie, prezentował się i wyglądał o wiele lepiej od Jamesa
— Dobrze, że jesteście — zaczął Long, widząc Catherinę i Colina wchodzących do ich gabinetu.
— Co jest?
— Usiądźcie.
David podszedł do dużej tablicy magnetycznej i zaczął pisać kolejno liczby od jeden do dziesięć — oznaczające numery domów  w dużych odstępach między sobą. Pod każdym z nich przyklejał zdjęcie ofiary i podpisywał nazwiskiem, o ile zdołali je ustalić. Okazało się, że trzy tożsamości są już śledczym znane.
— To Andie McDowel. — Wskazał końcówką długopisu na zdjęcie z numerem jeden. Była to kobieta, którą jako pierwszą znaleźli śledczy. — Jej rodzice zawiadomili policję o tajemniczym zniknięciu córki kilka dni przed zabójstwem. Następna ofiara to Michael Brum. — Wskazał mężczyznę w średnim wieku, o krótkich włosach, ubranego w garnitur. — Zaginięcie zgłosiła żona. I trzecia, ostatnia, to Sophie Franklin. I w tym wypadku mamy do czynienia prawdopodobnie z porwaniem.
— Porwaniem?
— Tak. Znaleźliśmy ich dzięki porównaniu próbek DNA, które dostarczyły rodziny po zgłoszeniu zaginięć. Nie będziemy teraz wchodzić w szczegóły, bo nie ma na to czasu. Wszystkie informacje macie w bazie. Plan działania wygląda tak: trzeba dokładnie sprawdzić, kim były te trzy osoby, co robiły, gdzie pracowały, co lubiły, z kim się spotykały...
— Dobra dalej, szefie. Wiemy, na czym to polega — przerwał znudzony Colin, a Long wyciągnął w jego kierunku wskazujący palec i uśmiechnął się łobuzersko. 
— Dobrze, że znasz hierarchię, ale nie odzywaj się nieproszony.
Bonnet przewrócił oczami, a David kontynuował.
— To wasze zadanie, a my w tym czasie zajmiemy się pozostałą siódemką.
— A co z Urzędem Miasta? Pytaliście, kto był zameldowany na tym osiedlu? Może w ten sposób uda się dotrzeć do personaliów ofiar.
— Punkt za pomysł, panno Morgan — przyznał Long — ale już się tym zajęliśmy. Wszystkie domy oficjalnie należą do niejakiego Jose Muneza, hiszpańskiego biznesmena, o którym nikt nic nie wie, i którego nikt nie widział na oczy. Wszystkie rachunki płaci w terminie, więc miasto ma go gdzieś. Pod jego adresem zameldowania stoi puste mieszkanie, a żaden z sąsiadów nie wie, czy kiedykolwiek koleś tam w ogóle przebywał. Wygląda na to, że zapadł się pod ziemię i raczej nam nie pomoże.
C&C skrzywili się nieznacznie, po czym Colin zabrał głos:
— Szukacie go?
— Naturalnie. Nie wykluczamy, że mógł brać w tym czynny udział.
— Ale zaraz — zastanowił się porucznik. Spojrzał na tablicę, na której David wypisał personalia poznanych ofiar wraz z adresami zameldowania widniejącymi w bazie — ci ludzie mieszkali w zupełnie innych częściach miasta. Stamphord Street, Millburn Street, a ta Andie na Park Avenue. To są kompletnie niezwiązane ze sobą ulice. Nagle znikają, rodziny zgłaszają zaginięcie, a potem wszyscy zostają znalezieni na Forest Hill, czyli zadupiu, które należy do dzianego typka, o którym nikt nic nie wie... Naprowadźcie mnie, jeśli coś pokręciłem.
— Chyba dziś wyjątkowo mówisz do rzeczy — podsumował cynicznie Long. Colin jedynie przewrócił oczami na ten przytyk. Wiedział, że kapitan słynie z niełatwego charakteru.
— Tylko że w budynkach znaleźliśmy ślady obecności. Niewielkie, ale jednak. Te domy musiały być przez kogoś zamieszkiwane.
— Może ofiary wynajmowały je w jakiś dziwnych celach? Może robili tam sobie potajemne schadzki, jakieś kluby swingersów, żeby oderwać się od monotonnej rzeczywistości albo uciec od małżonków? Ja bym z chęcią czasem uciekł od żony. Poza tym na razie nie wiemy, czy zamieszkiwały je ofiary, czy ktoś inny — zauważył Cooper.
— No może, chociaż to trochę naciągane... W każdym razie wasze zadanie polega na przestudiowaniu życia tych ludzi i wyciągnięciu wszystkiego, co się da, z ich rodzin — uciął dalsze rozważania David. — My zajmujemy się następną siódemką, tym hiszpańskim ogierem i całą masą pieprzonej biurokracji. Jakieś pytania?
C&C pokręcili przecząco głowami, po czym wrócili do swojego gabinetu. A tam nie obyło się bez wstawienia wody w czajniku elektrycznym. Czekało ich mnóstwo pracy, godziny ślęczenia przed komputerem, a potem masa papierkowej roboty. Potrzebowali kawy. Dużo kawy.
Potem po kolei, mozolnie, sprawdzali personalia w bazie danych, mając nadzieję, że któraś z ofiar przeskrobała coś w przeszłości i będą mogli przeczytać na jej temat choć jeden akapit. Jakieś mandaty za przeróżne przewinienia, zatargi z prawem, podejrzenia — lub udziały — w szemranych akcjach. Cokolwiek, co mogłoby naprowadzić na możliwy motyw zabójstwa albo przynależność do konkretnej grupy społecznej. A w najgorszym razie nawet sugerować znajomość z parszywym towarzystwem.

Andie McDowel

30 lat, pochodzenie amerykańskie, zamieszkała przy ulicy Park Avenue 198. Żadnych zatargów z prawem, żadnych niezapłaconych mandatów, czysta sytuacja prawna. Brak powiązań z grupami przestępczymi, brak podejrzeń o przynależność do którejś z nich. 
Zaginięcie zostało zgłoszone 20 kwietnia 2014 r. przez jej matkę wraz z ojcem. Podobno trzydziestoletnia kobieta wyszła wieczorem do sklepu po mąkę i już z niego nie wróciła. Przesłuchiwane ekspedientki ze sklepów znajdujących się w pobliżu były przekonane, że nie obsługiwały Andie McDowel tego dnia, a to oznaczało, że musiała zaginąć gdzieś w drodze do sklepu, a nie z. Jedyny świadek – bezdomny mężczyzna – zeznał, że widział tę dziewczynę idącą ulicą Kirvin około godziny dwudziestej pierwszej i samochód, który ostro przy niej hamował. Zabezpieczono ślady i ustalono, że był to Cadillac Escalade rocznik 2010. Brak pewności, że jest powiązany ze sprawą. Na tej podstawie nic nie ustalono. Śledztwo w toku.
Dane i zeznania świadków w załączniku.

Catherina od razu porównała auta występujące w obu przypadkach, ale nie pokrywały się ze sobą. Ten znaleziony na trasie zaginionej był Cadillacem, a na Forest Hill szalał Chevrolet. Jedyne, co ich łączyło, to amerykańskie wykonanie i fakt, że oba były SUV-ami.
Zauważyła jednak ciekawy fakt. Andie zaginęła dziewiętnastego kwietnia, zgłoszono to następnego dnia, czyli dwudziestego kwietnia. Według koronera, ofiary musiały zginąć dwudziestego drugiego kwietnia. Co więc działo się z nimi przez te dwa dni? Co robili? Gdzie byli? Czy to możliwe, by ktoś ich porwał, przetrzymywał, a dopiero po dwóch dniach zabił?

Michael Brum


40 lat, pochodzenie amerykańskie, zamieszkały przy Stamphord St 51. Żadnych zatargów z prawem, żadnych niezapłaconych mandatów, czysta sytuacja prawna. Brak powiązań z grupami przestępczymi, brak podejrzeń o przynależność do którejś z nich. 
Zaginięcie zgłosiła żona, dwudziestego pierwszego kwietnia. Mąż nie wrócił z pracy na noc. Kobieta nie była zaskoczona, gdyż podobno wielokrotnie zdarzało mu się zostawać. Jednak, gdy rankiem nie napisał do niej SMS-a, a potem nie odbierał telefonów, zaczęła się poważnie niepokoić. Zadzwoniła do firmy, a tam powiedziano jej, że Michael wyszedł z pracy dziesięć godzin wcześniej. Zapowiadał, że chce zrobić żonie niespodziankę, bo następnego dnia mają rocznicę ślubu. Do domu nie dotarł, a pani Brum od razu złożyła zawiadomienie na policji. Śledztwo w toku.
Dane i zeznania w załączniku.

Sophie Franklin

25 lat, pochodzenie amerykańskie, zamieszkała przy Millburn St 27. Żadnych zatargów z prawem, żadnych niezapłaconych mandatów, czysta sytuacja prawna. Brak powiązań z grupami przestępczymi, brak podejrzeń o przynależność do którejś z nich. 
Zaginięcie zgłosiła przyjaciółka i współpracownica Caroline Adams, dnia dwudziestego kwietnia. Obie dziewczyny pracowały w barze przy rogu Calvis i Poolred. Feralnego dnia Sophie zwolniła się wcześniej z pracy, gdyż była umówiona na randkę z mężczyzną poznanym na czacie. Wyszła z pracy, zapominając torebki z dokumentami. Przyjaciółka wybiegła za nią, chcąc oddać własność i zobaczyła, jak Franklin zostaje zaciągnięta siłą do ciemnego, drogiego samochodu. Od razu zadzwoniła na policję, ale nie zdołała zapamiętać numeru rejestracyjnego. Prawdopodobnie był to Cadillac Escalade z roku 2010, jednak świadek nie jest w stanie rozpoznać go ze stuprocentową pewnością. Kamery monitoringu z przydrożnych budynków nie obejmują miejsca zdarzenia. 
Śledztwo w toku. Mężczyzna z czatu wykluczony z kręgu podejrzanych — mocne alibi. 
Dane i zeznania świadków w załączniku.

I tak po zaledwie chwili, czekały ich minimum trzy, koszmarne rozmowy do odbycia. Okalane łzami, wrzaskiem i cierpieniem rodzin ofiar. Zapowiadał się naprawdę beznadziejny dzień.
— Ja bym przyjął, że oni wszyscy zostali porwani — powiedział Colin. Jak zwykle obracał się na fotelu, a w ręce ściskał długopis. Robił tak zawsze, gdy uważnie nad czymś myślał.  Raczej ciężko uwierzyć, że przyjechali na Forest Hill z własnej woli, skoro jedna z dziewczyn została siłą wepchnięta do samochodu. Reszta pewnie też. Przyjmijmy, czysto teoretycznie, że ktoś ich porwał, a potem prawdopodobnie gdzieś przetrzymywał.
— Porywaczy w przypadku Sophie było minimum dwóch — jeden zaciągnął ją do auta, drugi prowadził. Sprawca na Forest Hill też nie działał sam — podchwyciła temat Catherina Tylko że nie jestem przekonana, czy idziemy dobrym tropem, Colin — skrzywiła się. — To chyba za wcześnie, żeby snuć tak śmiałe wnioski...
— Catia — gwałtownie się wyprostował i spojrzał na przyjaciółkę — Franklin została zaciągnięta siłą do auta, a pięć dni później znaleziono ją z podciętym gardłem wraz z dziewiątką innych ludzi. Naprawdę uważasz, że w tej sytuacji na cokolwiek jest za wcześnie? Ja jestem pewny, że porywacze są równocześnie mordercami.
— Może — westchnęła, po czym rozłożyła bezsilnie ręce. — Ale jeśli tak, to musimy porządnie przemaglować rodziny ofiar. Coś musiało ich przecież łączyć. Czymś musieli się narazić.
— Nie musieli. Właśnie to jest najgorsze, Catia. Nie musieli.

*

Droga pod dom rodziców Andie McDowel zajęła śledczym dwadzieścia minut. Rodzice zamordowanej mieszkali na blokowisku w średnio zamożnej części miasta, która była raczej omijana przez turystów, ale nie obfitowała w patologię. Nim C&C dotarli do mieszkania zamordowanej, prześledzili jej drogę z bloku do sklepu. Byli zaskoczeni brakiem świadków możliwego porwania i niechęcią współpracy sąsiadów, gdyż miejsce zdarzenia z każdej strony otaczały bloki. Kilkadziesiąt bądź kilkaset mieszkań; ktoś musiał widzieć choć mały szczegół, cokolwiek. A jednak nikt nie zgłosił się na policję, nikt nie zainteresował się tragedią rodziców Andie i losem samej porwanej.
Mimo ponad siedmiu lat spędzonych w wydziale zabójstw, porucznicy nadal nie potrafili zaakceptować takiej znieczulicy.
Zarówno Catherina, jak i Colin, mieli opory przed zapukaniem do drzwi McDowel'ów. Informowanie o śmierci bliskich ludzi było najgorszym i najbardziej parszywym punktem w pracy policjanta. Potrafili przywyknąć do widoku trupów, ich rozkładów i bestialskich ran zadawanych przez morderców, ale widok cierpienia rodzin zawsze wywoływał gamę emocji. Nie umieli przyzwyczaić się do łez matki, dowiadującej się o śmierci jedynego syna, do ryku żony, która straciła ukochanego męża, albo płaczu dzieci, które już nigdy nie zobaczą swoich rodziców. Każdy inaczej przeżywał wiadomość o śmierci bliskich osób, ale każda z tych reakcji wywoływała w policjantach smutek. Bo była realna, żywa i zawsze poruszająca. A to oni byli tymi, którzy przynosili najgorsze informacje.
Pani McDowel otworzyła drzwi już po dwukrotnym zapukaniu. Była ponad pięćdziesięcioletnią, wychudzoną kobietą, ubraną w starą, workowatą sukienkę. Po spojrzeniu na dwójkę nieznajomych osób, w jej małych oczach pojawiło się duże zaskoczenie. Dopiero gdy porucznicy pokazali odznaki, zakryła usta dłońmi, a po jej policzkach momentalnie zaczęły spływać łzy. Nie musieli nic mówić, domyśliła się, że chodzi o Andie. Wskazała ruchem ręki, by weszli do środka, a potem — gdzie znajduje się salon. Tam, na fotelu, siedział jej mąż i oglądał telewizję. Był znacznie starszy od niej.
— Wyłącz to, natychmiast! — rzuciła łamiącym się głosem.
Dopiero wtedy mężczyzna zwrócił wzrok na gości. Pilot wypadł mu z ręki, gdy dowiedział się, z kim ma do czynienia. Nawet nie próbował wstawać z fotela.
— Znaleźliście Andie? — zapytał od razu, a Catherina przełknęła ślinę. Nadchodziło najgorsze.
— Bardzo nam przykro.... — przejął pałeczkę Colin. — Państwa córka nie żyje.
Ryk, szloch, niedowierzanie. Matka z wrażenia usiadła na kanapie, nawet nie ukrywając swoich łez. Ojciec również. Nie wstydził się emocji i nie zamierzał nad nimi panować. W jednej chwili nadzieja na zobaczenie córki odeszła bezpowrotnie. C&C ze smutkiem patrzyli na tę scenę i czuli, że nie mają prawa zabierać rodzicom czasu potrzebnego na opłakanie zmarłego dziecka. A mimo to, musieli spróbować dowiedzieć się choć kilku informacji na temat Andie. Czegokolwiek, co przybliżyłoby ich do odnalezienia jej mordercy.
— Domyślamy się, że to dla państwa bardzo trudne, ale chcielibyśmy zadać kilka pytań odnośnie córki...
— Idźcie mi stąd! — wrzasnął ojciec, po czym podszedł do żony i mocno ją przytulił. Porucznicy nie chowali urazy za tak nerwową reakcję. Rozumieli ją.
— Oczywiście, możemy przyjść innym razem, ale to opóźni poszukiwania. Państwa córka nie zmarła śmiercią naturalną...
Oczy obojga zwróciły się teraz w kierunku Catheriny. Ta wiadomość przygniotła ich podwójnie.
— Jesteście pewni, że to ona? — zapytała kobieta.
— Potwierdziły to dokładne badania DNA. Próbki zebrane z państwa mieszkania po zgłoszeniu zaginięcia zgadzają się z kodem genetycznym naszej ofiary.
— Ktoś ją zamordował, tak? — ponownie odezwał się ojciec. W gruncie rzeczy wolałby chyba nie poznać odpowiedzi.
— Tak. Dlatego chcemy jak najszybciej przystąpić do działań, a państwa zeznania na pewno nam w tym pomogą.
— Boże kochany! Nasza Andie zamordowana! — załkał głośno, a żona zawtórowała mu. Przez dłuższą chwilę nie potrafili się uspokoić, jednak po czasie ojciec otarł łzy i postanowił postarać się pomóc porucznikom. — Proszę pytać.
— Czy Andie gdzieś pracowała?
— W księgarni. Kochała książki. Sama też coś pisała, ale nie chciała nam pokazać — wyznał łamiącym głosem. Rozmowa o zmarłej nie była dla niego łatwa, tym bardziej teraz gdy dopiero dowiedział się o jej śmierci. — Mówiła, że da do przeczytania, jak już skończy.
— A zdradziła chociaż, o czym będzie książka? — zainteresował się Colin. To mogło być istotne. Wszystko mogło.
— Pisała na komputerze, stoi w pokoju. Może pan sobie przeczytać...
— Świetnie. Będziemy musieli przeszukać jej pokój, komputer, rzeczy osobiste. Wyrażają państwo zgodę?
Musiał i chciał zapytać.
— Tak. Jeśli to ma pomóc, to tak. Tylko nie zabierajcie nam zdjęć... to jedyne, co nam zostało — poprosił, po czym ponownie starł łzy z policzków. Jego żona nie odzywała się, nie była w stanie.
Na wzmiankę o zdjęciach Catherina wstała z kanapy. Podeszła do komody, na której stały kolorowe ramki, po czym chwyciła tę, która zawierała fotografię uśmiechniętej blondynki. Dokładnie przyjrzała się intensywnym niebieskim oczom, nieco pulchnej twarzy i bujnym, luźno puszczonym włosom. Zdaniem porucznik kobieta wyglądała dość przeciętnie, ale za to bardzo sympatycznie i ciepło.
— To zdjęcie zrobiła jej koleżanka przed wyjazdem do Santa Fe kilka lat temu — wyjaśniła pani McDowell, widząc zainteresowanie Catheriny. — Chciały pozwiedzać muzea. Andie je uwielbiała.
Morgan odłożyła ramkę na miejsce, po czym powróciła na kanapę. Colin kontynuował zadawanie pytań.
— Znają państwo nazwiska jakichś znajomych Andie? Koleżanek, kolegów, a może miała chłopaka, narzeczonego, męża?
— Nie miała mężczyzny — odparł szybko ojciec Uważała, że prawdziwa miłość znajdzie ją, jak będzie potrzebna. Nie szukała na siłę. A znajomych miała dużo. Była otwartą, wspaniałą dziewczyną. Ludzie ją lubili... Zapiszemy nazwiska, jeśli to potrzebne, ale nie znamy wszystkich.
Widać było, że ojcu ofiary zależy na złapaniu sprawcy i dołoży wszelkich starań, by wesprzeć działania policji. Dzięki temu C&C mieli dodatkową motywację do pracy, gdyż bardzo nie chcieli go zawieść.
— Czy Andie miała jakichś wrogów?
— Nie — odparł od razu, a matka potwierdziła to energicznymi ruchami głowy. — To była bardzo spokojna dziewczyna. Nie chodziła na imprezy, nie wariowała. Całymi dniami siedziała w domu nad książką. Wychodziła tylko do pracy, czasem na spotkania ze znajomymi albo na zebrania kółka literackiego. Nie szlajała się za chłopakami, nie wracała do domu pijana. Była złotym dzieckiem, choć ubolewaliśmy, że nie założyła rodziny. Zasługiwała na to... Tym bardziej że bardzo kochała dzieci...
— Czyli rozumiem, że nie posiadała własnych? — dopytywała Catherina. Pamiętała, że w miejscu jej śmierci znaleziono zdjęcia dziewczynki i chłopca. Musiała zbadać, czy mieli jakiś związek z ofiarą.
— Nie.
— A może zajmowała się dziećmi jakichś kuzynów albo znajomych?
— Nie! — odparł nerwowo ojciec, a żona rzuciła mu przelotne spojrzenie.
C&C postanowili dłużej nie męczyć tych państwa. Rozumieli, że ten dzień dostarczył im już wystarczającą ilość emocji i że potrzebują spokoju. 
— Dobrze, w takim razie mamy już tylko jedno pytanie. Proszę pomyśleć i postarać się odpowiedzieć, czy Andie mogła mieć coś wspólnego z osiedlem Forest Hill? To obrzeża miasta.
Niespodziewanie matka zaniosła się jeszcze większym płaczem. Potem w mieszkaniu zapadła krępująca, nieprzyjemna cisza, przerywana jedynie podciąganiem nosa i jękami wydobywającymi się z ust zdruzgotanej pani McDowel. Mąż myślał przez chwilę nad zadanym pytaniem, ale nie potrafił przypomnieć sobie, czy córka wymawiała kiedyś przy nim tę nazwę. W tej kwestii nie potrafił być pomocny.
— Nie. Nie wiem. Bardzo wątpię. Nie miała po co przebywać na obrzeżach. I z własnej woli na pewno tam nie poszła... — Ostatnie zdanie wypowiedział szeptem, uświadamiając sobie, że ktoś siłą zaciągnął jego ukochany skarb w miejsce morderstwa.
— Moglibyśmy teraz zobaczyć pokój Andie?
— Róbcie, co chcecie.
I z tego pozwolenia zamierzali skorzystać.


Ten rozdział był spokojny, ale już niebawem przejdziemy do ostrzejszej akcji. Tu skupiłam się na wątku kryminalnym, ale spokojnie... miłosne, obyczajowe itp. wkrótce powrócą;D
Jest bardzo długi, wiem. Ale nie było rozdziału chyba ponad 2 tygodnie, więc chciałam to jakoś zrekompensować ;)

PROSZĘ O GŁOSY W ANKIECIE! ;**


127 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. No, to nareszcie jestem z tym właściwym komentarzem! Miałam go napisać wczoraj, ale dopadł mnie taki leń, że jedyne, co mogłam zrobić, to położyć się i oglądać film. Coś strasznego xD
      Nie wiem, czy kiedykolwiek będzie tak, że wejdę do Ciebie, przeczytam rozdział i nie będę miała co napisać w komentarzu. Po prostu jest tyle kwestii wartych poruszenia, że nawet nie wiem, od czego zacząć tak na dobrą sprawę xD
      Po pierwsze sprawa tych komputerów. Już na samym początku wydało mi się to nieco podejrzane, bo kobiecie z pierwszego domu też zginął komputer, na dodatek w całym domu pełno było książek dla informatyków. Tyle, że nie wiem, czy teraz można było mówić w ogóle o kradzieży, skoro ona była porwana i przetrzymywana w tym domu. Ale ogólnie to może chodzi właśnie o to, że ci ludzie wiedzieli coś, czego nie powinni wiedzieć, albo stworzyli jakiś program lub przechwycili jakieś dane? Nie wiem, ale nie uważam, żeby ci wszyscy ludzie byli tak przypadkowo brani z ulicy. Nadal twierdzę, że to, że zostaną zamordowani tacy, a nie inni ludzie było zaplanowane. Nawet, jeśli pozornie wyglądało na wypadek.
      No bo serio. Jest jakieś osiedle, jego właściciel, który się zmył i nie wiadomo, gdzie jest, bo nikt go nigdy nie widział, no i szereg domków, gdzie w każdym ginie jeden człowiek. Każdy jest porwany (niby przypadkiem) i to na dużo wcześniej, niż zginął. Ta sprawa śmierdzi na kilometr. Weźmy na przykład samego właściciela. Przecież policja wie, jak się nazywa, wiedzą, gdzie jest zameldowany, a on jakby zapadł się pod ziemię, co w dzisiejszych czasach i technikach, jakie stosuje policja, jest niemal niemożliwe. A jednak. Więc myślę, że on też był w ta sprawę zamieszany.
      Dalej. Ci ludzie byli porywani z osiedla, spod miejsca pracy, czy takich typowych miejsc, gdzie niemożliwe jest, żeby być samemu. Więc porywacze musieli być zgrani i szybcy, bo gdyby dali ofierze czas na stawianie oporu, to przecież prędzej czy później ktoś by zareagował.
      A w ogóle, tak zbaczając nieco z tematu, to bardzo mi się podobało, jak pokazałaś reakcje rodziców na śmierć tej dziewczyny. Wiadomo, że i dla policjantów to nie było nic przyjemnego. I w ogóle to nie wiem, jak mimo wszystko jej ojciec mógł z nimi rozmawiać. Ja rozumiem, że oni chcieli pomóc, ale myślę, że na jego miejscu to wypieprzyłabym ich choćby przez okno. Serio. Bo to nie pomaga, jak dopiero się dowiedziałeś o śmierci bliskiej osoby, a już masz odpowiadać na dziesiątki pytań typu „kim była, z kim się przyjaźniła, czym się interesowała” itp. Więc podziwiam jej ojca za to opanowanie. Chociaż widzę, że ani dla Catii, ani dla Colina ta sprawa nie była łatwa. W sumie rzeczywiście, ale w filmach zawsze gliniarz powiadamia rodzinę o śmierci bliskiej osoby i potem to rodzina jest ukazywana, jej uczucia i to cierpienie, a nikt nie przejmuje się tym, co ten człowiek musi czuć, pozbawiając rodzinę ostatniej nadziei na to, że jeszcze kiedykolwiek zobaczą bliską osobę
      Aaaale! Ty sobie nie myśl, Kicia, że ja tego rozkojarzenia Colina nie dojrzałam! Ja kuźwa wiem, o czym, a raczej o kim on myśli! I ja mu te myśli z głowy wybiję i to raz dwa! On ma się teraz na sprawie skupić, a nie na jakiejś dziuni z klubu. A może by jej się tak coś stało? Nawet mam takiego suchara, który nie wiedzieć czemu pasuje mi do sytuacji. To słuchaj:
      -dlaczego dziewczynce upadł lizaczek?
      -Bo wpadła pod autobus.
      (Ba dum, tsss) Ja wiem, nie śmieszny, ale gdyby dziewczynce dać na imię Lyss, a to „upadł lizaczek” zamienić na „spóźniła się na randkę z Colinem” to idealnie pasuje do sytuacji. I nagle od razu robi się śmieszne (wiem, to okropne, że życzę komuś śmierci. Nawet, jeśli jest to tylko postać z bloga. Ale ja kuźwa jestem zazdrośnicą, i co zrobisz, jak nic nie zrobisz?), no nie? Kuźwa, Ruda, ja powinnam zostać komikiem. Czujesz to?

      Usuń
    2. Aaa, jeszcze! Bym zapomniała! Ja nie wiem, czy postaci Longa i Coopera są jakieś znaczące, ale chyba nawet bardziej polubiłam tego mruka, bo takie postaci zazwyczaj są najbardziej wartościowe. Więc nie wiedzieć czemu, przypadł mi do gustu chyba nawet bardziej niż łysy Cooper (swoją drogą to takie śmieszne nazwisko, no nie? Powiedz to na głos. Cooopeeer xD )
      Dobra, Kicia, ja lecę, przepraszam za taki chaotyczny komentarz (nawet chyba bardziej niż zazwyczaj :/ ). Buźki, kisski i całuski wysyłam :*** i macham ręką na do widzenia (mach, mach)!

      Usuń
    3. Ciebie złapał leń? Kicia, ja już nie wiem ile zalegam z komem u ciebie! Rozdział przeczytany od razu po dodaniu, a kom jak kom... ;/
      Bardzo mnie cieszy, że zawsze jest tu coś, do czego chcesz się odnieść. Ale że aż tyle? <3 Jestem mega zaskoczona (pozytywnie!!) tym, jak to wszystko odbierasz. Tak rzeczowo, konkretnie i widać, że rozumiesz to, co chciałam przekazać. Nie czytasz po łebkach, tylko główkujesz o co tu może chodzić, a to dla mnie największa radość. Bardzo chciałam, żeby ktoś się zainteresował tym na tyle, by chcieć to chociaż przemyśleć po swojemu. ogromnie się ciesze, że mogłam to przeczytać w twoim komentarzu ;))
      Chciałam tym fragmentem z rodzicami trochę smutku wprowadzić. Może takiej melancholii. Pokazać, że to, co zrobili mordercy istotnie zmieniło życia innych ludzi, wpłynęło nie tylko na Forest Hill, ale także poza nie.
      Powinnaś zostać komikiem, zgadzam się z tym;D Uważam, że nawet suchar opowiedziałabyś tak, że byłby zajebiście śmieszny:D Uwielbiam twoje żarty w komentarzch, haha :D Ale o tym już pewnie wiesz, bo powtarzam to bez przerwy.
      Long i Cooper będa istotni, ale nie jakoś mega szczególnie. Zresztą, wszystko wyjdzie w trakcie.

      Dziękuję Kicia! :**

      Usuń
  2. Na razie tylko tyle, ale napiszę więcej wkrótce.
    <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Mogę w końcu normalnie już komentować.
      Ja ogólnie mam teorię. Ci mordercy porwali tych mieszkańców i kazali coś zrobić przez te komputery. Może jakieś włamanie do rządowych komputerów, stworzenie wirusa albo wykradnięcie jakichś tajnych danych, no a potem by zatrzeć ślady, musieli się ich pozbyć. Reszta to jakieś inne przedsiębiorstwo, musieli zrobić coś innego, tylko jeszcze nie mam pomysłu co. A tych morderców wynajął ten facet, co jest właścicielem tej dzielnicy i to on wszystko wykombinował! Jestem tego prawie pewna!!! Tylko nie wiem jaki on miał cel w tym wszystkich. A może jakieś machlojki? Przekręty? Forsa? Nie wiem...ale stawiam na niego!
      Jestem też ciekawa, dlaczego wybrano te dziesięć osób. Nie sądzę by to był czysty przypadek. Facet musiał mieć w tym cel, musiał z jakiegoś powodu ich wszystkich wybrać. To prawie jak Piła XD no ale dobra, zakładam, że tamta trójka siedziała w komputerach i znała się na systemach operacyjnych oraz hakerstwie. Więc dobra, tu mamy motyw. Potrzebował informatyków, okay. No ale co z resztą? Na razie nic nie wiem, nie dałaś mi wskazówek innych. Czuje się jak detektyw, no w sumie czasem bywał jak ninja i tajny szpieg XD lubię zagadki takie kryminalne. Bosz, zaczynam pisać od rzeczy. Wybacz mi, u mnie to norma. Jak mnie coś najdzie to nie przestanę pisać.
      Współczuje naprawdę rodzinie zmarłej. W sumie każdej rodzinie współczuje pop utracie bliskiego członka rodziny, a zwłaszcza dziecka. Nie wyobrażam sobie jaki to musi być ból po utracie i kogoś i nigdy nie chce, aby i mnie to spotkało, bo ja wtedy bym chyba trafiła do psychiatryka. Ja na serio bym nie dała sobie psychicznie rady z tym bóle i utratą kogoś bliskiego... :( to jest zbyt straszne T.T No ale wracając do tematu... C&C niech złapią tych sukinsynów (przepraszam za słowo). Ja uważam słuszną zasadę: oko za oko, ząb za ząb, więc skoro oni zabili tyle osób, to powinni zapłacić też za to życiem, ale wcześniej powinni być trochę torturowani. No bo śmierć to za lekka kara na takie bestialstwo!! Muszą jeszcze zapłacić za ból całej rodzinie i bliskich. W życiu bym nikomu nie darowała, jak by ktoś skrzywdził osoby, które kocham. Choćbym miała sama trafić do więzienia, po prostu musiałabym się zemścić. W sumie policja i tak by nic nie zrobiła. W sensie w Polsce, bo w USA to jest tam inaczej i tam wydaje mi się, że przynajmniej pracują odpowiednio oraz bardziej przejmują się krzywdą innych.
      Czekam na ciąg dalszy!
      Duuuuuuuuuuuuuuuużo weny i czasu!
      Pozdrawiam ciepło! <3 :)












      Usuń
    2. I wybacz za tą przerwę XD za dużo enterów dałam... T.T

      Usuń
    3. W USA możesz zastrzelić każdego, kto bez pozwolenia wejdzie na twoją posesję xD W Polsce jest za to nawet dożywocie. Przynajmniej tak słyszałam odnośnie USA. Także wiesz... kompletnie inny świat, inne prawo;D Niestety, nie mogłam nigdzie w internecie znaleźć publikacji na temat amerykańskiego prawa, bo z chęcią bym przeczytała...
      Też jestem czasem za "oko za oko". Zależy gdzie. Jeśli ktoś mnie walnie, też go walnę. Ale jeśli osoba, którą kocham mnie skrzywdzi - wtedy nie będę się mścić. Myślę, że trochę z tego podejścia dostanie ode mnie Catherina;D
      Bardzo mi się podoba, że kombinujesz, myślisz, wymyślasz i dzielisz się ze mną tymi teoriami. Ja oczywiście nie zdradzę ile w tym prawdy, a ile nie, ale ogromnie się cieszę, że takie rozważania powstają!!
      Dziękuję za komentarz! ;***

      Usuń
    4. Wiem, USA to w ogóle inny świat i podoba mi się tamte niektóre prawa, jak np. te, które napisałaś i uważam, że to słuszne i każdy powinien mieć takiego prawo do obrony własnego mienia. Słyszałam prawdziwą historię, gdzie facet z Meksyku przyjeżdża do Polski. Wszystko fajnie pięknie, aż zastrzela włamywacza. Nie wiedział, że tu za coś takiego idzie się za kraty, więc wrócił do Meksyku, bo tam to każdy pilnuje swego i ma prawo nawet zabić. A tutaj nawet za lekkie uszkodzenie ciała włamywacza czy jakiegokolwiek przestępcy, lecisz za kraty. To jest gówniane polskie prawo... Nawet kobieta, który zabiła gwałciciela (na szczęście nie zdarzył jej zgwałcić) by poszła za kraty, ale na szczęście została uniewinniona. Więc widać, że w Polsce to musi najpierw dojść do krzywdy, by potem ofiara mogła się bronić, co dla mnie jest totalną głupotą...jeszcze polska policja...śmieje się prosto w twarz i jedynie zbija bąki... Miałam okazję się przekonać.
      Ja uwielbiam być detektywem!! Domyślać się, co, kiedy, jak, dlaczego! Czuje się jak szpieg albo agent! Naprawdę! A jeszcze lepsze jest, gdy potem okazuje się, że się myliłam i autor mnie zaskakuje. Jeśli lubisz kryminał to gorąco polecam film japoński Death Note - Notatnik Śmierci i Death Note - Ostatnie nazwisko, na cda jest z lektorem więc spokojnie wszystko zrozumiesz. Chyba nigdy nie oglądałam jeszcze tak świetnego filmu z tak wspaniałą i zawiłą fabułą. Jednakże jeszcze bardziej opadła mi szczęka przy oglądaniu anime (film jest na podstawie właśnie anime) o tym samym tytule. GORĄCO POLECAM!!! Tak brzydko powiem, ryje banie całkowicie i to jest mistrzostwo!! Może nie lubisz tych "chińskich bajek", ale to akurat polecam, warto się przekonać. Jest świetnie wykonane i żaden film kryminalny nie równa się z tym. Może też zainspiruje Cię. Im więcej się ogląda, tym bardziej wciąga i o mało serce mi nie stanęło, by w końcu wszystko się wyjaśniło. XD Polecam całym serduchem!!
      Pozdrawiam!

      Usuń
    5. Meksyk to w ogóle jest inny świat;D Przecież tam są takie mafie, że chyba każdy mieszkaniec ma przy sobie broń;D Ale fakt, że w Polsce najpierw musi się coś stać, a potem dopiero można działać. Policja jest u nas jaka jest, ale w dużej mierze to wina prawa. Przecież to nie policjant ustala zasady, on się tylko musi nimi kierować;/ A prawo tu mamy koszmarne...

      Fakt, nie lubię tych chińskich bajek i uciekam od anime, ale skoro mówisz, że dobre... W ogóle Japońce mają zryte banie (tak moim zdaniem), więc nie dziwię się, że film ryje banie;D Skoro tak polecasz to na pewno obejrzę! ;)

      Usuń
    6. Ale już bliżej niż do Polski xD fakt, u nas prawo jest też takie, że nieraz płakać się chce, ale niektórzy policjanci to też jakby byli z jakiejś mafii i mają swoje ciemne strony... :/
      Haha Japończycy mają specyficzne poczucie humoru, to fakt, ale niektóre filmy/anime są na wysokim poziomie. Nie polecałabym nic wiedząc, że ktoś nie lubi anime, ale to akurat jest naprawdę dobre i to gatunek kryminalny, detektywistyczny z odrobiną fantasy. Akurat myślę, że w Twoich klimatach. A ze zrytą banią raczej chodziło mi, że jest tak dobre i zawiłe, że człowiek jest pod wrażeniem xD możesz zacząć od filmu, choć tam jest tylko malutka cząstka. ;)

      Usuń
  4. Cześć :)

    Takie skomplikowane sprawy, gdy przy wielobójstwie nie ma połączenia między denatami, są najciekawsze, bo trzeba się cholernie namęczyć, a ja uwielbiam czytać o tym procesie ;)
    Tak mi przyszło na myśl przy tych opisach - a sprawdzono karty dentystyczne? Czasami to pomaga.
    Dość duża liczba sprawców, można brać pod uwagę jakiś miejscowy gang.
    Wow, to wymyśliłaś z tymi komputerami. Przyznam, że wnioski C&C wydają mi się logiczne, jestem tylko ciekawa, jak wiele z domysłów okaże się prawdą.
    Co zajmuje myśli Colina? Lyss, to proste :D
    Po opisie polubiłam Davida Longa. Poważnie. Może to przez tę nietuzinkowość? Albo cięty język? Never mind.
    Właściciel osiedla, który jest niczym duch? Jaram się jeszcze bardziej :3
    Strasznie podobają mi się te wstawki z dokumentów. A daty wydają się coraz bardziej podejrzane.
    Nazwisko Adams pojawi się już niedługo i u mnie :)
    "— Sprawców na Forest Hill też było kilku. Przyjechały trzy auta. Zorganizowane porwanie i zorganizowane morderstwo. Ktoś dokładnie wiedział, co robi i nie działał sam. W obu przypadkach to ci sami ludzie, Catia. Jestem pewny." - jaram się! <3 Właściwie nie mam własnych konkluzji, ale uważam, że to było porządnie zaplanowane, co do kroku z uwzględnieniem wszelkich możliwych scenariuszy.
    McDowelów. Po spółgłosce apostrof jest zbędny.
    O tak, informowanie bliskich o śmierci jest straszne. Mogą oni zareagować nawet histerią, a mało kto potrafi zapanować nad rozhisteryzowaną postacią. Sama często nie wiem, jak podejść do tej kwestii.
    Andie pracowała w księgarni i sama coś pisała? Kurczę, chętnie bym ją poznała. Jednak za późno na to. Moje kondolencje, państwo McDowel.
    Ja też lubię takich świadków, którzy na czas rozmowy odbiegają od targających nimi uczuć i rzeczowo odpowiadają na pytania, a także wyrażają chęć pomocy. To ułatwia śledztwa.
    Czasami taka wolna ręka też wiele daje.

    Kurde, dość składny komentarz jak na kogoś pijącego drugą lampkę (drugą i pół?) wina. Huehuehue.
    Ach, przyznam szczerze, że uwielbiam opisy śledztwa, kiedy to są świadkowie/rodzina denata. Wiele informacji można od nich wyciągnąć, tylko trzeba wiedzieć jak, by nie zadać jeszcze większego bólu. C&C się to udało.
    Może i rozdział spokojniejszy, ale mnie przypadł do gustu ;)

    Czekam na nn ^^
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że masz takie pozytywne odczucia po rozdziale ;) Tak, był spokojniejszy, ale to cisza prze burzą:D Trochę tych poszlak się pojawiło, ale też uważam, że takie zagmatwanie i duża ilość denatów są ciekawe. Mam nadzieję, że tego nie spieprzę;D A za wytknięcie błędu dziękuję.
      I za komentarz! ;**

      Narobiłaś mi ochotę na wino :<

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Hej hej!
      Pojawiam się tutaj i tak na początku myślę, że pasuję mi przeprosić, za nieobecność. Ale! Później przeczytałam post informacyjny, o tym co Cię wkurza, a co nie i... stwierdzam, że chyba muszę ubrać torbę na głowę i wyciąć sobie dziurki na oczy xd. Nie wiem, może jestem jaka,s przezorna, ale w pewnym sensie, dałaś mi do myślenia. Uświadomiłaś mi, że jestem cholerną zołzą :o (w zasadzie fakt powszechnie niby znany xdd).
      Blee! Monologuje i pisze bez sensu x.x W każdym razie, przemyślałam wszystko! Powracam, gdyż nie ma sensu opuszczać kochanych czytelników. (Ale chyba nie odeszłam bez słowa? ;-;)
      Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie zbytnio zła :c Zawsze kochałam Twoją powieść i mogę zapewnić, że nigdy, ale to nigdy nie pomijałam żadnej kwestii w rozdziale. Czytam zawsze wszystko do końca! (Jeszcze ja miałabym coś pominąć związanego z Colinem? xd). Poza tym, od zawsze Cię podziwiałam ^^
      Dobra dosyć, z tymi przemyśleniami, to się za bardzo rozpisałam xd Teraz zabieram się za Catii i Colina :D
      Od razu na początek! ,,Masowy mord [...] wykonanych tylko po to, by zadać ból bądź odczuć przyjemność z rozlewu krwi." Nawet nie masz pojęcia, jak bardzo mi się to zdanie spodobało ^^ Może i jestem jakaś chora psychicznie, ale no jaki to ma klimat! Wręcz mogłabym rzec,że policjanci praktycznie nie biorą tego pod uwagę, no bo jakim trzeba być cholernym sadystą i psycholem, żeby wymordować tyle ludzi ot tak z kaprysu! No ludzie ludzie! Niemniej jednak, ten tekst mi się spodobał :D Nadał takiej grozy :D
      Tak się zastanawiam... jakim cudem nie ma kolesi w bazie : o No bo, ktoś taki normalny aż takiego zmasowanego ataku nie dokonuje, to muszą być jakieś ,,siły specjalne" więc tak myślałam, że już jakiś trop będą mieć. Teraz, to szczerze jestem przerażona co do tego, jak ustalą sprawców :x Rzeź, rzeź, rzeź!
      No ja nie rozumiem! Dlaczego właśnie, zupełnie obce osoby, z innych terenów zostały przywiezione do tego miejsca i zabite dokładnie w tych domach i dlaczego zabrano im laptopy?! :o Tak szczerze, to gdybym miała mieć taką sprawę, od razu strzeliłabym sobie w łeb! Dla mnie to taki ciężki przeskok, ustalili, że trupy już sobie chwilkę leżały i gniły. Rodziny zgłosiły zaginięcia i policja szukała ich, więc tak w zasadzie... to nie rozumiem, co mogli robić na tym osiedlu. No bo wydaje mi się, że gdyby mięli ich najpierw trzymać w celach jakiś, a później zaciągnąć tam do tych domów, to pozostawili by jakieś ślady. Chociaż, teraz gdy tak o tym myślę, to może właśnie tak było, że zaciągnęli ofiary do tych domków. A tak poza tym, to odniosłam wrażenie, że to całe osiedle jest martwe. Dosłownie całe. '-'
      NIENAWIDZĘ TEJ CZCIONKI X.x
      ,,Więc pani Brum rocznicę spędziła sama, gdyż jej mąż w tym czasie rozkładał się w domu z numerem osiem..."
      Wiesz co ! :D To cholernie brutalne xd Śmieszne, ale brutalne xd Och jak ja kocham ten czarny humor :D
      Tak w zasadzie, to nie wiem co myśleć o tej sytuacji w domu ofiary ;x No nie wiem nie wiem :X W zasadzie to raczej pokazałaś właśnie taką profesjonalną pracę, typowe zadania policjantów.
      W każdym razie jestem ciekawa co i jak i dlaczego tam ich zaciągnęli. To mnie kręci najbardziej :D
      Wybacz, że dzisiaj tylko jeden rozdział przeczytam :c Możesz być pewna tego, że bez słowa od Ciebie nie odejdę :*
      Pozdrawiam ^^ No i przepraszam, za te wywody :P

      Usuń
    2. Kochana, ale ja wcale nie myślałam o tobie, pisząc ten post. W ogóle nawet nie brałam cię pod uwagę (co akurat teraz jest komplementem:D). Wiem, że ze mną jesteś, a problem a czasem ma każdy, więc spoko. Nie oczekuję komentarzy pierwszego dnia po dodaniu postu, dlatego ściągaj tą torbę łba :D
      Haha bardzo się cieszę, że ten tekst ci się spodobał:D Jeśli ty jesteś psychiczna, to ja też. Chyba obie uwielbiamy takie klimaty.
      Wcale się nie dziwię, że na razie ciężko cokolwiek zrozumieć, ale już niebawem powinno się to zmienić. Coś tam może w końcu wyjaśnię, żeby nie było tak tajemniczo:D
      Też lubię czarny humor;D

      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
    3. Idealnie tutaj pasuje ten fragment ,,Nie jesteś saaaamaaa... nie jesteś saaaamaa!" XD
      Powiem szczerze, że kamień spadł mi z serca :D

      Usuń
    4. "Nie jesteś sama"? gdzie jest taki fragment?:D

      Usuń
    5. W jakiejś piosence xD Chyba :p Gdzieś to kiedyś słyszałam XD

      Usuń
  6. Tak właściwie to czytając poprzednie rozdziały nie zwróciłam uwagi na to, jak nietypowa jest cała ta sprawa zabójstw na osiedlu. Oczywiście, wydawało mi się dziwne, że zostali zabici wszyscy mieszkańcy, każdy w swoim domu, ale jakoś do głowy mi nie przyszło, że rzeczywiście trzeba było wiedzieć, kiedy zastanie się każdego z tych ludzi w domu. Już nie wspominając o tym, że sposób zabijania jest dosyć nietypowy. Dopiero C mi to wszystko uświadomiła :))
    Bardzo klimatyczny jest ten rozdział. Zdecydowanie dreszcz może przebiec po plecach, kiedy czyta się o tych wszystkich ofiarach, a już szczególnie, kiedy okazuje się, że zostały zaciągnięte na to osiedle siłą, wszystkie tego samego dnia i w dodatku nie wiadomo, co je ze sobą łączyło. Zastanawiam się, czy może wszyscy nie byli wybitnymi informatykami albo coś w tym stylu. A najbardziej zastanawiają mnie w ogóle zdjęcia. Czemu znajdowały się w miejscu egzekucji?
    Coś mi się zdaje, że zamiast odpowiedzi w kolejnych rozdziałach znajdę raczej kolejne pytania i tak szybko niczego się nie dowiem. Póki co to chyba mój ulubiony rozdział. Czekam na kolejny!

    Pozdrawiam
    teorainn
    smiertelny-pocalunek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie cieszę się, że rozdział nieco poszerzył spojrzenie na tę sprawę. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz zwrócę uwagę na fakty, które początkowo nie zostały zauważone ;)
      Oj tak, zdecydowanie na razie nie da rady wyjaśnić niektórych rzeczy. Coś się będzie wyjaśniało, coś się bardziej skomplikuje. Za łatwo by było:D
      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  7. Kurczę, poważne wejście w śledztwo. Dzięki temu, ze wszystko opisujesz bardzo doladnie i skrupulatnie, czytelnik sam moze analizowac i wyciągac wnioski, bawic sie w deketywa, a jednoczesnie postaci sie nie myla. To naprawde neisamowita umiejetnosc. Co prawda, czytajac peirwszy fragment, caly czasy myslalam, po co oni potrzebuja laboratoriow do identyfikowania denatow, skoro prawdopodobnie są to mieszkancy domow i wystarczy albo poszukac dokumentow, albo dowiedizec sie w Urzędzie Miasta, kto gdzie mieszka. Ale poxniej wyszlo na jaw, ze domy nalezą do Latynosa, a ofiary , pewnie wszystkie, mieszkaly tak anrpawde gdzies indziej. To bylo sprytne zagranie, podobalo mi sie xD Ale jednak powinnas w tym pierwszym fragmencie opisujacym profesjonalnim zeposlu policjantow napomknac o tym, że to nie byli mieszkancy czy cos, bo tak to sie czloowiekowi wydaje, ze policjanci nie wpadli na najlatwiejszy sposob identyfikacji ofiar.
    podoba mi sie podzial pracy w tym sledztwie. Jak wida,c jest bardzo duzo do rooboty. Co nieco zostalo już ustalone, ale chyba to wszystko ejszcze bardizej przeraza, bo potwierdza, ze nie dosc, iz mordercow bylo klilku, to cala akcja byla zaplanowana w szczegolach, ze postanowili oni najpierw porwac ofiary, a poxniej wywieźć je na obrzeza miasta i pozabijać. Zastanawia mnie, czy ten Latynos ma cos z tym wspolnego, nie sadze., aby to bylo takie w stuprocentach oczywiste, ze tak, moze sam stal sie ofiarą? Jednak i tak jest interesujace, po co mu tyle domow i gdzie sie podzial? Może jest kozlem ofiarnym, a moze w ogole nie istnieje? przerazajace jest także to, że mordery wiedzieli cos o ofiarach, jak np. w przypadku tej kobiety o dzieciach... no chyba ze ona miala ze soba fotke siostrzencow. Bo jakos nie chce mi sie wierzyc, zeby ofiary urzadzaly w tych domach swego czasu jakies orgie czy coos. Ciekawe za to jest to, ze w tych domach byly ksiazki inforamtyczne... Hm... w ogole kto tam pomieszkiwal?? tyle pytan, ach, uwielbiam to!
    faktycznie nie bylo w tym rozdziale zadnej prywaty, ze tak powiem, ale tak szybko sie czytalo i z takiem przejeciem! Ciekawe, czemu Collin byl taki nieswoj. Hm... moze będzie o tym w nastepnym poscie. Z niecierpliwoscia czekam na jego publikacje xDxD pozdrawiam goraco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że nic się nie miesza i dałam możliwość główkowania po swojemu. W sumie celowo opisuję wszystko tak szczegółowo, żeby czytelnik miał możliwość wejść w skórę detektywów i wczuł w to wszystko. Mam nadzieję, że tak będzie cały czas;D Nie napisałam o tym, że nie znaleziono danych tych ludzi, bo... w sumie byłam pewna, że napisałam o tym, gdzieś wcześniej. A teraz już sama nie wiem, bo zmieniałam ten tekst tyle razy, że mogło mi się popieprzyć :D
      Bardzo się cieszę, że masz tyle pytań! Myślę, że niektóre z nich wyjaśnią się niebawem, a na inne będzie trzeba poczekać dłużej. Żeby ciekawość nie zmalalała;D
      Bardzo dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
    2. Wydaje mi sie, ze nie było o tych danych wczesniej;) ale moze sie mylę. O tak, bardziej mi zależy na utrzymaniu napięcia niz na Poznaniu zbyt szybko odpowiedzi, juz mozna kombinować, a co bedzie pozniej-nie moge sie juz doczekać na sama myśl:) zapraszam na świeżo dodana nowosc na zapiski-Condawiramurs :)

      Usuń
  8. Talent widoczny gołym okiem.
    Motyw historii... wygrałaś !
    Do tego Twoja wyobraźnia :o
    To cudowne :D
    ~ Sagiri

    OdpowiedzUsuń
  9. Długo mnie nie było, bo jakoś się z tego wszystkiego wycofałam. Chyba potrzebowałam chwili wytchnienia i odpoczynku, ale Twojego bloga nie opuściłam i regularnie, co jakiś czas zaglądałam tutaj. W końcu nadszedł czas powrotu, a ja od wczoraj siedzę i czytam różne blogi, nadrabiając. I Twój był jedną z niewielu wisienek na torcie. Miłe zakończenie dnia i rozpoczęcie, bo kończyć czytać rano zaczęłam. Prolog był świetny i właściwie w swojej strukturze przypominał rozdział, ale wcale to nie przeszkadzało. Fajnie wiedzieć trochę o przeszłości Dana i kim był, co robił i takie tam. Dobry z niego przyjaciel i dowódca, dużo ma na głowie i jak widać to się na nim odbija. Szalona Ally, śluby, rozwody — kto by pomyślał! I rozdział pierwszy o Cath — wytrwała i pewna siebie z niej babka. Miło przedstawiłaś jej postać, lubi się ją. A Colin jest super, strasznie lekko czyta się dialogi między nimi. No i Cam <3 Na gify z nim mogłabym godzinami patrzeć, cudny jest. Życiowy partner Caty bardzo się od niej różni, ale jak to mówią — przeciwności się przyciągają. Dobrze, że się wspierają. I nowe poszlaki w sprawie — swoją drogą śmieszny ten staruszek z lombardu — jakoś tak dziwny przypadek, że dzień wcześniej zamontował kamery. No, w każdym razie myślę, że to nie koniec, bo za łatwo by im poszło :D. A jednak poszło. Szkoda Claude’a, miły chłopak. Wracając do Caty to jakoś bardziej przy jej boku pasuje mi Colin, a nie Jacob :p Tym bardziej, że ona nie jest mu obojętna, ale sami podjęli taką, a nie inną decyzję. Dotarłam do rozdziału drugiego — zaczynamy! Świetne są te Twoje opisy i jak czasami mam trudności z ich czytaniem, bo są nudne to u Ciebie je uwielbiam. No i Cath, mimo że twarda policjantka to i niezdecydowana kobieta, jak każda w takich organizacyjnych sprawach. Mamy morderstwo. Podejrzanie ciche to osiedle — może każdy został wymordowany, przerażająca wizja, ale cóż, no po prostu, pamiętając pierwszą wersję krwawe osiedle :D Okropna masakra, nawet dla policjantów musi to być duże przeżycie. Chyba byłabym za Colinem i odpuszczeniem tej sprawy. Skoro sam Martinez, a przecież dobrym szefem był, uważał, że ma wątpliwości to coś w tym być musiało, ale rozumiem też Caty, która jak coś zaczęła to chciała doprowadzić do końca. Ciężka sytuacja. No i uch, zabijasz Cam’em na gifach! Co się dzieje z Colinem? Nie dziwię się, że martwiła się o przyjaciela, bo w końcu blisko z nim była w życiu, i w pracy też. Dobrze, że Jacob jakoś ją podźwignął na duchu. Nie jest taki zły :D Cath się martwi, a Colin ratuje piękne damy z opresji! Ale, szczerze powiedziawszy, przydałaby mu się baba, aby po Caty nie cierpiał! No i jednak zajmą się tą sprawą. Mam złe przeczucia, oj mam. Trójka i — jestem prawie na bieżąco! Ostatni rozdział do nadrobienia! Robi się coraz ciekawiej. Mało poszlak, ale można kombinować i próbować domyślić się o co w tym wszystkim chodzi. Ja bym z chęcią czasem uciekł od żony — zdanie wygrywające wszystko :D Takie informowanie o śmierci musi być okropne, aż ciarki przechodzą.
    Wiem, że komentarz nieco chaotyczny i niepoukładany, ale ważne, że jest. Teraz i ja będę już na bieżąco! Czekam na więcej! : )
    Pozdrawiam! CM Pattzy
    At your command

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, ależ się cieszę, że wróciłaś! Raz, bo brakowało mi twojej obecności i opinii, a dwa - bo brakuje mi twoich rozdziałów! Wiem, że pojawił się ostatnio nowy i już zacieram na niego rączki. Tylko czasu mi ciągle brakuje ;/
      Najbardziej się cieszę chyba z tego, że nie męczą cię opisy. Też tak czasem mam, że opisy mnie ogromnie nudzą, dlatego staram się robić wszystko, żeby tu tak nie było. Skoro wychodzi, to jestem szczęśliwa. Bardzo możliwe, że Cat byłoby lepiej przy Colinie, ale to było by za proste;D Aczkolwiek różne zawirowania się tu jeszcze pojawią. Ogromnie się cieszę, że chciało ci się to wszystko nadrabiać i nie opuściłaś mnie na dobre. No i że się podobało, bo to przecież najważniejsze. Mam nadzieję, że kolejnymi nie zwiodę! ;)
      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  10. Wreszcie jestem na bieżąco! Mała rzecz, a cieszy.
    W każdym razie rozdział bardzo mi się spodobał. Momentami zmuszał do zastanowienia się nad pewnymi kwestiami. Mnie osobiście najbardziej nurtuje powiązanie między ofiarami, bo jednak jakieś musiało zaistnieć skoro to oni, a nie kto inny poniósł śmierć.
    Drugą sprawą równie intrygującą są same domy. Skoro nie stanowiły własności zamordowanych, to dlaczego właśnie oni się w nich znaleźli? I kto mieszkał w nich wcześniej, bo ślady zamieszkania były dostrzegalne? I skąd wzięła się w jednym z nich ta fotografia? Oj, mam mętlik w głowie!
    Poza tym, strasznie szkoda zrobiło mi się rodziców tej dziewczyny. Niezwykle wiarygodnie opisałaś ich relacje. Te straszne, że przez tyle czasu nie mieli oni żadnych wiadomości, wciąż żyli nadzieją, a teraz słyszą takie informacje i wszystko staje się nieważne :( I tak podziwiam ojca tej dziewczyny, że mimo wszystko znalazł w sobie siłę, aby odpowiedzieć na parę pytań. Może to jakoś naprowadzi na ślad sprawcy, a raczej sprawców...
    Czekam na ciąg dalszy
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zasadzie powiązania wcale nie musi być. To zależy od tego, co kierowało sprawcami. Ale masz rację, prawdopodobne, że jednak byli powiązani. Ciesze się, że powstało tyle pytań! ;))
      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  11. Rozdział jest rzeczywiście dość spokojny, ale to całkowicie zrozumiałe, biorąc pod uwagę kategorię spraw, które teraz porusza opowiadanie.
    Nie mam pojęcia, jak Catii i Colinowi udaje się zachować taki spokój i niewzruszenie, czytając o tych wszystkich zmarłych ludziach. Każdy z nich miał rodziny, plany, marzenia... Ale śledztwo wymaga odłożenia na bok własnych uczuć, by jak najlepiej widzieć wszystkie poszlaki i właśnie ta umiejętność czyni z C&C tak świetnych policjantów.
    Przekazywanie rodzinie informacji o śmierci najbliższego to straszne zadanie i widać nawet ich to czasami przerasta. Colin jednak zdołał wypowiedzieć te słowa i uważam, że świetnie oddałaś emocje rodziców. Ten płacz matki i ojca, szloch, gdy już myśleli, że nieco się uspokoiła... Dobrze, że ojciec jest jak najbardziej chętny pomóc w śledztwie, może dzięki temu policjanci znajdą coś więcej. Nawet w tym rozdziale już się udało im coś ustalić, mianowicie, że dzieci z fotografii to siostrzeńce zabitej. Mam nadzieję, że one nie są jednymi z ofiar?
    Nie wiem, co więcej napisać, ale takie przerywniki od akcji zdecydowanie się przydają, ponieważ dają szansę na jeszcze bliższe zapoznanie się z bohaterami, poznanie ich myśli, itd. Tworzysz cudowne opisy, które aż chce się czytać, a uczucia bohaterów oddajesz wspaniale. Do tego dochodzi wspaniale zarysowana sprawa Krwawych Osiedli i wiążące się z nią nieskończone tajemnice. Gdybym czytała wszystko ciągiem, zapewne nie mogłabym się oderwać, a tak pozostaje mi tylko czekać na kolejny rozdział.
    Życzę weny! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, muszą odłożyć uczucia na bok, bo inaczej by zwariowali. A tego byśmy nie chcieli:D Dzieci nie były ofiarami. Tylko dorośli ludzie znajdowali się w tych domach ;)
      Ogromnie się cieszę, że tak cię wciągnęło! Chyba nie ma większego szczęścia dla autora;! Dziękuję za komentarz i miłe słowa ;**

      Usuń
  12. Hej :). Tak sobie wpadłam i skomentuję ;p. Cóż, wybacz, ale zacznę od końca, bo czytałam sobie Twój rozdział kawałkami, bo siostra mnie wygoniła. To ja myślę, że ich tam przywieziono i może nawet na jeden dzień zamknięto? Związano czy coś? Nie wiem, może kazano im się gdzieś włamać? Może byli hakerami? Może ta dziewczyna coś zobaczyła i postanowiła to opisać, a to było coś o nich? Nie wiem ;d. No również uważam, że ich wszystkich porwano, bo jakże by inaczej. Chyba, że niektórym tam zwabiono... no ale nie. Jedną porwano, więc coś jest nie tak. A może zajęło to dwa dni, bo wszystkich trzeba było tam przywieźć, jedni się zjawili, a drugich trzeba było porwać? Może to coś związanego z informatyką? Nie wiem, może oni mieli taką pasję? A może dano im nowe mieszkania, kazano się urządzić... albo właśnie pod przymusem mogli to zrobić... Może właśnie sprytna dziewczyna dała zdjęcia dzieci swojej siostry, aby coś tu było nie tak. A może to ci goście coś tak zhakowali z ich komputerów i pobrali jakieś zdjęcia itd. Urządzili im pokoje... Może dokładnie takie sam pokój będzie w jej rodzinnym domu, jak tam na tych osiedlach? No nie wiem, nie wiem co też ich łączy. Coś pewnie. Może oni wysłali jakiegoś wirusa sieciowego, który się załapał na jakieś komputery i widzieli ich np. pokój czy coś. Nie wiem czy takie w ogóle istnieją ;D.

    "Miał żonę, którą kochał, i na którą — jak jak to facet — bez przerwy narzekał oraz trójkę dzieci." <-- powtórzenie jak jak
    Gdzieś jeszcze była literówka w słowie kwiecień, gdzieś pomiędzy tymi informacjami o ofiarach.
    Cieszę się, że nauczyła się pisać SMS-a, ale... jakie SUV'ami ? Kurczę będę bić po łapach. Jeżeli masz słownik w domu, to popatrz odmiany, jeżeli takiego nie masz, internet stoi otworem. No ale ogólnie to piszę się tak jak w przypadku tego SMS-a. Czyli powinien być SUV-ami. Skąd ten kurde angielski apostrof? Jeżeli kończy się coś na "e" i inne samogłoski, to tak, wtedy jest apostrof. Tylko z y jest jakoś inaczej. Chyba. Nie wiem, należałoby to sprawdzić. Ale jak jeszcze raz coś takiego zobaczę, to Cię zjem ;p.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, masz mnóstwo teorii. Swietnie mi się je czytało:D Powiem ci, że w niektórych jest troszkę prawdy. Może nawet więcej niż troszkę ;)
      Nie bij, każdemu się błędy zdarzają, a ja polonistą nie jestem. Już zakapowałam xD Poprawiam!

      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  13. Rozdział spokojny, ale to wcale nie znaczy, że gorszy czy lepszy - po prostu WSPANIAŁY! Wspaniały, bo pokazuje prawdziwą pracę amerykańskich gliniarzy. Idealnie wszystko opisujesz i czuję się, jakbym czytała naprawdę bestseller Kinga albo Cobena. No mega!!! Aż brakuje mi słów, żeby opisać wszystko to, co podobało mi się w tym rozdziale.

    Tu poznajemy trzy ofiary Forest Hill. A bardziej dokładnie Andie. Zastanawiam się czy Andie McDowel to przypadek, czy zerżnęłaś imię i nazwisko od tej aktorki? Wgl masz pojęcie, że jest taka aktorka Andie MacDolwell? (no, tylko troszkę inaczej się pisze:D ) Moim zdaniem Czarni (ups, wyprzedzam fakty....) nie bez powodu wybrali Andie. Musiała mieć coś na sumieniu, albo musiała być dla nich pod jakimś względem interesująca, skoro porwali ją i zamordowali. Czy mogło chodzić o tą książkę, którą pisała? Nieeee, wg mnie to mega błahy powód dla takich zabójców. Tu musiało chodzić o coś zupełnie innego, znacznie poważniejszego. Może Andie wcale nie była taką idealną, grzeczną i spokojną córeczką jak opisują ją rodzice?

    Colin i Catia są bardzo zgranym zespołem, uwielbiam ich! <3 Ciekawa jestem co tak gryzie Colina, że nie potrafi się skupić? Mam nadzieję, że Catia tak jak obiecała, pogada z nim na ten temat.

    Naprawdę dla mnie? Oj, Ruda, jesteś przekochana! <3 Aż się wzruszyłam!!!!!!!!!!!! Dziękuję z całego serducha Kwiatuszku! <3 :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A proszę! Cała przyjemność po mojej stronie ;)))
      Jeju, naprawdę porównałaś mnie do Kinga i Cobena? Aż drgnęłam, hah:D Cholernie mi miło, choć jeszcze baaaardzo długa droga przede mną, żeby osiągnąć taki poziom. O ile w ogóle kiedykolwiek go osiągnę. Ale tak czy inaczej, dziękuję! <3
      Ej, nie mam pojęcia, że jest taka aktorka;D Po wpisaniu w google poznaję tą twarz, ale nazwiska nie kojarzyłam. Trudno, nie będę już zmieniać. Moja jest przez jedno 'l', a tamta przez dwa. Niech zostanie;D
      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  14. Długi rozdział? Żartujesz?! Nawet nie wiem, kiedy dotarłam do końca. :)

    Ale się dzieje! Jak to możliwe, że te domy wyglądały na zamieszkałe? Skąd te zdjęcia? Przecież oni mieli swoje mieszkania, a skoro tamte były wykorzystane tylko 'na potrzeby' morderstwa, to przecież sprawców musiało to kosztować sporo trudu, żeby sprawić, że te domy wyglądały na zamieszkałe i wręcz zapuszczone, niesprzątane od dawna. Tylko po co? I co robili w ciągu tych dwóch dni? Czyżby faktycznie chcieli ich wykorzystać do jakichś 'informatycznych' celów, a potem ich zlikwidowali, żeby nic nie powiedzieli? Ale w takim razie, co - wszyscy, cała dziesiątka była im potrzebna akurat w tym samym czasie? W końcu łatwiej porwać jedną osobę niż dziesięć, poza tym pozostali mogli być potencjalnymi świadkami zabójstwa, w końcu skoro umieścili każdego w innym domu, to przecież nie mogli ich wszystkich upilnować. Co, jakby któryś z nich, nie wiem, uciekł? Albo zorientował się, że coś jest nie tak i dał znać odpowiednim służbom? Jaka korzyść z tego dla nich płynęła, skoro jednak - bądź co bądź - ryzykowali? No, chyba, że zabili wszystkich na raz, dokładnie w tym samym czasie... Ale znowu czy w takim razie strzał nie byłby szybszy? Rach-ciach i po bólu, zminimalizowaliby tym długość całego 'zabiegu' i tym samym również i ryzyko. Chyba, że to jacyś psychopaci, których cieszy widok krwi i zadawanie bólu... Jejku, tyle niewiadomych!
    Ta cała Andie... może ona coś ukrywała? Może nie była taką grzeczną dziewczynką. Tylko czy jej rodzice nic by nie zauważyli? Mieszkali z nią, a skoro wracała z pracy o tej samej porze, to przecież nie miała kiedy. Chyba, że w czasie pracy zajmowała się zupełnie czym innym. Jeśli z pozostałymi dwiema ofiarami, które C&C mają rozpracować, będą również miały tak samo intrygujące sprawy do rozwikłania jak ta, skąd w domu, w którym zamordowano Andie, znalazły się te same zdjęcia, to naprawdę, nie mogę się doczekać następnej części. I obym nie musiała czekać za długo. :D

    Pierwszy akapit opisujący tę drugą ofiarę, Michaela Bruma, powinnien być chyba inną czcionką. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już poprawiłam tę czcionkę. Nie zauważyłam, że jest inna;)
      Widzę, że nasunęło się dużo pytań, ale bardzo mnie to cieszy! Niebawem większość z nich się wyjaśni, choć niektóre pozostaną tajemnicą trochę dłużej. Zmierzasz z przemyśleniami w bardzo dobrym kierunku, a to sprawia mi dużą frajdę;D
      Może rzeczywiście Andie nie była grzeczną dziewczynką... Kto wie? Ja, haha;D Ale nie powiem! ;D
      Bardzo się cieszę, że nie możesz się doczekać ;* Już niedługo pojawi się nowość ;)

      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  15. Jestem i ja! W miarę wcześnie jak na mnie.
    Ciekawe, jak rozwinie się to całe śledztwo. Dobrze, że C&C towarzyszy dwóch bardziej doświadczonych mężczyzn. Może to sprawi, że ta sprawa nie zawładnie ich życiem całkowicie tak jak obawia się Colin.
    Dobrze, że mają jakieś dowody i poszlaki od których mogą zacząć. Ta sprawa wydaje się jak takie szukanie igły w stogu siana. Niby coś mają, ale wciąż zdaje się to być niewystarczające. Miejmy nadzieję, że rozmowy z rodzinami ofiar przyniosą jakieś wskazówki.
    Ogólnie to podziwiam Catię i Colina za umiejętności takiego logicznego myślenia. Dla niektórych to nic wielkiego, ale serio, szacun, że tak umiejętnie łączą wszystkie wątki, doszukują się szczegółów i tak dalej. Czasami myślę sobie, że chciałabym wykonywać pracę ich pokroju, ale nie wiem, czy dałabym sobie z tym radę.
    Dlaczego mam przeczucie, że Angie wcale nie była taka niewinna i grzeczna za jaką uważają ją jej rodzice? Dziwnie zareagowali na wieść o osiedlu. Może oni również coś ukrywają. Mam nadzieję, że laptop i inne prywatne rzeczy dziewczyny dadzą im jakiś trop.
    Czekam na kolejny rozdział i życzę masę weny!
    Pozdrawiam! :)

    all-except-you-ff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, może obecność Coopera i Longa pomoże Colinowi i Catherinie. Chociaż... jak ma się coś złego w życiu stać, to i tak się stanie, bez względu na wszystko.
      A no cóż, C&C żyją z tego logicznego myślenia. Gdyby nie to, nie utrzymaliby się w policji. Zresztą, doświadczenie też robi swoje. Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  16. Ten rozdział wcale nie był spokojny. Może rzeczywiście nie było pościgów, czy strzelanek, ale za to były negatywne emocje, które sprawiły, że w najmniejszym stopniu nie czułam spokoju. To wiadome, że rodzina cierpi po utracie ukochanego dziecka i reakcje typu płacz, niedowierzanie, nawet złość są jak najbardziej na miejscu. I to właśnie sprawiło, że rozdział był raczej smutny i przytłaczający. Aż przykro mi się zrobiło. Ale to świadczy o tym jak doskonałe są twoje opisy i jak wielki ładunek emocjonalny wkładasz w te wszystkie zdania. Według mnie to ważne by czytelnik mógł coś poczuć czytając daną treść a nie tylko przelecieć i nawet go to nie obejdzie. (Układam ten komentarz późnym wieczorem... kurde jeszcze wyjadę ci tu z efemerycznością życia i marnością nad marnościami :>) Mówiąc już poważnie naprawdę zastanawiałam się nad ironią losu, bo w jednej chwili idziesz do sklepu po głupią mąkę, w następnej jedziesz związana, w worku na głowie jakimś autem, a w ostatniej... kaput... a przecież potrzebujesz tylko mąki! Mało pocieszajaca wizja umierania.
    Nie wiem dlaczego fakt, że zmarła pisała powieść na komputerze, wywołał uśmiech na mojej twarzy. To taki miły akcent. :) Lubię młodych pisarzy. Ciekawe czy to coś pomoże w sprawie :)
    Skupiłaś się tutaj na tym jak toczy się sprawa. Przede wszystkim ogromnie się cieszę, że funkcjonariusze nie stoją w miejscu, ale mają już jakieś poszlaki i zmierzają w jakimś konkretnym kierunku. Sprawa jest bardzo skomplikowana, bo jak zawsze przy twoich opowiadaniach próbuje zgadywać do czego prowadzą te wszystkie elementy i pomimo zaprezentowanych spostrzeżeń bohaterów póki co nie jestem w stanie wymyślić niczego konkretnego.
    Najbardziej zastanawia mnie po co sprawcy robili sobie tyle zachodu, by porywac różne osoby, zbierać je, każde do innego domu (skoro to masowa egzekucja rownie dobrze mogliby kazać im kleknac na środku jezdni i wszystkich rozstrzelać, po co ten podział na domy?)
    Czy nie łatwiej byłoby dopaść każda ofiarę oddzielnie? Szybciej prościej... cokolwiek się za tym kryje, sprawa mocno śmierdzi, ale mam nadzieję, że C&C z pomocą tamtych dwóch policjantów dowiedzą się, co się tu wyprawia i dobiorą im się do ich Czarnych tyłków ;)
    Życzę morza weny i pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha zdecydowanie powinnaś pisać komentarze wieczorem, bo bardzo mi się podoba twój tok rozumowania i sposób dedukcji. Tak, rozdział był przytłaczający i obawiam się, że wiele takich się jeszcze pojawi. A druga część na przyjemniejszą wcale się nie zapowiada. Ale w taki klimat jakoś łatwo mogę się wczuć, więc... Cieszę się, że masz takie zdanie na temat moich opisów. Nawet ogromnie cieszy! ;)
      Ta... umieranie przez potrzebę mąki rzeczywiście jest głupie ;/
      To za wcześnie, by móc coś konkretnego wymyślić, dlatego nie dziwię się, że niewiele na razie przychodzi do głowy. Będzie jeszcze sporo zawirowań i dziwnych faktów, więc sporo jeszcze może się zmienić w postrzeganiu tego wszystkiego. Cieszę się, że jest tyle pytań, bo to znaczy, że sprawa ciekawi, a o to mi przecież chodzi! ;)

      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  17. Podoba mi się Twoje logiczne myślenie. Wszystkie ich rozważania mają sens i widać, że są porządnie przemyślane. Ta wersja opowiadania faktycznie jest o wiele bardziej dopracowana od poprzednich i widać, że poświęcasz dużo pracy na napisanie rozdziału. :) Świetnie Ci to wychodzi. :)
    No to nieźle... czyli ofiary nie mieszkały na tym osiedlu. Ciekawe, czemu w takim razie znaleźli ich w domach, które wyglądały na używane. Nie wydaje mi się, żeby to byli przypadkowi ludzie. Mam dziwne wrażenie, że zostali dokładnie wybrani. Ale czemu akurat oni? I czemu w taki dziwny sposób zostali zamordowani? Jestem strasznie ciekawa jak to się dalej rozwinie. :) Na razie mają niewiele, ale widać, że powoli posuwają się naprzód. Mają już nazwiska ofiar, a to na pewno okaże się przydatne. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, poświęcam naprawdę dużo czasu, żeby to wszystko przemyśleć. I cieszę się, że widać większy wkład w porównaniu z poprzednią wersją. Progres to podstawa :D
      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  18. No cześć :)
    Prawda, rozdział dosyć spokojny i bardziej skupiony na tej stronie typowo detektywistycznej. No i tutaj naprawdę muszę cię pochwalić ponieważ cały ten wątek kryminalny, wszystkie procedury itd. wyszły ci naprawdę dobrze! :) Moja wiedza kryminalna wynika wyłączenie z oglądania tego typu seriali (od wszystkich CSI, NCIS, po wszystkie rodzaje Sherlock'ów ;] ) ale opierając się właśnie na tym, śmiało mogę powiedzieć, że naprawdę ci to wszyło. Jest porządek, jest logika i jest efekt. Tak trzymaj!
    Co do samych wydarzeń to nie bardzo wiem o czym się wypowiedzieć. Było spokojnie, C&C działają i wszystko powoli idzie w określonym kierunku. Co też znajdą w pokoju Andie? Czekam na odpowiedź w następnym rozdziale :)
    Pozdrawiam, Sapphire ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że nie zauważyłaś żadnych nieścisłości i jest w tym sens. Staram się, to dopracowywać na miarę możliwości i swojej wiedzy, która niestety nie jest tak duża jak bym chciała. Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  19. Ale mnie wciągnął ten rozdział. Ta sprawa jest tak niesamowicie intrygująca i dziwna, że każdy kolejny trop, na jaki wpadną C&C powoduje u mnie mętlik w głowie. Bardzo mi się podoba przedstawienie tych ofiar jako niemających na pierwszy rzut oka ze sobą nic wspólnego, bo to tylko zachęca do tego, żeby sobie pokminić, dlaczego to akurat oni zostali zamordowani. Na razie wiele w sprawie śledztwa nie wiadomo, toteż wiele sobie pogłówkować nie mogę, no więc czekam z niecierpliwością na kolejny cudowny rozdział i jeszcze więcej akcji ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się z tego mętliku:D Może dzięki temu rozwiązanie będzie bardziej emocjonujące, a czekanie na nie - intrygujące. Przynajmniej bardzo bym chciała, żeby tak było;D Obiecuję, że już niedługo będziesz mogła więcej pogłówkować;D
      Dziękuję za komentarz;**
      Dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
  20. Już widać że śledztwo łatwe nie jest. Ofiary nie mają ze sobą nic wspólnego i dopiero trzy tożsamości znaleźli. Znalezienie pozostałych siedmiu też pewnie będzie trudne.
    Ciekawe co C&C znajdą w pokoju Andie i czego się dowiedzą o pozostałych dwóch ofiarach.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  21. Hej! ;*
    No, cóż... Tu nie ma się chyba co dziwić, że śledztwo idzie na razie jak po grudzie, mówiąc prosto z mostu... Takie to wszystko poplątane i szczerze mówiąc, zastanawia mnie jak nasi bohaterowie wyłożą jakieś konkrety na stół.
    Ciekawie to wymyśliłaś, naprawdę! Jestem pod niemałym wrażeniem, bo to Ty jesteś tego wszystkiego podstawą, motorem napędowym, zatem naprawdę masz głowę do kryminałów. Wiedziałam, że piszesz perfekcyjnie i profesjonalnie, ale takie właśnie zagadki, niejasne sytuacje- no, chyba znalazłam mistrzynię. ;)) Wiem, że takie moje gadanie może dla Ciebie niewiele znaczyć, ale powiem jasno: jestem osobą, która lubuje się raczej w takich romansidełkach. Z kryminałami nigdy nie było mi po drodze, chyba nigdy nie przeczytałam tak konkretnie kryminału, a tu proszę- zafascynowałaś mnie. :)
    Czekam na następny! ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do konkretów jeszcze troszkę, a śledztwo idzie jak idzie, bo dopiero się zaczęło. Bardzo mi miło, że uważasz mnie za mistrzynię, choć do tego mi jeszcze daleko :D Zaczekajmy jak rozwiążę to śledztwo i zobaczymy, czy będzie takie ciekawe jak na samym początku;D Ale ogromnie się cieszę, że mimo nielubianej tematyki i tak ze mną jesteś i co więcej - że ci się spodobało. Takie komentarze to dopiero motor napędowy;D
      Dziękuję ;**

      Usuń
  22. Hej, wybacz, że komentuję tak późno, ale nie miałam czasu, żeby w spokoju przeczytać ten rozdział :) Ale w końcu go dzisiaj znalazłam więc o to jestem!
    Na początku - skomplikowana sprawa! Tak naprawdę nic jeszcze nie wiedzą...
    Ale że hakerzy? Właściciel osiedla, który zapadł się pod ziemię? Ciekawie to wymyśliłaś :)
    Mam nadzieję, że w pokoju Andy czegoś się dowiedzą.

    Pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam czego wybaczać ;)
      Oj tak, będzie skomplikowana;D Już ja się postaram!
      Dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
  23. Cześć!
    Cieszę się bardzo, że z takimi szczegółami opisujesz przebieg śledztwa. W rozdziale pojawiły się nawet akta zamordowanych osób.
    Nie mam pojęcia, jak dalej potoczy się śledztwo. Na razie nie potrafię sobie wyobrazić, jak i czy w ogóle uda im się rozwiązać tę sprawę. Wszystko wydaje się być takie tajemnicze. Żeby choć wszyscy, tak jak rodzice Andie, okazali się równie pomocni.
    Może przeszukani pokoju jednej z ofiar nada sensu śledztwu? Albo jeszcze bardziej je skomplikuje...
    Do następnego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że szczegóły są odpowiedzialne za klimat opowiadania i staram się do nich przykładać jak najlepiej. Cieszę się, że powstaje tyle pytań ;)
      Dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
  24. Hejo kochana! :3
    Rozdział świetny! Ten o dziwo bardzo fajnie mi się czytało :D
    To trochę dziwne, że w tym samy czasie zaginęło tyle osób. Podejrzane... Zastanawia mnie, co wymyśliłaś. W końcu bez powodu nie porwałoby się jakieś osoby. Szczególnie że później się ją zabiło...
    No naprawdę nie wiem, co mam o tym myśleć. Mam mętlik w głowie. Będę musiała poczekać na wyjaśnienia, bo jak na razie to nie mogę na nic wpaść. Podejrzewam tylko, że może być to sprawka tych Czarnych, co później powinni się pojawić ;)
    Czekam na nn! Potopu weny twórczej życzę! Pozdrawiam cieplutko! xoxo :***
    Maggie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ten o dziwo fajnie mi się czytało" - to znaczy, że inne nie? :D
      Tak, to fakt, że bez powodu by się ludzi nie porwało i nie zabiło. Powód musi być i jest. Za wcześnie jeszcze, żeby na coś wpaść;)
      Dziękuję za komentarz;*

      Usuń
  25. Tym razem jestem nieco szybciej. Nie ma to jak postępy.
    Co do rozdziału, to naprawdę nieźle mnie wciągnął. Podoba mi się, jak poprowadziłaś jego fabułę. Przedstawienie sprawy i wszystkich czynności z nią związanych - genialne! Zostałam tak zaintrygowana każdymi najdrobniejszymi detalami, prowadzonego śledztwa, że nawet nie zauważyłam, aby ten rozdział był jakiś dłuższy od poprzednich.
    Ogólnie przekazywanie przykrych, czy też bolesnych informacji ludziom, nie należy do rzeczy przyjemnych. Osobiście gratuluję ojcu zmarłej dziewczyny za względne zachowanie zimnej krwi i zdolność do konkretnego i zwięzłego odpowiadania na pytania. Mam wrażenie, że w następnych domach uzyskiwanie informacji może być trudniejsze...
    Swoją drogą nie spodziewałam się takiego przebiegu akcji. Teraz jakoś tak przebywanie w każdym domu tylko jednej osoby, przestało być dla mnie dziwne. Okazuje się wręcz normalne, w tej całej pokręconej sprawie. To jest tak tajemnicze i wciągające, że mimowolnie w mojej głowie również tworzą się różne scenariusze tego, co tak naprawdę się wydarzyło. Nie ukrywam, że nie mogę się doczekać rozwiązania tej sprawy i odkrycia, o co tak naprawdę w tym chodzi. Zresztą od razu widać, że ta historia toczy się inny torem niż pierwotnie. W tym momencie niewiele można przewidzieć, co bardzo mi się podoba.
    No cóż - oczekuję na ciąg dalszy, mimo że nie gwarantuję pojawienia się zaraz po jego opublikowaniu. Niemniej jednak na pewno przeczytam - najchętniej nawet teraz. A tymczasem życzę ogromnych pokładów weny! Pozdrawiam gorąco! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że tak ci wciągnęło! ;) Starałam się przekazać wszystko tak, jak się to robi w kryminałach, ale wiadomo - nie mam doświadczenia i nie byłam do końca pewna, czy zaciekawię. Ale skoro tak jest to ogromnie się cieszę! ;** Również z tego, że powstają różne scenariusze, nic nie jest oczywiste i zmusza do myślenia. W końcu.. chyba tak powinno być ;D
      Nie musisz pojawiać się od razu po opublikowaniu. Nie oczekuję tego. Dla mnie ważne, że jesteś i że czekasz. Dziękuję za to i za komentarz! ;**

      Usuń
  26. Przeczytałam rano i cały dzień tak myślałam co napisać, bo ja lubię pisać długie komentarze, a nie takie na odpierdol, ale naprawdę nic nie przychodzi mi do głowy. Rozdział nie był emocjonujący na tyle by mnie tak wiesz poruszyć do szybkiego klikania i przelewania na klawiaturę wprost do komentarza swoich myśli i odczuć, ale ten rozdział też nie musiał taki być, bo i takie poboczne, spokojniejsze muszą się zdarzać. Póki co szkoda mi bardzo tych umarłych i zastanawiam się jaka jest logika, że oni zostali tak po opuszczani akurat w tych domach i tak sobie myślę, że to jest może jakiś znak i szyfr, jakaś taka wiadomość od przestępców, albo od ich szefa, w końcu przestępcy też powinni mieć takiego bossa. No i znowu myślę o Jacobie i jego tajnej, drugiej stronie, choć być może i siostrzyczka Dana coś namieszała, albo jej mężulek. Czuję, że ty jakoś połączysz tych wszystkich bohaterów.

    Pozdrawiam i przypominam się, że nie byłaś u mnie na Legendzie, znaczy pewnie byłaś i przeczytałaś, ale ty tak jak ja czasami komentarze piszesz później niż przeczytasz, i samą siebie łapię na tym, że zapomniałam choćby napisać, że przeczytałam, by ktoś wiedział, że jestem i go nie opuściłam ;-)

    W ogóle ostatnio czas mnie tak goni, że dopiero dziś znalazłam chwilkę by nadrobić to co mnie interesuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie musisz mi przypominać, ja wiem, że nie byłam;) Wszystkie nowe rozdziały na blogach, które czytam zapisuję sobie w zakładce "Wasze blogi". Pod twoim nickiem od dawna stoi "ost", czyli że ostatni do nadrobienia, ale nie mam czasu na razie na długi komentarz. Na pewno przybędę, nie martw się ;)

      Tak, rozdział był spokojny i taki czysto opisowy, ale takie będą się zdarzały dość często. Musze dozować emocje, żeby zbyt szybko nie lecieć z akcją. Już raz to zrobiłam i efekt był opłakany. Tak, wszyscy moi bohaterowie jakoś tam się łączą i za jakiś czas zdradzę tajemnicę jak.
      Jedna uwaga. Dan nie ma siostry. Zapewne nawiązujesz do prologu, więc już spieszę z wytłumaczeniem.
      Dan miał kolegę - żołnierza Luke. Ten żołnierz miał żonę Claudię, która była w ciąży. Brat tej Claudii był kryminalistą, który tajemniczo wyszedł sobie z pudła, mimo że siedział za zabójstwo. Dan się zainteresował tą sprawą ze względu na ciekawość i sympatię do Luke. Ale tu nie ma żadnych powiązań rodzinnych między nim i kimś. Dan jest na świecie sam, było to dość jasno powiedziane ;) Ale takie pomyłki się pewnie będą zdarzać, bo informacji jest sporo;D Bohaterów zresztą też.
      Dziękuję za komentarz;*

      Usuń
    2. A to nie, to ja czasami mam tak, że przeczytam, zostawię sobie zakładkę na stronie by potem skomentować, a potem gdy komputer wyłączę, albo sama mu bateria padnie i sam się wyłączy, to zapominam o tym blogu i potem się tak dziwię "a dlaczego tu nie ma mojego komentarza?".

      Boże, co ja odjebałam z tą siostrą Dana. Chodziło mi o siostrę Mangusa, o tą panią A co się przy Colinie kręci i ja nie wierzę w przypadki, zwłaszcza na kartach takich powieści z nutką kryminału, więc ona musi coś tam... mieć jakiś cel musi po prostu w tym, że zaczepiła akurat jego.

      A co do prologu, to pamiętam o nim, ale zupełnie nie wiążę tej Claudie, już bardziej jej brata z tą całą sprawą, a ona co najwyżej może być jakąś niewinną ofiarą tej bandy.

      Jeszcze raz przepraszam za pomyłkę, po prostu czasami tak mam, że myślę dobrze, a napiszę źle. Ostatnio nawet starałam się napisać kolejny rozdział na Legendę i przez to, że obejrzałam film, z którego robiłam trailer i z którego wzięłam postacie, to mi coś odwaliło i Bruno był przez dobre trzy strony Marco, ale to wszystko wina zmęczenia, więc koniecznie muszę się wyspać zanim wrócę do pisania, bo wszystko pochrzanie.

      Usuń
    3. Aaaaa.... o tę siostrę. No tak, teraz to wszystko nabiera innego sensu;D Nic się nie dzieje, błędy się zdarzają ;)

      Usuń
  27. Hej haj hello! Przepraszam, że tak późno tu docieram, zwłaszcza, że Ty jesteś u mnie zawsze na czas, ale nie mam zaległych rozdziałów, więc jeszcze nie ma tragedii xD
    Mnie ciekawi co takiego się stało, że Colin był taki jakiś nieswój. Potem to zniknęło, bo zajęli się śledztwem, ale i tak mnie to nurtuje. Mam nadzieję, że jakoś to się wyjaśni. Co do sprawy, to na razie poszła ona trochę do przodu. Część ofiar została zidentyfikowana, rodziny odnalezione, jakieś informacje o zabójcach ujawnione. Tylko że w takich ciężkich sprawach według mnie początek zawsze toczy się dosyć szybko, dopiero po pewnym czasie wyczerpują się wszystkie pomysły, zadania do zrealizowania i wszystko utyka w martwym punkcie. Boję się tego momentu, bo to on jest chyba najgorszy. Kiedy się coś robi, przesłuchuje świadków albo bada ślady, jest całkiem inaczej, bo ma się wrażenie, że małymi krokami zbliża się do prawdy. A siedzenie za biurkiem i czekanie na przełom musi być wyniszczające.
    Co do rodziców Andie to widać, że ich informacja o śmierci córki głęboko poruszyła, ale też chcą być pomocni. Bardzo mnie ciekawi czy przeszukanie pokoju dziewczyny wniesie coś nowego do sprawy. No i ten wątek informatyczny - czekam na jego rozwinięcie, bo mam wrażenie, że on może być kluczowy w tej sprawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem na czas, bo twoje rozdziały są dość krótkie i mam takie szczęście, że dodajesz je akurat jak mam czas komentować;D To wcale nie znaczy, że ty u mnie też koniecznie musisz być na bieżąco ;)
      Dobrze, że dostrzegłaś "nieswojość" haha Colina;)
      O tak, zawsze prędzej czy później pojawia się ten martwy punkt. Ale postacie jeszcze o tym nie myślą:D
      Bardzo dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  28. Cześć, już jestem :D Rozdział bardzo mi się podobał, przyjemnie się czytało, chociaż druga połowa była dość smutna. Rzeczywiście widok cierpienia bliskich ofiary nie może być niczym przyjemnym i nikomu nie sprawiałoby przyjemności zawiadomienie ich o śmierci. Jednak dobrze, że ojciec Andie zechciał pomóc i zgodził się pokazać te wszystkie rzeczy. Liczę, że ta jej książka ma powiązanie ze sprawą, to by było naprawdę super! Ogólnie wskazówki w tak prywatnych rzeczach są bardzo ciekawe, więc liczę, że coś znajdą i to pomoże sprawie. Napisałaś, że niedługo pojawi się ostrzejsza akcja, więc bardzo się cieszę, mimo że teraz naprawdę nie jest nudno :)
    Pozdrawiam i czekam na next ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że nie jest nudno, aczkolwiek mam zamiar jeszcze trochę tu namieszać;D Może nie od razu ze strzelaninami itp, ale... ;D
      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  29. Melduję się... w końcu. Przepraszam, że znowu z poślizgiem, ale ostatnio wiecznie brakuje mi czasu -.-
    Genialny rozdział! Naprawdę, wszystko jest tak świetnie opisane, że aż momentami ciarki i dreszcze spacerują po plecach. Czapki z głów, kochana.
    Dzisiaj trochę na spokojniej, ale to całkowicie zrozumiałe. Temat śmierci i cierpienia jakoś ostatnio jest mi wyjątkowo bliski z nawet prywatnych przyczyn... Wchodzimy w sprawę coraz głębiej. Całość jest bardzo szczegółowa, ale to dobrze, można się "wgryźć" w temat, wszystko przeanalizować i nad paroma sprawami pomyśleć, bo za każdym razem, kiedy czytam u ciebie nowość, mam po prostu pytania w mojej głowie mnie wręcz bombardują, nie wiem, które są ważniejsze :)
    Hmm... zastanawiam się nad Colinem, bo jakiś taki dziwny, lekko... podejrzany :D Albo to tylko moje głupie przeczucia i nieprawdziwe spostrzeżenia.
    Niedługo "ostrzejsza akcja"? No to ja już zacieram łapki ^^
    Duuużo weny i buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie szkodzi ;*
      Bardzo się cieszę, że wywołuję czasem ciarki:D mam nadzieję, że z czasem będzie ich coraz więcej.
      A pytania... chyba będzie ich coraz więcej. Jedne wyjaśnię, drugie się pojawią. I masz rację, Colin jest trochę dziwny;D Nigdy nie uważaj swoich przeczuć za głupie ;))
      Dziękuję za komentarz! ;***

      Usuń
  30. Obiecałam, więc jestem!
    Już Ci mówiłam jak bardzo kocham Cię za rozdziały w pdf, ale jeszcze raz powtórzę. JESTEŚ GENIALNA ♥ Ściągnęłam sobie na telefon i na wolnych lekcjach w szkole przeczytałam go chyba trzy razy :D
    No dobra. Co do akcji opowiadania. Czekałam na ten moment, gdy C&C pojawią się na "krwawym osiedlu". To zapamiętałam najlepiej z poprzedniej części, którą potem usunęłaś i zaczęłaś pisać od nowa. Nie wiem jak Ty to robisz (jestem osobą, która nie przepada ani za filmami, ani za książkami kryminalnymi) ale każde Twoje dzieło nie pozwala mi, abym po prostu mnie minęło. Słowo! Ja zakochałam się w Twojej twórczości. :D
    Na początku, gdy Colin odrzucił sprawę byłam na niego zła tak samo jak Catia, ale kiedy zmienił zdanie miałam wrażenie, że cieszyłam się bardziej niż sama Morgan. Nie mogłam się doczekać właśnie tych opisów, które przybliżają nam pracę policji. Przyznam, że w sumie, to dużo o pracy policji nie wiedziałam, ale dzięki Tobie miałam okazję przybliżyć sobie ich zmagania.
    Tak myślałam nad tymi ofiarami i nie wiem dlaczego, ale mam nieodparte wrażenie, że one były wykorzystywane do jakiegoś celu. Tak jakby kazali im pracować może nad jakimś programem, a potem, aby zatrzeć ślady po prostu ich zabili. Ale z drugiej strony... wątpię, żeby zrobili to w taki sposób. Przecież lada chwila i całe miasto mogło o tym wiedzieć. A tego sprawcy raczej by nie chcieli. Zaintrygowałaś mnie tym i aż mnie nosi, kiedy uświadamiam sobie, że będę musiała poczekać jeszcze parę rozdziałów, żeby w końcu to ogarnąć :/
    Współczuję i Catii i Colinowi. Ja bym nie umiała przekazać tak strasznej wiadomości bliskim osobom ofiary. Na samą myśl o tym mam łzy w oczach. Podejrzewać, że na miejscu C&C płakałabym razem z załamaną matką. Niestety, ale by tak było. Nienawidzę siebie za ten charakter ;/
    Aaa i jeszcze zaciekawiło mnie to, że Andie pisała jakąś książkę. Mam nadzieję, że w dokumencie pojawi się chociaż jeden, mały szczegół, który rzuci światło na sprawę.
    Czekam na kolejny rozdział. Nie mogę się doczekać! ;o ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ się cieszę, że tak ci się podoba! Staram się, żeby było jak najlepiej i takie komentarze to po prostu miód na moją duszę;* Tym bardziej, że nie lubisz kryminałów, a to cię jednak wciąga. Bosko! ;**
      O pracy policji będzie tu jeszcze sporo, więc na pewno dowiesz się więcej. Ale bardzo się cieszę, że trochę ci to przybliżyłam. Będę się starać, by nic nie pomieszać;D
      A no to są minusy bloga... nie można przeczytać ile się chce;/
      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  31. Jestem w końcu! O rety, rety, co ty gadasz, że długi rozdział? Jakiś właśnie strasznie krótki mi się wydał *.*
    Cudo, cudo, rudzielcu ty mój ;) Co prawda akcji nie było za bardzo, ale ja uwielbiam kryminały, więc jestem zadowolona z tego co dostałam.
    Bardzo mi się spodobała twoja skrupulatność. Opisujesz pokrótce postać, kiedy ją wprowadzasz i potem się tego trzymasz, np. ten Cooper. Zapowiedziałaś, że narzeka na żonę i proszę bardzo jeszcze w tym rozdziale mamy jego gadanie o żonce ;)
    No i te opisy, ah te opisy! Jak ja je u ciebie kocham! Tak dokładnie wszystko określasz, wprowadzasz w świat, przedstawiasz! Mniam! ;p
    Skoro już tu jestem to mam ci do wytknięcia kilka spraw, może w tym rozdziale się nie pojawiły, ale tak ogólnie zauważyłam, że masz do nich tendencję:
    - !? - zawsze jak robisz wykrzyknienia z jednoczesnym pytaniem przedstawiasz to w ten sposób, a powinno być na odwrót, czyli ?!
    - nawiasy - w opowiadaniach raczej stosuje się myślniki, myślę że nie jest to błąd sam w sobie, ale myślniki do wtrąceniem itp. są odpowiedniejsze
    - no i w tym rozdziale: podciąganiem nosa- nie mówi się pociągnięciem?
    Nwm, może nie powinnam tak wypominać. Pojawiam się z porządnym komentarzem raz na ruski rok, a jeszcze kręcę nosem. Nie to, że mi nie odpowiada twoje opowiadanie, bo je uwielbiam tylko sama wolę jak mi ktoś mówi, jeśli zauważy jakiś błąd. Jeśli by ci to przeszkadzało to mów, krzycz, teleportuj się i walnij mnie w łeb, cokolwiek ci pasuje ;)
    Także ja już kończę i lecę rozważać czy bardziej pasuje mi Cat z Colinem czy z Jacobem, bo choć na początku byłam za tym pierwszym to teraz nie wiem! Tak dobrze w tej wersji opisałaś relacje C&J, że nie wiem! Wydają się idealni dla siebie, ale z drugiej strony mamy tę spontaniczność C&C, chemię, podczas gdy u C&J jest już dojrzały, spokojniejszy związek.
    Dobra, serio już czmycham ;) Bye, bye i do następnego razu ;*

    Lenena z http://hsdsintvd.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS Zagłosowałam w ankiecie jako czytam, ale nie komentuję z racji takiej, że wiesz jak to jest z moim komentowaniem. Sama na siebie jestem zła -.-

      Usuń
    2. Ważne, że jesteś;)
      Cieszę się, że tak się podobało! Staram się być skrupulatna i przedstawiać wszystko tak, żeby można było to sobie łatwo wyobrazić.
      Co do "pociągnięcia nosem" się z tobą zgadzam, muszę to poprawić. Ale co to "!?" nie. Czytałam o tym i wszystko zależy od tego, jak się chce przedstawić zdanie. Jeśli autor przede wszystkim chce ukazać emocje, nerwy, podniesiony głos to najpierw jest !, a potem ?. Jeśli to jest dość łagodna wypowiedź (mimo !), to najpierw stawiamy pytajnik.
      Ale ja się bardzo cieszę, że "kręcisz nosem". Nie odbieram to jako "przyjdzie raz na ileś i się wymądrza". Każda krytyka czy wytknięcie mi pomaga, więc im tego więcej, tym szybciej się nauczę albo zwrócę uwagę na jakieś sprawy! ;)
      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
    3. Nie wiedziałam, że jest taka różnica pomiędzy ?!, a !?. Mnie zawsze uczono, że ta druga forma jest błędna O.o
      Także, dziękuję, przy okazji i ja zmądrzałam ;)

      Usuń
    4. Tak cię uczono? Wow. Wiesz, ja nie chcę być mądrzejsza od nauczycieli, po prostu sama byłam kiedyś ciekawa i zajrzałam na kilka stron. Mam nadzieję, że nie wyczytałam tam głupot;D

      Usuń
  32. Podziwiam Cat i Colina za to, że potrafią zachować spokój. Wiadomo, praca policjanta, ale z drugiej strony myślę, że i tak trzeba doświadczenia oraz odpowiedniego nastawienia i odporności psychicznej, by powiadamiać bliskich o śmierci drogiej im osoby, wiedząc, że za chwilę mogą pojawić się wyrzuty, płacz, histeria czy inne emocje i zachowania, jakie targają ludźmi w takich sytuacjach.
    Rzeczywiście tym razem mieli szczęście, że rodzina chciała współpracować, chociaż w zachowaniu ojca Andie dało się wyczuć, że z chęcią wyrzuciłby policjantów za drzwi i gdyby to od niego zależało, to nie odpowiedziałby na żadne pytanie.
    No i nareszcie natrafili na jakiś trop. Na razie wydaje się, że to niewiele, ale coś mi mówi, że wraz z wizytami u kolejnych rodzin może to rzucić nieco więcej światła na całą sprawę. Chociaż i tak wydaje się mocno pokręcona i zagmatwana, ale to ogromna zaleta przy czytaniu.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę,że doświadczenie przy takich sprawach to podstawa. Do wszystkiego można się niby przyzwyczaić, ale potrzeba do tego czasu.
      Bardzo dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  33. Dobra. Jestem. Na wstępie : Przepraszam jeszcze raz za zaległości, albo, że wracam z komentarzem dawno po publikacji rozdziału ;( Wiedz, że śledzę bloga, za każdym razem widzę, że jest notka, ale czasem mam tyle do komentowania u innych, obowiązki, pisanie u siebie i eh :( Wybaczysz? No cóż, zrozumiem jak nie :P Ale rozumiem też ciebie, każdy liczy na jakieś słowo, bo przecież piszemy, nie tylko dla siebie, nie? ;)

    Już mówiłam, że lubię Catię i Colina? :P Powtarzam raz jeszcze i podziwiam ich spokój ducha. To bardzo ważne w takim zawodzie.
    Plus za szczegóły! Bardzo je lubię, podczas czytania uwielbiam przenosić w inny wymiar, taki wymiar jaki opisują pisarze. Dzięki temu, uwielbiam dane opowiadanie bardziej i bardziej.
    Jestem bardzo ciekawa, czy uda im się rozwiązać tę zagadkę. Mam nadzieję. Ci pozostawieni ludzie... Jak oni umarli? Kurcze... ciekawe.
    Ciekawe czego się o zmarłych ciekawego dowiedzą i czy pomoże im to w rozwikłaniu zagadki?
    Przekazywanie takich wieści bliskim, to bardzo trudna sprawa ;( Nie chciałabym być w ich skórze, a tym bardziej rodzin.
    Coś pominęłam? Myślę, że nie... Jestem ciekawa jak to potoczy się dalej ;) Życzę weny i mam nadzieję, że się nie gniewasz ;) :*** A jak gniewasz, to wybacz po stokroć! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana! Nie tłumacz mi się. Wystarczy, że powiedziałaś, że jesteś i że nieobecność wynika z braku czasu. Nic więcej mi nie trzeba;) Nie mam czego wybaczać, bo nie mam powodu, żeby się gniewać :)
      Wszystkie tajemnice za jakiś czas się wyjaśnią. Ja jak zwykle nic nie powiem, bo spoiler to chyba najgorsze co może zrobić autor:D
      Nie gniewam!! :**** Nie myśl tak już nigdy, co?:D

      Dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
  34. Witaj :) Rozdział bardzo ciekawy i smutny. Łezka w oku się mi zakręciła jak czytałam opis reakcji rodziców Andie na wieść o jej śmierci :( Ale..ale... czy Andie faktycznie była taka grzeczna i nie sprawiająca żadnych problemow??? Może to taka ''cicha woda'' książki, kólka literackie, wieczory przy pisaniu książki... A może ciężka praca przy komputerze w niewiadomym celu? Mordercy potrzebowali informatyków, a tu nagle mól książkowy, po co?? Ciekawe co będzie w jej komputerze.Pozdrawiam serecznie AZ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no właśnie, to jest dobre pytanie;D W końcu nie zawsze jesteśmy tacy, jakimi widzą nas nasi rodzice. Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  35. Znów z opóźnieniami, ale jestem ;)
    Cóż, najbardziej ze wszystkiego zastanawia mnie chyba to, jakie te ofiary mogą mieć ze sobą powiązania. Być może posiadały jakieś informacje, które nie mogły ujrzeć światła dziennego, więc po prostu pozbyto się problemu. Ale tak szczerze to już sama nie wiem, czy ta moja teoria nie jest czasem za bardzo naciągana :D W każdym razie ciężko się domyślić, o co tak naprawdę może chodzić, bo teorii jest wiele. Możliwe też, że te osoby nie mają ze sobą nic wspólnego, a ich zabójstwo i to pozostawianie w domach ma coś na celu, nie wiem, przekazanie czegoś, czego oprawcy wymagają lub co planują wkrótce zrobić. Sama widzisz, to nie jest takie proste, bo zawsze w którymś z moich rozmyślań coś mi nie pasuje do reszty :D Na przykład jeszcze odnośnie Andie to, że pisała tę książkę na komputerze, to też jest interesujące, bo to nie musiała być wcale książka. Ciekawi mnie, czy coś wyniknie z tych przeszukiwań, bo być może zostanie odnaleziona tam jakaś chociażby poszlaka.
    Cenię Catię i Colina za to, że się nie poddają i że choć sprawa jest dziwna i jednocześnie dość wyraźnie niepokojąca, to oni nadal dążą do sedna, szukają czegokolwiek, co może ich w jakiś sposób naprowadzić na właściwy trop, poświęcają wiele dla swojej pracy i oddają jej się w naprawdę wielkim stopniu. Mają u mnie za to dużego plusa ;)
    To chyba na tyle, jeszcze raz przepraszam za zwłokę po raz następny, czekam na kolejny rozdział i pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo podoba mi się twój tok rozumowania. No i to, że kombinujesz, szukasz, myślisz. Ogromnie mnie to cieszy! ;)
      Nie przepraszaj mnie za zwołkę, najważniejsze, że jesteś! :)
      Dziękuję za komentarz! :**

      Usuń
  36. Genailny rozdział!
    Cat i Caroline są świetne. Podziwiam je. Tak samo ich rodziców. świetny rozdział Ruda ;)

    OdpowiedzUsuń
  37. Witam :) Mój komentarz będzie lekko nieogarnięty, przepraszam.
    >Rozdział naprawdę wciągający! Nim się obejrzałam, już się skonczył.
    >Polubiłam rodziców Cat i Caro. Również ich podziwiam. Normalnie oaza spokoju ;) powinno się z nich brać przykład.
    >Podoba mi się zagadka. Ona wprowadza tu "to coś" i nie mogę doczekać się jej rozwiązania.
    >Nie wiem dla czego, ale mam najdzieję, że nie będzie dużo ofiar i trupów. Myślenie o tym nie jest miłe, co dopiero przekazywanie o tym rodzinie.
    >Lubię C&C - nic dodać, nic ująć ;D
    >Przez Ciebie (a raczej dzięki tobie) zaczynam lubić kryminały. Biorę się za czytanie następnego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rodziców Cat i Caro? Nie rozumiem:D Jakiego Caro? I jakich rodziców?

      Dziękuję za komentarz ;)

      Usuń
  38. Wypadałoby przeprosić za tak długie zwlekanie z przeczytaniem i skomentowaniem rozdziału. ;) Ale zapewniam, że nawet jeśli nie będzie mnie przez dłuższy czas, to zawsze nadrobię w swoim czasie. ;D
    Śledczy na razie szukają po omacku. Ale szukają. Nie siedzą bezczynie, tylko starają się znaleźć choćby okruch, który pomoże im odkryć prawdę. Mam wrażenie, że są gotowi sprawdzić pod każdym kamieniem i w każdym kącie, ale to dobrze.
    I coś jednak mają. Same książki były w stanie podpowiedzieć im ewentualny motyw. Jak na moje oko, atakujący wcale nie musieli się ukrywać, bo mieli znaczną przewagę. Nie tylko liczebną. Dobrze wiedzieli, po co przyszli. Agresja nie była im obca. Poza tym byli uzbrojeni. Normalny człowiek we własnym domu nie siedzi przecież uzbrojony i czujny, spodziewając się ataku w każdym momencie. Ale jednak zastanawia mnie, jak udało im się zastać wszystkich w jednym miejscu? Ofiar było dużo. Nietrudno o to, by choć jedna osoba wyłamała się z szeregu. Czyżby, tak jak powiedziała Catia, dokładnie obserwowali osiedle? Albo może poszli dalej i upewnili się, że żadna z ofiar nie będzie miała odwagi by opuścić bezpieczne schronienie?
    Czyli 3/10 ofiar było kompletnie niezwiązane wcześniej z osiedlem, tak? Nagle zaginęli i znaleźli się na osiedlu. Cóż, ciekawi mnie, czy przebywali tam z własnej woli, może pod jakąś obietnicą?, czy faktycznie zostali porwani. Śledczy posuwają się dalej w swoich podejrzeniach. Ale jak tak dalej pójdzie, to będą mieli naprawdę wiele możliwości do sprawdzenia, co oznacza nadgodziny. Martwię się tylko, żeby ta sprawa ich faktycznie nie przytłoczyła. Muszą mieć przecież jakieś życie poza pracą, a jak na razie to nie widzą świata poza sprawą i choćby nawet chcieli, są zawaleni robotą.
    Tak wydaje mi się, że sprawcy w jakiś sposób wykorzystali te porwane osoby. Coś od nich chcieli. Ale co takiego? W tym momencie na myśl przychodzą mi te podręczniki informatyczne. Może te osoby miały jakieś zdolności w tym zakresie? Albo niekoniecznie chodziło o informatykę, ale właśnie o te zdolności, które sprawcy chętnie by wykorzystali we własnym celu. Ale Andy pisała tylko książki. Tylko albo aż. Czy sprawcy mogliby to w jakiś sposób wykorzystać? Nie mam pojęcia. Może przeszukanie pokoju coś podpowie śledczym. Martwi mnie to zdjęcie siostrzeńców Andy na osiedlu. Czy to jakiś znak od sprawców, że należy się z nimi liczyć? Czy Andy sama je tam zostawiła, próbując myśleć o jakichś pozytywach, kiedy została porwana? Tylko, czy osoba, która wychodzi jedynie po mąkę do sklepu, nosi ze sobą zdjęcie dzieci własnej siostry?
    Dużo zagadek w tym rozdziale. Było nad czym pomyśleć w czasie czytania i jestem pewna, że i po przeczytaniu pozostaje wiele do przemyślenia. I tu trzeba ci przyznać, że jesteś mistrzem w rozwijaniu właśnie takich, kryminalnych, wątków. Chylę czoła, naprawdę!
    Pozostał mi następny rozdział do przeczytania, ale tym zajmę się jutro, jeśli będę miała czas. Niestety tak to teraz jest, że doba ma dla mnie zdecydowanie za mało godzin. Coś chyba o tym wiesz, prawda? ;)
    Pozdrawiam i całuję! ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, przepraszać mnie nie musisz, bo ja dobrze wiem, że do mnie zajrzysz;)
      Masz racje, byliby zdolni poszukać pod najmniejszym kamieniem. W końcu sprawa tego wymaga. Dobrze, że zwróciłaś uwagę na to, że ofiary były na osiedlu wszystkie razem, bo to dość istotne dla sprawy. Na razie niewiele wiadomo, więc się nie dziwię, że masz tyle pytań. Ogromnie się cieszę, że masz takie dobre odczucia odnośnie tych moich zagmatwanych wątków. Ja 'Mistrzem"? Oj, dziękuję! <3 Niezmiernie mi miło;D

      Dziękuję za komentarz! ;**
      I oczywiście wiem, co to znaczy mieć zbyt mało czasu na wszystko ;/

      Usuń
  39. Chyba nigdy mi się nie uda skomentować twojego rozdziału zaraz po jego opublikowaniu. Wybacz - kolejne - spóźnienie kochana!
    Nie wiem, dlaczego uznajesz ten rozdział za dość spokojny. Ja bym powiedziała, że jest bardzo intrygujący i przez fakt, że zdradza kilka malutkich sekretów sprawił, że nie potrafię przestać o tym wszystkim myśleć. Mam chyba więcej pytań niż kiedykolwiek wcześniej!
    Do nich jednak przejdę później :)
    Zacznę od tego, że naprawdę podoba mi się rozmowa C&C, kiedy oboje starają się dopasować brakujące puzzle do siebie i rozwiązać całą sprawę masowego morderstwa. Nie chodzi mi jedynie o ich świetną współprace, ale jak i pomysłowość odnośnie całej sprawy. Chociaż tutaj raczej punkty należą się tobie. Widać, że wiesz co robisz ! :))
    Wiedziałam, że te skradzione komputery i książki informatyczne to nie może być czysty przypadek. W końcu coś co powtarza się przy kilku morderstwach nie dość, że w tym samym miejscu to jeszcze ludzi, którzy zaginęli tego samego dnia nie mogę być przypadkiem, prawda? Mówiąc o tym te cała historia z porwaniami jest całkiem ciekawa i wydaje się sklejać to wszystko do kupy. Dalej jednak nie rozumiem, dlaczego mordercy wybrali akurat te osoby... Z tego, co przedstawiłaś nam w tych papierach nie ma w nich niczego szczególnego.
    A przynajmniej tak mi się wydawało do półki nie przeczytałam o Andie piszącej książce.. Jakoś trudno mi uwierzyć, że była to książka i mam wrażenie, że zrobi się z tego zupełnie inna historia - nawiasem mówiąc całkiem ciekawa.
    Strasznie współczuje rodzicom ofiar, jak i C&C, którzy muszą przekazać im złe wieści. Nie ma chyba nic gorszego niż utrata własnego dziecka i mogę sobie tylko wyobrazić jak trudne musi być powiedzenie tego rodzinie - zwłaszcza tej najbliższej. Nie można czuć się dobrze przy czymś takim.
    Przechodząc do troszkę innych rzeczy muszę powiedzieć, że bardzo podobają mi się wszystkie opisy. Zazwyczaj wolę dialogi między bohaterami, jednak tym razem nie urzekły mnie tak bardzo jak reszta. No i oczywiście należą Ci się wielkie brawa za szablon. Jest po prostu genialny i idealnie pasuje do całego opowiadania. Nadaje mu takiej tajemnicy i... I czegoś jeszcze - nie wiem dokładnie co to dokładnie jest, ale uzupełnia opowiadanie perfekcyjne!
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziały! Czekam z wielką niecierpliwością :* :*
    Ściskam ! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się bardzo cieszę, że masz tyle pytań! Im więcej tym lepiej, choć niebawem zacznę coś wyjaśniać. W końcu ile można.
      Staram się, żeby to wszystko wyglądało naturalnie, a uwierz, że to niełatwe;D Tym bardziej jak się nigdy nie było policjantem.
      Oj widzę, że książka Andie bardzo przykuła uwagę;D Czy słusznie? Zobaczymy za jakiś czas.
      I bardzo się cieszę, że podoba ci się szablon. Pewnie i tak nie zostanie na długo, ale ja sama mam co do niego dobre odczucia ;D Starałam się, żeby pasował, więc twoje zdanie mnie ogromnie ucieszyło! ;)
      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  40. Hej ;)
    Rozdział wcale nie za długi, lubię takie, zwłaszcza, gdy czyta się tak płynnie i przyjemnie. Zdecydowanie podoba mi się ta dokładność w opisywaniu śledztwa, więc nawet jeśli to był spokojniejszy rozdział i tak mnie wciągnął; w sumie nie wiem nawet kiedy przez niego przebrnęłam.
    Najbardziej w tym rozdziale porusza temat rodzin, które tracą kogoś bliskiego w tak barbarzyńskich okolicznościach; nawet nie potrafię sobie tego wyobrazić, bo to przecież nieludzkie. A może właśnie takie ludzkie? Przecież ludzie są źli. I perfidni. I zabijają innych.
    Może właśnie dlatego nie wiem za bardzo co napisać, jakby mnie na chwilę zatkało, bo to nie jest łatwa sprawa, to nie jest łatwa kwestia do rozstrzygnięcia.
    Więc mam nadzieję, że mimo wszystko Catia i Colin znajdą coś pomocnego w pokoju Andie i śledztwo ruszy naprzód.
    Na szczęście został mi jeszcze rozdział, który przeczytam niebawem ;)
    Pozdrawiam i weny! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, chyba właśnie fragment tych rodzin był tu najbardziej istotny. I zgadzam się z tobą - ludzie są źli. Tylko dobrze potrafią to maskować.
      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  41. JAK MOGŁAM? Jak mogłam nie skomentować? JAK MOGŁAM NIE PRZECZYTAĆ? Przecież masz najlepszego bloga na świecie! Ale mój tata jest zły. Chciałam przeczytać, a tu mój tata łapie mnie za nogę i:
    - Chodź Nadia pogramy w karty!
    - Tatoooo.. Zaraz...
    - Nie zaraz - i tu mnie zaczął po stopie łaskotać! - No chodź Głódlich von Jungingen czeka!
    No i jak miałam odmówić? A potem wstyd się przyznać, ale zapomniałam! ZAPOMNIAŁAM O TAK ŚWIETNYM BLOGU ;_; A jak sobie przypominałam to nie mogłam :C Wstyd, przepraszam, ale chcę, żebyś wiedziała, że to nie wina, że się opuściłaś czy coś, tylko ja jestem gałgankiem :C PRZEPRASZAM!
    <3 <3 <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plus w ogóle nie skomentowałam rozdziału! To już szczyt! Przecież takiego arcydzieła to aż wstyd nie pochwalić!
      Powiem ci, że mam taką tendencję, że... No nie wiem jak to powiedzieć.. Po prostu nigdy nie lubiłam wątków nie związanych z bohaterami, dlatego nie lubię spraw, które np cały czas prowadzą inne osoby. Ale im chodzi o to, że nie lubię za bardzo czytać takich kryminalnych rzeczy. Nawet jak swój serial na początku w internecie oglądałam to szukałam prywatnych momentów! Ale to u ciebie to aż wstyd COKOLWIEK pominąć! Przecież to jest cudo XD Normalnie ostatnio chciałam to wysłać jakiemuś wydawnictwu, jeden rozdział, żeby im się pochwalić jaka jesteś TY utalentowana! I im powiedzieć, żeby z tobą pogadali jak im się spodoba, żeby wydać to jako książkę! Ale jeszcze za wcześnie. Poczekam jak będzie więcej rozdziałów i wtedy cię gdzieś będę promować! Mówię ci to, będziesz sławna i będą cię na inne języki tłumaczyć!
      A odnośnie rozdziału bo się rozgadałam to powiem ci, że to TRAGICZNE! I smutne. I nie mam pojęcia co powiedzieć. Przecież cierpienie tych ludzi będzie trwało długo. Ale najważniejsze, że kiedyś minie.
      Pozdrawiam <3
      Naaaaadia <3

      Usuń
    2. Och nie przepraszaj, nic się nie dzieje! ;) Jak mogłabym się gniewać o karty z tatą? Łapanie za noge - ojciec mistrz ;D

      Ej, ja mam to samo. Jak oglądałam Rebelde kilka lat temu, to omijałam wszystko co związane z jakimiś tam pobocznymi postaciami i ciągle szukałam tylko wątku miłości Diega i Roberty. Haha zła ja ;D Ale dzięki temu rozumiem doskonale, co masz na myśli ;)
      Kochana, ty mnie rozwalasz. Ale oczywiście zawsze pozytywnie. Jesteś naprawdę kochana! Dziękuję ci za tak ogromne wsparcie! To nie jest łatwe znaleźć tak pokrewną i dobrze życzącą duszyczkę. A ty jeszcze mnie promować chcesz... ogromnie dziękuję! ;***** Nawet nie wiesz jak mi to pomaga w lapaniu motywacji i chęci do dalszego tworzenia! ;)

      Usuń
  42. Kurczę, tyle tych wszystkich poszlak tu było, że już nie wiem, co myśleć o tej sprawie. Pogmatwane to wszystko :D.
    Zastanawiam się, po co sprawcy się tak trudzili z tym porywaniem, a potem zabijaniem każdego w innym domu. Na pewno ma to jakieś znaczenie, tylko nie wiem jakie :D. No i czy ten biznesman rzeczywiście może mieć coś wspólnego z tym wszystkim. W końcu to były jego domy. Dziwi mnie też, że jego własne mieszkanie było puste. Podejrzane...
    Nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że te informatyczne książki mają jakieś znaczenie, że nie znalazły się w tych domach przypadkowo. Kolejna niewiadoma :D.
    To naprawdę tragiczne, kiedy dziecko umiera przed rodzicami. Szczególnie jeśli zostało brutalnie zamordowane. W ogóle się nie dziwię rekacji rodziców Andie. Nawet ich podziwiam, że dali radę odpowiadać na pytania C&C po takiej strasznej wiadomości. (Nie wiem dlaczego, ale jak przeczytałam fragment, że Andie coś pisywała, to mimowolnie się uśmiechnęłam :D. Ciekawe, o czym pisała, i czy może mieć to związek z jej porwaniem i późniejszym morderstwem?).
    Wiem, że się nie rozpisałam, ale nie wiemm co jeszcze napisać :/.
    Pozdrawiam i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ujęłaś chyba wszystko, co było najważniejsze, więc o czym tu się dalej rozpisywać?;D Chyba dałam ciała, bo do 3 rozdziału nie ma jeszcze pdf-ów ;< Ale to dlatego, że czekam na opublikowanie całej trójki i wtedy dodam.
      Rzeczywiście sporo niewiadomych, a w najbliższym czasie jeszcze coś dołożę. Co by zbyt pięknie nie było:D
      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  43. Teraz wątki kryminalne opisywane przez ciebie kochana są bardzo dokładne i dość obszerne. Każdy nawet najmniejszy szczegół prowadzonego śledztwa jest ujmowany. Nie pomijasz nic i myślami bohaterów trochę nakierowujesz nasze myśli na różne tory, aby trochę nas zmylić, abyśmy również zaczęli głębiej się zastanawiać nad tą sprawą razem z naszymi bohaterami. Cieszę się, że zajmują się tą sprawą, mimo iż nie jest ona łatwa- to najcięższy orzech do zgryzienia. Zrozumiała jest reakcja rodziny Andie, przecież stracili swoje ukochane dziecko. Wyszła zwyczajnie po mąkę do sklepu i tyle ją widzieli. Mimo wszystko przeszukanie jej pokoju musi naświetlić tą sprawę. Skoro zdjęcie dzieciaków jej siostry było w na tamtym osiedlu musi to oznaczać, że albo ona tam mieszkała i akurat Andie przyjeżdżała do niej oraz tam się nimi opiekowała, albo przestępcy mieli ich zdjęcie (może z jej torebki, może sami zdobyli) i zamordowaniem jej musieli pokazywać to zdjęcie i mówić, że oni będą następni. Moja wyobraźnia pobudza się coraz bardziej :D
    Lecę nadrabiać kolejne rozdziały!
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się właśnie staram robić - podrzucać różne tropy, żeby czytelnik sam musiał też troszkę pogłówkować;)
      Bardzo się cieszę, że twoja wyobraźnia się pobudza! Nigdy nie wiadomo, które przypuszczenia okażą się prawdą ;)
      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  44. Cześć, rozdział przeczytałam już rano w czasie przerwy w pracy, ale dopiero teraz przybywam z komentarzem. Nie wiem jak ty to robisz, ale jak już zacznę czytać to nie mogę przerwać i wszystko inne jest mało istotne :)
    Mówisz, ze w tym rozdziale mało akcji? No, może i tak, ale to wcale nie znaczy, że było nudno. Tyle informacji o trzech ofiarach, widać że póki co jedyne co ich łączyło to to, ze nie byłi karani i żyli w zgodzie z prawem. Ale podejrzewam, ze oprawcy chodziło o cos więcej. Powiedzenie rodzicom, ze ich dziecko nie żyje nie należy do łatwych. Zastanawiam się co znajdą w jej pokoju i czy pomoże im to w śledztwie, a może jeszcze bardziej w nim namiesza? Jeszcze dwa rozdziały i będę na bieżąco, ale już dziś chyba raczej do nich nie przysiądę, ale w najbliższym czasie jak najbardziej, zaczęłam urlop więc czasu będę miała (mam nadzieję) pod dostatkiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie wiem jak to robię i nawet nie wiem, że to robię;D Ale bardzo mnie to cieszy! <3
      Mam nadzieję, że to będzie trwało do samego końca;D
      Dziękuję za komentarz kochana! ;*

      Usuń
  45. Rozdział świetny, no nie ukrywajmy jak większość :D (nie mogę Ci napisać, że każdy jest świetny – choć osobiście tak uważam – bo obawiam się, że mogłabyś popaść w samozachwyt :D nie no żarcik :P)
    Zacznijmy od początku. A nie mówiłam, że chodzi o kogoś, kto prawdopodobnie włamał się do jakiegoś systemu, mógł się włamać, albo chciał się włamać? O kogoś, kto interesuje się informatyką? Tak coś miałam przeczucie od samego początku. Ale co do motywu samej zemsty… To jakoś nie jestem przekonana. Wydaje mi się, że mogło to być tak, że może oni ukradli te komputery, żeby mieć dostęp do tych danych (czy czegoś tam, ja się nie znam na komputerach :D). Ale może też być tak, że „wykorzystali” tych ludzi i jak już przestali być im potrzebni – zabili ich. Takiej możliwości nie możemy wykluczyć :D
    No dobra, a teraz trochę o przyjemniejszych sprawach. Colin. Czyżby się biedny zakochał, skoro jest taki nieobecny? Jeśli tak, to czy tym obiektem jego rozmyślań jest Lys? :D
    Przyznam Ci, że trochę pogubiłam się w tych datach. Bo tu jest maj, oni zaginęli 20 kwietnia, 22 ich zabili… To oni się przez tyle czasu w tych domach rozkładali?! Nie daje mi to spokoju i jakbyś mogła mi powiedzieć czy dobrze myślę, a jak nie to mi to krótko wyjaśnić, to byłabym Ci bardzo wdzięczna ;)
    Rany… Nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić śmierci kogoś bliskiego. Ale dobrze, że jej rodzice tak chętnie współpracują mimo takiej tragedii. Zdziwiła mnie tylko reakcja na informację o drugiej córce. Trochę to dziwne.
    Ide czytać dalej, może mi się coś rozjaśni w tej ostatniej kwestii :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w samozachwyt? O nie, ja jestem dla siebie mega krytyczna i samozachwyt mi na pewno nie grozi:D
      A no nie możemy wykluczyć takiej możliwości. W sumie żadnej nie możemy, bo wszystko może się okazać prawdą. Przynajmniej na tym etapie rozważań;D

      Andie, czyli jedna z ofiar, została porwana 19 kwietnia, a zmarła 22 kwietnia. To oznacza, że przez te dwa-trzy dni gdzieś ją przetrzymywali, coś z nią robili... nie wiadomo. Jakieś 5 dni po zabójstwie (czyli około 27 kwietnia) zostało znalezione to Forest Hill. Od tamtego czasu minęło już kilka dni, więc mamy maj ;) Mam nadzieję, że trochę rozjaśniłam;D
      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
    2. Aaaa widzisz, to jednak trochę mi się to pogmatwało! Dzięki wielkie za rozjaśnienie :*

      Usuń
  46. Na początku chciałam Cię przeprosić za moją nieobecność. Zostałam przygnieciona przez rzeczywistość i na moment pokonana… grunt, że wzięłam się w garść! Już wróciłam i nadrabiam zaległości ;*
    Jose Munez – po tym jak został przedstawiony też go podejrzewam xd
    Bardzo dobry pomysł ze zmianą czcionki, ale nie podoba mi się to zdanie: „Zaginięcie zostało zgłoszone 20 kwietnia 2014r. przez jej matkę wraz z ojcem.” W sensie, końcówka. Nie lepiej napisać „przez jej rodziców.”?
    I nie wiem czy to istotne, prawdę mówiąc to w ogóle nie znam się na aktach prawnych :P ale w jednym podałaś datę w ten sposób „20 kwietnia 2014r”, a w drugim tak „dwudziestego pierwszego kwietnia”. Czy nie powinno być wszędzie pisane w ten sam sposób?
    Wkradła się literówka „zabrania kółka literackiego.” – „zebrania” ;)
    Jak zwykle cudownie napisane! Czytam dalej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaa - zapomniałam wspomnieć, że zauważyłam zmianę szablonu i bardzo mi się podoba :D

      Pozdrawiam ;*
      Legna

      Usuń
    2. Nic się nie dzieje. Najważniejsze, że wzięłaś się w garść i zwyciężyłaś nad tym, co cię przygniotło. Blogi nie zając, nie uciekną;)
      A możliwe, że lepiej brzmi "przez rodziców". W sumie nie zwróciłam na to uwagi:D Możliwe, że powinno być w ten sam sposób, ale to chyba zależy od tego kto pisał notatkę... W sensie od policjanta. Ja też nie jestem prawnikiem (ani policjantem), więc w sumie nie wiem. Możliwe, że masz rację, ale chyba bardziej ze względów humanistycznych.
      Dziękuję za komentarz i wytknięcie błędów! ;*

      Usuń
  47. Chyba jakaś zmiana tła, nie? ;> A może ja jestem zbyt ślepa, żeby je dostrzec ;p
    Zastanawiam się, jak to możliwe, że nie rozpoznali w ogóle tych ciał. One się wzięły tam z kosmosu? Chodzi mi o to, że jak kogoś się porywa, to jest jakiś list o zaginięciu czy coś. Chyba nie tylko badaniami genetycznymi rozpoznaje się takie rzeczy, nie? Czy nie? ;p
    Też dziwne by było, gdyby w tym wszystkim siedziała mafia. Ten cały teatr pasuje mi do jakiegoś mocno bystrego psychopaty. Mafia raczej nie chce, żeby policja deptała jej po piętach, a jeżdżenie tym samym samochodem i takie charakterystyczne zabójstwo ściąga na siebie uwagę.
    No i skoro w tych domach były ślady, to może te ofiary tam musiały żyć przez jakiś czas?
    Nie do końca trafia do mnie reakcja tych rodziców, jakoś tak... za spokojnie przyjęli śmierć córki. Niby napisałaś o szlochach i rozpaczy, ale nie odczułam jej. Spodziewałam się, że przynajmniej jeden dzień będą trawili tę informację, a dopiero potem odpowiedzą na pytania. Chociaż z drugiej strony, co ja tam o tym wiem, na żywo tego nie widziałam.
    Zastanawiam się, co z tym wszystkim mają wspólnego te dzieci i dlaczego zdjęcie znajdowało się na obrzeżach miasta. Skoro została porwana, to raczej nie miała czasu na pakowanie fotografii. Zobaczymy ;p

    Pozdrawiam : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmiana tła? E, chyba nie. Od jakiegoś czasu jest ten sam szablon i nic nie zmieniałam;D

      Tak, policja ma rysopisy porwanych ludzi itp, ale wątpię, że są w stanie zapamiętać każdego jednego uciekiniera/porwanego. Tymi sprawami zajmowali się inni śledczy, możliwe, że ci ludzie w ogóle nie zostali porwani. Poza tym akcja dzieje się w Stanach, tam non stop ktoś wychodzi i nie wraca. Wątpię, że któryś policjant jest w stanie wymienić wszystkich którzy zniknęli. Ale jesli to cię nie przekonuje, to weźmy pod uwagę to, że od czasu ich śmierci minęło kilka dni, rozpoczął się proces gnilny. Ciała były już zdeformowane, obrzmiałe. Twarze też. Mieli prawo ich nie rozpoznać;)

      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  48. Po ilu dniach znaleźli ciała? Bo, z tego co wiem, odciski po kilku dniach od śmierci są możliwe że niewidoczne. (Wiadomość z prawej ręki xD)
    Przeczytane!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po 5 o ile dobrze pamiętam:D Dobrze, że wróciłaś mi na to uwagę. Rzeczywiście, w trakcie rozkładu gnilnego odciski zanikają. Muszę jeszcze o tym poczytać. Dziękuję za czujność!

      Usuń
  49. Można powiedzieć, że połknęłam ten rozdział ;) Przeczytałam błyskawicznie, tak mnie wciągnął. Naprawdę ciekawe jak sytuacja się rozwija. Bardzo szkoda mi rodziców Andie. Smutny fragment, przy którym łatwo uronić łzę.
    Jak zawsze super rozdział.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogromnie mnie to cieszy! Dziękuję ;*

      Usuń
  50. Nie ma to jak czytać jednocześnie rozdział 3(2) i 11 xD Ale w sumie jestem takim człowiekiem, że zwykle czytam pięć książek na raz, więc i z tym problemu nie będzie :D

    Zgodnie z moją tradycją, zacznę od błędów.
    „[...] a jedynymi cechami, które na pierwszy rzut oka, ich łączyły, była biała rasa [...]” — przed słowem „oka” przecinek jest zbędny. A dalej nie powinno być „ich” lecz „je”. Dlaczego? Ponieważ zaczęłaś tak: „Ofiary były [...]”. A ofiara to rodzaj żeński, więc trzeba się go trzymać.

    Okej, lecimy z treścią.

    Czyli potwierdziła się teoria o wielu sprawcach. Było to do przewidzenia ze względu na fakt, iż byłoby fizycznie niemożliwe, aby jedna osoba niepostrzeżenie zamordowała dziesięć osób.
    Tak myślałam, że albo ofiary zostały tam zwabione, albo właśnie porwane.
    Szkoda, że nie wspomniałaś o tym, w jaki sposób ustalano tożsamość ofiary. Ja osobiście to wręcz uwielbiam i rozpisuję się o tym jak diabli. Szczególnie uwielbiam ten dramatyzm, gdy bohaterowie dowiadują się, że ofiary nie ma w systemie. Tum tum tuuum! Co dalej?!
    Przymknij na to oko, wczułam się :D

    „Nie będziemy teraz wchodzić w szczegóły, bo nie ma na to czasu” — ja i moje przywiązanie do szczegłów czujemy się obrażeni!

    Teoria z zamieszkiwaniem domów przez ofiary jest dość naciągana. Wiadomo, że trzeba brać każą możliwość pod uwagę, ale chyba zbyt dużym zbiegiem okoliczności byłoby, gdyby trzy osoby z trzech różnych części miasta w tym samym czasie wynajmowały domy na Forest Hill w nieznanych celach. Chyba że w jakiś sposób nasi śledczy odkryją niespodziewane powiązanie między ofiarami. O tak, to by było ciekawe! Ale jeśli ta teoria nie jest prawdziwa... To może w tych domach mieszkali mordercy? Skoro wszystko jest możliwe, to również to warto wziąć pod uwagę. A jeśli to też nie jest prawda, co znaczy, że domy zamieszkiwały inne osoby. W takim razie... Co stało się z nimi? Czy to oznacza kolejne trupy? Jeśli tak, to już skaczę z radości! Znaczy... To nie miało tak zabrzmieć.

    Przyczyny ostrego hamowania owego Cadillaca mogły być różne i różniejsze. Ktoś mu zajechał drogę, kot wyskoczył przed maskę... i masa innych rzeczy. Ale, ale, chwilunia (tak, rozkręcam się). Po pierwsze, kto porywałby ofiarę tym samym samochodem, którym potem pojechałby na miejsce zabójstwa? To zwiększało ilość poszlak, tym samym również wzrastało prawdopodobieństwo odkrycia przez policję. A podejrzewam, że nasi zabójcy są sprytni.
    Poza tym, Chevroleta i Cadillaca wcale nie łączy tylko amerykańskie wykonanie. Oba to duże SUV-y nadające się do przewozu kilku morderców wraz z ekwipunkiem. Dalej. Porwań raczej nie dokonuje się osobówkami, prawda? Ja pozostałam mną i zrobiłam research. I tak:
    O III generacji (produkowanej od 2007 roku) autocentrum.pl niezbyt się rozpisało. Wiadomo, że ma 409 koni mechanicznych, prędkość maksymalną 170 km/h, a od zera do setki przyspiesza w około 6,7 sekundy. Jednak skoro generacja II miała osiem miejsc, a I pięć, to wnioskuję z tego, że generacja III musi mieć *przynajmniej* od pięciu do ośmiu albo i więcej. Więc jak dla mnie do niemal idealny samochód do wykonania porwania.

    Okej, takie rozpisywanie się o samochodzie wspomnianym w jednym zdaniu jest nieco dziwne. Ale co tam!

    Mam jedną uwagę. Mało istotną, ale przecież ja się i tak przyczepię. Więc: nie jestem pewna, czy w policyjnym raporcie zostałoby użyte stwierdznie „Brak tropów”. Wydaje mi się, że raczej „Brak poszlak” byłoby bardziej prawdopodobne.

    Kolejna rzecz do przyczepienia się przez upierdliwą Black Heart, której wszyscy mają już pewnie dość. Otóż. Skoro mężczyzna z czatu został wykluczony z kręgu podejrzanych, to nie mógł mieć mocnego motywu. Mocny motyw jest wtedy, gdy podejrzany miał dobry powód zabójstwa. A skoro on został wykluczony, to chyba chodziło Ci o mocne *alibi*.

    W pełni zgadzam się z Colinem! Nic dodać, nic ująć.

    I jak zwykle pochwalę Cię za opisy, zwłaszcza emocji. Dobra robota!

    Rozdział bardzo mi się spodobał.
    Pozdrawiam cieplutko :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaaaa... ale banalny błąd! Oczywiście, że "mocne alibi", a nie motyw. Jaki byłby w tym sens? :D Ja pierdzielę, zaraz się rozpędzę i wpadnę w ścianę, bo aż wstyd ;D

      Rzeczywiście, fakt, że i Cadillac i Chevrolet są SUV-ami jest dość istotny i powinnam zwrócić na to uwagę. Chyba mi się zapomniało xD

      Zgadzam się, że pomysł z wynajmowaniem osiedla przez ofiary w "niewiadomych" celach może być dość naciągany, ale staram się przedstawić różne pomysły i różne stanowiska. Nie tylko te, które są bardzo prawdopodobne. Czymś trzeba wypełnić głowy bohaterów ;D

      Mam nadzieję, że w kolejnych rozdziałów będzie więcej szczegółów, na których będziesz się mogła skupić :D Ale nie chciałam też przedstawiać wszystkiego ze szczegółami, bo powstałoby za dużo tekstu, a wbrew pozorom Forest Hill nie jest głównym wątkiem w tym opowiadaniu:D Co pewnie niebawem zobaczysz, skoro czytasz tą parszywą 11-tkę;D

      Bardzo dziękuję za komentarz! ;* I za tak dogłębną analizę ;))

      Usuń
  51. "trzymaną zawsze przy sobie prezentował się i wyglądał" - przecinek po 'sobie'
    "momentalnie zaczęły wpływać łzy" - spływać

    Sprawa robi się coraz bardziej skomplikowana :D Ciekawi mnie, co łączyło te zamordowane osoby, bo jakoś wątpię, by zostały wybrane przypadkowo.
    Scena z rodzicami Andie była dość smutna, ale coś mi nie pasowało w reakcji tych rodziców. Niby płakali itd., ale zaraz potem zaczęli odpowiadać na pytania... Jakieś takie nienaturalne mi się to wydawało :/ Ale ja się nie znam :D

    Pozdrawiam,
    ellain.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cierpienie cierpieniem, ale mowy im nie odebrało :D Tzn tak mi się wydaje, że nawet w takiej sytuacji można odpowiedzieć na kilka pytań. Stąd taki fragment. Ale na szczęście na ich miejscu nigdy nie byłam, więc może masz rację, że za szybko zaczęli gadać.
      Dziękuję za komentarz ;*

      Usuń
  52. Na początku byłam trochę zdziwiona, że ofiary zostały znalezione przez przypadkową osobę, a nie przez rodzinę albo znajomych. Leżeli tam w końcu 5 dni! Dziwne było też dla mnie to, że zamordowani mieszkali sami.
    Teraz wszystko nabrało sensu. Oni tam nie mieszkali, zostali najprawopodobniej porwani. Choć z drugiej strony, jeśli mieliby być przetrzymywani na tym osiedlu, to przecież mieli komputery w domach, więc jako tako mogli zawiadomić kogoś o swoim losie. Wątpię też, by były to całkiem przypadkowe osoby - musiało je coś łączyć!
    Danny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet gdyby mieli te komputery, to niekoniecznie mieli szansę, by z nich skorzystać. Jeśli leżeli gdzieś związani, to nawet komputer by im nie pomógł;D Ale cieszę się, że kombinujesz;)

      Dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
  53. Jeeej! Powróciłam! Zaniedbałam cię strasznie, mam nadzieję, że mi wybaczysz. Na swoją obronę mam tylko egzaminy próbne gimnazjalne, mma i miesiące ciężkich przygotowań do mistrzostw Europy (na które btw. nawet nie opłacało się mi jechać). Teraz będę się już starała wpadać regularniej.
    Kurde, dalej nie ma Dana! Ileż karzesz mi na niego czekać ?
    Wiesz, nagle w końcu wpadłam na to, czyj styl pisarski przypominają mi twoje prace. Mario Puzo! Masz taki przejrzysty, a zarazem literacki styl. Do tego jesteś głęboko obeznana w temacie, o którym piszesz (w przeciwieństwie do mnie).
    Kurde, to zbiorowe morderstwo... Gdyby nie te poderżnięcia gardeł, to jako wierna fanka TWD stawiałabym na apokalipsę zombie XD A tak, to kurde... nie wiem totalnie sama co myśleć, ale jestem niemal pewna, że właściciel tego osiedla nie ma z tym nic wspólnego, ale zapewne się mylę.
    Nie czuję ognia pomiędzy Catią i Jacobem. W ogóle, bez obrazy, bo taki pewnie był twój zamiar, ale takie ciepłe kluchy z niego :P Ale może jego charakter ma po prostu taki oddźwięk postawiony w przeciwwadze to Colina.
    No Colina z rozdziału na rozdział to ja lubię coraz bardziej, tylko patrzeć, jak wyrwie Jacobowi Catię (marzenia...).
    Ta scena z przekazaniem rodzicom wiadomości córki, była tak realistyczna, okrutna, że aż mnie poruszyła. A ja nie płaczę nawet na Titanicu, więc czuj się genialna. W sumie jesteś to nie musisz się starać :P
    Dan nam gdzieś zniknął, ale Lys jest tu, a jeśli tak jak podejrzewam, uciekł do lasu i bawi się w Tarzana, to nie sądzę, żeby nie wziął swojej Jane, więc sama nie wiem co myśleć.
    Ta powieść ma w sobie niemal tyle zagadek to ostatnie sezony Lostów. Mam nadzieję jednak, że ty je odkryjesz na koniec, a nie zostawisz nierozwiązane, jak postanowił sobie Abrams :P
    Pozdrawiam i obiecuję, że niedługo się zjawię,
    Sleepka
    PS: widziałam w jednej z twoich zakładek, i po komentarzu, że czytasz mojego bloga. Jest mi niezmiernie miło, że tak dobra autorka czyta moją pracę, nie sądziłam, że zmusisz się do tej tematyki, i że w ogóle przetrwasz te moje "przekleństwo literatury" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć! ;)
      Skoro wróciłaś to wybaczam odejście ;) Zresztą... nie masz przecież obowiązku tu być;D Mistrzostwa Europy? ;O Świetna sprawa! Czemu mówisz, że nie opłacało Ci się jechać?

      Na Dana niestety trochę trzeba jeszcze poczekać. Ale mogę obiecać, że potem w nagrodę będzie go mnóstwo :D

      Wierna fanka TWD<3 Już Cię lubię! :D Witaj w klubie ulubieńców The walking dead. Coś czuję, że polubisz mojego Dylana. Chociażby za wygląd :D Ale do tego jeszcze mnóstwo rozdziałów :D

      Mam zamiar wyjaśnić kiedyś wszystkie zagadki, więc bez obaw, nie zostawię tych spraw niedokończonych ;) Kurde... w sumie to nawet nie wiem jak się Lost-y skończyły, bo skończyłam oglądanie gdzieś mniej więcej na seksie Kate z Sawyerem ;/ A skoro mówisz, że zagadki się nie rozwiązały, to chyba nawet nie będę tych odcinków nadrabiać;D W końcu jest teraz TWD <3

      Bardzo dziękuję za tyle ciepłych słów ;* Nie wiem czy jestem genialna, raczej wątpię, ale to nie zmienia faktu, że super jest takie coś przeczytać :D I tak, zaczęłam czytać Twojego bloga. Niebawem zjawię się z komentarzem ;)

      Dziękuję za obecność i wyrażenie opinii! ;**

      Usuń
  54. Robi się coraz ciekawiej, zastanawiałam się, jakim cudem mogli zabić dziesięć różnych osób, jakim cudem ciał nikt wcześniej nie odnalazł. Ale skoro to osiedle należało do jednego człowieka, to tak naprawdę, mogło wydarzyć się wszystko.
    Ciekawi mnie, co dalej. :D
    Sorki, że dłuższy czas mnie nie było, ale miałam swoje sprawy i musiałam zniknąć na chwilę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozwiązanie kryje się w następnych rozdziałach! ;)
      Pewnie, rozumiem ;) W końcu blog to tylko dodatek do życia, a nie jego sens xD

      Dziękuję za komentarz ;*

      Usuń

Nie toleruję spamu pod rozdziałami! Bez względu na to czy jesteś autorką opowiadania, ocenialni, szabloniarni... ze spamem idź do spamu!