10 listopada 2015

"Walczę i zwyciężę" Rozdział 3 (1)

3



Choć powinna spać już od kilku godzin, coś wyraźnie blokowało ją przed zapadnięciem w trwały sen. Najpierw przez pół nocy nie mogła zmrużyć oka, a potem bez przerwy przebudzała się, po czym niespokojnie wierciła na całym łóżku. Było jej i zimno, i gorąco. I komfortowo, i niewygodnie. Sama nie wiedziała, w jakiej pozycji powinna się ułożyć oraz czy dalsze próby przekimania do rana mają jakikolwiek sens.
Po kolejnej godzinie bezowocnych starań, wstała z łóżka i wyszła do kuchni. Zaparzyła sobie herbatę i usiadła na szerokim parapecie w salonie. Dokładnie owinęła się szarym, ciepłym swetrem i z zainteresowaniem wpatrywała w widok za oknem. Światła budynków oraz ulic biły swym blaskiem ze wszystkich stron, rozjaśniając całą metropolię. Zdawało się, że miasto nie ma końca. Ogromne budynki zderzały się z horyzontem, bezkreśnie zalewając całą powierzchnię. Catherina przez dłuższą chwilę nie mogła oderwać wzroku od miastowej szaty. Czasem żałowała, że pędząc za marzeniami, karierą, pieniądzem, nie ma czasu na zatrzymanie się i rozejrzenie dookoła. A było na co patrzeć.
Z przemyśleń wyrwał ją odgłos otwieranych drzwi od sypialni i pojawienie się w nich zaspanego narzeczonego. Przesunął ręką po ciemnych włosach sięgających do ramion, ziewnął przeciągle, po czym z komiczną miną podszedł do ukochanej. Ochoczo wtuliła się w jego wysportowane ciało i pozwoliła ucałować w czoło.
— Co ty tu robisz? — zapytał z troską.
— Nie mogłam spać.
 Wtulając się w tors Jacoba, pomyślała, że cudownie byłoby spędzać z nim całe dnie, a nie tylko wieczory.
— Myślałem, że znowu masz wezwanie.
— Nie, na szczęście nie. Co nie zmienia faktu, że i tak nie mogę spać.
— Może po prostu za dużo myślisz o pracy, hm? Wyłącz się, pomyśl o czymś przyjemniejszym, to uśniesz. 
— Może masz rację... — westchnęła, po czym jeszcze mocniej objęła się jego rękami. — Wiesz co? Tak sobie tu teraz siedzę, patrzę na widoki za oknem i doszłam do wniosku, że trochę żałuję, że to wszystko toczy się w ten sposób — wypaliła.
Jacob opuścił bezsilnie głowę, domyślając się, co teraz nastanie. Przywyknął już do tego, że raz na jakiś czas w głowie Morgan pojawia się mnóstwo filozoficzno-egzystencjalnych myśli, którymi potem niezwykle chętnie się z nim dzieli. Potrafiła wspominać wydarzenia sprzed kilku miesięcy czy lat i rozważać, czy zachowała się wtedy dobrze, rozkładać ich relację na części pierwsze, komentując, co mogliby zmienić albo myśleć nad strukturą świata i wyciągać na wierzch wszystkie jego wady.
Jacob nie miałby nic przeciwko takim rozmowom, gdyby nie fakt, że zazwyczaj odbywały się w środku nocy, tak jak teraz. 
— Mijamy się w biegu. Ty do pracy, ja z pracy. Ja do pracy, ty z pracy i tak w kółko — kontynuowała.  Co prawda rozwijamy się, oddajemy temu, co lubimy, ale zbyt mało mamy czasu dla siebie. Kiedyś było inaczej...
— Kotek, jest trzecia w nocy...
— Musimy się zastanowić, co z tym zrobić. Bo coś trzeba zrobić.
— Dobrze, myszko, posłuchaj — przerwał, nie chcąc by za bardzo się rozkręciła.  Mam teraz mały zapieprz przez ten spektakl, ale potem obiecuję, że porwę cię gdzieś daleko. Odpoczniemy, rozluźnimy się, przemyślimy wszystko... — szeptał jej do ucha, a Catherina z każdym słowem uśmiechała się coraz szerzej. 
— Jak za dawnych czasów?
— Pamiętasz wakacje na Kubie? — szepnął jej do ucha.
— I seks na plaży w Cayo Caco? Jak mogłabym zapomnieć! To była chyba najbardziej szalona rzecz, którą zrobiłam w życiu.
— Miałem na myśli oświadczyny w Memories Flamenco, ale podoba mi się twój sposób myślenia — zaśmiał się.
— Kocham cię — wyznała, obejmując go mocno.
— Też cię kocham, ale teraz chodźmy już spać. Jest środek nocy!
— Masz rację... Chodźmy,
Odetchnął z ulgą. Jacobie Smith, jesteś zwycięzcą.

*

 Nigdy wcześniej dźwięk klubowej muzyki nie przeszkadzał mu tak bardzo, jak tego dnia. Choć w tego typu miejscach bywał regularnie i zawsze dobrze się bawił, teraz nie czuł najmniejszej ochoty na podrywy lub wychodzenie na parkiet. W zamyśleniu wgapiał się w trzymaną szklankę, bądź półkę z różnorodnymi alkoholami, znajdującą się naprzeciwko. Nie był w stanie powiedzieć, którą kolejkę pił i ile wydał. Opanowało go kompletne zobojętnienie i jak na złość — nie mógł się upić.
— Co taki przystojniak robi tutaj sam? — usłyszał nagle koło siebie. 
Przekręcił głowę i zobaczył ładną, niezbyt wyzywająco ubraną szatynkę, która patrzyła na niego z wymownym uśmiechem i nakręcała na palec kosmyki swoich włosów. 
— Siedzę — odburknął nieprzyjemnie.
— To może zaproponujesz mi drinka i posiedzimy razem?
— Spieprzaj — rzucił od razu.
Dziewczyna nie kryła zaskoczenia, a Colin nie zamierzał nic dodawać. 
— Można było grzeczniej! — oburzyła się.
— Mam powtórzyć jeszcze raz? Idź szukać sponsora gdzieś indziej.
— Nie szukam sponsora, chciałam cię po prostu poznać! — powiedziała z żalem, po czym szybkim krokiem odeszła od porucznika.
Przez moment zastanawiał się, czy powinien za nią pobiec i przeprosić za swoje zachowanie, ale ostatecznie nie ruszył się z miejsca. Nie czuł takiej potrzeby. Zamiast tego ponownie zamyślił się na temat jednej sprawy, która kompletnie pozbawiła go humoru tamtego dnia.
 Taka kolej rzeczy trwałaby pewnie w najlepsze, gdyby nie jedna sytuacja, która skutecznie zwróciła jego uwagę. W pewnym momencie usłyszał, jak między dźwiękami głośnej muzyki, przebija się podniesiony głos kilku osób. Nie był w stanie określić ilu, jednak sytuacja zaniepokoiła go na tyle, by odwrócić się w tamtym kierunku i zorientować, o co chodzi.
Zobaczył, jak przy stoliku kilka jardów dalej pewien nachalny, niegrzeczny klient wykłóca się z kelnerką i niebezpiecznie zmniejsza dzielącą ich odległość. Mężczyzna mógł mieć nie więcej niż trzydzieści lat, nie był umięśniony ani postawny, jednak tego dnia z pewnością wypił zbyt wiele. Choć kobieta wyciągała przed siebie ręce, pokazując, by się nie zbliżał, typ zupełnie nic sobie z tego nie robił. Patrzył na nią wygłodniałym wzrokiem, wnikliwie obserwując każdy cal jej ciała. Uśmiechał się obleśnie pod nosem, chwiał na nogach, a gdy chciała od niego odejść — złapał za rękę i przyciągnął do siebie.
Nikt z obecnych w klubie ludzi nie zareagował na to w żaden sposób. Każdy zajęty był swoimi sprawami i towarzystwem znajomych bądź nie chciał wtrącać się w sprawy, które go nie dotyczyły. Natomiast Colin, nie był w stanie bezczynnie patrzeć na zachowanie podpitego mężczyzny. Nie pozwalała mu na to ani duma, ani profesja. Pośpiesznie dopił zawartość swojej szklanki, poprawił kołnierzyk marynarki, po czym wstał z miejsca i zaczął przeciskać się między rozkrzyczanym tłumem. Nachalny klient nawet nie zauważył obecności nieproszonego gościa. Coraz mocniej napierał na kelnerkę i bełkotał coś w jej kierunku.
Colin podszedł do mężczyzny, po czym mocno szarpnął za tył jego koszulki. Uścisk na ręce kobiety zelżał, dzięki czemu uwolniła się i odsunęła na bezpieczną odległość. Bonnet nie zamierzał na tym poprzestać. Patrzył na przeciwnika z pewnością siebie i poczuciem wyższości. Mocno ściskał w dłoni materiał jego koszuli, zaraz przy kołnierzu, co bardzo szybko wzmogło zdenerwowanie w pijanym mężczyźnie. Zaczął atakować Colina, jednak żaden cios nie był w stanie go dosięgnąć. Porucznik zwinnym ruchem położył przeciwnika twarzą na stoliku, wykręcił mu rękę do tyłu i zbliżył się ustami do jego ucha.
 — A teraz pójdziesz przeprosić ładnie panią za swoje zachowanie — rozkazał, coraz boleśniej ciągnąc za kończynę.
 — Złamiesz mi rękę, idioto! — krzyczał tamten.
 — Przeprosisz?
 — Pieprz się!
 Pociągnął jeszcze mocniej, aż wrzask mężczyzny rozniósł się po całym klubie. Nikt go jednak nie usłyszał, gdyż głośna muzyka skutecznie zagłuszała wszelakie odgłosy.
 — Przeproszę! — uległ w końcu, a Colin odsunął się. Na jego twarz wpłynął cyniczny uśmiech, który pogłębił się, gdy boski żigolo podszedł do kelnerki i podał dłoń na przeproszenie.
Potem rozpłynął się gdzieś w tłumie, a Bonnet odszedł na swoje miejsce, ze świadomością dobrze wykonanego zadania. W pewien sposób ośmieszył tego mężczyznę i odczuwał z tego powodu satysfakcję.
Niestety, dobry humor bardzo szybko ustąpił miejsca początkowej obojętności. Zamówił jeszcze raz to samo, po czym ponownie powrócił do stanu zamyślenia i nostalgii. Tym razem jednak nie było mu dane w samotności zatracać się w nieprzyjemnych rozważaniach, gdyż uratowana kobieta weszła za ladę i osobiście wlała mu do szklanki zamówiony alkohol.
 — Na mój koszt — powiedziała, stawiając przed nim podwójną szkocką z lodem.
 — Nie musiałaś — odparł obojętnie, początkowo nie obdarzając jej nawet najmniejszym zainteresowaniem.
Natomiast ona przyjrzała mu się bardzo uważnie. Zwróciła uwagę na nienaganne rysy twarzy, włosy ułożone w artystycznym nieładzie, mięśnie opięte przez rękawy marynarki i dwa guziczki koszuli rozpięte zaraz przy kołnierzu. Musiała przyznać, że wyglądał bardzo atrakcyjnie i cholernie pociągająco.
 — Ty też nie musiałeś.
 — Nie lubię chamstwa — powiedział, zupełnie zapominając, że sam zachował się jak cham przed kilkunastoma minutami.
 — Jesteś mundurowym? — zapytała bez ogródek. To spostrzeżenie zaciekawiło Colina do tego stopnia, że uniósł wzrok, po czym przez moment obserwował, jak kobieta wyciera ścierką mokre szklanki i uśmiecha się lekko pod nosem.
— Skąd taki wniosek?
— To widać.
— Sprecyzujesz?
— Zareagowałeś od razu, nie wszcząłeś bójki, tylko załatwiłeś to na spokojnie, no i ten chwyt... był bardzo profesjonalny.
— Wystarczyłoby kilka lekcji samoobrony, nic wielkiego. Nie trzeba być mundurowym do takiego chwytu. — Wzruszył ramionami, choć w głębi duszy zaczął odczuwać zainteresowanie rozmową.
— Możliwe. Uznajmy zatem, że po prostu mam takie przeczucie. Zgadłam? — zaśmiała się, a Colin niespodziewanie odwzajemnił ten gest.
 — Tak, jestem gliną — wyznał szczerze. — A teraz przyznaj się, jak na to wpadłaś. Odznaka wystaje mi z kieszeni? — Uniósł kąciki ust i celowo zrobił to niezwykle atrakcyjnie.
— Wrodzona inteligencja.
— Nie wątpię, ale czuję, że stoi za tym coś więcej.
Zaśmiała się. Colinowi od razu spodobał się jej uśmiech.
— Nawet jeśli, to odpowiedź nie jest tak interesująca, jak ci się pewnie wydaje.
— Mimo to nalegam.
— Byłam kiedyś z wojskowym. Macie podobną manierę — ponownie się zaśmiała. Tym razem z siebie, bo nie wierzyła, że wypowiedziała te słowa na głos i że prowadzi taką rozmowę z zupełnie obcym mężczyzną.
 — Już z nim nie jesteś? — zapytał niby od niechcenia, przenosząc całą swoją uwagę na zawartość szklanki. Ta luźna rozmowa miała go odciągnąć od myśli o Forest Hill. Potrzebował tego, dlatego nie odszedł bez słowa.
 — Wybrał wojnę. Chciał być generałem.
 — I spełnił to marzenie?
Sam nie wiedział, dlaczego go to interesowało. Policyjna ciekawość albo podświadoma potrzeba wybadania terenu.
 — Zginął na wojnie.
 — Przykro mi — rzucił, choć wcale nie czuł jakiegoś przygnębienia z tego powodu.
 — Było minęło. Często tu bywasz? Nie przypominam sobie, żebym cię wcześniej widziała. — Zmieniła temat, a Bonnet wyraźnie się rozbudził. Na moment zapomniał o problemach, choć sam nie wiedział dlaczego.
Tak naprawdę dopiero teraz uważnie przyjrzał się nieznajomej. Z zainteresowaniem chłonął każdy szczegół jej wyglądu, największą uwagę skupiając na długich, czarnych, kręconych włosach, opadających kaskadami na ramiona i szerokim, zniewalającym uśmiechu. Nie ominął również kształtnych piersi, które dość wyraźnie ukazywał duży dekolt. Była kobietą przed trzydziestką, która doskonale wiedziała, jak skutecznie podkreślić swoją urodę i w jaki sposób korzystać z autów, którymi obdarzyła ją natura. A tych niewątpliwie miała sporo. Wysoka, opalona, długonoga i zadbana, kusząca spojrzeniem, w którym kryło się coś nietuzinkowego. Pewnego rodzaju szaleństwo i obietnica, że w jej towarzystwie nie można się nudzić. A mimo to nie wyglądała na kogoś łatwego do zdobycia i zainteresowania swoją osobą.
— Najwidoczniej źle patrzyłaś — odparł frywolnym tonem, po czym obdarzył nieznajomą jednym ze swoich najpiękniejszych uśmiechów.
Odwzajemniła go, cały czas czujnie wpatrując się w przystojnego rozmówcę. Powstało między nimi coś, czego nie potrafili jednoznacznie określić. Porozumienie dusz, nakazujące kontynuowanie rozmowy i poznanie się bliżej; przyjemne napięcie. Nie zamierzali się temu sprzeciwiać.
— W takim razie może powinnam być częściej zaczepiana? — zaśmiała się.
— A co jeśli nie będzie mnie obok?
— Wtedy uratuje mnie jakiś przystojniak i zabierze w podróż dookoła świata.
Marzycielka? Romantyczka? A może kobieta żądna wrażeń i poznawania nieznanego? Nagle charakter kelnerki zaczął go bardzo interesować. Wzbudziła ciekawość, choć nie zrobiła nic specjalnego. Może to bajeczny, szeroki uśmiech przekonał Colina, że warto w to brnąć, a może piękne, latynoskie rysy twarzy?
— Na pewno nie będzie przystojniejszy ode mnie!
— O proszę! — zaśmiała się w głos i spojrzała na mężczyznę ze szczerym rozbawieniem. — Trafił mi się narcyz!
— Wystarczy Colin.
— Colin.... — Rozmarzyła się. — Piękne imię.
— A twoje?
— Lys — rzuciła szybko, po czym odstawiła na bok wytarte szklanki.
— To skrót?
— Może — odparła, przygryzając lekko wargę. Bonnet nadal nie odrywał od niej wzroku.
— Zgaduję, że nie podasz mi imienia.
— W pewnym sensie, to właśnie jest moje imię. Ale podam ci całe — obiecała — jeśli kiedyś, przez przypadek, spotkamy się ponownie.
— A co, jeśli trochę pomogę temu przypadkowi?
Uniosła delikatnie kącik ust, przez moment wymieniając z Colinem niebezpieczne spojrzenia prosto w oczy.
— Zostaw to w rękach przeznaczenia.
— Wierzysz w nie?
— Może powinnam zacząć?
Uśmiechnęła się wymownie po raz ostatni, po czym zniknęła za rogiem, zostawiając Colina z mieszanymi uczuciami i niedowierzaniem malującym się na twarzy. Nie musiała mówić nic więcej.
Zrozumiał aluzję. I miał nadzieję, że to naprawdę nie było ich ostatnie spotkanie.
— Lys... — szepnął pod nosem, kręcąc głową i uśmiechając się do samego siebie. — To jakieś szaleństwo.

*

Noc minęła porucznikom zadziwiająco spokojnie, jednak poranek nie należał już do przyjemnych. 
W departamencie policji panowało istne tornado. Komendant wydawał setki postanowień i rozkazów na minutę, nierzadko obarczając podwładnych zbyt wielką ilością pracy.
Dochodzenie odnośnie śmierci dziesięciu osób wymagało ogromnych nakładów energii i zaangażowania liczniejszej grupy śledczych niż przy morderstwach pojedynczych czy podwójnych. Poza tym doświadczenie nauczyło komendanta, że tego typu śledztwa zawsze cieszą się największym zainteresowaniem wśród mediów i społeczeństwa. Wiedział, że nie uda mu się tego faktu ukrywać zbyt długo i niebawem prasa wkroczy do akcji. Był świadom powagi sytuacji i chaosu, który wywoła. Dlatego musiał jak najszybciej zdobyć jakiekolwiek informacje, poszlaki, dowody, a może nawet tożsamości hipotetycznych podejrzanych, by móc coś przekazać mediom. W jakiś sposób należało uspokoić mieszkańców, ogarnąć burdel, który powstanie i zatrzymać turystów przebywających w mieście. To w jego kwestii leżało przekazanie społeczeństwu, że sytuacja jest opanowana i nie ma się czego obawiać. Nawet jeśli było to wiarołomnym kłamstwem.
— Co to znaczy, że nie ma jeszcze wyników!?
Wrzask Martineza niósł się po całym piętrze, sprawnie przenikając przez potężne drzwi do jego gabinetu. W tym momencie wszyscy szczerze współczuli osobom, które musiały bezpośrednio wysłuchiwać jego pretensji i wyrzutów.
— Przecież mówiłem, że ślady z tej sprawy mają być badane poza kolejnością! I gówno mnie reszta obchodzi!
Najwidoczniej cichszym tonem nakazał oddelegowanie się, bowiem już po chwili dwójka kapitanów opuściła jego pokój, a na ich twarzach malowało się wyraźne zdenerwowanie. C&C przez chwilę przyglądali się kolegom ze zrozumieniem i żalem, na co tamci pokiwali jedynie głowami.
— Wiecie, o co chodzi tym razem? — odezwał się jeden z nich, imieniem David, czując wyraźną potrzebę uprzedzenia o humorach komendanta.
— Pół piętra słyszało jego krzyki — wyjawił Colin, uśmiechając się przy tym wymownie.
— Wydziera się o to, że laboratorium nie dostarczyło jeszcze analiz morfologicznych! Jakby to od nas zależało. Godzinę temu zrobił taką samą aferę o daktyloskopię. Jak nie macie ważnych powodów, by się z nim widzieć, to lepiej sobie darujcie, bo dawno nie widziałem Starego w takim podłym humorze. 
— Cenna rada — zaśmiała się Catherina, po czym razem z Bonnetem odeszła w kierunku ich gabinetu.


Rozdział w sumie o niczym, ale taki też był potrzebny. Poznajemy Lys i mamy trochę Catheriny i Jacoba. W następnym akcja ruszy szybciej;)

Rozdział edytowany: 15.07.2016

149 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Muahahahahahaha ;] Pierwsza <3

      Usuń
    2. Hejka :*
      Ulalala! Piękny szablonik <3 No i ten Colin taki niegrzeczny :D Mina wyraża wszystko xd
      No, no! Po pierwsze ---> A dlaczego Jacob ma długie włosy? : O Hę?! : O Rozumiem, że to taka moda wśród tancerzy :D i w ogóle takie sprawy xd
      Ale w sumie podoba mi się ta ich miłość, choć znasz moją stronę xd Zastanawia mnie to, dlaczego Colin się nie odzywa. Czyżby aż tak bardzo wkurzył się na Catii? A może upił się do tego stopnia, że nie kontaktuje z Bożym światem xd Po nim to się można wszystkiego spodziewać.
      Jaka Catii nie jest typowa xD Zaledwie kilka miesięcy do JEJ ślubu, a ona nawet głębiej o tym nie myśli, a nawet nie wybrała sobie sukienki! Jak to możliwe? xd Co z niej za kobieta?! Nie myśli w ogóle o najważniejszym dniu w swoim życiu! :D No po prostu padam xd Wydaje mi się, że wcale nie miałaby nic przeciwko, aby rano wziąć ślub, a na popołudnie jechać w mundurze do pracy, albo ścigać morderców. Chociaż... może nawet ścigałaby ich w sukni i welonie xd
      Ale rozwaliłaś mnie tym, jak ona wypaliła z tym seksem na plaży, a Jacob o oświadczynach xd Wydaje mi się, że tancerz jest bardziej uczuciowy xd
      NO NIE! Colin znalazł sobie dziewczynę?! : O No prawie xd Poza tym wierzyć nie mogłam w to, że nie będzie szukał pocieszenia w ramionach jakiejś słodkiej blondi :D Że alkohol, to wiedziałam od razu, ale że nie wpadł w ten swój wir uwodzenia? No no! :P
      W zasadzie to kibicuje mu :D Może wreszcie wciągnie się w jakiś związek na poważnie. :P To stwierdzenie... narcyz, jak do niego pasuje xd
      No jak ten ich szef mnie denerwuje! Gbur i głupek! Taki gnojek dosłownie! Ugh! Aż mnie nosi x.x Zabić go....
      Tak poza tym, to za nic w świecie nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy! I że to Colin o to poprosił! Co za cuda <3 Czyżby dziewczyna z klubu odmieniła jego tok myślenia? :D Ach te kobiety... jak one rządzą facetami, nawet jak oni nie wiedzą, że nimi rządzą xd
      Życzę weny :* Czekam na następny rozdział :* Pozdrawiam i śle całusy :*

      Usuń
    3. Haha no prawda?:D Wygląda jak postać negatywna, ale podoba mi się w tym wydaniu:D Jacob ma długie włosy, żeby nie wyszło, że większość w tym tworze jest łysa;D
      Haha wyobrażam sobie Catii biegającą z bandytami zaraz po ślubie. I minę Jacoba. Jak ty coś wymyślisz :D Ale chyba masz rację, że J jest bardziej uczuciowy. Albo po prostu inaczej potrafi pokazać różne rzeczy.
      Hah, a widzisz, Colin jednak potrafi czasem zaskoczyć;D

      Dziękuję za komentarz! :**

      Usuń
  2. O jacie *.*
    Ależ skąd ? ! Nie możesz ta myśleć, nie pozwalam na to!
    Wciąż i na pewno nadal będziesz pisać cudne rozdziały!
    Więcej wiary w siebie! Jeśli ty w siebie nie wierzysz, inni też przestają :)
    Rozdział jest świetny ^^
    Bardzo podobała mi się rozmowa Colina z Barmanką oraz Catii z narzeczonym .
    Cieszę się, że C&C wyjaśnili sobie tą sytuację.
    Uważam, że Martinez postąpił słusznie, przyznając sprawę morderstw właśnie mojemu ulubionemu (jak na razie) duetowi.
    Szczerze?
    Mogłabym czytać jeszcze więcej z tego rozdziału... :)
    Na koniec zapraszam na nowy rozdział Message
    Pozdrawiam i życzę weny oraz wiary w swoje możliwości kochana xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za taką wiarę we mnie! ;)
      Bardzo dziękuję za komentarz i cieszę się ogromnie, że ci się podobało;**

      Usuń
  3. No i tak oto jestem :)
    Nie przejmuj się tak ilością, na bank odbijesz. Jedni mają szkołę, inni pracę i tak się ciągnie, że ciężko znaleźć czas na życie blogowe. Aż ciśnie mi się na usta(klawiaturę), że początki są trudne - choć to nie twój początek blogowania, a nowy początek samej historii. :D Ktoś może zrezygnował, ale wierze, że uda Ci się znaleźć i zachęcić nowych czytelników. Na to po prostu trzeba czasu. :)
    Co do tej jakości... NAWET TAK NIE MYŚL. Och... wybacz, poniosło mnie. Widzisz do czego doprowadzasz tak absurdalnymi stwierdzeniami? "zjeżdżam w dół z jakością" - no proszę Cie, co ty piszesz? Brednie, oj brednie. Jakość jest wyśmienita, że pozwolę sobie tak to określić. Koniec tematu ;)
    Rozdział jest zaskakujący. Nie sądziłam, że Colin jednak weźmie tą sprawę. Bardziej bym podejrzewała, że Catia jakoś go do tego przekona, bądź (co do niej nie podobne) zrobi to za jego plecami.
    Niezmiernie podobał mi się fragment rozmowy między Jacobem i Catheriną. To było takie życiowe... Dosłownie. Wielu ludzi zapomina o bliskości podczas nieustannego 'biegu'. Jak to ładnie określiłaś: "Niby jesteśmy razem, ale osobno." Czuję, że Catii będzie ciężko połączyć to życie prywatne i pracę, tak jakby chciała i planowała.
    Mówisz 'Lys"? Moje pierwsze skojarzenie = Alysson (mam nadzieję, że dobrze napisałam x) ) Mam nadzieję, że dobrze mi się kojarzy. :D
    Nie ma co zapowiada się ciekawie. Zaczyna się śledztwo masakry, mama nadzieję z pełną parą. :)
    Pozdrawiam, Sapphire ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS Mam nadzieję, nie mama nadzieję. Swoją drogą: "Mama nadzieję z pełną parą?" :D Nie wiem co to znaczy ale byłby dobry tekst do piosenki. :D
      Mój mózg działa teraz na potrójnej dawce kofeiny więc wybacz, jeśli cokolwiek co napisałam wydaje się bezsensowne, pokręcone itd. ;P

      Usuń
    2. A no niestety, ja też boleśnie odczuwam ten brak czasu. Na bloga też mi brakuje, więc doskonale rozumiem innych. Takie życie;D
      "Jakość jest wyśmienita" - ale mam banana na twarzy;D
      Jednak Colin zaskoczył:D A to nie koniec niespodzianek związanych z tą postacią!
      Nie powiem czy dobrze kojarzysz, ale imię Alysson napisałaś dobrze;D Wyjaśni się to... za jakiś czas.
      Bardzo dziękuję za komentarz! ;**

      I nie mów mi o kawie! łee... wypiłam dzisiaj 4 i mój organizm zaczy źle reagować na to słowo;D

      Usuń
  4. Szczerze mówiąc, poprzedni szablon podobał mi się bardziej. Był bardziej przyjemny dla oka, więcej się na nim działo. A może mówię tak tylko dlatego, że nie lubię brązowego :D
    Co do samego rozdziału to wspaniały, jak zawsze. Podziwiam cię, że umiesz wszystko opisywać w tak spowolnionym tempie. Ja na przykład po kłótni z poprzedniego wpisu w tym bym przeszła od razu do następnego dnia i tylko wspomniała o nastrojach po niej, a ty niemal cały wpis poświęciłaś właśnie na opisanie nastrojów. Dzięki temu opowiadianie nabiera trójwymiarowości, lepiej poznajemy bohaterów i dowiadujemy się o ich uczuciach. Choć to opowiadanie akcji, nieraz potrzebne są właśnie takie momenty i ten zdecydowanie zasługuje na uznanie (:
    Ach, czyli jednak biorą sprawę Krwawych Osiedli? Co zmieniło zdanie Colina? Dzień temu bardzo twardo obstawał przy swojej decyzji. Niemniej bardzo się cieszę, że ją zmienił, bo teraz wiem, że zacznie się prawdziwa akcja ^^
    Dodam również, że bardzo się cieszę, iż opisujesz relacje między Jacobem, a Catią. W ostatniej wersji były dość okrojone, dlatego naprawdę cieszę się, że tutaj możemy w pełni poznać mężczyznę, jak również zaobserwować relacje łączące go z narzeczoną. Widać, że naprawdę się kochają. Chociaż zaufanie zaufaniem, ja bym nigdy nie pozwoliła chłopakowi na bycie w tak zażyłych relacjach ze swoją byłą, w jakich są C&C. Facet musi być naprawdę pewny miłości pani porucznik i to jest słodkie (:
    Co do Les i Colina to wyczuwam tutaj dużo więcej, niż przelotną znajomość. Dziewczyna jest inteligentna i spostrzegawcza, w dodatku piękna, więc stanowiłaby idealną kandydatkę na jakiś trwalszy związek, niż na jedną noc. Polubiłam ją, więc liczę, iż jakoś rozwiniesz ten wątek, choć nie wiem, czy zostało nam dużo czasu, skoro już się rozpoczęła sprawa osiedli. Chyba że Colin nie zginie, za co ciągle trzymam kciuki (:
    Życzę mnóstwo weny i z niecierpliwością czekam na kolejną część! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie lubiłam brązu, ale kobieta zmienną jest:D
      Przyznam szczerze, że uwielbiam opisywać nastrój. Otoczenie, wydarzenia - mniej. Ale emocje bohaterów po prostu uwielbiam. Poza tym nie chcę za szybko lecieć z akcją, bo potem znowu dojdę do wniosku, że coś pominęłam i jest do dupy;D A jesli chodzi o Catherinę, to poznanie jej sposobu myślenia i bycia, będzie konieczne, by zrozumieć ją później.
      Co zmieniło zdanie Colina... a to dobre pytanie;D
      Tak, masz rację, że relację C i J były okrojone. Bardzo tego żałuję i tutaj z pewnością ukażę je lepiej. W końcu on też jest na swój sposób ważny;D
      Spokojnie, jeszcze mamy sporo czasu, a Lys na pewno zagrzeje tu miejsce na dłużej:D
      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  5. Cześć :)

    Ach, nagłówek bardzo mi się podoba :) Choć całość jest zbyt ciemna jak na moje oko. Nadaje to klimatu, ale boję się, że przy dłuższym patrzeniu zaczną mnie boleć oczy.

    Rola Jacoba jest wyraźnie poszerzona w porównaniu z poprzednią wersją. Mężczyzna nie budzi u mnie żadnych uczuć tak właściwie, mam do niego neutralny stosunek. Podoba mi się to, jak dba o narzeczoną, że jest chętny ją wysłuchać, być przy niej i trwać. Jest zdecydowany dzielić z nią życie, przechodzić przez kryzysy. Wydaje się takim osobnikiem bez złych cech, więc odrobinę nudnym. Ale cieszę się, że jest go więcej :)
    Colin w klubie ze szkocką - mój mozg to widzi i się śmieje, a ja nie staram się zrozumieć jego reakcji. Widać, że nie każda bytność w takim miejscu musi kończyć się jednym.
    Tak myślałam, że kelnerka może mieć jakąś rolę. Ale że to jest Lys? W sensie nasza Alysson?! Przyznaję szczerze, że zbiłaś mnie z tropu. Nie wiedziałam, że tak ją przedstawisz! Ale jestem zaskoczona w pozytywnym sensie ;) Tutaj Lys nie jest dziunią, a dość inteligentną kelnerką, potrafi prowadzić interesującą konwersację i intrygować swoimi odpowiedziami. Może zabrzmi to dziwnie - szczególnie po dissach w poprzedniej wersji - ale taką Lys to ja lubię! Jeśli dla niej i Colina planujesz coś więcej, to ja jestem za! :D
    Martinez mnie wkurza swoją egzystencją. Pewnie dlatego, że traktuje podwładnych jak sługi, które muszą być posłuszne i w stu procentach oddane wykonywanym zadaniom, by on później nie obrywał po głowie od wyższych stanowiskiem. Denerwuje mnie każde jego pojawienie się, ale cóż - nie każdego przecież trzeba lubić.
    Czyli C&C biorą udział w śledztwie, dobrze. Liczę na wiele akcji ;) Cieszę się, że ta dwójka się pogodził, dłuższe obrażenie się raczej mi do nich nie pasuje. To dwie silne osobowości, które wiedzą, że razem zdziałają więcej i z lepszym rezultatem, a kłótnie mogą to zaburzyć. Życzę im powodzenia przy sprawie.

    Rozdział czyta się szybko i dość przyjemnie, bo nie ma trupów ani nic z tych rzeczy. Taka chwila na złapanie oddechu, odpoczynek od większych buzujących emocji. Bardzo dobry :)
    A ilością wyświetleń/komentarzy się nie przejmuj ;) Wierni czytelnicy będą zawsze.

    Czekam na nn ^^
    Ściskam! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością Jacob jakieś złe cechy ma, ale nie widzę na razie sensu, by je pokazywać. Wszystko w swoim czasie.
      Lys nie będzie na pewno dziunią. W tamtej wersji popełniłam wiele błędów w opisie tej postaci i tutaj nie mam zamiaru ich powtarzać. Muszę ci powiedzieć, że jesteś jedną z nielicznych osób, które się domyśliły. Było ich kilka, ale tylko ty nazwałaś ją po imieniu:D
      Martinez ma denerwować. W sumie nie wiem jeszcze, czy potem pozwolę go lubić xD
      Będzie więcej akcji! ;) Choć pewnie nie zawsze.

      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  6. Zacznę od pięknego szablonu :D Bardzo trafia w moje gusta, chociaż tamten też był świetny. Nie zjeżdżasz z jakością! Nie martw się o to. Po prostu inni pewnie nie mają czasu na czytanie - praca, szkoła, z pewnością wiesz, jak to jest. Ja też mam coraz mniej czasu na pisanie rozdziałów, a moi czytelnicy na komentowanie ich. Także bądź spokojna, z twoją powieścią wszystko w porządku.
    Co do treści, podobała mi się rozmowa Catii z narzeczonym. Czasami za bardzo przytłacza nas monotonia i rutyna, by dostrzec piękno otoczenia. Żyjemy za szybko, by dostrzec ile tracimy. A potem zdajemy sobie sprawę, że przegapiliśmy najlepsze lata swojego życia...
    Skomentowałabym coś jeszcze, ale niestety goni mnie czas. Mam nadzieję, że mi to wybaczysz. W wolnej chwili wpadnij do mnie na nowy rozdział. Pozdrawiam cieplutko :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak sądzę, że to brak czasu. A przynajmniej mam taką nadzieję;D
      Oczywiście, że wybaczę;) Ważne, że przeczytałaś i dałaś o sobie znać. Dziękuję! ;)

      Usuń
  7. Tak wiec C&C wraca do gry <3 Dzięki autorko za taki zwrot akcji!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała przyjemność po mojej stronie! ;D
      Dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
  8. Hej, hej! ;))
    Nowy wystrój bloga jest świetny. Sama nie wiem, jak Ty robisz takie cuda. Podziwiam Cię wręcz za to! Raz próbowałam cokolwiek zacząć, ale... na próbie się skończyło. :D Ot, taki ze mnie informatyk. :P
    Co urzekło mnie najbardziej w całokształcie tego rozdziału? Catia i ta rozmowa z nią w roli głównej. Ta scena wyszła Ci fenomenalnie, naprawdę. Tak naturalnie, płynnie się czytało, że naprawdę oderwałam się od całego świata, właśnie dzięki Tobie.
    Nadal jednak nie wiem, co myśleć o Jacobie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze jest czas, żeby twoje zdanie o J jakoś się ukształtowało;) Na razie było go dość mało. Cieszę się, że masz takie pozytywne zdanie o mojej pisaninie i że się podobało. Bardzo dziękuję za wszystkie miłe słowa i komentarz! ;**

      Usuń
  9. Jestem ;* Ale się cieszę, że pojawiła sie już nowość. NIe rozumiem za grosz Collina i tego, że tak zmienił zdanie, gorzej niż kobieta majaca okres, to aż sztuczne. no ale to, że para musiała wrócić do tej sprawy, było wiecej niż oczywist.e i to akurat wtedy, kiedy Cathia poukładała sobie co nieco w głowie. BYć może hipotetycznie faktycznie udałoby się jej pogodzić pracę i narzeczonego itd, ale dobrze wiemy, że to śledztwo przerodzi się w coś koszmarnego, pewnie znacznie gorszego niż w poprzedniej wersji, a więc... Ech... POdobał mi się bardzo wątek z baru i ta kelnerka, świetnie opisałas to iskrzenie między nią aa Collinem, po prostu pierwsza klasa.W relacji Cathii i Jacoba aż tak tego nie czuć, może się kochają, ale już taką bardziej dojrzałą miłością, jakby byli małzeństwem od dawna... Ale sama nie wiem.są blisko, ale ne wiem, czy to jest to, coś mi w Jacobie przeszkadza, trudno m,i to nazwać. Collina wielbię, prócz tej jednej zmiany zdania, której nie potrafię zrozumieć - że aż tak szybko to się stało. Cathii nie mogę nie lubić xDxD, nawet jak się nie zgadzam z nią czasem. Kibicuję jej we wszytskim xD. W każdym razie podoba mi sie bardzo to, że tak się skupiasz na bohaterach i ichj emocjach. Martinez to kolejna bardzo wyrazista postać, której kreacja wyszła C swietnie. w życiu to bym z nim zwariowała i w ogóle, ale tutaj uwielbiam o nim czytać xDxD z niecierpliwoscią czekam na cd :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a, w ogóle 400-500 wejść dziennie Boże, to przecież niesamowita ilość! nawety 100 dziennie to b. dużo!!! Myślę, że masz bardzo dużo czytelników i trudno się dziwić dlaczego, skoro tak świetnie piszesz;)

      Usuń
    2. 400-500 wejść miałam kilka razy, najczęściej w dniach publikacji. Ale to było może z 10 razy w ciągu całej historii tego bloga. Też uważam, że 100 to bardzo dużo tylko wiesz... Ciągle tu jestem, ciągle się uczę, ciągle rozsławiam jakoś tego bloga (a przynajmniej się staram), więc to naturalne, że chciałoby się iść do przodu, mieć więcej zamiast stać w miejscu. Ale nie narzekam, broń Boże!
      Colin mógł zdenerwować swoją decyzją. I myślę, że jeszcze nie raz wkurzy, ale taki mój zamysł:D i cieszę się, że tak to odebrałaś. A co do Jacoba... on jest mniej wyrazisty, więc nie dziwię się, że może nie przekonywać. To Catherina ma go kochać, nie czytelnik:D
      Bardzo dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
    3. Wg mnie Cathrina ma kochać DAna. właśnie, DAn, wheeereeee are youuu???? Co do komentarzy to rozumiem o co chodzi, jak się czyta inne blogi i stara komentować na bieżąco i długo, to jednak miło jest, jak widzi się to samo u siebie... NIe da się ukryć.

      Usuń
    4. Haha... powiem w sekrecie, że Dana będzie bardzo ciężko kochać. W ogóle nawet lubić będzie go ciężko:D A kiedy się pojawi? Nie wiem xD Zależy jak mnie wyobraźnia poniesie i ile rozdziałów napiszę przed tym.

      Usuń
  10. catia rzeczywiście ma coraz mniej czasu dla Jacoba. Dobrze, że to sobie uświadomiła i że chce to zmienić.
    Zaciekawiła mnie ta nowa znajoma Colina. Kim jest, czy pojawi się jeszcze i czy coś więcej wniesie do historii.
    Dobrze, że catia i colin wyjaśnili sobie wcześniejszą kłótnię i się pogodzili.
    A jednak C&C będą brali udział w tej sprawie. Z ich udziałem może policjantom będzie łatwiej ją rozwiązać. Ale coś tak myślę, że to śledztwo takie łatwe nie będzie.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wniesie dużo do historii ;)
      A śledztwo rzeczywiście łatwe nie będzie ;)

      Dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
  11. Och Rudzielczyku mój najlepszy <3
    Piszesz taką powieść, że aż o niej gadałam z koleżanką, ale mówiłam o niej tak dużo i często, że zaczęła mnie unikać XD

    Ale wiesz co...
    Mogłaś sobie darować te teksty o cyckach i tyłkach XD
    A nie, nie mogłaś, bo były świetne (nie mogę ze śmiechu XD)

    Miało mi się miło czytać o Catobii (cooo? XD) ale nie umiało mi się. Przecież Catia nie zostanie panią Smith lecz panią Cardona! Datia forever!
    A jeśli chodzi o te wakacje na Kubie... Biedny Kuba, jak on ich wszystkich pomieścił? XD
    Ale wiesz co ci powiem? Jacob nie jest taki zły... Mógłby na przykład... BYĆ Z COLINEM! RAZ SIĘ ŻYJE XD. Nie no Nadia ogar, "no homo maj friend" jak to gadam XD.
    No więc...

    Uwaga! Poniżej znajduje się nieprawdopodobna i durna teoria!
    Więc Jacob jest zły i jest mordercą, dlatego jest z Catią, żeby od siebie odpędzić zarzutu i mieć jakieś szanse poznania procedur *bo przecież spraw nie może, chociaż jakby wybuchła panika odnośnie tego zabitego miasta (jak to brzmi) to może by coś z niej wyciągnął, ale wątpie*. Jest połączony z Lys, ona jest jego kochanką, a ona miała farta i trafiła na glinę, który jeszcze ją uratował i JESZCZE Z NIĄ BĘDZIE! I Catia będzie smutna, pójdzie nad rzekę czy kajś i tam pozna Dana, jej przyszłego męża! I on pomoże jej walczyć z tym złem i potem wezmą ślub!

    Ja przyprawianie potraw zmieloną przyprawą, która przed zmieleniem miała formę czarnych granulek, co to jest? Sama nie mogę ze swojej głupoty. *No chociaż ta końcówka z Datią boska*

    Och, koniec jajc Nadia, uwaga, biorę się za nieśmieszne tematy!

    Patrzę, ale nie widzę. - ogólnie cały temat, który poruszyła Catia był dość dyskusyjny i pokazał problem tego świata. Ludzie nawet nie mają czasu się zatrzymać, spojrzeć i ZOBACZYĆ. Bo co inaczej patrzeć na coś a coś ujrzeć, zobaczyć. Ludziom bardzo często ucieka życie przed nosem, a kiedy się zorientują, jest już za późno. Uważam, że zawsze można znaleźć chwilę, żeby coś ujrzeć, żeby chociażby na sekundę się zatrzymać. Dlatego czasem kocham wyjść, pójść gdzieś, gdzie nikt nie wie gdzie jestem i dostrzegać w tym samym miejscu codziennie coś nowego, poczuć nowe zapachy, dotknąć inne rzeczy, być w swoim świecie. Kiedyś tam kogoś zaprowadziłam, ale on patrzył, ale nie widział, dotykał, ale nie czuł. Jego świat nie był tym samym co mój, dlatego będę czekać, aż znajdę kogoś z tego samego świata.
    Jak Catia i Dan. Oni są jak słodcy zabójcy! Mega niebezpieczni, ale słodcy XD

    Och tak, rozpisałam się. Plus nadużywałam "XD". Oj XD
    Pozdrowianka najmocniejsze
    Nadia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy powinnam się cieszyć, że z powodu mojej powieści straciłaś kontakt z koleżanką;D Ale cieszę sie, że o niej mówiłaś. To szalenie miłe!
      Jeśli jest Colin, to teksty o tyłkach są wręcz... obowiązkowe xD Taki typ.
      Jacob nie jest zły, mógłby być z ... Colinem - ahahaha nie no padłam po tym tekście;D Jedno muszę ci przyznać, na taki paring nie wpadłam:D
      Jesteś niesamowita wiesz? Dana nie ma od kilku rozdziałów,ale w twoich komentarzach wciąż jest obecny :D I wiesz co? Ogromnie się boję, co będzie jak jednak powróci;D Atak euforii będzie chyba ogromny:D Ale świetnie mi się to czyta. Zawsze poprawiasz mi humor.
      A co do tego patrzenia i niewidzenia... zgadzam się. Czasem naprawdę trzeba gdzieś wyjść, oderwać sie, zobaczyć coś innego. Człowiek tego potrzebuje.

      Dziękuję za komentarz kochana! ;**

      Usuń
    2. Ja zgadzam się co do jednego - też czuję, że J jest zły, albo... jest dobry, jest jakimś tajniakiem, takim z tajnego jakiegoś stowarzyszenia i to szef Cat jest jakiś zły i... jezu, matko, córko i synowie, jakie ja strasznie dziwne snuje gdybania dzisiaj .

      Usuń
  12. No hej :). Myślę, że to dobrze, że w tej wersji bardziej przedstawiasz nam bohaterów, a nie jak było w poprzedniej, że od razu kogoś zabiłaś. Chociaż wtedy mimo wszystko i tak odczułam żal do tego, że Colin umarł. No, ale wiesz, jaki ja mam stosunek do przyjaźni. Przyjaźń w opowiadaniu? Jest i Ola ;P. Zbyt często zapominamy o tym, co dzieje się wokół nas, a fajnie jest się rozejrzeć i cieszyć z tego, co nas otacza. O. Zaskoczyłaś mnie, że Jacob ma dłuższe włosy, no ale to u tancerzów jest spotykane. No, ale typowo się wyobraża mężczyznę z krótkimi włosami, dopóki się nie dostanie o nim wiadomości, chociaż mam paru kolegów z długimi włosami. Jedną, co tych ludzi łączy, to zwykle lubią muzykę metalową, lubią historię i fantastykę ;d. Przynajmniej tak wynika z moich obserwacji. Fajnie, że nie spieszyli się ze ślubem, że po czterech latach zaczęli o tym myśleć. Dobrze jest się przekonać, jak się z kimś mieszka i czy jest się w stanie tyle z tą osobą wytrzymać ;P. Myślę, że ciut zazdrości nigdy nie zaszkodzi, byleby tylko nie patrzeć na kogoś wilkiem. Ostatnio czytałam książkę, taki trochę ciut horror "dziewczyna z sąsiedztwa", który jest inspirowany prawdziwym wydarzeniem i właśnie nikt nie zareagował na to, że dziewczynę katowano, jeszcze się do tego przyłączali. Podobno też była sytuacja jak kobietę zamordowano w biały dzień przy tłumie osób, bo choć krzyczała, to nikt nie chciał jej pomóc. To takie pozwolenie ludzi na szkodę, naprawdę daje przestępcom pozwolenie na to. Swoją drogą znalazłam jedną stronkę o kilkudziesięciu zbrodniarzach i trochę mnie wciągnęło, a co więcej strona jest radomska, także szacuneczek dla nich i już mi się tak z babą z Radomia i dość niechętnie odwiedzanym miastem, nie będzie kojarzyć. Cóż może Colin pomoże przypadkowi skoro tak bardzo spodobała mu się barmanka. Tylko jak zamierzasz go zabić, to nieco słabo. Chyba, że może ona trafi przypadkiem jakoś do tego obozu? ;D Cóż ja już wiem, że to śledztwo nie wyjdzie im na dobre, oni się obawiają tego, ale ich ciągnie. Cóż jeżeli Catia da radę to przeżyć, to na pewno będzie to coś, co odbije się na jej życiu i da sporo doświadczenia. Chyba, że zmienisz odrobinę ciut wydarzeń. Jeszcze, co do patrzenia na tyłki. Nie lubię, jak mnie ktoś przepuszcza w drzwiach. Kumpel stwierdza, że pewnie lubię patrzeć na męskie tyłki. No cóż, nie zaprzeczyłam ;D. Tak swoją drogą, to co do głównych bohaterów mam wrażenie, że robisz z nich wszystkich pięknych i młodych ;p.
    Co do szablonu, to jak tylko weszłam, to bardzo mi się spodobał :).
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze, co do pisania dialogów i tym, czy należy wstawić kropkę przed zaśmiała się czy nie, to są różne wersje. Ustalono, że można tak i tak, tylko należy się trzymać tej wersji wybranej przez siebie. Do "powiedział, mówił" jest zasada, czyli pisze się je z małej, a zaśmiał, uśmiechnął itd. budzą wątpliwości i chyba dlatego tak zrobiono.

      Usuń
    2. Wiem jak bardzo lubisz wątki przyjaźni, dlatego myślę, że mimo wszystko ta druga część - obozowa- bardziej przypadnie ci do gustu. Ale dobra, nie wybiegam w przyszłość. Bohaterów rzeczywiście staram się pokazywać dokładniej. W poprzedniej wersji niby też się starałam, ale... za słabo.
      Ej podałabyś mi też tą stronę;D Jak zbrodniarze to Ruda z chęcią zajrzy. Zresztą mnie się powoli już zaczyna w głowie pierdzielić, bo ostatnimi czasy czytam tylko o mordercach. WiZ sprawi, że kiedyś oszaleję ;D
      "cóż, nie zaprzeczyłam" - hahaha szczera Oka;D ale ja tez lubię. W końcu nam, kobietom, też się coś od życia należy.
      A co do barmanki... sama sobie odpowiesz na to pytanie po kilku rozdziałach:D

      Bardzo dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
    3. Lubię przyjaźń i kryminały, także chyba mi się ogólnie podoba ;p.
      Coś mi nie wchodzi, jak wezmę bez żadnego mordercy, także masz tu dokładnie historię dziewczyny, którą inspirował się Jack Ketchum. Tylko właśnie to jedyny przypadek, gdzie w spisie treści jest przedstawiona ofiara, a nie morderca: http://killer.radom.net/~sermord/New/zbrodnia.php-dzial=mordercy&dane=likens.htm Tak, tak... czytam ją sobie o drugiej, trzeciej w nocy, a potem strach iść spać i do łazienki :D.
      A co? Mam kłamać? Swoją drogą nie lubię chudych tyłków... może to trochę, jak chłopaki mają z naszymi piersiami? Takie bez niczego, źle, ale małe to już ok, a za duże to... no dobra nie będę się rozwodzić, są różne gusta ;D.

      Usuń
    4. Też nie lubię za chudych:D W ogóle takich patyczaków nie lubię;D No, ale są gusta...
      Ja to się zawsze naoglądam jakiś kryminałów przed snem, a potem mi się trupy śnią xD

      Usuń
  13. Hej!
    Wspaniały rozdział. Trochę inny od wcześniejszych. Taki bardziej... refleksyjny? Przypadł mi do gustu opis miasta :-) No i w ogóle ta szczera rozmowa Catii z Jacobem. Dobrze, że dziewczyna przeprowadziła z nim taką rozmowę. Wychodzi na to, że ma bardzo wyrozumiałego i mądrego narzeczonego.
    Zaskoczył mnie Colin. Nie tym, jak się zachował w klubie, lecz tym, że bez wcześniejszej rozmowy z Catheriną zdecydował o zajęciu się sprawą. A przecież to on miał co do tego najwięcej wątpliwości i w ogóle był przeciwny.
    Tylko żeby się nie okazało, że w tym wszystkim najbardziej ucierpi właśnie Catherina. W sensie, że ta sprawa może odbić się na jej życiu, żeby już nie mówić o niczym gorszym.
    Do następnego!
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię czasem napisać coś refleksyjnego;D Takie oderwanie od rzeczywistości i akcji:D
      I cieszę się, że zaskoczył cię Colin. Miał zaskoczyć :D
      Dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
  14. Hejo kochana! :3
    U mnie też jest coraz mniej osób. Liczna wyświetleń dziennie wynosi ledwo 100 :/ I mało osób komentuje...
    Zaciekawiła mnie ta kelnerka. Czy mam rozumieć, że jeszcze nie raz zawita w opowiadaniu? ;)
    Nie sądziłam, że Colin będzie chciał zająć się tą sprawą. Podejrzewam, że to ze względu na Catię.
    Przepraszam, że tak krótko :(
    Czekam na nn! Potopu weny twórczej życzę! Pozdrawiam cieplutko! xoxo :***
    Maggie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ledwo 100? Nie sądzę, że to jest 'ledwo':D Ja też mam po 100-200 i bardzo się cieszę z tego powodu. Tylko kiedyś było więcej, więc to wspomnienie nie daje o sobie zapomnieć ;)
      Tak, będzie pojawiała się częściej;)

      Dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
    2. Przez waszą dyskusję aż z ciekawości zajrzałam do siebie i swoich wyświetleń i na "Się nie zdarza taka miłość" mam ich po 100-500 na dzień, zazwyczaj 150-300 (taki przedział), ale to się wcale nie przekłada na komentarze, bo tamten blog odnoszę wrażenie, że zazwyczaj czytają takie osoby co nie mają swoich blogów i nie komentują nawet słowem, bo nie rozumieją jakie to ważne dla autora i jak daje kopa i jak motywuje, a nie rozumieją, bo nie są i być może nigdy nie byli po tej drugiej stronie. I nawet jak się utworzy jakiś spis czytelników, czy księgę gości czy coś i zachęci do wpisu choćby "czytam, jestem Paweł" czy "jestem i ja, Młoda", to i tak niewielu się zdecyduje napisać choć słowo, bo i po co, skoro i tak czyta się bez komentowania, a z kolei, gdy raz wpadłam na pomysł zamknięcia tamtego bloga, by był tylko dla zaproszonych i chciałam zapraszać tylko komentujących, to nagle się znaleźli tacy co obiecywali komentować od kolejnego rozdziału, albo tacy wielce oburzeni "jak można być tak zachłannym na komentarze". Do dziś myślę, czy nie być chamówą i nie wywinąć takiego numeru pod sam koniec, że ostatnie 5 części tylko dla tych co skomentowali choćby trzy posty, czy choćby wpisali się do listy czytelników i dali o sobie znać, że są, że im się podoba i że czytają. Ale nie, chyba nie jestem aż taką zołzą... chyba, bo może będę, w końcu ludzie się zmieniają, nie?

      Usuń
    3. Istotne jest też to, czy zaznaczone masz uwzględnianie w statystyce własnych wyświetleń, czy nie. Ja nie mam, właśnie po to, żeby wiedzieć ile obcych osób rzeczywiście do mnie wchodzi. I powiem szczerze, że czasem jestem wkurzona. Jestem cholernie wkurzona, jak np. widze u kogoś komentarze, że ekstra opowiadanie bla bla bla, albo wielka statystyka, a w postach kompletne dno. Nie chcę wyjść na snoba, ale sorry, nie rozumiem czemu niektórzy, którzy w ogóle nie umieją pisać zyskają popularność, a inni - zdolniejsi, nie.

      Usuń
    4. Nie, swoich nie uwzględniam, tylko obce (zaraz na początku to wyłączyłam na wszystkich blogach).
      No ja jestem wkurzona jak widzę, że rozdziały na Się nie zdarza czy na Legendzie mają po 200-600 odsłon, a są pod nimi nieraz 4-8 komentarzy. Nie uwierzę, że te 4 osoby, weszły 50 razy na jeden post, no po prostu nie i już.
      Co do snobizmu, to też się uważam może nie za zdolniejszą, bo błędy jeszcze trzaskam bardzo często, ale za osobę co ma pomysł i stara się go w miarę jak obrazowo i ciekawie przedstawić. I też uważam, że moje opowiadanie jest lepsze od większości ff z jakimi się spotkałam, gdzie całość to były prawie same dialogi, a mimo tego kilkadziesiąt komentarzy że świetnie, super, tak dalej. Dlaczego tak jest?
      Czytanie za czytanie - szybciej przeczytać coś co nie ma większego sensu, ale jest krótkie i szybkie i w zamian za to zdobyć czytelnika.
      ff o gwiazdach - fani się zlatują i nawet jak coś jest dnem, ale o ich ulubieńcu, to już jest super.
      Modny schemat - ona biedna, on bogaty, ona ciapa, on bohater, albo oboje puści, głupi i robiący sobie nawzajem na złość, a potem się zakochujący w sobie xD
      Ale by nie było, ja też uważam, że moje "Się nie zdarza" to może nie totalne dno, ale na tle mojej Legendy, czy Samotnej, czy twojego Wiz to dno jest i to jest szczera opinia, bo opowiadanie jest banalne, proste, a wszystko się łączy z sobą tak nieprawdopodobnie, że aż żal, ale przyciąga ludzi na tyle, że po niespełna roku wybiło tam ponad 50 tysięcy wyświetleń. Dlaczego tak jest? Mocna kontrowersja - 14 latka, bez rodziców, niezaradny starszy brat i młodszy, którym się zajmuje, skrajna bieda, a po drugiej stronie on - 35 letni niegdyś alkoholik, który godzi się ją zatrudnić w nocnym klubie, na fałszywy dowód (on nie jest, że jest fałszywy), w końcu ona z nim się przesypia by nie stracić pracy gdy prawda wyjdzie na jaw, na tym etapie ona jeszcze nic do niego nie czuje, kieruje nią desperacja i co? I nagle się okazuję, że on ma córkę, która chodzi z nią do klasy, a tych dwoje, prawie 15latkę i 35latka coś tak mocno do siebie ciągnie, że... seks się powtarza. Do tego opowiadania ludzi przyciągnęła kontrowersja, pedofilia, narkotyki, alkohol, brutalny świat sławy na wybiegu i w foto-modelingu.

      Usuń
    5. Wyczuwam autoreklamę

      Usuń
    6. Nie miałam tego na celu, więc jeśli tak to wyglądało to przepraszam. Myślę, że Ruda już na tyle mnie "zna", że wie, że ją czytam, nie po to by reklamować siebie. Mam więc nadzieję, że Rudej tą wstawką nie uraziłam ;-)

      Usuń
    7. Pewnie, że nie uraziłaś ;)

      Usuń
  15. Przez moment podejrzewałam, że naprawę ta sprawa będzie gdzieś w tle, a oni po prostu się w to przypadkiem wkręcą, ale stwierdziłam, że w końcu to jeden z głównych wątków, więc nie ma innej możliwości, jak tylko powrót. I trafiłam, choć nie sądziłam, że akurat będzie to tak wyglądać. Oboje coś tam przemyśleli, choć widać, że Catia w przeciwnym kierunku niż Colin. Nie ukrywam, że miała rację mówiąc o niedostrzeganiu otoczenia i umykaniu życia. Powinna nie zapominać o najbliższych, czy sąsiadach... Na dłuższą metę się to nie sprawdza.
    A Colina widzę natchnęła dziewczyna. Cóż. :D
    Czekam na rozwój wydarzeń.

    Pozdrawiam.

    P.S.
    Tym razem nie spóźniłam się tak bardzo XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, sąsiedzi w jej życiu akurat nigdy ważni nie byli i nie będa. To służyło tylko pokazaniu, jak wiele rzeczy nie dostrzegamy w swoim otoczeniu. I nie przez ślepotę, a brak czasu i chęci na patrzenie. Nie mogłam nie oddać im tej sprawy:D W końcu to jeden z głównych wątków;D
      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  16. Trochę wkurza mnie zachowanie Colina. Ciągle zmienia zdanie, a Catia musi się dostosować. Oczywiście cieszę się, że będą uczestniczyć w sprawie, ale powinien najpierw z nią o tym porozmawiać, a potem z szefem, bo to ma być wspólna decyzja, a nie... najpierw on mówi, że nie biorą sprawy i później znów on mówi, że jednak wezmą udział w śledztwie. Nie tylko on tu decyduje, Catia też ma coś do powiedzenia, ech. Jestem ciekawa, czy ta kelnerka z baru jeszcze pojawi się w życiu Colina. Mam dziwne wrazenie, że tak i brawa dla niego, ze się zainteresował tym, co się dzieje. Jako jedyny. Ach ta znieczulica dookoła. Gdyby go tam nie było i nikt by nie zareagował, to ta kelnerka nie miałaby za ciekawej sytuacji. Podobała mi się ta scena z Catią i jej facetem. :) Tak uroczo i słodko, i tak szczerze to jestem w szoku, że Jacob nie jest w ogóle zazdrosny. Przecież sam widzi, że Colin jest ważny dla Catii, a fakt, że kiedyś coś ich łączyło, powinien tylko potęgować zazdrość. Takie wielkie pokłady zaufania? Ech... mało takich facetów, ale nie zdziwiłabym się, gdyby J się na tym przejechał. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, powinien z nią porozmawiać. Ale cóż, staram się, żeby każda postać i wkurzała i dała się lubić, więc Colin też czasem będzie działał na nerwy:D
      A czy Jacob nie jest w ogóle zazdrosny... To jest kwestia sprzeczna, tak naprawdę;D Ale o tym później;)
      Dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
  17. Kurde, trzeba przyznać że Jacob jest niezwykle dojrzały. Zgadzam się z Catheriną, też bym szalała z zazdrości, w życiu nie umiałabym być taka spokojna w takiej sytuacji :D
    Hmm… z tancerzem chyba też bym nie mogła być :P
    Myślę, że każdy z nas ma takie chwile jak Catia… Że budzisz się rano, dostrzegasz śpiewającego za oknem ptaszka przy wschodzie słońca i zastanawiasz się dlaczego nie widziałaś go wcześniej. Że tracisz czas i nie doceniasz tego co jest dookoła. Dobrze jest mieć tego świadomość, ale nie powinno się w to zatracać, bo bywa to mylące, a nawet niebezpieczne.
    Najważniejsze jest, żeby czasu nie marnować, tylko wykorzystywać, zarówno na rzeczy ważne, niezbędne jak i takie, które sprawiają nam radość. A te drugie są naprawdę wyjątkowo istotne :)
    Naprawdę słodka jest ich ta scena razem :)

    Brawo Colin! Świetnie rozegrane! :D
    Bardzo podoba mi się dialog Colina z kelnerką :D

    Kocham jak kogoś opisujesz <3 zawsze tak precyzyjnie, ciekawie, wciągająco i nieschematycznie… Widać, że każda postać jest oryginalna.

    Kurcze, to by była dobra scena na początek pięknej znajomości zakończonej happy endem :D

    Wiedziałam, że dostaną tę sprawę!

    „— Wiem, ale potrzebowałem chwili oddechu.
    — No tak, panienki same się nie zaliczą” hahahaha, zarąbiste :D

    No co Ty! Jak możesz w ogóle tak myśleć? Piszesz cały czas tak samo świetnie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym nie mogła być z tancerzem. Jestem cholerną zazdrośnicą :D Ale cieszę się, że określiłaś go mianem niezwykle dojrzałego <3
      Pięknie opisałaś to jak powinno się wykorzystywać czas. Zgadzam się w zupełności. A takie filozofowanie jak w przypadku Catheriny naprawdę bywa czasem niebezpieczne.
      Bardzo dziękuję za komplementy i komentarz! ;***

      Usuń
  18. Wyjątkowo spokojny początek. Noc. Spokój miasta. Rozmyślanie. Bardzo fajnie to ukazałaś. Naprawdę można się wczuć w sytuację Catheriny. A nie jest ona zbyt ciekawa. Kobieta bardzo przejęła się tą kłótnią z Colinem. I nic dziwnego. Tyle razem przeszli i nie sądzę, by w tym czasie tak bardzo się pokłócili. Mam wrażenie, że teraz jest inaczej. Albo się pogodzą, albo to będzie koniec przyjaźni. Może to wyolbrzymiam. Może nie będzie aż tak źle i będą w stanie się dogadać, ale padło za dużo niepotrzebnych słów.
    Dobrze, że jest Jacob. Ten jeden stały element jej życia. Może na niego liczyć, nawet jeśli zamartwia się swoim partnerem z pracy, Jacob nie robi jej wyrzutów. Rozumie ją. I ufa jej. To naprawdę rzadkie, żeby obecny partner tak mało przejmował się faktem, że były jego narzeczone nadal jest dla niej ważny. Ale to w jakiś pokręcony sposób pasuje do Jacoba, do jego charakteru.
    Catia chyba powoli zaczyna rozumieć, co miał na myśli Colin, kiedy odmawiał udziału w sprawie. Zaczęła dostrzegać to, czego wcześniej nie widziała. Z jednej strony się z tego cieszę. Bo taka ciągła monotonia nie jest dobra i prędzej, czy później, coś by się zaczęło psuć między Catią i Jacobem. Ale z drugiej strony to oznacza kompletną rezygnację ze sprawy, która mogłaby być najważniejszą w jej całej karierze. No cóż, czasem trzeba umieć rezygnować. ;)
    A Colin postanowił się spić. Eh, całe szczęście, że niezbyt mu się to udało. Plus dla niego, że zachował się spokojnie wobec tego nachalnego klienta. Niejeden od razu walnąłby go w szczękę i narobił sobie problemów. Kelnerka? Wojskowy? Coś mi tu zajeżdża, ale jeszcze nie wiem, co. ;D
    Lys? XD
    Oj mam swoje teorie, mam. Ciekawe tylko, czy okażą się zgodne z rzeczywistością.
    I jednak mają tę sprawę! Prędkość zmieniania decyzji jest w ich przypadku alarmująca. Mam uśmiech na twarzy, więc wiesz, co o tym myślę. To będzie ekscytująca przygoda. Dla mnie. Dla nich może być nieco bolesna, jeśli Martinez spełni swoją obietnicę. ;D Ale ja bardzo wierzę w ich umiejętności. Pogodzili się, na szczęście, razem dadzą radę. ;)
    Pozdrawiam i całuję! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo podobało mi się jak ujęłaś postać Jacoba - że to jest jeden stały element życia Catheriny. Dokładnie tak. Z Colinem bywa różnie, bo on sam bywa różny. Czasem nieprzewidywalny, choć tego jeszcze nie pokazałam. W pracy też raz jest źle, raz dobrze. A Jacob to taki kawałek jej życia, który nigdy się nie odrywa. Nie wiem czy dobrze widać ich więź, ale postaram się by była widoczna ;)
      Oj zajeżdża, zajeżdża;D A przynajmniej powinno xD
      Bardzo dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  19. Nie no, wiedziałam. Podświadomie przeczuwałam, że to się stanie. No dobra, może nie dokładnie „to”, ale oni zawsze się poddają… Kobiety górą ^^
    Ale tak na poważnie zaczynam się martwić, gdyż widzę, że coraz bardziej przybliżamy się do sądnego momentu i wcale nie chcę wiedzieć co się wtedy wydarzy. To znaczy – strasznie chcę, wiedzieć, ale nie chcę… No tak, chodząca ambiwalencja >.<
    Och, Cathy, ale z ciebie wyszedł filozof… Ale chyba każdy w życiu ma takie dni, gdy zwalnia, zatrzymuje się i z przykrością uświadamia sobie, że życie dotychczas przelatywało mu przez palce. Można się zachłysnąć tą monotonią. Eh, kurde, no i znów mam podły nastrój. Chyba ostatnio dopada mnie Jesienna Chandra (jak co roku zresztą). I ani komentarze, ani pisanie mi nie idzie, więc wiesz – potraktuj moją opinię z przymrużeniem oka xD
    A mi wciąż ciężko uwierzyć, że Catia i Colin kiedykolwiek byli parą. Nie no, nie, nie dam rady. Moja wyobraźnia ma swoje granice.
    Uugh. Cóż to? Czyżby Colin się zabujał w pannie barmance? ;D Byłoby fajnie, chociaż przy jego talencie, wątpię by długo z nią wytrzymał. Chociaż… może to prawdziwa miłość. Aaa, nie będę spekulować. W ogóle moje starania nie przywiązywania się do Colina w diabły poszły… On jest zbyt… Zbyt sobą, aby go nie pokochać. 
    Już jestem ciekawa co będzie w następnym rozdziale :>Nie pozostaje mi jednak nic innego jak czekanie (katorga!!!). Przecież nie wyśledzę cię tylko po to, aby przeczytać kolejny rozdział... Chyba, że... c:
    Jeszcze a propos szablonu. Bardzo fajny, acz mi się poprzedni podobał ciut bardziej. Ale wiesz, ja tam kocham po prostu szarości i czerń, więc nie oceniam w pełni obiektywnie ^^
    Pozdrawiam, Alessa :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj też mnie czasem dopada jesienna chandra. Na szczęście w tym roku na razie przechodzi bokiem;D Co do Colina, cieszę się, że tak go polubiłaś! ;) Trzeba go brać z przymrużeniem oka, ale staram się by wychodził niesamowicie naturalnie;D I nie martw się, do akcji z lasem jeszcze dużo rozdziałów, a nie wiadomo czy wątek śmierci będzie taki sam. Może w ogóle go nie będzie? Nie ma co się martwić na zapas;D
      Dziękuję za komentarz i opinię, kochana;*

      Usuń
  20. I nadrobione xD No cóż szkoła wykańcza, ale niestety jest najważniejsza :) Również zaniedbuję pisanie swojej powieści i nie wiem kiedy ją w końcu zacznę publikować... W każdym razie a początku myślałam, że Colin faktycznie mógł zrobić coś głupiego i nie wiem może spowodować wypadek, albo próbować szukać na własną rękę morderców i wpadł w jakąś pułapkę przez nich zastawioną xD Ale w każdym razie był w barze i poznał kobietę, która będzie dla niego wyzwaniem i to może nie na jedną noc.. ;p Po słowach jakie Lys wypowiedziała coś czułam, że jednak Colin zmieni zdanie i tutaj się nie pomyliłam :P Nie miał łatwo z przekonaniem Martineza i zastanawia mnie jak on to zrobił?? xD Catia już pogodziła się z faktem, iż stracili tę sprawę i zaczęła myśleć o Jacobie. Mieli razem gdzieś pojechać, a teraz znowu ich plany się zmienią ;/ No odzyskali sprawę, ale o bardzo poważna sprawa, która zajmie im dużo czasu. Do tego potwierdzenie, że faktycznie będzie krycie się po lasach itd. jak w poprzedniej części przed dragonami czyli ta tragedia znowu się powtórzy :( Mam tylko nadzieję, iż przynajmniej Colin, Catia i Jacob będą razem w tej chwili i żadnego z nich mi nie zabraknie :D
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uznajmy, że Colin przekonał Martineza swoim urokiem osobistym:D Rzeczywiście, akcja z lasem nie zostanie zmieniona, choć wiele faktów, które do tego prowadziły ulegnie modyfikacji. A czy trójka będzie wtedy razem? No tego niestety nie zdradzę;D
      Dziękuję za komentarz i że poświęciłaś mi swój czas mimo braku czasu. Niestety wiem co to znaczy:(
      ;**

      Usuń
  21. Catia i Jacobik to trochę taki relationship goal. W sensie oni razem są tak uroczy, tak świetnie się dogadują, ufają sobie i się wspierają. A i czasem zdarzają im się pewne szaleństwa :D Hmm… szkoda tylko, że się tak rozmijają. Ale to nieuniknione skoro i jedno, i drugie ma swoje pasje i właściwie poświęca się im bezgranicznie. To nic złego, tak po prostu wyszło. Najważniejsze jest to, że mimo wszystko starają się spędzać ze sobą każdą chwilę i że podchodzą do tego dość rozsądnie, doskonale zdając sobie sprawę, że nie powinni o sobie zapominać ;)
    Fajny był ten fragment z Colinem w klubie. Bardzo podobała mi się ta jego wymiana zdań z kelnerką. Straszliwie między nimi iskrzyło. Hmm… Lys… to mi się kojarzy tylko z jednym imieniem, dziwneee :O Teraz mam w głowie taką jedną teorię, co do tożsamości dziewczyny, nic zobaczymy, czy to ma sens jakoś później :P Tak bardzo nie chcę, żeby Colin umierał, to nie w porządku, niesprawiedliwe i w ogóle bez sensu :D On jest taki wspaniały. I jeszcze okazało się, że ustąpił Catii… Cóż, chyba rozmowa z Lys natchnęła go do wielkich czynów. Ale to naprawdę dobrze o nim świadczy, że odpuścił, poszedł do Martineza i wszystko odkręcił, po czym jeszcze przeprosił Catię. Rozsądny Colinek, brawo! :D Chociaż z drugiej strony, jak pomyślę o tym, jak wiele może go kosztować ta sprawa, to nie wiem czy jest taki rozsądny, no ale dopóki nie wiadomo do końca jak to wszystko się w tej nowej wersji opowiadania potoczy, to nie będę tutaj niczego zakładać, po prostu poczekam na odpowiedni moment, gdy wszystko się wyjaśni…
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się ciesze, że tak odbierasz relację Catheriny i Jacoba. Mimo to, postaram się, by nie byli tacy zawsze idealni:D
      Tak, bardzo dziwneeee że z czymś ci się to kojarzy:D Zobaczymy kiedyś, czy słusznie;) A co do umierania, na razie o tym nie myśl! :D ja się dopiero rozkręcam, sporo zmieniłam, więc kto wie? Może przeżyje;D Ale cii.. nie spoilerujy innym!
      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  22. Uwaga! Komentarz pisany na raty! (nie lubię komentować po długim czasie od napisania, a nie mam ostatnio czasu by przeczytać dłuższy tekst bez przerywania, dlatego tak)

    Pierwsza część, to oczywiście zostanie poświęcona początkowi, czyli patrze C&J i powiem ci, że nadal mnie oni nie przekonali i on nadal wydaje mi się strasznie obojętny. Niby się stara, ale czuję, że on bardziej mówi to co wydaje mu się, że powiedzieć powinien, czy to co ona chciałaby usłyszeć, niżeli to co on naprawdę czuje i myśli. z kolei jeśli naprawdę myśli to co mówi i tak też czuje, to - bez zazdrości nie ma miłości. Nie mówię o chorobliwej, ale... jakiejkolwiek.
    On mi się wydał strasznie sztuczny, nie chodzi o to, że nierealny, ale... jakby miał dwie twarze i ciągle doszukuję się drugiej. Wydaje mi się też, że Cat pomimo całej chęci do pracy, zapału, poczuciu słuszności tego co robi i czuciu spełnienia w zawodzie, to...ona jakby instynktownie przed nim uciekała, być może wbrew sobie, ale jednak wybiera pracę, wybiera obcych, niż dom. Oczywiście, że czasem tak trzeba, ale gdzie w tym równowaga? Ja mam poczucie jakby on ją nudził, męczył, czymś od siebie odrzucał, pomimo że też przyciągał. Ich związek, albo to jakie ja mam na niego spojrzenie i jakie mam dziwne przeczucia kojarzy mi się z taką pewną parką u mnie, gdzie niby jest dobrze, niby nic się nie dzieje, słońce świeci, chmur nikt nie zwiastuje, ale gdzieś kryje się drugie dno i u mnie uderza z siłą bomby atomowej i czuję, że u ciebie też coś będzie na rzeczy, ale może to tylko takie moje przeczucie.

    Pozdrawiam i spodziewaj się mnie za kilka godzin z komentarzem do reszty tekstu
    http://takamilosc.blogspot.com/p/moje-blogi.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, ja nie będę nic prostować, przekonywać do zmiany zdania i tak dalej - nie. Twoja teoria może jest słuszna, może nie, ale jest twoja i na tym poprzestańmy. Ja mam jeszcze kilka scen z J i C w zanadrzu, może one zmienią twoje zdanie na temat tej pary, a jak nie to trudno. W końcu nie każdy musi widzieć to tak jak ja bym chciała;D A co do zazdrości... wiesz, jedno się mówi, drugie myśli xD A w następnym rozdziale (mam na myśli 3, nie pamiętam, w której części tej trójki) będzie ta sprawa z Colinem pokazana trochę od strony Jacoba. krótko, ale myślę, że to trochę rozjaśni kwestię zazdrości:D
      Dziękuję za komentarz i oczywiście czekam na te kolejne;D

      Usuń
    2. Na pewno zmienią moje zdanie, bo już nieco wykrzywia mi się spojrzenie na Cat i to pod innym kątem niż wcześniej, ale o tym napiszę więcej pewnie pod kolejnym rozdziałem.
      Ja wiem jak ty chciałaś przedstawić C&J bo ja też ich tak widzę, jako idealną, wspierającą się, wyrozumiałą wobec siebie nawzajem parę. I niby ich było mało, więc nie mogę się doszukiwać ideału, bo nie jest powiedziane, że tak jest u nich zawsze. Tylko, że ton wypowiedzi, zbliżenia, słowa i gesty jakie wobec siebie czynią - konkretnie to jakie J czyni w stronę C, są jakby idealnie wyćwiczoną grą aktorską. On brzmi mimo, że realnie to sztucznie, jak taki aktor z taniej telenoweli, za którymi swoją drogą nigdy nie przepadałam, bo choć fajnie mieć przy swym boku ideał, to jednak po pewnym czasie on by mnie osobiście znudził, zmęczył. Ja po prostu gdy był na ekranie czy w książce, jako główny bohater taki typ pokroju Jacoba, to albo doszukiwałam się w nim drugiego dna, albo jeśli tego drugiego dna jednak nie było, to nie darzyłam go sympatią, pomimo że moje koleżanki za nim szalały, takim przykładem jest choćby Edward ze Zmierzchu (taki bardzo popularny przykład), czy z filmu... telenoweli Nie igraj z Aniołem postać Juana Miguela (chyba tak, albo podobnie się zwał), a z filmu, to był też Adam z Nigdy w życiu, choć tam mnie aż tak nie zmęczył jak w kontynuacji Ja wam pokażę, gdzie grał go Paweł Deląg (chyba dobrze napisałam nazwisko). Były to dla mnie takie postacie wyprane z emocji, mało charakterne i pomimo że wiele osób za nimi szalało, to ja nie dostrzegałam w nich niczego poza tym co na zewnątrz, czyli wyglądem, który się wpisywał w jakiś tam modny w danym czasie i na danym etapie wiekowym schemat.
      Ale z drugiej strony taka postać jest w niemal każdej książce, filmie i serialu i to nawet w wielu produkcjach występowali tacy, do których wracam z uwielbieniem (Hektor z "El Internado", Julio z "Gran Hotel", Michael z "Życie na sprzedaż", Daniel z "Krzycz...(nie pamiętam jak dalej)). Dopóki taki osobnik nie jest główną postacią, to mnie nie zraża do całości utworu, choć gdy jest postacią pierwszoplanową na tle innych pierwszoplanowych postaci, to też mnie nie zraża bo są inni i jest na kim oko zawiesić i dzięki temu niby ideałowi, takiemu nudziarzowi widać kontrast, taki wyraźny, mocniejszy. Ale w Zmierzchu byli właściwie tylko Bella i Edward, więc na tym filmie usypiałam (po książce miałam inne wrażenia niż po filmie). Ale w filmie, to nuda, bo ona niezdara, a on nieciekawy nudziarz, i jako też gówniara jeszcze, nie rozumiałam fenomenu pisku za nim wśród nastolatek. Ale może to ze mną coś nie tak, bo jak była moda na HP, to nie rozumiałam uwielbienia do Harrego, nawet Asha z Pokemon nie mogłam przetrawić xD

      Usuń
    3. Tych bohaterów, których przedstawiłaś też nigdy nie lubiłam jakoś szczególnie. No może Asha, haha;D Choć nie szalałam za nim. Zmierz mnie wkurzał, więc obejrzałam tylko jedną część i finito. Ale Adam z "Nigdy w życiu" był moim zdaniem świetny. Kontynuacja tego filmu w ogóle im nie wyszła, więc nawet nie będę się wypowiadać. Czy Jacob gra... w moim zamyśle nie. Aczkolwiek faktem jest, że rzeczywiście ciągle jest milutki, słodziutki i tak dalej. Ale taki charakter. A ja mam jeszcze wiele rozdziałów, by pokazać go od różnych stron;)

      Usuń
    4. Ale Adam z książki czy z filmu?
      W filmie, tej pierwszej części on był... był, nie powiem bym go nie lubiła, czy też bym za nim szalała. Tam przyćmiewała go Judyta, bo film był poświęcony moim zdaniem jej i ona była główną postacią, a reszta to takie tło, bliższe lub dalsze, ale tło.
      Natomiast ta druga część... klapa, totalna.
      Z Ashem miałam chyba podobnie jak z Adamem.
      Ze Smerfów najbardziej lubiłam Klakiera i Nicponia xD, same Smerfy chciałam by w końcu złapano i zjedzono, czyli stałam po stronie Gargamela.
      Ja w ogóle chyba stoję po stronie złych postaci, choć nie zawsze, bo przykład serialu, z którego wzięłam postacie do Legendy, to jednak najbardziej uwielbiałam dwóch z tej lepszej strony, to chyba jeden z nielicznych filmów, gdzie stałam po stronie tych dobrych i to ich żywot bardziej mnie fascynował, ale też nie wszystkich.
      Jak już jesteśmy przy serialach to ostatnio włączyłam M jak Miłość i zastanawiałam się kiedy tam się w końcu zacznie coś dziać, bo obejrzałam chyba 3-4 odcinki pod rząd, na sen i... nie mogłam bym śledzić tych losów, nie fascynują mnie, nie ciekawią, bo są przewidywalne, a większość osób, kobit w moim otoczeniu ogląda to regularnie i pała sympatią do samotnego ojca, chyba Marcin ma na imię, a ja... jak dla mnie to bogaty gówniarz, co nie ma tak naprawdę żadnych zmartwień, choć współczuję mu że został sam z dzieckiem, że kobieta zmarła, ale... on się nie zmaga z żadnymi trudnościami, wszystko się układa po jego myśli, miał jedną górkę, a teraz wszystko z górki, każdy mu pomaga... a on sam w sobie taki... mało ciekawy jest nawet z gadki, ale przyznaję, że przystojny. Jednak w serialach typu M jak Miłość nie widzę sensu, a stratę czasu na ich oglądanie, bo to jest tak przerysowany obraz rzeczywistości, że nudzi. Ta wzajemna pomoc, tolerancja, miłe słówka, rodzinna atmosfera 365 dni w roku, brak jakichkolwiek przekleństw, działania w emocjach, to tacy C&J razy ileś tam, bo w każdej parze jest podobnie, a jak już jest jakiś negatyw, coś ciekawego, to zaraz jest wyolbrzymiany do tego stopnia, że okazuje się, że każdy gniew, złość, chwila słabości, równa się spadaniem i staczaniem na dno i tylko poprawność, taka do cna ma prawo bytu w polskich produkcjach serialowych, w jej większości, i na większości blogów jest podobnie, tak ostatnio to właśnie zauważyłam.

      Usuń
    5. Adam z filmu. Ten grany przez Artura. Oglądałam ten film 20 razy. Kocham go po prostu. A książki nie czytałam.
      Ja zawsze lubiłam dobre postacie. Nienawidziłam Gargamela!
      Nie oglądam M jak miłość. Jakieś 5 lat temu to jeszcze, ale już nie, więc nie wiem co tam się dzieje. Ale też zauważyłam, że brakuje na blogach takiej hm... realności w związkach. Ale trudno się dziwić, najczęściej piszą osoby młode, które nie wiele na ten temat wiedzą. Ja też nie twierdzę, że umiem to przekazać, bo wątpię, że umiem.

      Usuń
    6. To ja też właśnie nie oglądałam z 3-5 lat i włączyłam ostatnio w chyba Ipla trzy czy cztery odcinki, bo interesował mnie ten Marcin co mi z każdej strony o nim gadały koleżanki.
      No to tego Adama granego przez Artura znosiłam, ale nie na tyle by uznać go świetnym.
      Nie chodzi mi o realność w związkach, ale też i taką życiową realność - wątki pracy, przyjaźni, koleżeństwa, relacje w rodzinie. Wszechobecne idealizowanie z każdej strony się wdzierające.
      Nie wydaje mi się, że zależy to od wieku, a jeśli już to nie zawsze ta teoria się sprawdza. Wydaje mi się, że niektóre osoby po prostu przenoszą na kartkę utopie w jakiej pragnęliby sami egzystować, że nie dojrzeli do stawiania czoła życiu takim jakim ono jest, a jeśli dojrzeli i się z nim zmagają, to nie mają jeszcze ochoty zmagać się z nim podczas czytania, pisania, czy oglądania, dlatego takie coś jest unikane, bo kobiety po 8 godz pracy, użeraniu się z dziećmi i wiecznie nieobecnym mężem, albo wręcz przeciwnie obecnym i marudzącym (tu tak trochę wyolbrzymiam) chcą włączyć takie M jak Miłość i zobaczyć na własne oczy jakie życie może być piękne, bezproblemowe i jacy ludzie są pomocni wokół, pragną choć na godzinę trwania odcinka w to uwierzyć.
      Ostatnio gadałam z koleżanką o serialu Przyjaciółki - oglądałam kilkanaście odcinków, potem przestałam i zapytana dlaczego odpowiedziałam krótko - nierealne cuda na kiju, brak życiowości, problemy przedstawione tak, że... to nie dla mnie. Usłyszałam - ja włączam serial by się oderwać od rzeczywistości, pośmiać, on musi być lekki w odbiorze. Więc chyba dla takich ludzi tworzy się dziś większość seriali i filmów - po to by się oderwali, by były lekkie w odbiorze. Z blogami jest chyba podobnie, z mojej obserwacji wynika, że jest podobnie.
      Poczekam na to aż pokażesz inne związki, póki co to nie ma co oceniać, bo jest tylko C&J i to namiastka, rzadkość, bo nie pojawiają się wspólnie wybitnie często xD
      Poza tym tu nie chodzi o - umiem, nie umiem, a o - zachowanie jakiś ram i granic realności. Może nie wyjść to przedstawienie, ale z pewnością nie powiedziałabym, że idealizujesz postacie, co już widać po szowinistycznych żartach Colina, czy przeroście ambicji Cath, albo... no był Dan <3 a jaki on będzie teraz, to nie wiem, był ten co go chyba zdradzała przed ślubem (była taka wzmianka), była zazdrość Aly co potem przeszła w coś aż chorobliwego i przemieniło ją w pustaka - oj tu to tak, tu pojechałaś tak, że aż... nie zrobisz tak już, nie? Ja nie trawię takich jednoznacznych, jednowymiarowych postaci, bo nie umiem w nie uwierzyć, a jak w coś nie wierzę, to w pewnym momencie mnie to irytuje, ale nie tak jak irytuje mnie postać ciekawa, ale źle postępująca, bo różnicą jest mieć ochotę dać komuś w zęby, choć jest postacią fikcyjną, a różnicą jest nie móc znieść jakieś postaci w ogóle w danym utworze, bo jest płaska, płytka i męczy.

      Usuń
    7. W serialach rzeczywiście chyba ludzie chcą odnaleźć inną rzeczywistość niż mają na co dzień i tutaj się zgodzę, że scenarzyści chyba rzeczywiście tworzą coś takiego. Ale jeśli chodzi blogi... przynajmniej te co ja znam w większości są pisane przez młode osoby. I myślę, że one po prostu tworzą to, co podpowiada im wyobraźnia i nie zastanawiają się nad głębszymi sensami swoich słów. Nie mówię, że wszyscy, ale większość. I ja też (choć chcę być realistyczna), czasem będe wplatać takie wydarzenia czysto książkowe. Czyli zbytni romantyzm, czy filozoficzne rozważania. Bo jednak książka to książka i moim zdaniem powinna mieć i realność i oderwanie. Jak mi się uda to połączyć? Jeszcze nie wiem.
      Jednym z ważnych powodów, dla których zaczęłam pisać od nowa, była postać Aly. Zapewniam, że będzie się sporo różnić. Nie chcę, żeby ktoś tu był płytki. Wiele błędów popełniłam w tamtym tworze.

      Usuń
    8. Ale zbytni romantyzm, czy zbytnie filozofowanie, albo zbiegi okoliczności na pierwszy rzut oka wydające się w realu niemożliwe, to wcale nie znaczy, że jest nierealne i niemożliwe. Jeśli takie coś się wplata, zdarza się, a nie jest ciągłością, to jest okay i to jest jak najbardziej zrozumiałe, że takie coś będzie wplatane, bo książka musi być jak taka nić, co łączy bohaterów z sobą, zmusza do jakiś uczuć, odczuć, emocji, refleksji i gdyby nie takie wstawki, to wszystko wydawałoby się właśnie zbyt płytkie, ale w inny sposób płytkie niż twoja Aly z tamtej wersji xD

      Usuń
    9. Kwestia właśnie "dobrego wplecenia". Ale tego się trzeba nauczyć.

      Usuń
    10. Boże, jak ja późno tutaj wróciłam, za co oczywiście przepraszam, ale już jestem i doczytałam do końca i powiem tak, że nie przekonuje mnie związek Al, bo to ta była Dana, prawda?... tak czy inaczej nie przekonuje mnie związek Al i Colina, chyba, że na krótką chwilę i do łóżka, ale mogę o tym zmienić zdanie, gdy lepiej poznam Al, bo Colina już trochę znam, a na Alisson jednak patrzę przez pryzmat tamtej z poprzedniej wersji, więc jestem do niej nastawiona nieco z góry.
      Wybuch Cat jest zrozumiały, bo ja też nie lubię jak decydują za mnie i nawet jak decyzja takiego osobnika przypada mi do gustu, to ja nie jestem marionetką, i nie wolno ciągnąć za sznurki i mną dyrygować. Decyzje w partnerstwie (czy to w związku czy w pracy - bez różnicy) podejmuje się wspólnie, rozmawia o czymś, pyta się drugiej strony o zdanie, ale... po Colinie w sumie można się było takiej niespodzianki spodziewać.
      Gdy Cat rzuciła komentarzem o Colina wyjściu do klubu i o tym, że panienki same się nie zaliczą, to miałam takie poczucie jakby ona była o niego zazdrosna, może nie do końca jest to u niej świadome, ale brzmiała jak taka przyjaciółka zakochana w przyjacielu, który jej się zwierza z miłosnych podbojów, a ona marzy o tym, by on w końcu ją zauważył i by ona stała się jednym, takim najlepiej ostatnim z jego podbojów.

      Pozdrawiam i czekam na next xD

      Usuń
    11. Zazdrosna? Hm.. kto wie;D Może coś w tym jest;D I oczywiście nie masz za co przepraszać, ja się wcale nie gniewam, że skomentowałaś teraz, a nie wcześniej. Żaden problem ;)

      Usuń
  23. Ech, ja nadal Jacoba nie lubię i uważam, ze on do Catii nie pasuje. Niby nic złego nie robi, widać, że ją kocha, ale jakoś coś mi między nimi nie gra. Takie ciepłe kluchy trochę z niego. Dziwi mnie, że on wie o tym, że Catia była z Colinem i w ogóle go to nie rusza. Oczywiście to dobrze, że ufa narzeczonej, ale coś mi w nim nie gra, tylko nie potrafię określić co.
    Hmm, te słowa Catii, że mijają się z Jacobem i żyją w biegu są dla mnie znajome z mojego własnego życia. Żeby nie skupiać się na mnie, bo to nie o to przecież chodzi - wiem co ona ma na myśli. To z jednej strony smutne, a z drugiej takie... nie do zmienienia. Wiem, ze jak się chce to się potrafi, ale prowadząc taki tryb zycia jak Jacob i Catia jest to trudne. Co nie znaczy że niemożliwe. Może właśnie przez to mijanie się oni mi tak do siebie nie pasują? Sama nie wiem. Postanowienie Catii, żeby poświęcać więcej uwagi narzeczonemu na pewno jest szczere, ale obawiam się, że z realizacją nie do końca się powiedzie tak jakby ona tego chciała.
    Kolejna sprawa, którą rozumiem to zobojętnienie Colina. Strasznie głupie uczucie, bo nie wiadomo jak temu zaradzić. A skoro już alkohol nie pomaga to jest to zdecydowanie wyższy poziom. Na szczęście jednak Colin znalazł pocieszenie w rozmowie z tą kelnerką. Przyznam, że mnie też ta postać zaciekawiła i szybko czytało się dialog między nią a policjantem. Mam nadzieję, że ona się jeszcze tutaj pojawi :)
    Nie ma jak to ironia losu! Gdy Catia stwierdziła, że na dobre wyjdzie jej nie zajmowanie się sprawą masowego morderstwa, to Martinez akurat przywraca ją i Colina. Nie wierzę, że Catii uda się pogodzić tą sprawę z życiem prywatnym. Mimo to mam wrażenie, że ona cieszy się, że będzie mogła szukać mordercy razem z resztą zespołu. Dobrze, że dziewczyna pogodziła się z Colinem, ale najbardziej mnie nurtuje pytanie dlaczego Colin bez wiedzy przyjaciółki poprosił szefa o przywrócenie do śledztwa? To dla mnie trochę nie w porządku, najpierw sam podjął decyzję, żeby nie brać tej sprawy, potem sam ją przywrócił, w każdym przypadku porozumienia z partnerką brak. To trochę nie fair, no ale już tego nie cofnie nikt, nawet Ty xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jacob jeszcze zaskoczy ;) Ale na razie rzeczywiście możesz mieć o nim takie zdanie. Rozumiem to ;) Poza tym oni nie są już parą nastolatków, którzy przeżywają pierwszą miłość. To dorośli ludzie, nie ukazuję tego romantyzmu, pierwszych dreszczy, które zazwyczaj pojawiają się w romansach. Bardziej taką szarą codzienność i może też dlatego spojrzenie na nich jest takie, a nie inne.
      Ależ mi się podoba nazwanie tej sytuacji "ironią losu"! I bardzo się cieszę, że zwróciłaś na to uwagę! <3

      Oj nie cofnę tego;D I nawet nie zamierzam, bo czasem nawet Colin musi zachować się... dziwnie;D

      Dziękuję za komentarz! ;***


      Usuń
  24. Super rozdział! Zostawiając taki mały komentarz bo się spiesze. Ale przeczytalam! Rozdział bardzo mi się podobał! Czekam na wiecej! I naprawdę przepraszam że teraz komentuje. Mam nadzieję że z rozumiesz!
    Pozdrawiam
    Paulina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem i dziękuję, że mimo to zostawiłaś komentarz! ;*

      Usuń
  25. No i znów zmiany na froncie C&C. Nie powiem, ta ich kłótnia była pysznie pikantna, ale taki obrót sprawy jest powrotem do bezpiecznej codzienności. Tylko dlaczego cały czas mam wrażenie, że Colin coś kręci, albo ukrywa?

    Słodko, jak Catia i Jacob starają się o utrzymanie związku. Trochę ocieplił się w moich oczach wizerunek tancerza, ale kurczę, ja nadal ostro shippuję C&C. Niemniej jednak, jeszcze jedna rzecz w tej scenie mnie urzekła: słowa Catii o przeciekającym jej przez palce czasie. To jak opisywała miasto, sąsiedztwo. Jakoś tak skłoniło mnie to do refleksji. Chyba wszyscy tak robimy. Tak mi się wydaje. Albo przynajmniej w większości.

    Komendant dalej w formie <3. Czuję, że to śledztwo będzie czymś większym niż któremukolwiek z nich się wydaje. Czuję, że nawet nie przypuszczamy, czym nas możesz zaskoczyć.

    Lys... Od razu ją pokochałam. Od samego początku. Miałam wrażenie, że rozmyślania Colina niebezpiecznie kołują w stronę albo jego uczuć do Catii, albo w stronę czegoś, co nie zostało powiedziane. Aż tu nagle pojawia się ona: dama w opresji, która nie jest mimozą. Genialna postać i mam ogromną nadzieję, że Colin jeszcze się z nią spotka. Przepraszam, że przeznaczenie ich ze sobą zetknie. Muszę jeszcze napomknąć, że ten dialog między nimi był bardzo, bardzo dobrze napisane.

    Pozdrawiam,
    candlestick z buzzingblood.blogspot.com i crownsjewel.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kto wie? Może masz rację i rzeczywiście coś ukrywa? To bardzo ciekawe, że masz takie przeczucie! ;))

      Colin jest bardziej wyrazisty niż Jacob, więc nie dziwię się, że szipujesz (zaleciało spolszczeniem) C&C. Gdybym była czytelniczką też bym tak robiła;D
      Oj tak, chyba niestety wszyscy w pewnym stopniu marnujemy swój czas. Ja też to odczuwam.

      Hahaha "Komendant dalej w formie <3" :D Chyba jej nie straci!

      "dama w opresji, która nie jest mimozą" - kocham <3

      Bardzo się cieszę, że masz takie wrażenia po tym rozdziale i ogromnie dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  26. Mimo tego, że zdecydowanie bardziej podoba mi się wizja Cati u boku Colina niż u boku Jacoba, muszę przyznać, że tego drugiego z rozdziału na rozdział lubię coraz bardziej. Mało kto byłby w stanie tolerować kontakt swojej narzeczonej z jej byłym chłopakiem. Widać, że Jacob naprawdę ufa Cati i bardzo dobrze, bo na pewno byłoby jej ciężko, gdyby Jacob postawił jej ultimatum i musiała by wybierać pomiędzy dwoma mężczyznami, których kocha.
    Zaciekawiła mnie ta dziewczyna w klubie. Zastanawiam się, czy będzie miała jakiś większy udział w tej historii, czy to po prostu opis spotkania Colina z jakąś przypadkową dziewczyną. No cóż, dowiem się już wkrótce.
    Z jednej strony wiedziałam, że C&C muszą dostać sprawę tego osiedla, żeby fabuła mogła się rozwijać, ale z drugiej strony lepiej dla nich, by trzymali się od tego wszystkiego z daleka. Ktoś, kto z zimną krwią zamordował mnóstwo ludzi, każdego w jego własnym domu, musi być najgorszym typem zabójcy i nie sądzę, by Catia albo Colin chcieli kogoś takiego spotkać na swojej drodze.

    Pozdrawiam
    teorainn
    smiertelny-pocalunek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że coraz lepiej odbierasz Jacoba. Przyznam, że chciałabym zrobić z niego taką postać, która będzie lubiana. Choć na pewno nie dorówna Coinowi wyrazistością;D
      Lys będzie miała znaczenie dla historii. Ale jakie, dowiemy się za dłuższy czas ;)
      Oj nie chcieliby, masz rację.

      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  27. No! Cieszę się, że Catia i Colin wyjaśnili sobie sytuację i pogodzili się. Ja osobiście uważam, że kłótnie wzmacniają więzi między ludźmi, obojętnie czy to chodzi o przyjaźń, czy miłość. Zasada jest taka sama: bez kłótni byłoby za słodko i za dobrze. Myślę, że kłótnie są potrzebne. Poza tym chciałabym poznać ten główny powód dla którego Colin zmienił zdanie. Ciekawość? Chęć przygody, czy pomszczenie ofiar z osiedla? Czy może ta tajemnicza kobieta, którą prawdopodobnie zaliczył tej nocy? HEHE :D

    I muszę przyznać, że przemowa Martineza była perfekcyjna! No idealna! Normalnie jakbym czytała jakiś bestsellerowy kryminał geniusza! Naprawdę! To było tak prawdziwie amerykańskie i wiedz, że jestem pod wrażeniem.

    Kurde, wiesz co? Uwielbiam Colina! No po prostu uwielbiam! Jest dla mnie facetem idealnym, wspaniałym i genialnym. Nie przez to, co zrobił w klubie, ale ogółem. W poprzedniej wersji nie było Colina zbyt dużo, nie opisywałaś tak szczegółowo relacji między nim, a Catią. Bardzo żałuję, że taki facet niedługo zniknie z obsady… :/ Bardzo żałuję. Jego zachowanie w klubie początkowo mnie rozbawiło. Jednak potem, kiedy w Colina weszła obojętność, przypomniałam sobie z jakiego powodu znalazł się w Klubie i dlaczego samotnie pił. Ciągle dręczyły go obrazy z krwawego osiedla i kłótnia z przyjaciółką, wcale się nie dziwię, że chciał odreagować.

    Ruda, nie wytrzymam!!! Mam jakieś mega przeczucie, że kobieta, którą Colin uratował od chama, to ALYSSON!!! Ja pitole! Mam rację????? To była moja pierwsza myśl, kiedy wrzuciłaś jej opis, potem jeszcze to zdrobnienie LYS… i całe to ukrycie prawdziwego, pełnego imienia. NO WSZYSTKO SIĘ ZGADZA!!! Tej…! No jestem pewna, że mam rację, ale… dowiem się tego potem. O mamo!

    GENIUSZ, GENIUSZ, GENIUSZ! Czekam na kolejny równie emocjonujący rozdział. I przyznam się szczerze, że nie mogę doczekać się Obozu.
    Buziaki Rudzielcu, przepraszam za zaległości. Mam nadzieję, że już się nie gniewasz… :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nina, słońce ty moje, jak widzę twój nick to od razu mi się gęba śmieje. I jeszcze te caps locki:D hahaha uwielbiam cię! ;**

      Ale po kolei, bo się pogubię;D
      "którą prawdopodobnie zaliczył tej nocy" - nie no ubóstwiam;D ahahaha widzę, że wierzysz w naszego Colinka;D A powód na pewno poznasz, tylko jeszcze nie teraz;D Trochę rozdziałów jeszcze upłynie...
      Jestem chujowym Amerykaninem, bo choć piszę o nich, to nic na temat ich kultury nie wiem. Jak przeczytałam, że te teksty były "amerykańskie" to moja samoocena wzrosła o kilka leveli. Dziękuję!!

      Jak ja kocham twoje emocje! Tak się śmieję to kompa po przeczytaniu tego komentarza, że sobie nie wyobrażasz. Jestem cholernie ucieszona, że takie emocje wzbudził ten rozdział i że się tyle pytań pojawiło. Nie zdradzę kim jest Lys, bo nie mogę. Przecież wiesz! ;D Nic nie potwierdzam i nie zaprzeczam, bo zepsuję zabawę;D Dowiemy się za jakiś czas.
      Też się nie mogę doczekać pisania o obozie, bo tęsknię za tworzeniem Dana, ale niestety... jeszcze sporo rozdziałów przed tym. Na razie będzie mnóstwo Colina;D

      Kochana, ja się nie mogę JUŻ nie gniewać, bo ja się w ogóle nie gniewałam. Przecież wiem, że masz męża (męża ma!!! <333333), którym trzeba się zająć (if you know what i mean ^^) pracę i wg. Jak mogłabym się gniewać, skoro mimo wszystko i tak zawsze przybywasz!?

      Dziękuję za komentarz! ;*******

      Usuń
  28. Melduję się :)
    I przepraszam, że dopiero teraz. Bo choć rozdział przeczytany wieki temu, to jednak ostatnio za cholerę nie mogę znaleźć na nic czasu :( Ty wpadasz do mnie "punktualnie", a ja z tygodniowym poślizgiem... Wstyd mi. Ale obiecuję poprawę na przyszłość :D
    Chyba muszę się zaopatrzyć w jakiś słownych, bo zaczyna mi epitetów brakować :D Genialny rozdział! Naprawdę, mogłabym czytać bez końca. I nawet nie próbuj myśleć, że zjeżdżasz jakościowo w dól. Broń Boże! Kochana, było i jest świetnie ^^
    Mówiłam już kiedyś, że uwielbiam Colina? Hmm... pewnie kiedyś tak. Jego naprawdę aż ciężko nie lubić. Facet idealny. Dobrze, że wszystko sobie z Catią wyjaśnili. Ale najbardziej podobała mi się jego rozmowa z kelnerką :) Jestem ciekawa, czy jej postać jeszcze gdzieś nam się po drodze, a właściwie po drodze Colina, przewinie... Intrygujesz mnie coraz bardziej ^^
    Wiesz co? Kurczę, jakoś nadal nie mogę się przekonać do Jacoba. Chcę, ale... jakoś mi to opornie idzie :D
    A, bym zapomniała! Wygląd cudny *.* Bardzo ładny szablon, taki... tajemniczy i przyciągający wzrok :)
    No nic, czekam na kolejne! Mam nadzieję, że z biegiem wydarzeń w mojej głowie będzie coraz mnie pytań, bo na razie, to mam po prostu huragan znaków zapytania :)
    Buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raz wpadam punktualnie, a raz nie, więc nie masz się czym przejmować. Poza tym tygodniowe opóźnienie, to żadne opóźnienie tak naprawdę;)
      Bardzo się cieszę, że takie dobre zdanie masz o Colinie;D Ja sama uwielbiam tę postać, świetnie mi się ją tworzy i dlatego ogromnie się cieszę, że jest taka lubiana. Ale czy aby na pewno jest taki idealny? Już wkrótce to się okaże;D
      Oj ilość pytań na pewno się nie zmniejszy:D

      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  29. Na wstępie bardzo dziękuję za komentarz u mnie :)
    Chwilowo przeczytałam tylko najnowszy rozdział, bo, niestety, dzisiaj nie miałam wystarczającej ilości czasu, a jeszcze goni mnie kilka ważnych spraw. Żałuję tego, bo rozdział bardzo mi się spodobał, no i z chęcią dowiedziałabym się więcej na temat sprawy Forest Hill. Ale myślę, że na dniach wszystko nadrobię, bo historia jest interesująca i zawiera wątek kryminalny, a takie bardzo lubię.
    Mimo że nie lubię głównych bohaterów, szczególnie gdy są to postacie kobiece, jednak w tym rozdziale Catherina skradła moją sympatię i mam nadzieję, że utrzyma się ona do końca. Widać, że to silna i potrafiąca postawić na swoim kobieta, powinna jednak zaakceptować, że w obecnych czasach czas płynie tak szybko, że, niestety, niektóre drobne sprawy zawsze będą nam umykać, a w odrobinie codzienności nie ma nic złego.
    Mimo że w tym rozdziale fragment o Colinie był dłuższy, to jakoś na razie nie potrafię sobie jeszcze o nim wyrobić zdania. Jednak coś mi się wydaje, że jego znajomość z Lys to nie będzie jednorazowa sprawa i oboje jeszcze się spotkają. Może nawet wyniknie z tego coś więcej, bo Lys sprawia wrażenie sympatycznej i inteligentnej osoby.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam cię bardzo serdecznie i ogromnie się cieszę, że zdecydowałaś się mnie odwiedzić ;)
      Ja też średnio lubię czytać o postaciach kobiecych, bo zazwyczaj ostro mnie denerwują, dlatego chyba tym bardziej cieszy mnie, że moją Catherinę da się lubić. Aczkolwiek mam świadomość, że pewnie do czasu xD A Colin... cóż, będzie i jest go tu dużo, więc myślę, że prędzej czy później twoje zdanie na jego temat jakoś się wyrobi. D
      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  30. Jestem!
    Co prawda rozdział przeczytałam koło trzynastej, to nie miałam za bardzo czasu na skomentowanie, a nie chciałam napisać ledwo trzech zdań. Jak piszę komentarze to wolę, aby były treściwe i znacznie długie.
    Dobra, zacznę od początku.
    Zazdroszczę Cati narzeczonego! Po prostu wow! Jest naprawdę kochanym facetem i dojrzałym, skoro ufa Cati, nie jest zazdrosny, a wręcz wysłuchuje jej i pomaga, wspiera. Po prostu facet prawie idealny, bo ideałów nie ma. Chociaż teraz odczuwam, że Cat nie zasługuje na niego. Ciągle myśli o Colinie, mówi o nim dużo, bardziej mam wrażenie, że przejmuje się pracą niż życiem prywatnym, a tym bardziej Jacobem. Jak ten facet z nią wytrzymuje? Nie mówię, by rzucił ją, ale no... dla mnie to nie takie życie w związku, gdzie partnerzy się tylko mijają... To jest prawie jak związek na odległość... :( a związki na odległość bolą.
    Bardzo podobał mi się dialog Cati i Jacoba. Taki naturalny, wyczuć można miłość między nimi, dojrzałość i nutę rozbawienia. No bo co może być lepszego dla faceta, prócz seksu? XD Chyba tylko super auto XD
    Co do Colina...pewnie ciągle zmieniam zdanie xD tutaj jakoś mam mieszane uczucia, co do niego. Nawet ciężko mi sprecyzować, co dokładnie mi tutaj nie pasuje xD powiem też szczerze, że nie spodziewałam się po nim takiej reakcji, aby obronić jakąś kobietę. Nie wiem dlaczego xD nawet jeśli jest policjantem, to jego charakter na razie mi nie pasuje do obrońcy mimo bycia kobieciarze xD Ale może tacy bardziej zwracają uwagę na to, aby bronić płeć piękną? Niestety nie wiem, nie siedzę w głowie Colina xD
    I powiem szczerze, że cieszę się jaką podjął decyzję. Oddanie takiej sprawy komuś innego przy tylu latach pracy to jest moim zdaniem trochę nieprofesjonalne. W końcu po co oni stali się śledczymi? Aby siedzieć przy biurku, zbijać bąki podczas wypełniania dokumentów? Nie sądzę. Nawet jeśli Colin ma niezbyt fajne wspomnienia z jego przyjacielem, ale sądzę, że to po prostu sprawa indywidualna. W końcu każdy jest inny, każdy ma inną psychikę. Jeden jest silniejszy inny jest słabszy. Jeden będziesz szukał pomocy, druga się podda tak jak przyjaciel Colina. To od nich zależy, co zrobią w kryzysowej chwili, prawda? Takie jest moje zdanie. Poza tym... powinni przejść jakieś testy psychologicznie. Powinni być teoretycznie wiedzieć na co się piszą, jakie mogą dostać sprawy. Jestem ciekawa, co wyniuchają i czy uda im się ostatecznie znaleźć tych morderców. Jak nie, to ja ich znajdę i zamorduję xD
    Ktoś wyżej wspomniał, że Lys to Alysson, hm... nie mam pojęcia czy tak jest, ale wyczuwam nową przygodę Colina, zdobywcę kobiecych serc! Nowy romansik nam się szykuję. Tylko widać tym razem musi się postarać bardziej o swoją zdobycz.
    Czekam na ciąg dalszy!
    Weny i pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, twoje komentarze są bardzo "znacznie długie" :D Aż zacieram rączki przed przeczytaniem :D
      Może tak być,że Cat nie zasługuje na Jacoba. Ale weź też pod uwagę, że na temat Colina myślała w sferze przyjacielskiej. Nie fantazjowała o nim, nie tęskniła jak za kimś kogo się kocha. Po prostu... myślała:D A to nic złego.
      Nie wiem w sumie czemu Colin nie pasował ci na obrońce;D Ale mam nadzieję, że po tym rozdziale już troszkę bardziej. I nawet się cieszę, że przedstawiłam go od takiej strony, jakiej byś się po nim nie spodziewała xD
      Sprawy nie chciał wziąć z różnych powodów, co będzie pokazane jeszcze później. Testy psychologiczne na pewno musieli przechodzić, ale wiesz... test to jedno, a sytuacja, w której się potem człowiek znajdzie to drugie. Nigdy nie wiadomo jak psychika zareaguje. A teoria to nie to samo co praktyka.
      A czy szykuje się romansik? Siedzę cicho! :D

      Dziękuję za komentarz ! ;***

      Usuń
  31. Przepraszam za zaległość, ale teraz chyba będę sobie je robić, przez pracę -,-
    No co ja mogę powiedzieć? Podobało mi się jak zawsze <3
    Colin *...* OMG! Moje serce na niego bije szybciej :D
    Catia i Jacob = podoba mi się, że walczą o siebie i starają się utryzmać wszystko w najlepszym porządku. To takie romantyczne.
    Ohohohhooo Colin i barmanka? Coś się kroi ? :D hahahaah :P
    Zobaczymy co z tego wyjdzie ;) <333
    Przepraszam, że tak krótko, ale mam ograniczony czas....
    Czekam na więcej :*:*:*:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ nic się nie dzieje. Ważne, że jesteś. Bardzo dziękuję za komentarz! ;**

      "Colin *...* OMG! Moje serce na niego bije szybciej :D" - hahaha :D

      Usuń
  32. Ten rozdział naprawdę baaaardzo mi się podobał. Tzn, podoba mi się każdy, oczywiście, ale ten jakoś szczególnie. Przeczytałam go błyskawicznie i było mi smutno jak się skończył haha. Pociesza mnie to, że ja, jak zwykle docieram z komentarzem późno i niebawem dodasz kolejny rozdział.
    Cieszę się, że w tym rozdziale jest więcej Catii i Jacoba niz zwykle. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się takich słów z ust Catii. Co ja tak nagle wzięło? Ale to dobrze, że zna umiar i jednak nie pozwala, aby praca zawładnęła całym jej życiem.
    Colin, Colin, Colin. Jezu, jak ja go uwielbiam. Ta rozmowa z barmanką to chyba najlepsza część tego rozdziału. Świetnie ci to wyszło. Mimo tego, że ledwo poznaliśmy Lys, zdążyła mnie zaintrygować (najwyraźniej Colina też) i w sumie ją polubiłam. Głownie dlatego, że nie dała się urokowi Colina jak inne. XD Wyczuwam, że ta kobieta nieźle namiesza w jego życiu.
    Ach, on jest naprawdę bardzo zmienny. Nie wiem co mam myśleć o tym, że przyjęli tą sprawę. Przeczuwam, że nie skończy się to dobrze, ale postaram się być dobrej myśli. Nie chcę wybiegać w przyszłość bo nie chcę zapeszyć haha. Trzymam za nich kciuki!
    Pozdrawiam i życzę weny!

    W wolnej chwili zapraszam do siebie na nowość: all-except-you-ff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że ten rozdział się tak podobał;) Może dlatego, że był spokojniejszy, taki... melancholijny może wręcz;D Oj masz rację, Lys jeszcze tu namiesza. Może nawet bardziej niż się można spodziewać. Ale nie będę już zdradzać nic więcej:D
      Bardzo dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  33. Przeczytałam. Rezerwuję miejsce, a komentarz pojawi się w pt/sob/nie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, wiem, że obiecałam komentarz na weekendzie, ale dopiero teraz udało mi się dorwać komputer. W sumie aż tak się chyba nie spóźniłam.
      Ogólnie rozdział mi się podobał, był bardzo pozytywny. Czemu mam wrażenie, że z planów Jacoba i Catii nic nie będzie? :/ Podejrzewam, że już dawno chcieli wziąć sobie wolne, ale teraz, gdy Catia niespodziewanie dostała sprawę w swoje ręce, nie wierzę w chwilę przerwy. W sumie zastanawiam się co skłoniło do tego Colina. Raczej wątpię, żeby była to rozmowa z Alysson. No ale w każdym razie wiedziałam, że na pewno nie będzie się upierał przy pierwszym zdaniu tak długo. Może po prostu nie chciał na zawsze kłócić się z Catią, albo uznał, że jest silniejszy od tego swojego kolegi i da radę. Wierzę, że da i już w przyszłym rozdziale dostaniemy jakieś wskazówki.
      Czekam na next i pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Nawet gdybyś się spóźniła to nic by się nie stało;)
      Oj tak, o chwilę przerwy będzie teraz naprawdę trudno. Wkrótce dowiemy się, co było powodem takiej, a nie innej decyzji Colina, ale na razie siedzę cicho:D
      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  34. Hej, kochana:*
    Bardzo podoba mi ten rozdział, jak i cała nowa - zmieniona - historia, która skradła już chyba każdy fragment mojego serca. Przy okazji bardzo przepraszam za to, że komentarz pojawia się tak później. Z komórki jest dość ciężko pisać coś więcej, a obecnie nie mam dostępu do swojego komputera. Na szczęście mój bart pozwolił mi na chwilę użyć swojego :)
    Bardzo podoba mi się rozmowa Cat i jej narzeczonego. Co prawda historia z metrem zaczyna nawiedzać już moje sny, ale mimo wszystko takie sceny jak na porządku tego rozdziału ciągle są o jedno oczko wyżej :* Wracając jednak do tematu ... Para postanowiła spędzać ze sobą więcej czasu i jest to coś na co naprawdę nie mogę się już doczekać. Oni dwoje są po prostu synonimem perfekcji i już nie mogę się doczekać, by zobaczyć co z tego wyniknie :D Plus również dla Cat za to, że mimo wszystkiego czego dowiedziała się w pracy, Jacob ciągle pozostał na pierwszym miejscu !
    Collin bohaterem ! :)) Cóż... Tym fragmentem kupiłaś mnie całkowicie i już teraz kibicuje mojemu ulubionemu bohaterowi i Lys - kimkolwiek dokładniej jest ta kobieta.
    Niezmiernie również się cieszę, że C&C znowu stanowi zgrany zespół. Takie przyjaźnie zdarzają się bardzo rzadko i mimo, że ta jest tylko wymyślna przez ciebie, naprawdę uwielbiam czytać te sceny :*
    Ściskam i jeszcze raz przepraszam za opóźnienie ! :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic się nie dzieje, ważne że jesteś. I ogromnie się cieszę, że tak ci się podoba ta nowa wersja. Staram się! ;)
      Z Catii i Jacobem wyniknie jeszcze dużo różnych sytuacji i nie wiem czy wszystkie będą tak pozytywne, ale cieszę się, że na razie tak pozytywnie ich odbierasz. Bardzo mnie to cieszy, tym bardziej, że zdania są różne;D
      Bardzo dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  35. Cześć, Rudzicelcu :*
    Bardzo podoba mi się szablon, ale pewnie i tak za jakiś czas go zmienisz :D Podziwiam Cię, że tak często zmieniasz wystrój bloga, bo żaden szablon nie jest gorszy od poprzedniego, a robienie szablonów, jak wiadomo, wymaga pracy i czasu.
    Moje zdanie na temat C. znasz i wiesz, u czyjego boku bym ją widziała (tak, wiem, za dużo Storosz i Brodeckiego). Powiem Ci, że po tym rozdziale zaczęłam zazdrościć jej Kubusia ;) On jest... idealny! Nie zazdrości, wysłucha, jest dojrzały i przede wszystkim ufa i nie strzela fochów, że praca z byłym czy coś... Martwi mnie tylko to, że ideały nie istnieją. Mam nadzieję, że to nie żadna maska i że tak naprawdę ukochany naszej pani oficer nie jest psychopatą.
    Kim jest dziewczyna z klubu? Czyżby to ktoś, kogo znamy już z pierwszej wersji historii ;) , czy może "jednorazowa przygoda"? Mam nadzieję, że wyjaśni się to w kolejnej części.
    Colin to jednak rozsądny facet. Przeprosił, wstawił się. Ale wiesz co? Mam wrażenie, że on cały czas myśli o Catie... Może mnie za to walnąć, no ale... Tak mam i tyle ;)
    Uściski i wybacz poślizg :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, wymaga pracy i czasu, ale ja to po prostu lubię. Poza tym kobieta zmienna jest, a ja jestem zmienna chyba podwójnie;D Stąd te zmiany. Ale na razie nie zamierzam go zmieniać. Na razie ;D
      Nie no psychopatą chyba nie jest, ale masz rację - ideały nie istnieją. Kubuś też niedługo pokaże na co go stać, bo nie może być zbyt długo zbyt słodko.
      Postać Lys będzie się jeszcze przewijać, ale nie wyjaśnię tak szybko kim ona jest. Na pewno nie zniknie;D
      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  36. Hej Słonko moje, nadrobiłam wszystkie rozdziały ale.. mam tyle informacji do przyswojenia z nich że chyba muszę dokładnie przemyśleć komentarz xD
    Ogólnie chyba powinnam się wytlumaczyć z tak długiej nieobecności? jakiś miesiac temu miałam problemu z modemem (który nareszcie mi wymienili! <3 ), ale jak wiesz mam szkołe a zaczęłam też chodzić do pracy dorywczo, więc wolny czas w zasadzie przesypiam.. A od jakichś trzech tygodni jeszcze walczę z jednym z moich psów, bo okazało się że ma nowotwór złośliwy więc połowe wolnego czasu spędzam w klinice u onkologa.
    No ale właśnie ten weekend mam wolny, pierwszy nie wiem od jak dawna! I postanowiłam ponadrabiać u każdego coś. Dlatego komentarze nie będą za długie, ale ważne że są prawda? :)
    Więc, od samego początku chyba wolałam Jacoba a teraz chyba wole Colina.. już sama nie wiem, co rozdział zmieniam zdanie. Jednak Jacob wydaje się taki hm.. obojętny? Taki taki.. polejwoda trochę? To chyba dobre określenie. Colin wydaje się mniej obojętny. Jest bardziej taki uczuciowy i szczery. Nie mówi tego co hm.. jak to ująć.. co wydaje mu się że powiniem powiedzieć, tak jak robi to Jacob? Mam nadzieję ze wiesz o co mi chodzi tak mniej więcej xD
    Ah no coś co mi zapadło w pamięc to rozmowa Colina z kelnerką. Jak Ty to robisz, że tak piszesz. No ja nie wiem!
    Tak myśle że kurczę, ja nie wiem co Catia robi z Jacobem. No powiedzmy że świetnie się dogadują, ale czegoś mi tam brak między nimi.

    No ale czekam na kolejny rozdział! Mam nadzieje że z mniejszym poślizgiem wpadnę, ale jak co to mi wybaczysz hm? :)

    PS. Juz pisałam w spamie, ale kończę OSRN i zaczynam nową historię, też kryminał romans... mam nadzieję że jak zacznę publikować to wpadniesz, no i że się spodoba? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem i dziękuję, że mimo wszystko postanowiłaś wpaść;) Twoje nowe opowiadanie oczywiście przeczytam, bo ciekawa jestem, co wymysliłaś ;)
      Jacob jest mniej wyrazisty, bo jest mniej ważny. To postać drugoplanowa i w sumie... specjalnie trochę gorsza od Colina. Nie każdy może być wyrazisty, bo w końcu tej wyrazistości byłoby aż za dużo. Stąd Jacob jest taki, jaki jest. Ja wiem, że każdy chciałby Cat z Colinem:D Nawet mnie to nie dziwi:D
      Pewnie, że wybaczę, hah ;D

      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  37. A jednak! Wielkie zaskoczenie to nie jest, że główni bohaterowie będą zajmowali się główną sprawą morderstw, ale w końcu mamy to obwieszczone czarno na białym.
    Tak wgl nie wiem czy wspominałam już, że nowy szablon mi się strasznie podoba; w sumie większość, którymi nas raczyłaś odbierałam raczej pozytywnie, ale na tym dobrze się czyta - moje oczy są wdzięczne ;))
    Colin zmienia zdanie w tempie ekspresowym, i to po spotkaniu z tajemniczą dziewczyną - zgaduję nieśmiało, że chodzi o Alysson od Dana - Lys, ale jeśli nie to, będę główkować czy zajmie ona jakieś szczególne miejsce w powieści.
    Catia i Jacob przedstawieni są jako idealnie nieidealne małżeństwo - z jednej strony mają dla siebie czasu mało, wręcz niewiele, mijają się, ktoś mógłby stwierdzić, że to oddala ich od siebie, że nie mają szans na powodzenie, ale oni właściwie udowadniają, że jest wręcz odwrotnie - wzajemne zaufanie, które jest zdecydowanie imponujące, mocne uczucie pomiędzy nimi, wzajemna troska. Aż się błaga w tej sytuacji o szczęśliwe zakończenie, coby nie było żal :P
    Pozdrawiam i weny do tworzenia! ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no fakt, nie jest to zaskoczeniem, ale myślę, że zaskoczyć uda mi się potem :D
      Cieszę się, że oczy nie bolą. Starałam się właśnie zwrócić na to uwagę i jeśli wyszlo to uff.
      Bardzo ciekawie główkujesz, ale nie zdradzę! :D
      Lubię szczęśliwe zakończenia, ale nie u siebie, także... nieidealne małżeństwo, przestanie być kiedyś idealne.

      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  38. Tam, tam, ta dam (słychać fanfary)! Jestem! Doczekałaś się mnie! Po trudach i znojach, w końcu do Ciebie przybyłam. Zostawiłam sobie Ciebie na sam koniec, bo wiem, że trochę mi tu zejdzie. Rozdział obszerny, przez co ja mam masę spraw do poruszenia i pewnie będę się na te wszystkie tematy cholernie wywodzić, ale u mnie to już chyba standard xD
    Tak więc zacznijmy może od naszych gołąbeczków (i Ty mi nie wmawiaj, że on ją potem spać zabrał, ja za długo na tym świecie żyję, żebym tą bajkę kupiła xD )!
    trudno Catii nie przyznać racji, bo rzeczywiście jej praca poświęca więcej jej czasu, ale przecież chyba wiedziała, że tak będzie. Tym bardziej, że jej ojciec też był policjantem więc chyba mogła obserwować, ile ta praca wymaga poświęceń. Wiadomo było, że jak chce być dobra w tym co robi, to na ośmiu godzinach dziennie jej praca się nie skończy, a i jej życie prywatne na tym ucierpi. Ale na szczęście znalazła sobie takiego Jacoba, który ja akceptuje i w sumie, to aż chwilami mu się dziwię. No bo inny facet to rzeczywiście mógłby mieć pretensje o to, ze cały dzień pracuje, nie ma czasu dla niego i prawie nigdy jej nie ma, na dodatek, że pracuje ze swoim byłym (a właśnie, wcześniej nie patrzyłam na to w ten sposób, ale rzeczywiście mógłby mieć o to do niej pretensje) no i częste wypady z nim do klubów, czy jeszcze gdzieś. Tak na dobrą sprawę, to Catia więcej czasu spędza z Colinem niż z własnym narzeczonym xD
    I w ogóle to wcześniej o tym nie wspominałam, ale głównie tutaj rzuciło się w oczy to, jaki Jacob jest wyrozumiały! Już nie będę pisała dlaczego, bo wiadomo, ale ja go po prostu podziwiam! Poza tym mam wrażenie, że w tym związku to on trochę robi za babę xD Naprawdę! No bo jak zaczął mówić o tych ich wakacjach na kubie, to on taki romantyczny, o oświadczynach i te sprawy, a Catia od razu o seksie! Serio, moja mistrzyni! <3 bo zwykle, to faceci ciągle o seksie myślą, a przynajmniej tak się utarło xD
    Ale przejdźmy do Colina, bo jego, to ja powinnam porządnie skrzyczeć! On wie, że ja już nasz ślub planuję? Nawet mój chłopka o tym wie, a Colin nie wie? To Ty mu to wyjaśnij, bo ja sobie nie życzę, żeby on interesował się jakąś inną lalunią co to ma słabość do facetów w mundurach! Że ją uratował, to rozumiem, to popieram i dzięki temu jeszcze bardziej go kocham, ale jak tak dalej pójdzie t, ja się do tego kuźwa klubu wybiorę i sama przemebluję mordeczkę tej lasi (I wtedy przybędzie Colin i mnie aresztuje ale koniec końcem zajmiemy się czymś innym! Czujesz to, Kicia? Ja już to sobie kuźwa wyobrażam! xD). Serio, nie polubiłam jej. Może i miła, może i sympatyczna, ale ja w przeciwieństwie do Jacoba, jestem zazdrosna! Wiem, jestem wredna, ale w tym wypadku nie chcę jego szczęścia. Wolę go jako takiego wolnego strzelca (Mam skojarzenia z tym strzelcem, ale pomińmy xD ) zajmującego się niezobowiązującymi znajomościami.
    A co do końcówki, to tak przeczuwałam! Czułam coś, cholercia, że oni nie dadzą rady trzymać się z daleka od tej sprawy! A jeszcze bardziej zaskoczył mnie fakt, że to Colin sam poszedł z tym do Martineza! I to wtedy, kiedy kochana Catia już pogodziła się z losem i postanowiła mu to przebaczyć xD Oni się naprawdę dobrali! Ale ja wiem, że oni nie dadzą rady tak cicho siedzieć i prędzej czy później coś zmajstrują (nie koniecznie dziecko), bo w końcu inaczej nie potrafią xD tylko mam też co do tego złe przeczucia. Po prostu jak Colin zginie, to ja chyba nie wyrobię. Już wolałabym żeby w szpitalu wylądował. Nawet bym się kuźwa nauczyła ten pieprzony rosół gotować, czaisz? A to już coś znaczy!
    Kiciu moja droga! Ja cię przepraszam za taką ilość wulgaryzmów, ale j w ten sposób wyrażam emocje, a kuźwa tutaj ich tyle było, że ja już nie wyrabiam! Ja nie wiem, no! Znaczy... Dobra, nie pogrążam się xD Tak czy owak teraz będę miała nieco lżejszy tydzień więc postaram się skomentować bardziej w terminie!
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa, no i jeszcze! Cudny nagłówek! Colin z gnatem, Colin z gnatem, Colin z gnatem! No i Catia oczywiście xD

      Usuń
    2. "Bo trochę mi tu zejdzie" hahaha rozwaliłaś mnie tym tekstem. Nie wiem czemu, nie pytaj, ale tak jest :D Twoja fanfara opluła mnie w ucho. Musiałaś tak mocno!?
      Ej no był środek nocy, myślę, że rzeczywiście poszli spać;D Ale wiesz... nie napisałam tego wprost, więc może było jakieś macanko przez zaśnięciem. Nie wiem, nie wnikam, dopowiedz sobie ;D
      Masz rację, że Catherina więcej czasu spędza z Colinem. taka praca, cóż poradzić. Jacob to kiedyś zaakceptował, więc teraz musi z tym żyć. Poza tym, gdy J poznał C to ona już od dłuższego czasu nie była w związku z Colinem. Myślę, że to jakoś pomogło mu w akceptacji tego wszystkiego.
      haha raz baba o seksie pomyslała, a nie facet i już faceta babą nazywają;D haha żartuję oczywiście, wiem co miałaś na myśli:D
      Pierdolnęłam. Teraz. Na. Ryj.
      NA RYJ! Czujesz?
      ahahahahahaha ja nie wiem, co ty bierzesz przed pisaniem mi komentarzy, ale proszę - nie przestawaj:D Co się uśmiałam z tego fragmentu o ślubie-Colinie-przejdę się do klubu, to sobie nie wyobrażasz:D Zdradzę ci w sekrecie, że ja też Lys nie lubię :D

      Słuchaj, jak ty chcesz się AŻ rosół nauczyć gotować, to ja chyba jednak wpakuję Colina do szpitala. Jeśli ma to twoje zdolności kulinarne powiększyć to poświęcę go. A co! Rosół jest tego wart!
      A ja się za przekleństwa wcale nie gniewam:D Dobrze użyte przekleństwo czasem jest śmieszniejsze od żartu, a ja się uśmiałam, więc...

      Dziękuję ci za komentarz kochanie moje! Znowu mi humor poprawiłaś, haha;D będę teraz z bananem na ryju pisać pracę inżynierską. Miodzio <3
      Loff <33

      Usuń
  39. No i jestem. Naprawdę nie wiem, jak mam cię przepraszać za moją nieobecność, bo to się ciągle powtarza, ale mam tyle na głowie, w domu niemal prawie w ogóle mnie nie ma, ciągle gdzieś pędzę i nie mam czasu nawet na sen, a co mówić na inne sprawy. Nie mam pojęcia, jak długo tak jeszcze będzie, ale wiedz, że ja kiedyś i tak się zjawię, nie odpuszczę ;)
    Mam na tę chwilę multum zaległości, dlatego też ten komentarz nie będzie jakiś obszerny czy wartościowy, no cóż. Pewnie już to kiedyś pisałam, ale uwielbiam Jacoba i Catię razem w tej wersji. Skupiłaś się na ich relacjach bardziej, niż wcześniej, przez co można ocenić, jak to się komu podoba i mieć świadomość tego, co ich łączy. Ale myślę też, że jak przyjdzie co do czego, to trudniej niż poprzednio będzie nam się z nim pożegnać... Snuję nadzieje, że tym razem nie pozbędziesz się Jacoba :<
    A Colin w swoim żywiole, haha :D Może coś z tego wyniknie, kto wie, kto wie :>
    Naprawdę zastanawia mnie zachowanie komendanta i poniekąd Colina. Nie wiem, dlaczego to wszystko się bez przerwy miesza. Niemniej jednak sprawy wciąż nabierają dalszych obrotów.
    To na tyle, muszę pędzić dalej, jeszcze raz przepraszam, pozdrawiam i życzę weny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, kto jak kto, ale ja doskonale rozumiem jak to jest nie mieć czasu. Dlatego nie gniewam się w żadnym wypadku! Cieszę się, że mimo wszystko jesteś ;)
      Tak, skupiłam się bardziej na nich i myślę, że to wyjdzie na dobre. W końcu J jest dla niej ważny, więc powinno być go tu więcej. I będzie, choć też nie z przesadą ;D
      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  40. Zdecydowanie nie zjeżdżasz z jakością powieści. Ja bym raczej powiedziała, że trzymasz cały czas naprawdę wysoki poziom. Jeśli jednak chodzi o moje pojawianie się na blogach - mam tak intensywny okres czasu, że trudno mi znaleźć na to chwilę. Jak widać w końcu jednak mi się udało zapoznać z najnowszym rozdziałem :)
    Nie będę się rozpisywać. Rozdział wciąga, mimo że nie działo się w nim jeszcze nic konkretnego. Niemniej jednak podoba mi się to poznawanie bohaterów. Muszę przyznać, że wiem o nich zdecydowanie więcej, niż w pierwotnej wersji tej historii. No i z tego co pamiętam w tamtej już dawno musiałam pożegnać się z Colinem, a tu mogę wciąż podziwiać tego policjanta. Tak, tak uwielbiam go. No i jestem ciekawa, czy jeszcze uda mu się kiedyś spotkać z tą kelnerką. Swoją drogą chciałabym być na jej miejscu. Niekoniecznie chodzi mi tu o obłapianie przez pijanego faceta, a raczej o to, że uratowałby mnie ktoś taki jak Colin... Oj, bo się zaraz tu rozmarzę! Poza tym w jakimś stopniu cieszę się, że ta tajemnicza sprawa powróciła do naszej dwójki bohaterów. Coś czuję, że zdoła to sporo namieszać i zrobi się naprawdę ciekawie. Nic tylko czekać na więcej! Pozdrawiam gorąco i weny życzę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, że mimo braku czasu znalazłaś dla mnie czas ;) I cieszę się bardzo, że nie uważasz, żebym zjeżdżała z jakością. Bardzo mnie to cieszy! ;)
      Tak, po takiej ilości tekstu w tamtej części już dawno Colina nie było:D I to był błąd, z którego staram się wyciągnąć wnioski ;)
      Ej, przez ciebie ja też się rozmarzyłam! No, być uratowaną przez takiego Colina... to by było coś;D
      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
    2. Staram się znaleźć czas chociaż na nadrabianie rozdziałów. Poza tym w tym przypadku było to miłe zagospodarowanie czasu. Co do tego rozmarzenia, to chyba i mi wciąż trudno z niego wyjść. Ahh... Taki Colin ;)

      Usuń
  41. Czeeeeść! Ja też jestem :)

    Przepraszam, że z opóźnieniem, ale ostatnio mam naprawdę mało czasu i ogólnie ze wszystkim jestem do tyłu. Nie chciałam też przyjść, przeczytać i napisać kilka słów na 'odwal się', byleby było. Wydaje mi się, że nie o to chodzi. :) No, ale teraz mam zdecydowanie luźniej i nadrabiam wszelkie zaległości, nie tylko blogowe.
    Pamiętaj, że nawet, jak mnie od razu nie ma, to na pewno w końcu i tak tu przywędruję - bo nie wiem, co musiałoby się stać, żebym przestała czytać Twoją powieść, chyba Ty musiałabyś po prostu przestać pisać. :)

    Ta rozmowa Catii z narzeczonym wydawała mi się taka... sztuczna. Znaczy, nie, że źle napisana albo coś, broń Boże. Po prostu tak, em, życiowo sztuczna. Wydaje mi się, jakby w ich związku czegoś brakowało. Niby fajnie, niby im się układa, a jednak brakuje jakiegoś blasku, porywu, chemii. Wydaje mi się też, że oni oboje to czują, ale nie bardzo wiedzą, jak to się konkretnie stało, że się od siebie oddalili i jak sprawić, żeby się to zmieniło. Stąd ta propozycja, a raczej: obietnica, którą Jacob jej złożył, była taka próbą trochę desperackiego ratowania, a trochę też i zatuszowania tego, że coś między nimi nie jest tak, jak powinno. Stąd ta sztuczność - bo nie ma między nimi 'tego czegoś'. Ciekawa jestem więc, jak to rozwiniesz, bo na parę roku to oni mi jednak nie wyglądają. ;> Choć być może się mylę, się okaże. :3

    Colin w klubie zachował się naprawdę na medal - tak, jak na gliniarza, ale i też po prostu prawdziwego mężczyznę przystało. Świetnie opisałaś tę scenę, można było ją sobie dokładnie wyobrazić i... rozmarzyć się, nie przeczę. :D
    Ciekawi mnie ta kelnerka. Niby tylko kelnerka, niby niewinni flircik w klubie, ale jest jakaś taka, hm, okropnie tajemnicza. W tej postaci jest coś takiego, że mam nieodparte wrażenie, że nie będzie to tylko epizodyczna bohaterka. :) Może, hm, ma związek z tym morderstwem i dlatego nie chciała podać imienia? ;> Albo... no nie wiem, można by gdybać i różne wersje wymyślać, ale w każdym razie jestem prawie pewna, że zagości w tej historii na dłużej.

    Strasznie, ogromnie się ucieszyłam, jak przeczytałam, że Martinez jednak im powierzył tę sprawę. Wiedziałam, wiedziałam, że takie śledztwo nie może się odbyć bez duetu C&C! :D Ze zniecierpliwieniem czekam na efekty ich pracy, bo coś czuję, że zrobi się naprawdę ciekawie. :)

    Co do błędów, to gdzieś tam parę razy mignął mi jakiś nie-taki przecinek, ale raczej były to epizodyczne sprawy i chyba 2 w nocy nie jest odpowiednim czasem, by je tu poprawiać, zważywszy na to, że żeby je znaleźć trzeba by dokładnie, zdanie po zdaniu, 'przewertować' ten tekst jeszcze raz, bo jakoś szczególnie widoczne i rzucające się w oczy one nie są. :) Razi mnie natomiast coś innego: "A może kobieta rządna wrażeń i poznawania nieznanego?" --> "żądna", a nie "rządna. :)

    Pozdrawiam Cię i uciekam do następnego rozdziału. :) Ale komentarz już chyba o jakiejś bardziej przystępnej godzinie. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, bardzo się cieszę, że masz do tego takie podejście. Widzę, że czytasz dla przyjemności, a nie tylko dlatego, żeby odbębnić, a to cieszy mnie chyba najbardziej! ;*
      Odnośnie Catheriny i Jacoba hm... w sumie może coś w tym być. "Próba desperackiego ratowania" - to chyba dobre określenie. Choć oni na razie nie czują, by coś było źle. Wielu rzeczy nie dostrzegają.
      O tak, Lys na pewno zagości i myślę, że możesz być zaskoczona kim się okaże;D
      To, że przecinki są nie tak jak trzeba nie jest dla mnie zaskoczeniem. Mam świadomość tego zawsze, gdy naciskam publikuj. Nie nauczę się chyba stawiać ich poprawnie ;)
      "Żądną" poprawiłam ;)

      Bardzo dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  42. Czyli Catię coś tam gryzie. I w sumie dobrze, może dojdzie do pewnych wniosków. Bo ja to się nieszczególnie Colinowi dziwię, że postanowił nie kontaktować się z kobietą. Zasłużyła sobie na to.
    Co do związku Catheriny z Jacobem... Czegoś mi u nich brakuje - niby mają do siebie zaufanie, są wobec sobie czuli, ale chyba to wszystko. Nie ma namiętności, albo inaczej... Mężczyzna wyjaśnił dlaczego nie jest zazdrosny, a ja uważam, że jak komuś bardzo zależy to mimowolnie bywa zazdrosny. Jacob jest taki... chłodny, racjonalny. Ja z kimś takim żyć bym nie mogła. To znaczy mogłabym, ale jako przyjaciel. W końcu ten jego spokój, to, że ma wytłumaczenie na każde moje wahanie - to zaczęłoby mnie irytować. No, ale nie będę zagłębiać się w uczucia Cati. Może jej to nie przeszkadza. Fajnie, że postanowili coś zmienić w swoim związku, ale mam takie niemiłe uczucie, że oni jednak nie zdążą niczego zmienić.
    Podobała mi się perspektywa Colina. Zachował się, jak przystało na prawdziwego mężczyznę, za co zgarnął u mnie kilka kolejnych, mocnych punktów. Zastanawia mnie natomiast postać kelnerki. Ta jej spostrzegawczość szczególnie mnie zaintrygowała. I oczywiście to, co tam się wydarzyło między nią a Colinem.
    Jeszcze co do Colina to zaskoczył mnie zmianą zdania. Nie spodziewałam się, choć może powinnam... W każdym razie nie sądziłam, że do podobnych wniosków dojdzie tak szybko.
    Fajnie, że partnerzy się pogodzili, choć obawiam się co wyniknie z całej tej sprawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że Catherinie po prostu jest tak wygodnie. W pracy ma tyle emocji i nerwów, że w domu nie potrzebuje macho, który zapewniałby rozrywkę, tylko spokojnego, czułego facecika, co obiad zrobi, rachunki zapłaci itp. Poza tym o Jacobie nie wiemy jeszcze wszystkiego. Nie znamy go z innej strony i dlatego może wydawać się taki, a nie inny. Wszystko przyjdzie z czasem;D
      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  43. To było do przewidzenia, że wkrótce Catia i Colin dostaną tą sprawę. Tak czy inaczej wiadome było, niezależnie od napięcia pomiędzy bohaterami. Cieszę się, że C&C na koniec doszli do porozumienia i kłótnia nie wpłynęła na ich przyjaźń. To pojazuje jak silna łączy ich więź, na którą oboje pracowali przez lata. Podobało mi się w tym rozdziale zatrzymanie akcji i skupienie na szczegółach. Widzę, że Catia ma poważny problem, bo nie wiem, czy ja nie wybrałabym życia z ukochanym zamiast pięcia się po szczeblach kariery zawodowej, ale przecież każdy jest inny. Myślę sobie, że w pewnych aspektach życie rzeczywiście ucieka jej przez palce. Dobrze, że jest w stanie to zauważyć. Ze wszystkiego chyba największym skarbem jest dla niej Jacob. Kto nie pragnął by kogoś tak wyrozumiałego i kochanego? Taki partner to coś niesamowitego.
    Jeśli chodzi o Colina. Hmm, jest chyba moim ulubionym bohaterem. Lubię jego niebanalną, otwartą na świat osobowość. Naprawdę mi zaproponował ratując dziewczynę przed tym typem, podczas gdy nikt inny nie zareagował. Sądzę, że nawet gdyby nie był gliną (zawsze mnie to zastanawiało, dlaczego policjanci to gliny? :)) także stanął by w obronie nieznajomej. Ona sama - Lys - wydała mi się fajną babką, ładna otwarta, tajemnicza, intrygująca. Nic dziwnego, że Colin zwrócił na nią uwagę, skoro sam nie jest zwyczajnym przeciętniakiem. Ciekawa jestem jak rozwinie się ta znajomość i czy rzeczywiście jeszcze się spotkają.
    No i co z naszą sprawą? Ruszymy do przodu? Mam nadzieję ;)
    Życzę morza weny, pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chciałam zaskoczyć tym, że przyjęli sprawę. Wiem, że to oczywiste. Nieoczywiste będzie to, co wydarzy się potem. A przynajmniej mam taką nadzieję;D
      O tak, taki partner to skarb. Kto inny by wytrzymał z taką Catheriną?:D
      Ej, też nie wiem czemu policjanci to gliny:D Dobre pytanie to jest...
      Ruszamy ruszamy. Powoli, ale do przodu! :D
      Wena jest, życz mi morza czasu :<

      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  44. "— Uznam to za komplement perełko." - przecinek
    "— Nie bardzo cię rozumiem, ale dobra. Przetrawię w sobie wszystkie nurtujące pytanie." - *pytania
    Rozdział przeczytałam bardzo szybko :)
    Poczytałam sobie trochę komentarzy, żeby mnie natchnęło i zdziwiło mnie jak niektórzy wypowiadają się całkiem szeroko na temat Jacoba, mimo że było go raczej niewiele i jest to drugi rozdział. Myślę, że kilka rozmówek to za mało, żeby go jakoś głębiej oceniać. Mi wydał się po prostu wyluzowany, chociaż stąpający twardo po ziemi (na podstawie zdania, w którym twierdził, że monotonni nie da się przeskoczyć. Myślę, że da się, jeśli się chce i jest się ryzykownym i nieco szalonym), zaspany no i seksi :D Fajna była ta ich rozmowa, Catia przy nim jest taką... myszką. Jak to ujął Jacob.
    Uuu Colin strasznie filozuje o tej sprawie. Nawet dziewczyny przestały go na chwilę interesować. Gdy czytałam o tej rozmowie z kobietą uratowaną z opresji, miałam takie fajne uczucie, które rzadko mi się zdarza, ale bardzo je lubię. Że czytam, czytam i nagle się tam przenoszę. U Ciebie jest coraz więcej takich momentów, co bardzo mnie cieszy.
    Lyss, Lyssss, Alysss... Hmmm ;) Chyba z kimś mi się kojarzy. No i to nie-noszenie stanika, albo coś mi się pokręciło, albo też to kojarzę z kimś :D Nie wiem, nie ważne. Bardzo fajnie ją opisałaś, chociaż nie wiem czemu, ale wydała mi się taką piratką :D I to gadanie o przeznaczeniu, jakby miała gdzieś kulę wróżbiarską.
    A jednak, sprawa krwawego osiedla trafiła się C&C. Nie wiem czy mnie to zaskoczyło, z jednej strony tak, a z drugiej nie. Hehe. No jestem ciekawa jak to wszystko się dalej potoczy.
    PS: Mam wrażenie, że ten komentarz jest żenujący - jeśli tak to wybacz :P
    Pozdrawiam, i nie, nie zjeżdżasz z jakością, wręcz przeciwnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wytknięcie błędów, już poprawiam ;*
      No tak, to fakt, że Jacoba było mało i ciężko go oceniać. Nie chcę za bardzo o nim filozofować, bo pojawi się w tekście jeszcze nie raz i myślę, że każdy zdąży jeszcze wyrobić sobie o nim zdanie. Zapewne będą różne ;)
      Jeju, ale się ciesze, że miałaś wrażenie takiego przeniesienia... Cholernie cieszy! ;))))
      Nie dziwię się, że z czymś ci się to kojarzy:D Za jakiś czas zobaczymy czy słusznie ;)
      Dziękuję za komentarz! ;*

      Nie, nie był żenujący. Co ty gadasz! :D

      Usuń
  45. Fajnie że dodajesz coraz więcej Jacoba. Jeszcze nie lubię go tak bardzo jak Colina na przykład, ale podoba mi się relacja jaka łączy go z Catia, choć dalej dziwi mnie brak zazdrosci z jego strony...Najbardziej jednak spodobało mi się w tym rozdziale spotkanie z tajemniczą barmanka - ciekawe co z tego wyniknie :D No i podoba mi się, że akcja na razie zwolniła tempa, choć muszę przyznać, że uwielbiam czytać wątki kryminalne w twoim wykonaniu :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jacoba jest i będzie mniej niż Colina, więc nie dziwię, że nie dazysz go taką samą sympatią. Cieszę się, że w ogóle go lubisz;D
      Achh mega się cieszę, że lubisz kryminał w moim wydaniu ;* To dla mnie wielki komplement ;)
      Dziękuję za komentarz;*

      Usuń
  46. Ten rozdział przeczytałam znacznie szybciej niż poprzedni. Niby miał te dwie strony więcej, jednak w odbiorze wydał mi się taki... lżejszy. Pomimo tego, co się w nim wydarzyło :D.
    Sielankowy nastrój między Catią a Jacobem na początku rozdziału (przez których uroczość w tym momencie zgłupiałam i nie wiem już komu kibicować - C&C, czy może jednak C&J?) w ogóle nie zapowiadał późniejszej masakry. Krwawe osiedle, hura! I to już w drugim rozdziale :D. Z czego ja się cieszę, dziesięcioro ludzi zostało zamordowanych a ja tu się raduję jak dziecko, które znalazło prezenty pod choinką. Mózgu, co jest z tobą nie tak?
    Nie dziwię się reakcji Catheriny na widok tych wszystkich ciał. Żeby tak mordować ludzi w ich własnych domach, po prostu skandal.
    Zastanawia mnie trochę zachowanie Colina. Mam dziwne przeczucie, że to jego skojarzenie modelu samochodu sprawców nie jest przypadkowe. Czyżby o czymś wiedział? I czy to dlatego starał się powstrzymać Catię przed zaangażowaniem w śledztwo (nie uwierzę, że chodziło tylko o troskę, żeby im nie odwaliło tak jak Marcowi). Dziwi mnie też zmiana nastawienia Bonneta po tym wieczorze w klubie. Nagle stwierdził, że może jednak nic im nie będzie i wszystko będzie okej. Coś mi tu śmierdzi, ale nie wiem jeszcze do końca co :D.
    Komendant Martinez jak zawsze miły :D.
    Rozdział oczywiście napisany świetnie z dbałością o szczegóły. Jestem ciekawa, czy Colin jeszcze się spotka z Lys. No i jak dalej potoczy się sprawa z Forest Hill (nie wiem czemu mi się skojarzyło z Silent Hill :D).
    Pozdrawiam i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha to nie kwestia zrytego mózgu, tylko zainteresowania akcją/kryminałami czy czymś w tym stylu;D Nie przejmuj się, jeśli to objaw choroby psychicznej to mamy ją obie, haha ;D
      Bardzo się cieszę, że zachowanie Bonneta ci śmierdzi. Ja oczywiście nic nie powiem, ale dobrze, że zwracasz uwagę na takie szczegóły ;)
      Ej, a wiesz, że ja nie znam Silent Hill?:D
      Forest Hill ma swoją nazwę od tego, że znajduje się w lesie, a tu taki numer xD

      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  47. Witaj :) Nie wiem dlaczego Cat nie domyśla się dlaczego Colin nie chce tej sprawy. Toż to wiadome,że chodzi o nią i jej bezpieczeństwo, bynajmniej ja tak myślę. Skoro jesteśmy już przy Colinie, spodobało mi się jak zareagował w barze na chamstwo tego pijanego oblecha wobec tej kelnerki. Wokół ludzi panuje znieczulica, nie widzą lub nie chcą widzieć krzywdy wyrządzanej innym osobom. Co do tej barmanki, widać,że spodobała się Colinowi. Po opisie to urody jej nie brakowało i wydawała się być też nawet inteligentna, a nie całkowicie pusta jak szklanka po whisky, ale porównanie mi się trafiło haha. Co do końcówki to było wiadome,że oni zajmą się tym horrorem. Bo kto jak nie C&C :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Porównanie adekwatne do sytuacji:D Jeszcze jakby to była pusta szklanka po szkockiej to już w ogóle:D Dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
  48. No proszę jak to się wszytsko szybko zmienia. wczoraj odsunięcie od sprawy i kłótnia między C&C, a dziś okazuje się, że jednak będą uczestniczyć w całej akcji, może nie przewodzić, ale brać czynny udział, to już zawsze coś, prawda?
    Cat chyba już zdążyła się pogodzić z biernością w śledztwie, może nawet cieszyło ją że będzie miała więcej czasu dla Jacoba? Choć przyznała, że na taka szansę czekała od początku pracy w policji. Colin i Lys, oj iskrzyło i to bardzo ciekawe czy ta znajomość będzie miała jakiś ciąg dalszy?
    Wydaje się być ładną i miłą kobietą, a Colin jest nią wyraźnie zainteresowany :)
    Podziwiam Jacoba, ja bym chyba nie potrafiła życ ze świadomością, ze mój facet pracuje ze swoją ex i ciągle utrzymuje z nią bliskie relacje, może jestem zbyt zazdrosna, a może mam szczeniackie podejście, no nie wiem, ale podziwiam :)
    Do dobra, póki co lecę do pracy, może wieczorkiem jeszcze do ciebie zajrzę :P
    Mewa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście szybko się to zmieniło, ale coś za tym stoi:D Nie zdradzę czy znajomość C i L będzie miała kontynuację, ale aż mnie korci by coś wyznać;D
      Ja też bym nie zniosła jakby mój facet się kumplował z eks, także doskonale cię rozumiem;D
      Dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
  49. Tok rozumowania Jacoba jest podobny do toku rozumowania mojego chłopaka. Też jesteśmy razem 4 lata, jednak niestety jeszcze nie wybieram sukni ślubnej. Szkoda… No, ale na każdego w końcu przyjdzie czas ;-)
    Catia ma rację. Uwielbiam jej przemyślenia. Jak tak, to działa i można powiedzieć, że „nie myśli”, ale jak już zbierze jej się na przemyślenia, to z chęcią je czytam :D Szczególnie te. Za bardzo poświęca uwagę sprawom, które są tylko chwilowe, życie(prawdziwe życie, które ma poza pracą) ucieka jej przez palce. Dobrze jednak, że ma Jacoba. On już jej pomoże złapać to uciekające życie! ;-)
    Kurczę, kiedy zaczęłam czytać o Colinie, musiałam wrócić i przeczytać ten akapit jeszcze raz. Colin nie miał ochoty na panienki?! To coś nowego! Ale w sumie mu się nie dziwie. Ja też po takiej kłótni nie miałabym na nic ochoty. Podobała mi się akcja z tym pijanym facetem, chociaż nie powiem, po Colinie spodziewałam się jakiejś bójki czy coś… Jednak rozwiałaś moje oczekiwania :D No i jeszcze tego, że facet zamiast przeprosić, to odwróci się i przyłoży Colinowi (w końcu sama wspomniałaś w odpowiedzi na mój komentarz, że chcesz się nad nim trochę popastwić – mam nadzieję, że nie za bardzo!)
    May błąd: „dotarcie do niej stanowiło drogą z przeszkodami” – chyba powinno być stanowiło „drogę”
    W sumie fajni by było gdyby Colin znalazł sobie w końcu dziewczynę na dłużej, no i widzę, że Lys go zaintrygowała. Dlatego mam nadzieję, że spotkają się jeszcze raz!
    Proszę, proszę! Catia zdążyła się już pogodzić ze stratą sprawy, a tu taka niespodzianka! Jednak Colin potrafi zaskoczyć. Mam tylko nadzieję, że żadne z nich nie zwariuje :D
    Dobra, to chyba już wszystko. Mam taki natłok myśli, na pewno zapomniałam o czymś napisać w tym chaotycznym komentarzu…
    Dobra, lecę dalej. Zostały mi już 3 rozdziały i już nie mogę się doczekać, żeby je przeczytać :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ze swoim jestem 3,5 i też nie wybieram sukni... >.< Catia to szczęściara jednym słowem;D
      Haha jakie zaskoczenie, że Colin nie ma ochoty na panienki:D Chyba zrobiłam z niego niezłego babiarza, haha;D
      Dziękuję za wytknięcie błędu!
      A co do pastwienia się nad Colinem... cóż, ja dopiero zaczynam, hih ;D
      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  50. Dokopałem się do końca. Wreszcie ;/
    Ponarzekam, ale blogger powinien mieć funkcje komentowania u góry, pod postem, a nie pod tymi wszystkimi komentarzami, choć na niektóre zerknąłem okiem i nie żałuję.

    Jednak wybacz, ale nie będę się tak dokopywał pod każdym postem, zgoda? Będę chyba czytał i komentował cały rozdział, a nie każdą część. Jednak postaram się wszystko zawrzeć w komentarzu. Pasi? Pasi, bo nie masz innego wyjścia xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co to za trudność przejechać paskiem na sam dół? Sekunda roboty xD
      Komentuj jak uważasz za stosowne. Dla mnie najważniejsze, żeby znać opinię. A czy pod każdym rozdziałem, czy pod np. trzema na raz to już mniej ważne ;)

      Usuń
  51. Zdziwiło mnie trochę na początku, że Colin nie chce brać udziału w tej sprawie. I to też ze względu na Catię. To mu trochę dodało w moich oczach, że jest =taki opiekuńczy. Ale trudno jest powiedzieć, po czyjej stronie była racja. Myślę, że zarówno Colin jak i Catia mówili słusznie. Mimo wszystko jednak cieszę się że się zdecydowali. Będzie się działo. Boję się o nich, bo ta sprawa wydaje się być naprawdę zagmatwana.
    A po tym jak Colin nagadał Catii podczas tej kłótni to miałam ochotę mu coś zrobić normalnie >.< Dobrze, że już wszystko jest w porządku. Ta para chyba nie może się długo na siebie gniewać :D
    Podobała mi się postać Lys. Fajnie by było gdyby jeszcze się spotkali i nie wątpię, że tak będzie :)
    No i brawa dla Colina za sprowadzenie na ziemię tego nachalnego gościa. Myślałam, że to się skończy gorzej atu proszę potulnie się posłuchał.
    Pozdrawiam :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no jest w tym Colinie troch troski i opiekuńczości, chociaż głęboko to skrywa. Jedno, co mogę wyznać na pewno - sprawa rzeczywiście będzie zagmatwana Już na im dam popalić;D
      Dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
  52. Denerwuje mnie ten jej związek z Jacobem. Już pisałam kilka razy (ale lubię się powtarzać), ale dla mnie to taka kiepska relacja, bez polotu. Nie ma między nimi chemii, za to jest nadmiar zaufania, który graniczy z ignorancją. Wiele osób podchodzi do tematu na zasadzie "było, minęło", ale niestety kończy się to dramatycznie źle. Tylko czekam aż któreś z nich zrobi drugiego w konia. Tzn. ja wiem, że jako autor możesz zrobić tak, że oni faktycznie zostaną na koniec razem i będą szczęśliwi, ale ja tego nie kupuję ;p W związku powinno być trochę pasji, a tutaj odnoszę wrażenie, że oni za chwilę zaczną robić sweter na drutach, pierdzieć i rozmawiać o pogodzie.
    Ta laska w barze miała duże piersi i nie nosiła stanika? Fuj. To wygląda okropnie, niechlujnie i nieestetycznie. Chyba że ma sztuczne... może ma.
    Wiedziałam, że wrócą do tej sprawy, w końcu nie po to ją odkryli, żeby teraz olać temat. Teraz tylko czekam na rozwiązanie zagadki ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no swetra robić nie będą, a jeśli chodzi o pasję... no cóż, zobaczymy za jakiś czas;)
      Zależy co dla kogo znaczy 'duże' xD

      Dziękuję za komentarz ;*

      Usuń
  53. Ojej, ale to króciutkie było :o przynajmniej w porównaniu z poprzednimi ;D
    W ogóle zaczęłam czytać wczoraj późną nocą i pierwsze zdanie brzmiało "Choć powinna spać już od kilku godzin..." Także w 100% prawda :D
    A co do treści. Faktycznie mniej akcji, dość spokojnie, ale takie rozdziały też są bardzo potrzebne. Relacje między Catią a Jacobem są urocze. To ich pełne zaufanie do siebie, wsparcie widać na każdym kroku. Takie właśnie są dojrzałe związki. Mimo to wciąż podtrzymuję zdanie, że życie, w którym dwie najważniejsze role odgrywa dwóch facetów (o ironio, każdy z nich był/jest partnerem Catii) do łatwych nie należy i prędzej czy później pojawią się konflikty, trudne wybory i zawsze ktoś ucierpi, kogoś się zrani.
    Czyli jednak biorą śledztwo, hm. Colin mnie zaskoczył. Nie wiem, czy po prostu potrzebował czasu, żeby na spokojnie przetrawić argumenty Catii czy raczej miał konkretniejszy powód do zmiany decyzji. Wydawał mi się bardziej stanowczy, zdecydowany, jak już coś zaplanuje to to robi. A tu masz ci los, niespodzianka.
    I ta tajemnicza kelnerka w barze. Liz, Liz, Liz... Nie wiedzieć czemu od razu próbowałam ją do kogoś dopasować, z czymś połączyć (może ten detektywistyczny charakter powieści tak na mnie działa). Pomyślałam o tej kobiecie z prologu, bo tylko ona przyszła mi do głowy. Alysson. Tutaj mamy Lys. Pasowałoby. Mówiłaś, że w którymś momencie wydarzenia i ludzie z prologu złączą się z historią śledztwa C&C. Dlaczego to nie miałby być TEN moment? :D
    Dobra, już nie kombinuję. Moja teoria i tak kuleje, bo Alysson mówiła, że rozwodzi się z mężem, a Lys przyznała, że jej mąż zginął na wojnie.
    Ale starałam się! :(
    Tak czy inaczej właśnie zakończyłam rozdział numer dwa :) Przy najbliższej okazji nadrobię kolejne.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *Rany, nie Liz tylko Lys miało być oczywiście! ;)

      Usuń
    2. A masz rację, że prędzej czy później pojawią się konflikty. Zresztą, nie może tu być ciągle tak spokojnie! ;D Cóż z tego, że załatwiłam 10 osób w poprzednim rozdziale, i tak jest za spokojnie;D
      Nie chcę zbyt wiele mówić jeśli chodzi o Colina, ale on jeszcze nie raz zaskoczy. To mogę obiecać;)
      Alysson z prologu rzeczywiście wyznała, że się rozwodzi, ale to było 5 lat wcześniej. W prologu mamy datę 2009, tutaj jest 2014. A na wojnie zginął jej ukochany, niekoniecznie musiał być mężem;) Poza tym nigdy nie porzucaj swoich teorii, kto wie czy nie są prawdziwe? ;)

      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  54. Rozmyślania Catii, pełne refleksji bardzo mi się podobały. Dobrze jest czasem przystanąć i rozejrzeć się po otaczającej rzeczywistości.
    Jej rozmowa z Jacobem napisana super, widać jak bardzo blisko są ze sobą, very sweet!
    Colin podbił moje serce w tym rozdziale. Podobało mi się jego zachowanie w klubie (rycerskość jeszcze nie umarła, jak widać;)). No i pojawienie się Lys wygląda interesująco.
    Rozdział bardzo mnie wciągnął!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no jest w Colinie coś z rycerza;D Bardzo się cieszę, że się podobało! ;* I dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
  55. Witaj!

    Jako że w moim poprzednim komentarzu z niewiadomych przyczyn o tym nie wspomniałam, mówię to teraz: bardzo podoba mi się ustawiony tutaj szablon. Lubię takie, w których nie jest zbyt dużo nawalone i stawiam raczej na prostotę, więc Twój przypadł mi do gustu. Jednak mam taką jedną uwagę. Mam alergię na brak polskich znaków, więc poradziłabym, aby napis „Walczę i zwyciężę” jednak je posiadał. Moim zdaniem będzie to wyglądało nieco estetyczniej.
    Tak, ja to ja. Przyczepić się musiałam :D

    Okej, lecimy z treścią.

    Bardzo miło mi się czyta Twoje opisy. Wiem, mówiłam już to, ale to właśnie z nich składa się większość rozdziału, więc powiem to jeszcze raz.
    Przepraszam Cię bardzo, że mój komentarz nie będzie tak długi, jak zwykle, ale po prostu za cholerę nie wiem, jak skomentować sceny z wątkiem romantycznym.
    Powiem więc, że bardzo podoba mi się reakcja Colina w barze. I widzę, że zaiskrzyło między kelnerką/barmanką (nie zapamiętałam dokładnie). Bardzo dobrze, może wreszcie skończy się skakanie z kwiatka na kwiatek :3

    Ach, no i Jacob i Catherina. Wydaje mi się, że mimo tych wszystkich przeciwieństw, para bardzo dobrana. Choć nie żywię do Jake'a jakichś wielce pozytywnych uczuć, to jego postać mogę ocenić na „w porządku”.

    No i znowu denerwujący mnie Martinez. Przecież czas badań laboratoryjnych nie zależy od policjantów, a nawet nie od samych naukowców! Na same badania DNA czasem czeka się miesiąc albo i dłużej. Ale taka postać, co zrobisz, nic nie zrobisz :/

    I cieszę się, że Colin jednak chce wziąć tą sprawę. Czuję, że niedługo akcja nabierze tempa!

    Aż mi głupio publikować taki krótki komentarz (zwykle Ci tutaj publikuję wypracowania na dwa komentarze) ale zwyczajnie nie wiem, co napisać. Wybacz mi :(

    Rozdział mi się podobał, bo choć taki „o niczym”, to bardzo przyjemny do czytania.
    Pozdrawiam cieplutko :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy tu wpadłaś i pisałaś o szablonie, to ja nadal nad nim pracowałam, a napis w ogóle zniknął w ostatecznej wersji. także problem braku polskich znaków rozwiązał się sam;D
      Ja też stawiam na prostotę, bo moim zdaniem do WiZ nie pasuje masa tekstur, świecidełek i innych tego typu rzeczy. Jakoś kłóciłoby mi się to z tematyką ;D

      Ej, czemu Ci głupio?! :D Przecież ja nie oczekuję zawsze epopei na dwa komentarze albo więcej. Dla mnie najważniejsze, że przeczytałaś! ;) Raz można napisać więcej, raz mniej - normalna sprawa. Także ja nie mam Ci czego wybaczać. Nawet nie pomyślałabym, żeby mieć do tego jakieś 'ale', naprawdę ;D

      Bardzo dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
  56. Hm, faktycznie nie za wiele się działo. Trochę nudny ten rozdział ;) Zastanawia mnie ta kelnerka, poznana przez Colina. Wydaje mi się, że będzie kimś ważnym. Lys... Kojarzy mi się z tą babką z prologu, Alysson, czy jak jej tam było :D

    Pozdrawiam,
    ellain.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie w każdym może się coś dziać ;) Takie również będą się pojawiać.
      Dziękuję za komentarz ;*

      Usuń
  57. Rozdział fajny, taki luźniejszy i na chwilę oderwałam się od wątku kryminalnego, który zaczyna nam się tutaj kreować. :D
    Podobał mi się Colin w tym barze. Zachował się profesjonalnie.
    I chociaż w rozdziale nie wiele się działo, to mi się podobało. Nie zawsze musi lać się krew przecież. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wreszcie główny kryminalny wątek zaczyna się rozwijać :D Cieszę się, że się podobało ;)
      Bardzo dziękuję za komentarz ;*

      Usuń

Nie toleruję spamu pod rozdziałami! Bez względu na to czy jesteś autorką opowiadania, ocenialni, szabloniarni... ze spamem idź do spamu!