4 marca 2016

"Walczę i zwyciężę" Rozdział 6 (1)

6




W departamencie spędzała kolejne minuty, a nowe informacje o Colinie nie napływały. Komendant przybył na miejsce od razu po otrzymaniu zawiadomienia o pojawieniu się auta Muneza. Uważał, że porucznicy dobrze zrobili, udając się w pościg za podejrzanym samochodem. Nie należał do osób, które unikają niebezpieczeństwa. Uważał, że jeśli ktoś decyduje się na pracę w policji, a tym bardziej w wydziale kryminalnym, musi być przygotowany na ryzykowanie życia. Choć nie okazywał niepokoju otwarcie, on również niecierpliwie czekał na wieści o swoim podwładnym. 
Gdy przekroczył próg gabinetu C&C, Catherina momentalnie podniosła się do pozycji stojącej i spojrzała na niego ze strachem.
— Wiadomo coś? — zapytała.
Pokręcił przecząco głową, po czym przysiadł na biurku porucznika. Morgan bezsilnie opadła na fotel i przymknęła oczy.
— Powinnaś wziąć coś na uspokojenie, kiepsko wyglądasz — stwierdził.
W normalnej sytuacji nie potrafiłaby opanować zdumienia, że znienawidzony komendant przejął się jej stanem. Teraz nie zwróciła uwagi na te słowa. 
— Nic mi nie jest — rzuciła szybko.
— Jesteś blada jak ściana, idź do domu. 
— I myśli pan, że w domu będę się martwić mniej!? — uniosła głos, a zaraz potem cicho przeprosiła za swoje zachowanie. Nie chował urazy.
— Nie zapominaj, czym jedzie Colin. Mógłby się rozwalić we wszystkim, ale nie w swoim ukochanym Dodge'u. Wróci tu w całości, bo to Colin. Colin Pieprzony Farciarz. 
Uśmiechnął się lekko, po czym wyszedł z gabinetu. Choć jego słowa nie brzmiały, jak typowe pocieszenie, Catherina poczuła się lepiej. Colin rzeczywiście miał w życiu niesamowite szczęście. Wierzyła, że tak będzie i tym razem. 
Mimo to bała się. Paniczny strach pętał jej ciało, gdy tylko pomyślała, że Bonnet może nie wyjść cało z tego pościgu. Mijały kolejne minuty, a on nadal nie łączył się z dyżurnym i nie dał znaku życia. Makabryczne obrazy przelatywały przez głowę Catheriny, tworząc w niej istne spustoszenie. Co, jeśli Colin uderzył w jakiś budynek, drzewo, słup i dlatego nie ma z nim żadnego kontaktu? Co, jeśli jego samochód złożył się gdzieś jak harmonijka, pod wpływem nadmiernej prędkości? Co, jeśli mimo pewności siebie i doświadczenia w służbie, został wpędzony w śmiertelną pułapkę?
Odchodziła od zmysłów. Wędrowała w kółko po pokoju, ciągle czekając na chociażby jeden mały znak od Colina, ale ich nie dostawała. Piła kawę za kawą, żeby zająć czymś ręce, mimo że nie mogła narzekać na senność. Była zmęczona, źle się czuła, ale za nic w świecie nie potrafiłaby teraz usnąć.
Zapomniała o wszystkim. O wiadomościach od Jacoba, o późnej godzinie, a nawet o dziwnym zachowaniu Colina z ostatnich dni. Liczyło się tylko to, co dobre. Jak ćwiczyli razem na Crown Nets, jak zawsze mogła na niego liczyć, jak wychodzili w środku nocy, by napić się piwa w ulubionej knajpce i nigdy nie kończyły im się tematy do rozmów. Jak Colin pomagał jej na początku służby i starał  się przekonać, że wcale nie jest takim kobieciarzem, za jakiego ma go cały departament, jak kaleczył śpiewem piosenki, jadąc na kolejne wezwanie.
Uświadomiła sobie, że jej życie bez niego byłoby puste, pozbawione barw. W ciągu trzydziestu lat swojej egzystencji miała tylko trzy osoby, na które tak naprawdę mogła liczyć — tatę, Jacoba i Colina. Ojciec zginął na służbie, a Colin był tego bliski. Nie chciała nawet myśleć, jak będzie się czuć, jeśli Bonnetowi naprawdę stanie się coś złego.
Dlatego, gdy zobaczyła go w drzwiach gabinetu całego i zdrowego, nie potrafiła ukryć łez szczęścia i targających nią emocji. Od razu podbiegła do porucznika i rzuciła mu się na szyję. Wiedziała, że zachowuje się nieprofesjonalnie i powinna być twarda, ale w tej sytuacji nie umiała oddzielić spraw zawodowych od prywatnych. Bo Colin zawsze był dla niej bardziej prywatny niż zawodowy.
— Hej, spokojnie, nic mi nie jest — powiedział z lekkim uśmiechem.
Nie potrafił odrzucić bliskości Catheriny. Chłonął ją, choć wiedział, że nie powinien.
— Tak się bałam! Czemu nie dałeś znać, że już koniec? Złapałeś ich?
— Spieprzyli mi... — wyznał, po czym wyraźnie zmarkotniał.
Odsunął się od Catheriny i podszedł do okna. Nie musiała pytać, by wiedzieć, że odbierał to jako osobistą porażkę.
— Trudno... Dorwiemy ich innym razem.
— Nie, nie dorwiemy. Drugi raz się tak nie wystawią. To był zwykły pokaz sił, zwykły teatrzyk, ale gdyby udało mi się ich złapać, to to mogłoby się wreszcie skończyć!
— Colin, spokojnie...
— Co z tą kobietą?
— Jest operowana, na razie nic nie wiemy. Trzeba czekać.
— No właśnie, sama widzisz. Zaczynają ginąć niewinni ludzie! Następnym razem wjadą w wycieczkę szkolną albo wysadzą metro — krzyknął. Wyraźnie nie radził sobie z emocjami. — Równie dobrze mogą teraz mordować inne osiedle, a my nic z tym nie robimy!
— Przecież się staramy! Nie wszystko da się przeskoczyć. Robimy, co w naszej mocy. Prawie bez przerwy siedzimy w tym departamencie, całymi dniami zajmujemy się tylko tą sprawą. Robimy o wiele więcej, niż powinniśmy, rezygnujemy z wolnych dni, rezygnujemy z odpoczynku, ze swojego życia. Nie jesteśmy niczemu winni, Colin! Nie obwiniaj się!
— Nie, Catia. Robimy za mało. O wiele za mało!
— Robimy, co w naszej mocy! — rzuciła ostro, zmuszając partnera, by spojrzał jej w oczy. Zrobił to, ale potem bardzo szybko spuścił wzrok. — To dlatego taki jesteś? Dlatego się zmieniłeś?
— Nie zmieniłem się.
— Nie mam już siły, Colin! — wyznała, po czym usiadła przy biurku, oparła na nim łokcie i ukryła twarz w dłoniach. Była zmęczona. Piekielnie zmęczona. — Ja też już mam tego wszystkiego dość! Ja też jestem totalnie wyczerpana, też odczuwam ciągłe wahania nastroju, też mnie to wszystko wkurza i martwi!
Milczał.
— Odsunąłeś mnie. Z dnia na dzień stałeś się oschły, a ja nie jestem w stanie tego zrozumieć. Kiedyś już dawno siedzielibyśmy w barze i poprawiali sobie humor głupimi rozmowami. Brakuje mi tego, tej naszej beztroski, wzajemnej pomocy. To mi pozwalało normalnie funkcjonować, nie załamywać się i nie brać wszystkiego tak mocno do siebie. Chce wiedzieć, co się zmieniło. Chcę wiedzieć, rozumiesz Colin?!
W ciągłym milczeniu wpatrywał się w panoramę miasta. Wielkie okno dawało możliwość dokładnej obserwacji całej metropolii. Patrzył na wielkie budowle, wysokie wieżowce i ruch na ulicach. Wszystko, żeby tylko nie musieć odpowiedzieć na zadawane pytania. Wszystko, żeby przeciągnąć poważną rozmowę, jak najdłużej w czasie.
 — Poznałem kogoś — wyjawił w końcu.
Takiej odpowiedzi Morgan z pewnością się nie spodziewała. Zamilkła i z zaskoczeniem zerkała na przyjaciela. Chyba przywykła już do myśli, że ten wieczny kawaler nie szuka miłości i raczej nie zamierza się angażować. Opowiadał o wielu swoich kobietach i żadnej przed nią nie ukrywał. Poza tym nawet jeśli z kimś się spotykał, nigdy nie wpływało to na relacje jego i Catheriny. Aż do teraz.
— I co to ma wspólnego z nami?
— To, że muszę się wreszcie ogarnąć, ustatkować. Nie mogę biegać po barach w towarzystwie innych kobiet... Chcę sobie ułożyć życie, Catia. Poświęcić jej czas i uwagę, na którą zasługuje.
Te słowa zabolały ją bardziej, niż przypuszczała.
— Nadal nie rozumiem. Czy według ciebie ustatkowanie się, oznacza odcięcie od innych ludzi?
— Nie, ale akurat w tym przypadku tak to może wyglądać.
— Aha, więc nie umiesz być z nią i równocześnie utrzymywać starej relacji ze mną, tak? O to chodzi? Jakoś, gdy ja poznałam Jacoba, potrafiłam go przyzwyczaić do myśli, że jest w moim życiu inny ważny facet. Potrafiłam pogodzić związek z nim i przyjaźń z tobą.
— To, że ty potrafiłaś, nie znaczy, że ja też potrafię.
— Co chcesz przez to powiedzieć?
Bała się odpowiedzi, ale chciała ją wreszcie poznać. Chciała wiedzieć, na czym stoi.
— Nie wiem, jak to ująć...
— Chcesz przekreślić siedem lat naszej znajomości ot tak, o to chodzi?
Starała się zachować spokój, jednak z każdy słowem stawało się to coraz trudniejsze. 
— Przepraszam Cat... — szepnął, po czym ponownie utkwił wzrok w szybie. Nie chciał patrzeć na Catherinę. Nie chciał myśleć, że właśnie zniszczył wszystko, na co pracowali lata. Wiedział, że odrzucił osobę, która zawsze przy nim była i niejedno mogłaby dla niego poświęcić.
— To się nie dzieje naprawdę... — prychnęła, po czym złapała się za głowę. — Serio tylko tyle masz mi do powiedzenia?! Przepraszam? 
— Co mam jeszcze zrobić?! Znajdziesz innego przyjaciela, na świecie jest mnóstwo facetów. Ja muszę wreszcie spróbować żyć inaczej, Catia. Nie zrobię tego, tkwiąc cały czas w jednym schemacie!
— Więc przyjaźń ze mną to dla ciebie jakiś schemat!? — Nie wierzyła w to, co usłyszała. Nie wierzyła, że Colin naprawdę może myśleć w ten sposób. 
— W pewnym sensie tak. Najwyższy czas trochę przystopować...
Nie potrafiła dłużej tego słuchać. Nie przypuszczała, że najlepszy kumpel będzie kiedyś w stanie zachować się w ten sposób. I choć pragnęła, by cofnął wszystko, co powiedział, miała swój honor i dumę. A one nie pozwalały prosić się o przyjaźń. 
— Spójrz na mnie — rozkazała. Nie zareagował.  Spójrz na mnie, do cholery!
Uniósł głowę, spojrzał jej w oczy i poczuł się podle.
— Jesteś, byłeś i będziesz szują, Colin — syknęła przez zaciśnięte zęby, po czym wyszła, trzaskając drzwiami. 
Mężczyzna złapał się za głowę i nerwowo szarpnął za włosy. Potem chwycił wazon stojący na szafce i z dzikim wrzaskiem rzucił nim o ścianę. Kawałki porcelany spadły na podłogę wraz z kodeksami i poradnikami, o które zahaczyły. Porucznik w ogóle nie przejął się bałaganem. Usiadł w kącie pod wielkim oknem, oparł głowę o ścianę i zamknął oczy. 

*


Gdy stanęła przed drzwiami swojego mieszkania, wcale nie czuła ulgi związanej z zakończeniem pracy. Była zmęczona, ociężała i zniechęcona do wszystkiego. Mimowolnie już po raz tysięczny analizowała w głowie przebieg dzisiejszego dnia, a to tylko wzmagało jej podły nastrój. Nie potrafiła przestać się zadręczać, choć czuła, że bardzo niewiele brakuje, by kompletnie się załamała.
Kręcąc kluczem w zamku, marzyła tylko o tym, by zasnąć i obudzić się, gdy wszystko będzie już prostsze.  Jednak nawet teraz nie było jej dane odetchnąć po męczącym dniu. Zauważyła bowiem, że jej drzwi wcale nie są zamknięte. Szybko przeanalizowała przebieg dzisiejszego poranka i upewniła się, że na pewno przekręcała klucz, wychodząc do pracy. 
Serce momentalnie podskoczyło jej do gardła, a wydarzenia ostatnich dni sprawiły, że zalała ją fala przerażenia. Ktoś dostał się do jej domu! To nie mógł być Jacob, bo wracał dopiero za dwa dni. Pierwsza przyszła jej do głowy myśl, że to sprawcy krwawej masakry przyszli, by coś na niej wymusić. Przez moment nie wiedziała, co robić. Nawiedzały ją same najczarniejsze myśli, ale nie zamierzała stać na klatce schodowej w nieskończoność. Wyjęła broń, odbezpieczyła, odetchnęła głośno, a potem weszła do środka.
Po mieszkaniu przesuwała się ostrożnie i prawie bezszelestnie. Istotne ułatwienie stanowił w tej sytuacji fakt, że doskonale znała rozmieszczenie pomieszczeń i mebli. Wiedziała, gdzie mógłby się skryć ewentualny napastnik, a na które miejsca nie musi zwracać uwagi.
Było cicho. Może nawet zbyt cicho. Wydawało się, że mieszkanie jest puste, ale mocny cytrusowy zapach zdradzał obecność nieproszonego gościa. Catherina nie używała tego typu perfum ani odświeżaczy powietrza, dlatego od razu zorientowała się, że ktoś w tym mieszkaniu przebywał.
Najpierw postanowiła udać się do salonu, ponieważ był najbliżej. Przesuwając się wolno, wzdłuż ściany, zaczęła coraz wyraźniej dostrzegać niewielkie światełko, które z niego biło, a tajemniczy zapach stawał się coraz silniejszy. Im bliżej futryny podchodziła, tym jej strach i adrenalina wzrastały. I to do kolosalnych rozmiarów, bo cena za ciekawość i brawurę mogła być naprawdę wysoka. W końcu postanowiła zmierzyć się z problemem twarzą w twarz. Mocniej ścisnęła broń i szybkim susem stanęła na środku salonu.
Spodziewała się zobaczyć jakichś nieznajomych mężczyzn siedzących na kanapie w ciemnych strojach i cierpliwie czekających, aż ich ofiara zjawi się na miejscu. Wyobraźnia podsuwała jej pomysły rodem z filmów akcji lub horrorów, a nie rozważyła najbardziej prawdopodobnej i oczywistej opcji.
Okrągły stoliczek z białego drewna został przystrojony jasnym obrusem, który Catherina widziała na oczy po raz pierwszy. Na nim, w pozłacanych świecznikach, stały dwie wysokie świece, rozświetlające cały pokój. Obok nich znajdowały się dwa talerze, dwie pary sztućców i niewielki bukiet róż, stojący w wazonie. W małym wiaderku z lodem chłodził się szampan, a całość kompozycji przystrojona została czerwonymi kwiatowymi płatkami. Wśród tych wszystkich romantycznych szczegółów dostrzec można było jeszcze coś — czerwone prostokątne pudełeczko z kokardką — które stało na jednym z talerzy. A na kanapie, obok stolika, spał Jacob.
Catherina przez dłuższą chwilę wpatrywała się w to wszystko z przejęciem i dopiero po czasie zorientowała się, że nadal trzyma w ręce broń. Poczuła, jak wszystkie złe emocje kumulują się w jednym miejscu, powodując łzy pod powiekami i piekielne uczucie bólu. Oparła się o ścianę i z trudem łapała powietrze. Przez moment w ogóle nie mogła się uspokoić. Wszystko wewnątrz niej buzowało, a natłok różnorodnych uczuć doprowadzał do szału.
Patrząc na cudownie przystrojony stolik, ogarnęło ją ogromne rozczulenie i przyjemność, ale myśląc o niebezpieczeństwie, jakie mogło jej grozić — cała drżała. Nie potrafiła odetchnąć, choć sytuacja okazała się wspaniałą niespodzianką, a nie kolejną krwawą rzezią. Czuła, że powinna podejść do Jacoba i obudzić go pocałunkiem, podziękować za cudowną niespodziankę i spędzić resztę nocy w jego towarzystwie. Zasługiwał na to. Od dwóch tygodni ich kontakt praktycznie nie istniał, a ona świadomie przeniosła się do innego świata. Przed wyjazdem ukochanego nie miała pojęcia, czy zdoła przetrwać te dwa tygodnie rozłąki, potem uświadomiła sobie, że ogromnie go potrzebuje i tęskni, a teraz — gdy wreszcie wrócił — nie potrafiła nawet podejść i się przytulić. Kupił kwiaty, jakiś prezent w małym pudełeczku, cudownie przystroił stół, a w kuchni zapewne stygły przepyszne, własnoręcznie zrobione, dania. Zasłużył na słowo podziękowania i poświęcenie mu kilku cennych chwil.
Chciała. Naprawdę chciała to zrobić, ale nie umiała. Wszystkie problemy, obawy i emocje ostatnich dni były tak realne, że skutecznie odsuwały ją od chęci czułości i bliskości z ukochaną osobą. I im dłużej patrzyła na ten romantyczny obrazek, tym więcej łez spływało jej po policzku.
Ostatecznie, Jacob spędził całą noc na kanapie, a Catherina na parapecie w sypialni. Towarzyszyła jej najlepsza przyjaciółka, którą od pewnego czasu stała się butelka półwytrawnego wina. Przepłakała całą noc. Myślała o wszystkim. O swoim życiu, o związku z Jacobem, o przykrościach, jakie sprawił jej Colin i sprawie Forest Hill. Zrozumiała, że jej życie zaczyna się sypać. Straciła przyjaciela, prawie zginęła podczas ryzykownego pościgu, a jej umysł bez przerwy zaprzątało tylko prowadzone śledztwo. Zastanowiła się, ile razy podczas tych dwóch tygodni pomyślała o czymś innym niż dochodzenie. Ile razy pomyślała o Jacobie, ślubie albo zwykłych zakupach czy posprzątaniu domu.
Odpowiedź wprawiła ją w osłupienie.

*

Choć samotności miała ostatnio pod dostatkiem, potrzebowała jeszcze chwili na przemyślenie kilku spraw. Wiedziała, że ostro nadwyręża cierpliwość i tolerancję Jacoba, ale w tym momencie nie widziała dla siebie lepszego rozwiązania.
Z samego rana, po zaledwie trzech godzinach snu, chwyciła do ręki torbę ze sprzętem bokserskim i pojechała metrem na Crown Nets. Czuła, że wypity alkohol nadal buzuje w jej żyłach, ale nie zamierzała zwracać na to uwagi. Na bolącą głowę i wyrzuty sumienia również. Otworzyła kluczem starą kłódkę, potem odrapane drzwi, po czym ze smutkiem rozejrzała się po wnętrzu sali. Od jej poprzedniej wizyty nic się tutaj nie zmieniło. Pojedynczy worek nadal wisiał pod sufitem, kilka nieciężkich hantli stało pod ścianą, a przez wysoko osadzone okna wpadały jasne promienie słońca. Catherina westchnęła ciężko, po czym przesunęła się w głąb pomieszczenia. Każdy ruch roznosił się echem, po całej powierzchni, a wszechogarniająca cisza sprzyjała przemyśleniom.
Z uśmiechem wspomniała, jak kilkanaście lat temu stawiała tu swoje pierwsze bokserskie kroki. Jak obrywała od starszych chłopaków i wysłuchiwała ich przeprosin. Jak śmiała się za każdym razem, gdy przerażony sparingpartner uświadamiał sobie, że przywalił kobiecie. Morgan chciała być traktowana na równi z mężczyznami. Nie poddawała się, walczyła i nie uciekała z płaczem do domu, gdy ktoś uderzył ją za mocno.
 Matka Catheriny zmarła przy porodzie. Ojciec starał się wychować córkę na silną, niezależną kobietę, która bez problemu poradzi sobie w dorosłym życiu. Zamiast do zoo czy wesołego miasteczka zabierał małą Catię do parku linowego i na strzelnicę. Z dumą patrzył, jak z każdym kolejnym takim wypadem stawała się zwinniejsza, sprytniejsza, a jej strzały coraz celniejsze.
Gdy zaczęła wyrastać na chłopczycę, nie miał nic przeciwko. Cieszył się, że z chęcią ogląda z nim mecze, pijąc piwo, że interesuje się wszystkim, co związane z prawem i kryminalistyką i że jej największa pasja to sporty walki. Dlatego gdy pewnego dnia zakomunikowała, że idzie w jego ślady — nie posiadał się z radości.
Gregor Martinez był bowiem Komendantem Departamentu Policji Silent Glade. Stał wtedy w hierarchii nad Martinezem i okropnie go gnębił. Brak akceptacji pokazywał mu na każdym kroku, bo uważał, że nie jest to osoba godna zaufania i stanowiska, jakie zajmuje. Martineza nigdy nie lubiano, a uraz do komendanta, przeniósł się potem na jego córkę.
Gdy Morgan został śmiertelnie postrzelony podczas jednej z akcji, Catia została kompletnie sama. Bez rodziny, bez przyjaciół, bez partnera przy boku i z Martinezem, który automatycznie zajął posadę komendanta. Nie było łatwo pozbierać się po tej tragedii, ale z czasem stanęła na nogi, odbudowała swoją psychikę i przysięgła, że od tej pory nic i nikt nie będzie w stanie jej złamać.
Nie traciła czasu. Szybko ubrała strój, który składał się z krótkich spodenek i koszulki na ramiączkach, po czym zawiązała na dłoniach owijki. Założyła rękawice, a ochraniacz na szczękę rzuciła w kąt. Nie było z nią Colina, więc wszelkie zabezpieczenia mogła sobie darować.
Uderzała w worek z wielką agresją. Chciała się wyżyć, zrzucić z siebie wszystkie złe emocje i pozbyć stresu. Równie dobrze, mogła zrobić to w mieszkaniu, w końcu jeden pokój poświęciła na siłownię, ale Crown Nets miało swoją moc. Działało na nią w inny sposób niż wszystkie znane miejsca. Odbierało siły fizyczne, ale leczyło psychikę. Znało jej słabe strony, dawało spokój i czas na przemyślenia oraz — co ważne — pokazywało, jak bardzo zmieniła się na przestrzeni lat. 
Za każdym razem, gdy przypominała sobie o swoich porażkach, cierpieniach i trudach, worek przyjmował serie mocnych prostych lub sierpowych, a głośne uderzenia roznosiły się echem w przestrzeni. Seria za pościg, seria za Colina, seria za niespełnione marzenia i złe wybory. Seria za niewłaściwie ulokowane uczucia i zbyt częste lekceważenie Jacoba. Seria za uleganie strachowi i utraty sił. Seria za wrażliwość, tkliwość i wreszcie — seria za fałszywych przyjaciół, którzy nie zasługują na zaufanie.
Na moment opadła z sił, więc postanowiła zrobić krótką przerwę na napicie się wody i odetchnięcie. Czuła pot spływający po czole i ciele, ale uwielbiała to uczucie. W trakcie przerwy usłyszała także dźwięk swojego telefonu. Domyślała się, że to wiadomość albo od zdenerwowanego Jacoba, albo C&L, wzywających ją do departamentu. Chwyciła do ręki telefon, a potem przez dłuższy czas wpatrywała się w niego z przejęciem. Jej wzrok gorączkowo błądził od jednej strony do drugiej, choć treść zawierała tylko dwa słowa...

Wiadomość od: nieznany
Wycofaj się. 


Nie wiedziałam kiedy będzie rozdział, trochę w tej kwestii mąciłam, ale dziś poczułam, że mam dość poprawiania pracy dyplomowej i czas wreszcie zająć się czymś innym. Poprawiłam rozdział i oto jest!

Domyślam się, że będzie teraz mnóstwo bluzgów na Colina i wcale się nie dziwię xD Nie ukrywam, że jestem mega ciekawa waszych opinii. A co na temat Catheriny? Już widzę te komentarze, w których piszecie, że jest beznadziejna, bo znowu olewa Jacoba, znowu praca na pierwszym miejscu itp. Ok, ale pomyślcie też, jak wy zachowalibyście się na jej miejscu i czy nie przeżyła tego dnia wystarczająco dużo, by mieć wszystkiego dość. Czekam na opinie!

No i tajemniczy anonim... hihi, będzie się działo!

A, wiem, że było sporo opisów, ale to jest ważne. Ten motyw walki, siły, boksu, podnoszenia się po porażkach. W końcu to "Walczę i zwyciężę".

Dla Shany


111 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Hej, hej :* Jestem i ja :D W tym jakże cudownym dniu XD (nie żeby był taki jak wszystkie, no ale...xd).
      Colin pieprzony farciarz XD Padłam trupem jak to usłyszałam, ale zaraz się zgasiłam przez te opisy. Catia się martwiła?! Ja się do cholery martwiłam i niemalże włosy sobie wydzierałam z tych nerwów. Też bałam się o Colina! No a ten Martinez wcale jakiś zbytnio pocieszający nie był, ani nie wyglądał na takiego, który miałby się przejąć stratą jednego ze swoich. No jakoś odbieram go jako zimnego drania, a nawet gorzej ale nie chcę go tu publicznie obrażać :P
      COLIN ŻYJE!!!! Kamień z serca, a nawet płyta z ołowiu! <3 Po tej naszej ostatniej krótkiej rozmowie, w tym rozdziale niemalże ryczałam, kiedy Catia tak się o niego martwiła. No prawie mi łzy pociekły! A później to taki oddech ulgi, jezu on żyje! (Tak, nie zabiła go xD).
      A no i cieszę się, że Catia w końcu powiedziała co jej leży na sercu :D NOSZ KURWA JEGO MAĆ! (Wybacz nie ocenzurowałam) Do cholery! To ja tu ryczę za nim i się przejmuję jakbym jego matką była, a on tak sobie odrzuca Catie?! Kobieto dlaczego ty doprowadzasz mnie do stanu gdzie emocje biorą nade mną górę?! XD Nie wiem czy mam nienawidzić Colina, czy go kochać, ale przeszkadza mi jego dziewczyna xD Myślałam, że po tym wszystkim wyzna Cati prawdę! A tu bleeeeee! Odnoszę nawet wrażenie, że (to nie musi być zgodne z prawdą) znalazł sobie tamtą kobietę, żeby zapomnieć o Cati, dlatego, że już wkrótce nie będzie jego! Znaczy się od dawna nie jest jego... ale wiesz o co mi chodzi xD
      O matko, matko. Teraz to nie wiem co myśleć o Catii :x Trochę przykre było to, że Jacob wrócił wcześniej i przygotował wszystko perfekcyjnie i z uczuciem i tym romantyzmem, a Catia nie obudziła go. Z drugiej jednak strony... widać, że buzowały w niej emocje, więc nie wiem czy dobrym rozwiązaniem byłoby psuć chwilę płaczem. No szczerze to nie wiem xD
      Chciałam ci na koniec powiedzieć, że oglądałam Deadpoola i cały czas jak występowała tam Gina, to ciągle nazywałam ją Catia XD Tak mi już jej obraz utkwił w pamięci, że teraz wszędzie będzie dla mnie Catią xD
      Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :* Życzę dużo weny i pozdrawiam gorąco :*
      PS: Wybacz moją chaotyczność xD

      Usuń
    2. Nie chciałam zrobić z Martineza jakiegoś szefa do rany przyłóż, skoro wcześniej był niezłym draniem. Sam fakt, że przyszedł i jakoś tam (w swoim stylu) pocieszył, myślę, że już jest wystarczającą zmianą w jego zachowaniu;D
      Wcale się nie dziwię, że cię Colin wkurzył. Jakby teraz wyznał Catherinie prawdę to byłoby za prosto;D Jeszcze trochę namieszam, ale już niedużo. Przysięgam xD
      A ja nie oglądałam Deadpoola;/ Muszę się kiedyś zebrać i obejrzeć jakieś filmy z Camem i Giną. Chodź na seans;D

      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
    3. Oj nie wyszedł na takiego xD Zresztą, to by było dziwne, gdyby nagle zaczął pocieszać Catię i mówić teksty typu ,,wszystko będzie okej, na pewno wróci" Cud, że w ogóle coś powiedział XD
      Zacieram rączki na to wyznanie :D Teraz to ja go nazwę Colin pieprzony mieszacz uczuć XD
      Pozdrawiam :*

      Usuń
    4. A no właśnie;D Aż takim drastycznym zmianom w zachowaniu mówię stanowcze: nie :D
      Hihi, zacieraj zacieraj ;D Ja już się nie mogę doczekać jak ten rozdział opublikuję xD

      Usuń
    5. To jest największa radość :D Kiedy cieszysz się z własnego rozdziału, a głównie z tego, że dzielisz się nim z czytelnikami :D
      Oj czekam czekam :D

      Usuń
    6. No nie? Emocje nie do zastąpienia;D

      Usuń
  2. Tak myślę, że sobie wpadnę na Twojego bloga, a tu nowy rozdział. Zjeżdżam w dół, aby przeczytać, co tam pod spodem napisałaś. Myślę:"przeczytam później". Jednak oniemiałam z dedykacji ;D. Także stwierdziłam, że przeczytam teraz ;p. Moim zdaniem czasem warto zrobić sobie przerwę od pracy, bo ona pomaga, a przy okazji mogłaś dodać nowy rozdział ;p. Muszę przyznać, że naprawdę zmienił się Twój styl pisania i w sumie czyta się jak książkę, także gratuluję :).
    Jeżeli chodzi o Colina. Wiesz dobrze, jakie ja mam zdanie o przyjaźni. Nie wiem czy wiesz, jakie mam na temat tego, że ktoś zostawia przyjaciela dla partnera. Normalnie powiedziałabym, że to błąd, bo nawet najgorętszym kochankom potrzeba wytchnienia. Jednak zważając na to, że Colin kocha Catię, to chce się od niej odciąć, aby w końcu nie cierpieć. To trochę usprawiedliwia jego zachowanie. Jednak to, że kiedyś zostawił ją dla innej, to jednak wciąż leci na jego minusową stronę. Można być niedorosłym do stałego związku, ale jak chce się zacząć coś zmieniać, to nie psuje się innych rzeczy przy okazji. Jednego jestem pewna:będzie tego żałował. Odnośnie Catii i jej zapracowania. Miała trudny dzień i ja rozumiem jej potrzeby samotności. Czasem ma się chęć pomyśleć nad czymś samemu, a nie z ukochaną osobą. Jeżeli wróci tuż po treningu do domu, to byłoby w porządku. Przecież śpiący Jacob pewnie nie byłby w najlepszej formie do oświadczyn. Poza tym po nocy pełnej emocji, pewnie wolałaby spędzić z nim czas i skupić się na ślubie, niż przeżywać dzień. Także ja rozumiem jej postępowanie. Ale może jestem nieczułą istotą czy coś. Co do tajemniczego anonima, to nie wiem, kto to jest, ale pewnie ktoś z tych zabójców. Ewentualnie "krecik", który ma takie zadanie. "Fala zbrodni" nauczyła mnie podejrzewać o "krecikowanie" przyjaciół głównych bohaterów. Colin na celowniku.

    "Tak bardzo cie tym uraziłam, że przez ostatnie dni ani raz normalnie ze mną nie porozmawiałeś?" - "cię"

    ". Spodziewała się zobaczyć jakiś nieznajomych mężczyzn siedzących na kanapie w ciemnych strojach i cierpliwie czekających, aż ich ofiara zjawi się na miejscu." - "jakichś"

    Przed "ani" nie stawia się przecinka o ile nie jest użyte kolejny raz. Nie wiem czy o tym wiesz, ale wiedzy nigdy za dużo :D

    Pozdrawiam i dziękuję za dedykacje, ale nie ja lubię przyjaźń, a nie jej rozpadek ;p,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *Pozdrawiam i dziękuję za dedykacje, ale ja lubię przyjaźń, a nie jej rozpadek ;p

      Usuń
    2. Oj wiem, że lubisz te szczęśliwe przyjaźnie, a nie ich rozpady, ale jeszcze nie raz zadedykuję ci rozdział ;)
      Bardzo się cieszę, że ten mój styl się tak zmienił. "Jak książkę" <3 Jeeej, ale mi miłoo!

      No proszę, myślałam, że bardziej zjedziesz Colina. Ale tak, też sądzę, że to uczucie do Catheriny trochę go usprawiedliwia. Trochę :D
      A jeśli chodzi o to pudełeczko, które stało na stole, to wcale nie chodziło o oświadczyny. Catherina JUŻ jest narzeczoną Jacoba, więc to mógł być jakiś naszyjnik, bransoletka, inny pierścionek, ale nie zaręczyny, bo to już było.

      Kurde no muszę obejrzeć tę „Falę zbrodni”! Jak mam czas to zapominam, a coś czuję, że to mogłoby być pomocne.
      Dziękuję za wytknięcie błędów i komentarz ;*

      Usuń
    3. Właśnie nie wiem jak to jest z tym, bo w Simsach (śmiech), jeszcze raz sobie dają pierścionek. Znaczy w sumie obrączkę i bardziej o to podejrzewałam, bo wiem, że są narzeczonymi. Tylko właśnie różnie bywa z tym "po". Niektórzy normalnie ustalają, a inni, jakby jeszcze raz się upewniają. No i właśnie wiedziałam, że to słowo "oświadczyny" będzie złe, ale nie umiałam nic znaleźć na zamianę.

      Ja się rozkręcę :D. Będzie tak jak u Monii, w każdym komentarzu zjazd za zwaloną przyjaźń :D. Ja po prostu wiem, że on będzie żałował ;P. I nie wiem czy będzie umiał wytrwać w swoim postanowieniu.

      Polecam obejrzeć, bo choć ja jestem okropny śpioch, to choć jeden odcinek trwa godzinę, to nie nudzę się na nim ani chwili. Może i by było pomocne ;P.

      Usuń
    4. Jak jeszcze raz dają pierścionek?:D Raz pierścionek, a potem to już obrączka. Przynajmniej z tego, co pamiętam, bo dawno już w Simsy nie grałam. Haha;D
      Oczywiście, że będzie żałował xD Nie przeczę ;D

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Oto jestem! W końcu się zebrałam żeby po raz drugi napisać ci komentarz (za pierwszym razem mi się kuźwa usunął) choć i tak jest lepiej, niż ostatnio, bo z mniejszym opóźnieniem xD
      Nie rozwodząc się, przejdę do rzeczy:
      Po pierwsze, to całkowicie rozumiem to zdenerwowanie Catii, bo sama prawie poobgryzałam paznokcie, lecąc jak głupia po tekście, byleby tylko się przekonać, że Colin żyje i jest cały i zdrowy. Jej na nim zależało, wiedziała, do czego jest zdolny i że w swoim samochodzie jest szalony. Że nie wciśnie hamulca, tylko do końca będzie ścigał tych typów. I że może mu stać się krzywda. I poniekąd czułam to samo co ona, bo pomimo, ze Colin jest postacią fikcyjna, całkowicie zmyśloną, to ja się cholernie przejmuję jego losami i chyba bym oszalała, gdybyś rzeczywiście postanowiła go uśmiercić. A wiedz, że jestem na to uczulona, bo nadal pamiętam, jak go zamordowałaś w poprzedniej wersji. Nie myśl sobie, ze ja o tym łatwo zapomnę xD I dlatego teraz jak dzieje się cokolwiek poważniejszego z jego udziałem, to od razu mi się czerwona lampka zapala.
      I zanim jeszcze przejdę do tych ważniejszych spraw, nad którymi pewnie będę się dłużej rozwodzić, to chcę znowu wspomnieć o Martinezie. Bo niby to jest jakaś tam postać poboczna, która jest tylko takim wrzodem i nic pozytywnego nie wnosi, to teraz zaczynam trochę go rozumieć. Kiedyś ojciec Catii zatruwał mu życie (choć nie mówię, że niesłusznie) to teraz jak on dorwał się do władzy, to wyżywa się za to na kobiecie. Niby nie powinno tak być, bo ona nie jest winna temu, jakie kto miał zatargi z jej ojcem, ale to tak jakby trochę zrozumiałe. Wiadomo, czyste mszczenie się, co niestety leży w naturze ludzkiej :/
      A teraz to, co mnie cholernie zszokowało i w co nadal nie mogę uwierzyć. Bo pomimo że kocham Colina i życia sobie bez niego nie wyobrażam, to teraz mam ochotę, jak typowa baba wziąć torebkę i lać po tym pustym łbie, ile tylko wlezie. Ja rozumiem, że na związek z Catią już nie ma za bardzo szans, bo swoją wykorzystał i zmarnował, więc teraz ona ma prawo być z kimś szczęśliwa. Ja rozumiem, że przez to on nie musi być do końca życia kawalerem i może sobie kogoś znaleźć, co akurat jest wskazane (choć wolałabym, żebym to była ja xD). Ale do jasnej ciasnej, nie mogę pojąć, czemu to ma przekreślić jego wieloletnią przyjaźń z Catią. I tu muszę jej przyznać stuprocentową rację, bo pomimo że Jacob niekoniecznie musi Colina lubić, to go akceptuje. Catia staje na głowie, żeby znaleźć czas zarówno na pracę, jak i na przyjaźń z Colinem i jeszcze związek i planowanie ślubu. A ten dupek tak po prostu się wycofuje, gdzie poznał dziewczynę przed chwilą i nawet nie ma pewności, czy ten związek wypali. Naprawdę go nie ogarniam i aż słów mi brakuje. Bo myślałam, ze oni są tacy „zawsze i na zawsze”. Że nic tej przyjaźni nie zniszczy. A tu nagle się okazuje, że rezygnuje z Catii dla jakiejś pierwszej, lepszej. I jeszcze ten tekst, że znajdzie sobie innego przyjaciela. W tym momencie ja bym zwątpiła, że on w ogóle wie, czym jest przyjaźń. Bo przyjaciele nie stoją na ulicy z tabliczkami. Moim zdaniem to polega trochę na zaufaniu, na wspólnych pasjach, ale i różnicach, poza tym chyba nie muszę tego nikomu tłumaczyć. Na świetnym dogadywaniu się. A Colin to tak powiedział, jakby wysyłał ją do warzywniaka, bo skoro ten pomidor jest niedobry, to można kupić drugi. Ja nie wiem, co ten człowiek robił, ale niech on się ogarnie. Bo mam wrażenie, że jak już do niego dotrze, jakich głupot nagadał, to będzie siedział i walił głową w stół, przez własną głupotę. Serio.
      I teraz kwestia związku Catii i Jacoba. Jak mam być szczera, to od samego początku tak myślałam, że to on wcześniej wrócił i po prostu postanowił zrobić dziewczynie niespodziewankę.

      Usuń
    2. Tylko, że ja byłabym chyba rozczulona, gdybym zastałą taki widok i nawet, jak nie miałabym siły na nic, to chociaż bym go obudziła, podziękowała, że tak się starał, a nie poszła do drugiego pokoju i znowu piła. No potępiam za to Catii, bo to rzeczywiście może być dla niej trudny czas, może nawet najtrudniejszy, ale mimo wszystko nie tak zachowuje się zakochana dziewczyna widząc, ze jej narzeczony zrobił jej kolację. I teraz nie wiem, bo może się mylę i wiem, że Jacob bardzo ją kocha, ale nie wiem, czy to tak do końca jest odwzajemnione. Nie mówię, że Catia się nim bawi, czy nie kocha w ogóle, bo jestem pewna, że tak nie jest, ale ślub to jest już coś bardzo poważnego i myślę, że powinna się poważnie zastanowić, czy nie chce przełożyć tego ślubu. Bo teraz jak tak siedzę i myślę, to stwierdzam, że to byłoby nawet wskazane. To już nie chodzi nawet o to, że nie maja dla siebie czasu i ostatnio tylko ciągle się mijają, ale ogólnie. Catia przez sprawę krwawego osiedla, a teraz jeszcze i Colina, naprawdę ma głowę zaprzątniętą czym innym. Choć gdyby była taka, jak Colin, to też nie zaprzątałaby sobie nim głowy, tylko machnęła ręką i zajęła się narzeczonym. Choć ja nadal wierze, że on też nie zrobił tego tak obojętnie i pomimo tego co powiedział, to wcale tak nie myśli. Może po prostu patrzenie na jej szczęście zbyt mocno go raniło?
      No i ta wiadomość na końcu. Szalejesz, wiesz? Jakby ostatnio i tak mało się działo. Ja już się nawet zaczynam bać wchodzić do ciebie na bloga, w obawie, że znowu nas jakąś masakra zaskoczysz. A tak serio, to chyba ktoś chce, żeby Catia trzymała się z daleka od sprawy Krwawego osiedla. Tylko jak znam życie, to ona teraz będzie czuła jeszcze większą potrzebę angażowania się w to wszystko.
      Dobra, lecę. I żeby nie zasypywać cię komentarzami to przy okazji zapowiadam, że u mnie (w końcu) pojawiła się nowość, choć ja osobiście zadowolona z niej nie jestem. Ale zapraszam xD
      Buziaki :***

      Usuń
    3. Ja się w ogóle nie dziwię, że zapala ci się lampka kontrolna na samą wzmiankę o Colinie, bo doskonale pamiętam, jak po mnie jechałaś w poprzedniej wersji. A że ja lubię kombinować, to kto wie czy nie zrobię mu czegoś ponownie xD Ale bardzo się cieszę, że dzięki temu mogłaś tak dobrze wczuć się w to, co czuje Catherina <3
      Martinez to drań, ale nie chciałam nigdy robić z niego takiej typowej czarnej owcy opowiadania. W realnym świecie każdego na swój sposób można jakoś tłumaczyć i ciesze się, że dzięki temu fragmentowi trochę zrozumiałaś Martineza. W sumie taki był jego cel;D
      "Bo pomimo że kocham Colina i życia sobie bez niego nie wyobrażam" - no ja cię kocham za te teksty o Colinie... hahah:D Teraz to czuję, jakby istniał naprawdę :D
      Doskonale rozumiem twoją złość i spodziewałam się takiego pojazdu na Colina. No zachował się jak dupek i nawet nie będę go bronić. No bo po co? Po czasie wyjdzie, co siedzi w jego głowie.

      Haha wiem, że szaleję! Ale to dopiero początek;D A masakra będzie i to wielka. Ale jeszcze nie teraz. W każdym razie można się szykować na niezłą dawkę emocji, bo drugą częścią na pewno dam czadu. Nie tak jak w poprzedniej wersji, tam wszystko działo się za szybko. Także bój się bój, haha! :D Ale wpadaj:<

      Kocham! ;* Dziękuję za komentarz i oczywiście niebawem do ciebie wpadnę ;*

      Usuń
  4. Dzisiaj jest chyba wylew nowych rozdziałów, bo od rana jak przeglądam, to już co chwila ktoś. xD Miałam sobie już dzisiaj odpuścić czytanie blogów, ale no... siła wyższa i Twojego musiałam przeczytać. No nie moja wina, że naprawdę lubię Twojego opka i mnie niesamowicie wciągnął. W dodatku masz taki przyjemny styl pisania.
    Nie wiem dlaczego, ale dopiero w tym rozdziale naprawdę odczułam, że Twoje postacie to po prostu żyją! Są tacy prawdziwi, jakby istnieli naprawdę. Są z krwi i kości i no prawie namacalni. Muszę (chyba po raz pierwszy) pochwalić Cię za kreację bohaterów, bo wykonałaś dobrą robotę. Bosz, nie wiem dlaczego wcześniej tego tak silnie nie odczuwałam. C&C mają i wady i zalety i tak dobrze trzymasz się ich charakterów, są tacy wyróżniający się.
    O dziwo nie będę krzyczeć na Colina, chociaż trochę nie rozumiem tego, że przekreśla od tak ten szmat czasu znajomości z Catią. Na jej miejscu również bym się tak wkurzyła i go zwyzywała. No siła wyższa i pierwsze emocje. Tylko, co on zrobi, w końcu pracują razem. Musiałby zmienić pracę albo zmienić choćby partnera. To i tak nie zmieni faktu, że będą się widywać w pracy, no ale jeśli tak bardzo chce się odciąć od Catii to nie widzę, aby mógł teraz pracować z nią. Właściwie to nie wiem, jak on sobie teraz wyobraża tą relację. Tak trochę dziwnie się zachowuje, no i w tym momencie również brakuje mu dojrzałości, ale to facet. Nie bym twierdziła, że każdy facet jest niedojrzały, ale niektórzy faceci gorzej sobie radzą z takimi sytuacjami jak opisałaś tutaj.
    Gdy czytałam o romantycznej kolacji, którą przygotował Jacob to się troszku rozczuliłam. Bo to naprawdę kochane, gdy druga osoba sama przygotowuje coś takiego. A jak facet jeszcze? Tym bardziej! Chociaż wybrał sobie zły dzień XD
    Nie wiem, jak bym zachowała się na miejscu Catii. Mam inny charakter. Co prawda popieram stwierdzenie, że czasem człowiek potrzebuje nieco samotności, nawet jeśli ma ukochaną osobę. Ale myślę, że nieraz nawet w tak ciężkich sytuacjach potrzeba zwykłej bliskości. Choćby zwykłe siedzenie przy partnerze może poprawić nastrój albo przynajmniej złagodzić stres. No ale Catia jest inna. Wciąż twierdzę, że nie kocha Jacoba, albo nie kocha na tyle mocno, że potrzebuje jego bliskości. Gdyby była sama nie widziałaby chyba różnicy czy jest Jacob czy nie. Takie są moje przypuszczenia.
    Nie chcesz samych pochwał, ale no nie potrafię krytykować tekstu, który mi się podoba. A błędów nie zauważyłam. Może dlatego, że tak się wciągnęłam...?
    Dodam jeszcze, że niezmiernie czekałam na wiadomość czy Colin przeżyje czy nie. Jeju, już na serio myślałam, że go w końcu uśmiercisz xD

    PS. Rozdział zbyt krótki! T.T

    Życzę weny i pozdrawiam! :)
    http://dragon-story.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś tak jest, że jak człowiek ma dużo czasu, to rozdziałów nit nie opublikuje, a jak ma, to wtedy wysyp. Przynajmniej ja tak zawsze mam :D

      Bardzo się cieszę, że takie masz odczucia po tym rozdziale <3 Cóż, tu wychodzą ich prawdziwe emocje, ich złości, zawody brak sił i zagubienie. Może dlatego wydali ci się bardziej realni niż wcześniej. W końcu każdy z nas przeżył kiedyś jakąś nieszcześliwą miłość, zawód, itp. Ale tak jak już mówiłam, ogromnie się cieszę, że tak ich odebrałaś <3
      Nie dziwię się, że uważasz Colina za niedojrzałego, ale... ale daj mu jeszcze chwilę;D Tylko tyle powiem i już się zamykam xD

      Haha to fakt, że pragnę krytyki i jestem na nią otwarta, ale jeśli ktoś nie ma co skrytykować, no to na siłę tego wymagać nie będę. Tym bardziej, że ogromnie się cieszę, czytając komplementy, wiadomo;D
      Bardzo dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  5. Cześć, cieszę się, że dodałaś nowy rozdział, bo niecierpliwie na niego czekałam. Tylko, co ja mogę powiedzieć na jego temat? Może to, że był zdecydowanie zaskakujący. No, ale od początku...
    Spodziewałam się, że nie uśmiercisz Colina. To nie był jeszcze jego czas i mam wątłą nadzieję, że taki moment nigdy nie nadejdzie... Jednak nie wiedziałam, że postanowisz zrobić z tego całkiem fajnego faceta tak potwornego dupka. Wiem, wiem - nie powinnam wypowiadać się o nim, tak powierzchownie patrząc, ale cóż... wkurzył mnie. Zdaję sobie sprawę z tego, że za tym wszystkim kryje się coś więcej i Colin nie działa tylko po to, aby zranić. A może to tylko ja go usilnie bronię... W każdym razie nie podoba mi się to, że postanowił ukrócić tak piękną przyjaźń. A Catia tak się o niego martwiła! To sprawiedliwe nie było. Dlatego też nie dziwię się późniejszej reakcji kobiety. To, że szukała ukojenia w wysiłku fizycznym jest jak najbardziej prawidłowe. To jasne, że gdy przytłaczają nas problemy, próbujemy rozładować napięcie. Catia znalazła swój sposób.
    Tak, jej związek z Jacobem trochę się oziębił, ale wydaje mi się, że uwzględniając okoliczności, w jakich rozgrywa się akcja, jest to zrozumiałe. Dlatego ja nie zamierzam jej potępiać. Nie byłoby to sprawiedliwe.
    Cóż, czekam jak to się dalej rozwinie.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie, to nie był na niego czas;D Ja się wcale nie dziwię, że uważasz go za potwornego dupka. Nie zdziwiłabym się jakbyś go jeszcze nazwała gówniarzem. Bo chyba sobie zasłużył;) Ale to jeszcze nie koniec jego drogi. Jeszcze zaskoczy.
      Cieszę się, że i dla Cath i dla Colina szukasz usprawiedliwienia. No bo cóż, oni nie są źli. Tylko oboje się trochę pogubili.

      Dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
  6. Hejka!
    Kolejny wspaniały rozdział!
    Catherinie tak bardzo zależy na Colinie, że po prostu mam wrażenie, że to coś więcej niż przyjaźń, choć niekoniecznie ona musi darzyć go taką miłością, jaka może być zwykle między kobietą i mężczyzną.
    Colinowi kobieta też nie jest obojętna. Inaczej nie zdecydowałby się zerwać tak brutalnie ich dotychczasowych bliskich kontaktów. Współczuję mu. Nadal jestem przekonana, że ta jego kobieta to nic poważnego, tylko ktoś, kto pozwoli mu nie myśleć o prawdziwej ukochanej. Może się mylę... Kiedyś się dowiem :-)
    Gest Jacoba był uroczy, troszkę szkoda, że wszystko nie potoczyło się inaczej.
    Ciekawe co teraz zrobi nasza bohaterka po anonimowej. wiadomości.
    Dobrze, że jednak zdecydowałaś się dodać rozdział.
    Czekam na kolejny.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, bardzo możliwe, że to coś więcej niż przyjaźń. Może taka miłość braterska?
      A no Catia nie jest obojętna Colinowi. To już wiadomo od samego początku xD Ale niebawem wszystkiego się w tej kwestii dowiemy.

      Dziękuję za komentarz;*

      Usuń
  7. A jednak Colin przeżył. Ale nie spodziewałam się, że przekreśli przyjaźń z Catią. Przecież nie musiałby tego robić nawet jakby ułożył sobie życie z tą Lys.
    Ostatnio za dużo złych wydarzeń i trudnych dni w pracy w życiu catii ma miejsce. Pewnie ten rozpad przyjaźni i nieudany pościg spowodowały, że musiała wyładować złość. Więc dobrze zrobiła, że pojechała do dawnego klubu bokserskiego. Zawsze jej to pomagało, więc teraz może też tak będzie.
    Zastanawia mnie kim jest ten anonim i dlaczego do Catii napisał.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  8. Tym razem nie zajmę sobie miejsca, bo komentarz piszę od razu. Chociaż może powinnam, żeby nie zjechać na sam dół ;--;
    To absolutna racja. Faceci i ich ukochane zabaweczki, czasem kochają je bardziej niż własne kobiety, ale taka chyba męska natura. Bo chłopcy z reguły wolą gry.. dawno straciłam nadzieję, że zrozumiem, co jest fajnego w LOLu.. i na czym on w ogóle polega, choć tłumaczyli mi to dobre milion razy.
    Ej, myślmy pozytywnie! Colin to przecież dobry kierowca i chce jeszcze pożyć, więc na spotkanie ze słupem mu nie śpieszno.
    No i jest. Rozumiem, że może być zdenerwowany i zawiedziony, ale życie jest brutalne, nie można mieć wszystkiego. Nie udało się teraz, uda się następnym razem. Tak jak mówi Catia. Colin, trochę wiary!
    Dobra, teraz mam wkurw. Pięknie to przewidziałaś. No halo, związki swoją drogą, ale przyjaźń swoją. Nie wiem, czy dobrze myślę, ale może w ten sposób Colin chce spróbować zapomnieć o Catii. Jeśli tak, wybrał prawdopodobnie najgorszy możliwy scenariusz, bo rani i ją, i przy okazji siebie.
    Innego przyjaciela? Ja na jej miejscu bym mu chyba dała w ryj, ale tak mocno. Aha, teraz rozwalamy rzeczy, tak? Najpierw swoje życie, potem szklane przedmioty. Rozumiem, głęboko przemyślana decyzja...
    Obrus, świeczki. Kolacja! Wprost idealny moment, Jacob ma idealne wyczucie chwili *czuj ten sarkazm* I pudełeczko? CZERWONE? Nie zrozum mnie źle, lubię Jacoba, taki puciu puciu słodki baranek, nawet do siebie pasują, ale jako przyjaciele... albo koledzy. O! To jest to!
    Chociaż przyznam, że zrobiło mi się go szkoda. Nie wiem, czy miałabym ochotę na kolację przy świecach po takim wyczerpującym dniu. Wypłakanie się do kieliszka byłoby nieco bardziej przyjemniejszą alternatywą... może nie przyjemniejszą, co mnie kłopotliwą. Nie trzeba udawać, że jest w porządku, jeśli tak nie jest.
    I ten anonim. Gdybym obstawiała Lys, której nie podoba się team C&C byłabym bardzo dziwna? Taak, więc jednak nie mam pomysłu, kto mógł to napisać. Ale też skąd miał jej numer?

    L x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jesteś sama, ja też nie rozumiem sensu LOL-a. Chyba musiałybyśmy zacząć w to grać, żeby ogarnąć.
      Ciężko u Colina z tą wiarą xD Chyba nawet słowa Catheriny niewiele teraz zmienią w jego myśleniu.

      Haha uwielbiam ten ironiczny sposób w jaki jeździsz po Colinie:D
      Nie będziesz dziwna jeśli wmieszasz w to wszystko Lys xD W sumie chyba większość ma co do niej jakieś podejrzenia, więc nie jesteś sama;D

      Dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
  9. Witam. ;*
    Tak na początku, to ja Ci mówiłam, że cudowny szablon? :) Bardzo, bardzo mi się podoba. :))
    Przechodząc do sedna...
    Odetchnęłam z ulgą i to niewyobrażalną, dowiadując się, że Collin żyje i wszystko jest u niego ok. No, przynajmniej w tym sensie bardziej fizycznym, bo jeśli chodzi o psychikę... co się stało? Dlaczego w taki sposób postąpił z Katią? Dlaczego wyrzucił tę przyjaźń do kosza? Nie rozumiem jego zachowania, szczerze mówiąc, ale zapewne dowiem się potem, analizując kolejne rozdziały przed nami. :)
    Co do samej Katii... współczuję jej. Ostatni czas nie jest dla niej najłatwiejszy, także dobrze, że chociaż dzięki temu boksowi może jakkolwiek odreagować...
    Pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mozliwe, że mówiłaś, ale takie rzeczy mogę czytać non stop <3
      Dziękuję za komentarz ;*

      Usuń
  10. Jestem! ale sie cieszę, że dałaś nowość. Wg mnie to najlepszy z dotychczasowych rozdziałów. Naprawdę ma się wrażenie, jakby czytało się porządny kryminał. I to nie tylko kryminał, ale i ksiązkę psychologiczną! Bardzo spodobał mi się sposób, w jaki przedstawiłaś tutaj rozterki Cathii. Przezywała z pewnościa katusze kiedy czekała na Collina w komisariacie. Całe szczęscie, że mu sie nic nie stało, ale nie dziwię się, że kobieta wubychła. Collin... cóż, niby się tłumaczył, ale było to takie mętn.... Rozumiem, że on nie chce, nie może powiedzieć kobiecie, że nadal darzy ją miłością, ale przekreślanie całej przyjaźni... to faktycznie coś okropnego (ale zdziwiło mnie, jak okazało się, że to Collin odszedł do innej i dlatego rozstał się z Cathią... Wtf?). Podziwiałam Cathię, że tak spokojnie kazała mu na siebie spojrzeć, zanim ostatecznie wybuchła i powiedziała mu do słuchu. Musiało wiele kosztować ją trzymanie emocji...d o czasu. Widać, że przeżywa ciężkie chwile. Nie dziwię się, że pomyślała, iż do jej domu ktoś się włamał, sądziłam dokładnie to samo. Z jednej srony musiała czuć niesamowitą ulgę, że to jacob, z drugiej - rozumiem, że go nie obudziła, nie była w stanie, zbyt wiele się dzieje. ale uważam, że dla niej byłoby zapewne lepiej, jakby akurat narzeczony sam sięobudził i po prostu z nią posiedział, nawet pomilczał... To, że nie myslała za dużo o Jacobie przez ostatni czas, nie oznacza, że go nie kocha. Ale i tak mam wrażenie, że to nie jest to. Ne winię Cathii. Myślę, że jej zachowanie jest bardzo ludzkie. To Collin mnie bardziej denerwuje, choć też w części mogę go zrozumieć. To wszystko nei jest łatwe, a do tego dochodzi niebezpieczne, niezrozumiałe śledztwo... Ten SMS pod koniec naprawdę mnie przeraził. Cała ta sprawa jest bardzo pogmatwana, a Ty ją coraz bardziej komplikujesz... zauważyłam kilka błędów interpunkcyjnych, np nadmiarowy przecinek przed ktorymś albo, lecz ogólnie nie mogłam się skupić na wyłapywaniu błędów, gdyż post był niesamowicie emocjonalny i miał genialne opisy.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, ten rozdział rzeczywiście był dość emocjonalny. Ja po prostu staram się przykładać dużą wagę do tego, co czują moim bohaterowie i co siedzi w ich głowach, bo myślę, że właśnie dzięki temu stają się dla czytelnika bardziej ludzcy. Nie dziwię się, że Colin cię wkurza, bo to chyba normalna reakcja na takie zachowania. Zaznaczę tylko, że jeszcze nie powiedziałam ostatniego zdania jeśli chodzi o tą postać i wiele się jeszcze zmieni! ;)
      Bardzo się cieszę, że tak czekałaś na rozdział no i że się podobał! To dla mnie wielka radość ;*

      Dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
  11. Tak myślałam, że Colin przezyje. W sumie nie wiedziałam jeszcze dlaczego zachowuje się jak debil. Teraz już wiem i mam nadzieję, że nie umrze, tylko będzie wiódł okropne życie w męczarniach. Ogólnie to ja mam dwie opcje:
    1. Mówił prawdę i jest naprawdę tak beznadziejny, że chce zerwać wielką przyjaźń w tak dziecinny sposób. "Bo chcę się ustatkować" . Tutaj idealnie argumentuje Catia, ona jakoś dała radę. Wiadomo, że ją kocha i może być to dla niego bolesne - jak sobie pewnie myślał, ale ten argument obale tym: wytrzymał tyle lat patrząc jak jego miłość należy do innego i nagle on kogoś ma i jego dawna miłość ma być przeszkodą? Jakoś w to nie wierzę. Po prostu myśli tylko o sobie i już. A tak go lubiłam. :)
    2. Może tak naprawdę on wie coś więcej, być może jest bardziej zamieszany w krwawe osiedle niż nam się wydaje i odtrąca Catie, aby była bezpieczna. A dziewczyna to tylko dodatek.
    Co do Jacoba, urocze to było co wymyślił, ale cóż, nie udało sie. Ogolnie mam przeczucie że im się nie uda. I ja się nie dziwie że Catia olewa Jacoba. Potrzebuje samotności, potrzebuje się wyżyć, odreagować.
    I wiadomo czemu Martinez jest taki zły (jeszcze dodam, że zdziwiło mnie jego niesamowicie miłe zachowanie na początku :D), bo był sam kiedyś traktowany jak gówno i teraz się odwdzięcza. :D
    No i na koniec intrygująca końcówka :) Ciekawe kto jest adresatem tej wiadomości. Z jednej strony można uważac to za troskliwe ostrzeżenie i tu mój punkt 2 by wkraczał do akcji, albo złowrogie - wycofaj się - i tu sobie dodam - albo pożałujesz :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze go nie skreślaj! Colin nie jest debilem, choć może się tak teraz zachowywać. Jeszcze zaskoczy:D
      No wreszcie ktoś zauważył wątek Martineza! :D Niezmiernie się cieszę, że zwróciłaś na to uwagę ;)
      Adresatem jest Catia, chyba miałaś na myśli nadawcę;D

      Bardzo dziękuję za komentarz! ;**
      PS Uśmiałam się przy " mam nadzieję, że nie umrze, tylko będzie wiódł okropne życie w męczarniach" hahahaha ;D <3

      Usuń
  12. Zaklepuje! Wkrótce się wypowiem, bo niestety choroba to paskudny potwór, który uniemożliwia mi sklecenie kilku zdań, a co dopiero "mini recenzji" rozdziału.

    OdpowiedzUsuń
  13. Muszę przyznać, że źle się czyta bez akapitów, ale oczywiście, jak się na coś czeka, to szybko pochłonie się i taki „surowy” tekst :) Mam pytanie. W jaki sposób robisz tutaj te akapity? Ja piszę w wordzie i jak kopiuję później tekst, to one automatycznie mi się robią. U Ciebie to już któryś raz, że najpierw dodajesz tekst bez akapitów, a później to poprawiasz. Stąd moja ciekawość, bo jak dla mnie to dodajesz sobie pracy. No chyba, że ja o czymś nie wiem, bo za mało siedzę w blogowym świecie i popełniam jeszcze podstawowe błędy :) Dlatego wiesz. Wolę dopytać, by mieć wiedzę na przyszłość :)

    Ja na pewno nie zjadę Colina. Ba, uważam, że zrobił dobrze. Jeśli darzył Catię uczuciem i uświadomił sobie, że nigdy nie będzie mógł z nią być, to lepiej, że chce się odsunąć i spróbować żyć normalnie, niż żeby łudził się i podsycał się swoimi marzeniami. W ogóle to mam dziwne wrażenie, że ten mężczyzna kocha Catię a kobieta kocha Colina, tylko dziewczyna sobie tego nie uświadamia. Jej tylko się wydaje, że darzy Jacoba uczuciem i pewnie dotrze to do niej z opóźnieniem. To taka moja mała teoria i z chęcią będę czekała na dalsze rozdziały, by móc sprawdzić, czy jest ona słuszna :)

    Nie będę też czepiała się Catii, że zignorowała swojego narzeczonego. Kobieta nieco się pogubiła i nie dziwię się, że chciała być sama. Martwi mnie jedynie to, że zaczyna nadużywać alkoholu. Bardzo brzydkie przyzwyczajenie, które miałoby za zadanie odreagowanie. Kobieta mogłaby znaleźć nieco inny sposób na poradzenie sobie z negatywnymi emocjami, niż alkohol, bo to brzydkie przyzwyczajenie może ją zgubić.

    Na koniec jeszcze napiszę, że w obecnej wersji bardzo mi się podoba, to pokazywanie sił, przez ludzi, którzy dokonali zamachu na osiedlu. Stopniowo prowadzisz nas do tego, co ma być punktem kulminacyjnym. Ostatnio chyba za szybko przeszłaś do wątku obozu. Teraz robisz to wszystko stopniowo i to jest teraz takie bardziej realistyczne. Podoba mi się :)

    Z niecierpliwością (jak zawsze) czekam na kolejny rozdział. Myślę, że pewnie dopiero pojawi się po Twojej obronie. Dlatego powodzenia i do napisania wkrótce!

    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że źle się czyta bez akapitów, ale nie miałam czasu, żeby się w to bawić, a chciałam już opublikować. Odpisałam ci na blogu jak robię, to tu już nie będę powtarzać, bo to bez sensu;D

      To, że Colin kocha Catię jest pewne i raczej nie zaspoileruję, jeśli to potwierdzę. A jeśli chodzi o Catię... tu nie powiem ani słowa. Przekonamy się;D
      Cieszy mnie, że zauważyłaś to nadużywanie alkoholu. Nie chciałam tego pisać wprost, żeby czytelnik mógł sam dojść do podobnych wniosków, ale to będzie chyba dość istotne w dalszych częściach.

      Oj tak, zdecydowanie za szybko przeszłam wtedy do wątku obozu! To w ogóle jakieś nieporozumienie było, więc nawet nie chcę wracać do tego pamięcią;D Nie no żartuję, chcę. Dzięki temu wiem jakich błędów już nie popełniać.

      Nie dziękuję za wsparcie (żeby nie zapeszyć), ale bardzo dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  14. Cześć :) Jak tam obrona idzie? To tak z ciekawości, a teraz do rozdziału ;)
    Nie dziwi mnie ten wybuch złości Catheriny. Jej psychika została wystawiona poniekąd na próbę. Musi jakoś odreagować. Jej praca jest twardym orzechem do zgryzienia. Podziwiam ją, że tu tyle siedzi. Bardzo podoba mi się to, że C&C są przyjaciółmi z pracy, a jednak zależy jej na nim. No tak - partnerzy powinni sobie ufać i tak dalej. Ale tu nie ma zazdrości, rywalizacji, podkładania sobie nóg czy też w drugą stronę - romansu, znaczy wspomniałaś o tym, że się całowali, ale... nie ma to negatywnego wpływu na pracę. Jak rodzina są :p A sena z rzucaniem się na szyje mnie wzruszyła. Oddzielać prywatne relacje od zawodowych - można, ale nie w tej sytuacji. Ale to szybko przemieniło się w kłótnie :/ Śledztwo muszą skończyć, ale tak jak ona wspomniała, poświęcają swój wolny czas, niemalże cały czas.
    Nie spodziewałam się tego, że Colin tak poważnie do tego podejdzie. Nie podejrzewałabym go o to. W tym wszystkim zrobiło się się żal Cat. Ogromna zmiana dla niej. Zastanawiam się, czy te relacje, po zmianie, wpłyną jakoś na ich pracę?

    Jak słodko. Zachowanie Jacoba było świetnie. Ale może początek: teraz jak się już doczytało do tamtego momentu, to wydaje się śmieszne jej zachowanie. Ale postąpiła prawidłowo. Wreszcie jest specjalistką od tych rzeczy. Dobrze, że adrenalina nie pozwoliła jej na postrzelenie śpiącego mężczyzny w nogę. Kto wie, ludzie różnie reagują w takich sytuacjach.
    Jednak nie był to najlepszy moment na to. Na tę miłość i pozytywne uczucia. Co prawda z butelką wina, ale bez chłopaka przemyślała sobie jakoś tę noc. To, co się wydarzyło nie było miłe. Wydaje mi się, że w tym przypadku J. znalazł się w nieodpowiednim momencie w domu. O co mi chodzi. O to, że nieświadomie przyjechał w nieodpowiednim momencie.

    Polubiłam ojca Cat. Choć został tu tylko przywołany, polubiłam jego osobę. Poradził sobie z wychowywaniem córki i trudną pracą. Pogodził to. A mała Cat wyszła na ludzi. Jak widać sprawił się najlepiej jak mógł, dlatego strasznie mi się on "spodobał". Odskocznia jaką sobie znalazła Cat jest świetna, bo łączy jej pasję z wyładowaniem. No i ten sms na końcu. Pozostawia w napjęciu :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie idzie w ogóle. Zobaczymy we wtorek xD

      Catia i Colin mieli kiedyś romans. Można to było nawet nazwać związkiem. Ale masz rację z tym, że ich osobiste relacje nie wpływają i nie wypływały na pracę. Do czasu xD
      Haha a no fakt, w tym czasie i w takich emocjach mogła dopuścić się różnych rzeczy, nawet strzelenia do Jacoba.

      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  15. Jacob, jaki on kochany! <3 Nie wiem, rzeczywiście trochę niefajnie, że Catia go tak zignorowała, ale z drugiej strony jestem ją w stanie zrozumieć – miała ciężki dzień, bo pokłóciła się z Colinem, poza tym wciąż wisi nad nią ta straszna sprawa, a na dodatek przestraszyła się, że ktoś się jej na chatę włamał – dlatego nie będę tutaj jakoś specjalnie na nią psioczyć, bo każdy ma inny charakter, a ona akurat w takich cięższych chwilach potrzebuje samotności i odcięcia od całego świata, w tym nawet i cudownego Jacoba. Na jej miejscu byłoby mi chyba szkoda Jacoba i mimo wszystko spędziłabym z nim ten wieczór, no ale każdy jest inny :)
    Z kolei co do Colina… tutaj chyba też jestem dość wyrozumiała (za dobry ze mnie człeczek, staram się wszystkich usprawiedliwiać :D). Fakt, to dość przykre zachowanie – znalazłem sobie dziołchę, nie potrzebuję już przyjaciół. Catia ma rację, że się zezłościła, bo cóż, jak sama zauważyła, ona potrafiła pogodzić swój związek z Jacobem z przyjaźnią z Colinem. Dlaczego więc Colin miałby nie móc rozwiązac tego w podobny sposób? O, i tutaj właśnie zaczynam się ta moja wyrozumiałość. Bo przecież on czuje do Catii wiele, naprawdę wiele i to nie tylko na stopie przyjacielskiej. Być może dlatego właśnie chce się odciąć od Catii – boi się, że nikt nie będzie w stanie mu jej zastąpić. Zwłaszcza jeśli Catia wciąż będzie gdzieś obok i będzie mu przypominać jak fajna jest. W momencie, gdy przestaną być tak blisko, Colin mógłby bardziej skupić się na nowym związku i spróbowac sprawić, by w jego sercu zamieszkał ktoś inny niż C. Myślę, że to dośc naiwne podejście i jeśli rzeczywiście taka jest motywacja zachowania Colina… cóż, nie wydaje mi się, żeby to się powiodło. Co prawda, cuda się zdarzają, więc nie powiem, że szans nie ma, ale sama nie wiem czy to zadziała. Okaże się zapewne :D Tak czy inaczej bardzo, bardzo zasmuciła mnie ta scena. Zwłaszcza, że pojawił się jeszcze jeden element, o który w sumie mam największe pretensje do Colina. Bo ze słów C. wynika, że on ją niejako zdradził i pozostawił dla innej. A na takie rzeczy to już ciężko znaleźć jakiekolwiek usprawiedliwienie.
    Nie wiem, chyba naiwnie liczę, że mimo wszystko jakoś to się między nimi ułoży, bo szkoda by zakończyli swoją przyjaźń w taki sposób.
    A któż to śmie tak C. grozić? :O
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście jesteś dla nich dość wyrozumiała, ale bardzo mnie to cieszy;D Bo skoro mimo wszystko da się ich jakoś zrozumieć, to chyba dałam radę w miarę dobrze przedstawić ich uczucia;D
      "Zwłaszcza jeśli Catia wciąż będzie gdzieś obok i będzie mu przypominać jak fajna jest" - jaka fajna jest, hahaha padłam;D

      Czy Colin zdradził, to się jeszcze okaże. Na pewno zostawił ją dla innej, co już samo w sobie jest dość... smutne :/ Ale niedługo wyjawię czy mamy tu też do czynienia ze zdradą.

      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  16. Ojej, Catia taka ostra babka, ale w sumie żal mi się zrobiło Jacoba :( Stres... praca... problemy... To nie dziwne...
    Colin postanowił się nieco odsunąć od Catii? Hmmm... No skoro tak łatwiej mu jest się pogodzić z tym, że nie bęą razem, chociaż i tak uważam, że to nie koniec ich perypetii. Z drugiej strony jak nie bęzie potrafił o niej zapomnieć, to innej zawracać głowy nie powinien i robić jej nadzieje i w ogóle :(
    No i ten alkohol... który nie jest dobrym doradcą na problemy, a wręcz przeciwnie :( Martwi mnie to.
    Mam nadzieję, że to nie potrwa długo i szybko wróci do formy. Końcówka mnie zaintrygowała, o co w tym wszystkim chodzi... jak to się rozwinie? Jestem ciekawa dalszych losów twoich/ naszych bohaterów ;) życzę dużo wenyyyyyy :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie, to jeszcze nie koniec ich perypetii. Oboje jeszcze mają wiele do przekazania;D
      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  17. Witam Aniołku ^^
    Przeczytałam ten rozdział zaraz po dodaniu, ale kompletnie nie miałam czasu na skomentowanie. Potem impreza rodzinna i w ten oto sposób przebywam po kilkunastu godzinach...
    Tekst bez akapitów wygląda. . Inaczej xd
    Całkowicie rozumiem wybuch Catheriny. Jej najlepszy przyjaciel się od niej odsunął, bo znalazł nowa dziewczynę. . .
    Tak jak koleżanka gdzieś u góry popieram teorie, że Catia darzy Colina uczuciem, ale jest tego nieświadoma, do czasu aż coś się wydarzy, możliwe, że kiedy będzie juz za późno.
    Bałam się o Colina, ale nic mu nie jest. Ta cała sprawa z morderstwem staje się coraz bardziej skomplikowana.
    Ja osobiście juz nie mogę się doczekać obozu ^^
    Nie wiem co powinnam tutaj więcej napisać... :/
    Przepraszam i mam nadzieje, że nie myślisz o mnie w ten sposób w jaki odpisałaś w poście powyżej.
    Popieram twoje zdanie w 100 %
    Pozdrawiam i życzę weny xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to nie pamiętam, co było w poście powyżej, ale na pie pisałam tego z myślą o tobie;)
      Dziękuję za komentarz! ;*
      A obóz już niebawem;)

      Usuń
  18. Cześć :)

    Wpadam dopiero teraz, bo przez weekend, kiedy to jestem na studiach, nie mam ze sobą laptopa i nie komentuję, a wcześniej byłam zajęta.
    Zdołałam przeczytać pierwsze akapity, kiedy dodałaś rozdział, i muszę stwierdzić, że Martinez odrobinę zyskuje w moich oczach próbą pocieszenia. Choć do pełni sympatii jeszcze daleka droga.
    Catia jest przerażona scenariuszami w swojej głowie i ja też zaczęłam się martwić o Colina. Choć i tak jestem niemal pewna, że przeżyje i niedługo się pojawi.
    Colin jest kimś więcej, niż zwykłym przyjacielem, dobrze, że sobie to uświadomiła. A w chwili, kiedy partner zawodowy wraca w jednym kawałku, profesjonalizm niech się schowa w kieszeni. To rzucenie się na szyję jest naturalnym odruchem, a ta scena w mojej głowie wygląda świetnie.
    Rozmowa potoczyła się tak, jak się nie spodziewałam. Ale Colin wreszcie powiedział, o co chodzi. Delikatnie boli mnie to, że przekreśla ich przyjaźń, ale w jakimś stopniu jestem w stanie go zrozumieć - nie może być z Catią, więc spróbuje ustatkować się z kimś innym, całkowicie odcinając się od przyjaciółki, by nie mąciła mu w głowie. Jakaś logika w tym jest, choć i tak mi smutno.
    Ojej, takie życzenie "cierp, jak ja kiedyś" może się ziścić - ponoć karma wraca. Jednak zachowanie Catii też jestem w stanie zrozumieć. I chyba bardziej, niż zachowanie Colina.
    Ażeś pocisła. najpierw kłótnia z Bonnetem, teraz włamanie. Zaskakujesz mnie, Ruda, zaskakujesz. I chwała Ci za to ;)
    Ja poważnie myślałam, że to włamanie, a nie Jacob z kolacją! xD Chyba jestem bardziej przyzwyczajona do tych gorszych scenariuszy.
    Na to wygląda, że Catia się sypie. Mogę ją przytulić?
    Ciekawie jest poczytać o przeszłości Catii, choć nie była ona idealna. No i wyjaśnia się, dlaczego Martinez za nią nie przepada. Przynajmniej z wzajemnością.
    Bardzo ciekawy opis pobytu w Crown Nets. Plastyczny, na moją wyobraźnię podziałał.
    Nieznajomy. Ale bardziej wróg czy potencjalny przyjaciel? Interesujące.
    Colin odrobinę mnie wkurzył, ale umiem go zrozumieć. Catia odsuwa się od Jacoba, czym przypomina działanie Bonneta, ale potrzebuje przestrzeni dla siebie - to też rozumiem. Z relacją C&C jest źle, bardzo źle, ale nie tragicznie. Tak będzie, jak któreś z nich w ogóle zrezygnuje z tego śledztwa i pracy w policji.
    Rozdział jak zwykle przypadł mi do gustu, choć tym razem zawierał wiele negatywnych emocji.

    Czekam na nn ^^
    Ściskam! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że do pełnej sympatii w przypadku Martineza może nie dojść nigdy xD Ale cieszę się, że choć trochę zyskał w twoich oczach. W końcu nikt nie jest tylko zły.
      Staram się zaskakiwać i mam nadzieję, że zrobię to jeszcze nie raz. Zamiar mam, ale czy się uda? ;)

      Bardzo dziękuję za komentarz i ogromnie się cieszę, że się podobało ;*

      Usuń
  19. Emocjonujący to był rozdział, nie da się ukryć. Bardzo mi się podobał. Nie będę krzyczeć ani na Colina, ani na Catię. Normalne, że ona się denerwowała, i całkiem zrozumiałe, co on zdecydował. Widząc, że Cat znalazła sobie kogoś innego, widząc, że sprawa jest już przegrana zrobił to, co zrobiłby każdy zakochany facet - odsunął się. A to, że przy tym pojawiła się inna kobieta? Okej, ale tak naprawdę to nie znaczy zbyt wiele. Tak mi się wydaje. Tu chodzi o wyleczenie własnego złamanego serca.
    Motyw z pojawieniem się narzeczonego i to napięcie, czy ktoś się nie włamał też było całkiem-całkiem. Tu też nie będę krzyczała, że Catia jest zła i niedobra. Nie jest. Zrobiła to, co uznała za słuszne. Taka robota w jakiej siedzi to strasznie wycieńczający psychicznie zawód. Nie można mierzyć jej normalną miarką.
    No i rzeczywiście, scena z boksem była bardzo metaforyczna. Cały ten flashback do przeszłości... przyznam, wyszło Ci to perfekcyjnie.
    Czekam na nowy rozdział i pozdrawiam,
    candlestick z buzzingblood.blogspot.com i crownsjewel.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dobrze widzieć twój nick! A już myślałam, że opuściłaś bloggera;<
      Cieszę się, że potrafisz zrozumieć moich bohaterów. Może zawsze zachowują się tak jak powinni, ale mają swoje powody i właśnie to chciałam pokazać.
      Bardzo dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
  20. Ode mnie bluzgów na Colina nie będzie, ale nie wiem, jak z Catią. Nie powiedziałabym, że jest beznadziejna. Wiele przeszła i z wieloma sytuacjami dała sobie radę, więc moim zdaniem też ma twardy tyłek i zasługuje na pochwałę. Denerwuje mnie tylko to, że ona nie potrafi się postawić w sytuacji innych, a wymaga tego wobec siebie. Jest wściekła na Colina, ale nie stara się zrozumieć, że on także musi zadbać o własne życie. Co prawda on nieco źle to rozegrał. Catia nie ma pojęcia, że on nadal jest w niej zakochany, ale po jego zachowaniu mogłaby się tego domyśleć. Kobiety czują takie rzeczy, szczególnie, że Bonett potrzebuje odciąć się od niej, aby ułożyć sobie życie z inną. To, moim zdaniem, wielki znak dla niej. I cóż, Jacoba też dobrze nie traktuje. Mogła chociaż mu jakąś karteczkę zostawić. Niby tęskniła, ale faktycznie, czy o nim myślała? Niech sobie to poukłada. A wracając jeszcze do Colina mam nadzieję, że jakoś to sobie poukładają. Lubię tego gościa i mam nadzieję, że go nie zabraknie :p A do Lys nadal mam wątpliwości i nie za bardzo mi się ona podoba.
    Anonimowa wiadomość interesująca, ale nic więcej na razie nie potrafię na ten temat powiedzieć, więc pozostaje mi czekać.
    Pozdrawiam i mnóstwa weny życzę oraz wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet :D
    CM Pattzy

    http://niewinne-grzechy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Catherna ma swoje powody, by nie dostrzegać uczucia Colina. Nie wiem czy okażą się zadowalające dla czytelnika, ale niedługo je wyjawię i myślę, że jej perspektywa w tej sprawie stanie się trochę jaśniejsza;)

      Dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
  21. Cóż, sama na początku ostro wyklinałam Colina, ale gdy juz chwilę ochłonęłam i pomyślałam nad tym, doszłam do wniosku, że go rozumiem. On dalej kocha Catię i samo przebywanie w jej towarzystwie musi go strasznie boleć, zwłaszcza ze świadomością, że już nie jest jego i nigdy nie będzie. Taka bliska przyjaźń jaka łączy tą dwójkę też nie jest dla Colina łatwa. To dla niego takie trwanie w jednym miejscu, a teraz chyba przyszedł czas żeby z tego miejsca ruszył gdzieś dalej. Catia też jest zraniona jego zachowaniem, bo jednak zajmuję ważne miejsce w jej życiu, tak ważne, że nawet jej narzeczony nie ma innego wyjścia jak akceptować bliską obecność innego faceta przy swojej kobiecie, gdzie każdy inny kazałby jej wybierać, albo po prostu ją zostawił, więc przy okazji duży plus dla Jacoba. Podobało mi się bardzo jak Catia wspominała tylko te dobre chwile z Bonettem, to było dla mnie takie pokrzepiające. Co do zostawienia Jacoba bez słowa... z jednej strony kompletnie nie fair wobec jego, biorąc pod uwagę, że i tak ma dla niego mało czasu, ale z drugiej Catia teraz przeżywa strasznie trudne chwile i można powiedzieć, że wiele rzeczy wali jej się teraz na głowę na raz, więc ma prawo zachowywać się w ten sposób. Nie usprawiedliwa jej to całkowicie, ale w jakimś stopniu jestem w stanie ją zrozumieć. Przez tą końcówkę czekam na rozdział conajmniej trzy razy niecierpliwie niż normalnie xd
    Pozdrawiam, życzę weny i czekam :*
    dirty-breath.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że potrafisz zrozumieć i Catherinę i Colina. To prawda, że oboje przeżywają teraz trudne chwile i chyba właśnie stąd wynikają te wszystkie niedomówienia, niedopowiedzenia i tak dalej. Widzę, że nie są totalnie gnojeni przez czytelników, więc chyba nie jest jeszcze najgorzej:D
      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  22. Hejka :)
    Szczerze mówiąc, rozumiem Colina. Fakt, nie fair olewać przyjaciół. Tylko największy dupek tak robi. No ale Cathia i on nie są zwykłymi przyjaciółmi, kiedyś byli razem, a on ciągle ją kocha. Jeśli dalej będzie spędzał z nią tyle czasu, to nigdy się w niej nie odkocha. A, kurczę! Jest fajnym facetem i zasługuje na to, żeby być w normalnym związku, a nie do końca życia wzdychać do kobiety, która niedługo będzie mężatką. No, mógłby jej to wytłumaczyć trochę spokojnej, ale to byłoby wymaganiem cudu. Dopiero co wrócił z pościgu! No.
    A co do Cathii... Cały czas myślę, że oni nie są stworzeni do bycia razem. Nie można winić Cathii za to, że nie miała ochoty spędzić tego wieczoru z Jacobem, ale to tylko pokazuje, że jest im nie po drodze. Dopiero zaczynają wspólne życie, dogrywają się, a już totalnie się zaniedbują. Myślę, że mają o czym rozmawiać.
    Podobał mi się fragment o treningu Cathii. Widać, że sport wiele dla niej znaczy i to już od początków jej życia. Twarda z niej babka i wiem, że się nie podda, ale powinna się trochę ogarnąć ze swoim życiem prywatnym ;P

    Pozdrawiam i życzę powodzenia ze wszystkimi sprawami związanymi ze studiami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie spodziewałam się takiego zrozumienia dla Colina! :D Ale cóż, ja też myślę, że w takiej sytuacji najlepszym wyjściem dla niego jest oderwać się na trochę od tego wszystkiego. No bo ile można trwać w typowym friendzone xD
      O tak, Catherina i Jacob mają o czym rozmawiać i już niedługo to zrobią;)

      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  23. No, no zaskoczyłaś mnie i to bardzo. Rozdział pełen emocji, emocji Catii. Rozumiem ją, bo szalała ze strachu o stratę przyjaciela. Która przyjaciółka nie zamartwiałaby się o takiego Colinka?
    Na szczęście wyszedł z tego cało, choć bandziory zwiały. Cały czas, bez przerwy mam wrażenie, że Colin jest w to wszystko jakoś zamieszany. Mam przeczucie, że to on jest wtyką, to on ich wydał, bo np. oni mu grozili. I już. Specjalnie kazał Catii wysiąść z samochodu w poprzednim rozdziale, by nie mieć świadków lub coś takiego i wszystko składa się do kupy. Nadal uważam i będę uważała, że jego zachowanie nie jest związane z uczuciem do Catii, ani z poznaniem Lys, ale właśnie współpracą z tymi gnojami. O! Alleluja. Amen.
    I nawet nie jestem zła na Colina, choć postąpił z Cat jak prawdziwy rasowy dupek. Nie musiał być aż taki dosłowny, wredny i okrutny. Mógł po prostu powiedzieć jej prawdę: "Catia, nie mogę o tobie zapomnieć, nadal coś do ciebie czuję, ale ty masz Jacoba, dlatego musimy trochę zdystansować, bo zwariuję". Czy nie byłoby prościej? Catherina by przecież to zrozumiała, nie jest głupią babą! No dobra, ale stało się jak się stało... i podejrzewam, że Colin pojechał po bandzie dlatego, że sytuacja z bandziorami go przerasta, a nie dlatego, że chciał dosrać przyjaciółce (którą..... UWAGA ..... kocha!)Takie moje zdanie.
    Ale tak szczerze - szkoda ich przyjaźni. Zdobyć takiego przyjaciela jak Colin, czy Catia, to naprawdę wielkie szczęście. Byłam pod wrażeniem i zazdrościłam ich takiej więzi. A teraz wszystko się rozpadło.
    Aaa i jeszcze ta urocza niespodzianka Jacoba... No postarał się chłopak, postarał się... Chciał zrobić niespodziankę, nie udało się, nie doczekał się i zasnął. Powinien się już do tego przyzwyczaić, skoro związał się z policjantką z wydziału zabójstw. Chociaż tak zastanawiam się... dobra, oni niby się kochają, niby tacy zakochani, tacy słodcy i w ogóle, ale... jakoś tego nie widać. Może nie są dla siebie stworzeni? Przecież Catia nawet go nie obudziła, nawet nie chciała go obudzić, nie chciała z nim porozmawiać, pocałować, czy przytulić. W związku chodzi o to, by to robić, nie? A skoro ona tego nie zrobiła, to nasuwa się jasny wniosek, że nie po prostu chciała. I tu nie ma co wykręcać się zmęczeniem, bo to słabe.
    Jezu, dobra, kończę już!
    Końcówka obiecująca i tajemnicza. Ajajajajaajajajaj!

    No Ruda, powodzenia na uczelni, ucz się pilnie i nie stresuj. ZDASZ! Buziaki! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, taka nieufność w stosunku do Colina?! :D Ale nie dziwię się. Facet ostro przesadza i można go podejrzewać xD A ja tylko zdradzę, że masz trochę racji w tym, co napisałaś;D

      Nie chcę bronić Catheriny, bo to przecież nie o to chodzi, ale gdzieś tam napomknęłam chyba, że chciała go obudzić, ale nie potrafiła, bo za dużo na nią spadło. I nie chodziło mi tu tylko o zmęczenie, bo to by było rzeczywiście dość słabe. Po prostu wiele przeszła tego dnia i to ją przerosło. A czy są dla siebie stworzeni... cóż, zostawię to ocenie czytelników;D

      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  24. Przeczytałam notkę pod rozdziałem i wierz mi lub nie, ale ani jednak z tych rzeczy, które napisałaś, że pewnie będziemy myśleć nie przyszła mi do głowy.
    Nie potrafię sprecyzować mojej opinii o Martinezie. On z jednej strony zachowuje się jak palant, nie ma w sobie współczucia, jest bezkompromisowy i robi problem z niczego. Z drugiej strony częściowo musi się tak zachowywać, w końcu jest szefem. No i jakby na to nie patrzeć, martwi się o swoich podopiecznych. I pomimo tego co nam dzisiaj napisałaś o ojcu Catii, ja nie sądzę, żeby on ją traktował jakoś wyjątkowo źle. Według mnie on wobec wszystkich jest taki oschły, nie zauważyłam, żeby dodatkowo znęcał się na Catheriną.
    To zagrożenie życia Colina (choć ja nie wątpiłam, że nic mu nie będzie, to byłoby głupie jakbyś uśmierciła głównego bohatera na początku!) chyba uświadomiło Catii, że ona Colina kocha. Wiem, że te słowa nie padły bezpośrednio, ale nie umiem inaczej zinterpretować wszystkich jej myśli i tej reakcji na widok całego i zdrowego Colina. Tutaj gładko możemy też przejść do niespodzianki zrobionej jej przez Jacoba. Myślę, że ta świadomość, że kocha Colina nie pozwoliła jej obudzić narzeczonego.
    Nie mam zamiaru winić Catii, że odcięła się od Jacoba. Wręcz przeciwnie, ja ją rozumiem. Przecież nie da się tak zmieniać swoich nastrojów, przejść z ogromnego stresu i napiętych nerwów do romantycznego wieczoru. I wydaje mi się, że ona nawet nie chciała tego romantyzmu. Być może gdyby chodziło o Colina, potrafiłaby się przełamać.
    Właśnie, Colin! Wiem z doświadczenia że strata przyjaciela to nie jest fajne doświadczenie. Doskonale rozumiem smutek Catii, jej rozgoryczenie. Jeśli do tego dodać, że kocha Colina (wiem, wiem, będę się tego uparcie trzymać, bo mogę xD) to jej żal jest tym większy. Rozumiem jednak też Bonneta. On kocha Catię, bez względu na to czy ma jakąś dziewczynę czy nie. Zobaczymy jak długo będzie się oszukiwał albo jak długo mu zajmie aby o Catii zapomnieć. Myślę, że on chce to zrobić. To znaczy chce zapomnieć. Tak odczytuję to zerwanie przyjaźni. On chce zaangażować się w nowy związek, ale wie, że nie będzie w stanie tego zrobić, jeśli nadal będzie tak blisko z Catią. Żeby o niej zapomnieć powinien ograniczyć ich kontakty do minimum i to właśnie czyni. Tak oceniam jego zachowanie. Ciekawe czy Cię przejrzałam :D
    No i jeszcze na koniec kwestia boksu. Cóż, ja to poniekąd rozumiem, bo też tak mam, że wysiłek fizyczny pozwala zapomnieć o kłopotach, tylko że w moim przypadku ten wysiłek jest na zumbie. Rzeczywiście coś w tym jest, że jeśli człowiek się zmęczy to zapomina o kłopotach, przynajmniej na chwilę. Choć może chodzi o to, że skupiać się maksymalnie na wykonywanych ćwiczeniach zamiast rozmyślać o problemach.
    A tego smsa to nawet nie wiem jak skomentować! Bo co mogę napisać? Że robi się groźnie? To oczywiste. Że nie mam pojęcia kto to napisał, ale jestem ciekawa? Tego też się pewnie domyślasz. Jest moc!
    Zapraszam też do mnie http://wbrew-rozsadkowi.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, dopiero teraz przeczytałam Twoją odpowiedź pod moim komentarzem ostatniego rozdziału. Przepraszam, ale ja jestem kompletnie do tego nieprzyzwyczajona, dlatego często o tym zapominam.
      Colin nie jest głównym bohaterem i nie miałabyś oporów, żeby go uśmiercić? To tym bardziej się cieszę, że nic mu nie jest! :D

      Usuń
    2. Rzeczywiście bardzo kurczowo zaczęłaś się trzymać tego pomysłu, że Catherina kocha Colina;D Coż, ja nie będę cię od tego odwodzić, w końcu powieść się dopiero rozkręca i jeszcze nic nie wiadomo. Nie wypowiem się w tej kwestii, zobaczymy co czas pokaże :D Ale co do pobudek, któe kierowały Colinem - bardzo możliwe, że on chce po prostu zapomnieć. Tak, to trzyma się kupy ;)

      Co do mojej odpowiedzi, robię to zawsze, ale nie zmuszam nikogo, żeby te odpowiedzi czytał także nie masz za co przepraszać;D I tak, nie miałabym w tej sprawie żadnych oporów. W poprzedniej wersji uśmierciłam go bez mrugnięcia okiem;D

      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  25. Hejo kochana! :3
    Przepraszam za tak długą nieobecność, ale mam sporo na głowie i przez to narobiłam sobie sporo zaległości na blogach (dlatego będzie krótko).
    Współczuję Catii. Jej reakcja jest normalna. Kto by się nie zachowywał w takiej sytuacji? W końcu tyle lat znała Colina, tak doskonale sie rozumieli (jak to powiedziała, że bez słów). Ale tak z tym skończyć... No współczuję jej. Mam tylko nadzieję, że chociaż z Jacobem jej się ułoży (:
    Nooo. Końcówka to mnie baaardzo zaciekawiła!,:D
    Potopu weny twórczej życzę! Pozdrawiam cieplutko! xoxo :***
    Maggie

    OdpowiedzUsuń
  26. Kurczę, ale długo mnie u ciebie nie było! W sumie to wszędzie mnie długo nie było. Zupełnie zniknęłam z blogowego świata na jakiś czas. Ale tęskniłam za tym. Po prostu wiele się u mnie działo i całkowicie mnie to pochłonęło. Nie potrafię złapać równowagi między pasją,obowiązkami a przyjemnościami. Muszę nad tym popracować. No ale wracając do tematu...
    Miałam zaległe 4(?) rozdziały. Z tego co pamiętam. No i kurczę, dzieje się. Scena pościgu? Fenomenalna, serio. Pełna napięcia, dynamiczna, perfecto! Ogólnie cały poprzedni rozdział był świetny. Ten w sumie też. I każdy inny. XD Ja doskonalę rozumiem Catię. Najwyraźniej ona też nie potrafi odnaleźć równowagi w swoim życiu. Bo to wcale nie jest takie łatwe. Nic dziwnego, że śledztwo tak ją pochłania. Mam tylko nadzieję, że Jacob wykaże się cierpliwością i zrozumieniem. Liczę na niego, bo skoro Colin nawalił, został jej tylko Jacob.
    No właśnie, Colin. Akurat w tym momencie, doskonale utożsamiam się z Catią. Zupełnie jakbyś na chwilę przeniknęła do mojego życia i obserwowała to co się dzieje. Chodzi o to, że mój przyjaciel potraktował mnie w podobny sposób, jak Colin Catię. Z dnia na dzień dziwny dystans spowodowany przez inną dziewczynę. To boli jak cholera i jednocześnie jest najbardziej frustrującą rzeczą na świecie. Mi było bardzo, bardzo przykro, kiedy to się działo, a znam się z moim przyjacielem ledwie kilka miesięcy. Jednak 7 lat? Nie potrafię sobie tego wyobrazić. Ja z reguły bardzo szybko przywiązuję się do ludzi, więc takie coś byłoby dla mnie ogromnym ciosem. Ale całe szczeście, że z Catii jest silna babka, więc da sobie radę.
    Kurcze, więcej w tym komentarzu biadolenia o mnie, niż o twojej twórczości. Wybacz. Zwalę to na późną porę, bo zegarek wskazuje 2:14. XD No bo co ja mogę robić w piątek, skoro nie poszłam na imprezę? Siedzieć przed laptopem, no tak. XD
    Lepiej się już zamknę. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział, życzę masę weny i pozdrawiam ciepło!

    Ps. Mój powrót do blogowego świata oznacza nowość u mnie, więc zapraszam w wolnej chwili. :) all-except-you-ff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogromnie się ucieszyłam widząc twój nick! ;* Uwielbiam jak po czasie wracają osoby, które zniknęły. Rozumiem twoją przerwę, bo ja też miałam taki czas kiedy moja aktywność tu była bardzo mała. Co prawda trwało to krótko, ale jednak.

      No proszę, można powiedzieć, że sytuację C&C wyjęłam z twojego życia! No i nie zazdroszczę... Moim Colinem jednak jakieś głębsze pobudki będą kierować (czego jeszcze nie wiemy), a ty trafiłaś po prostu na totalnego palanta. Przynajmniej już wiesz, co z niego za jeden. Ty też dasz radę! ;)

      Bardzo się cieszę, że wróciłaś i mam nadzieję, że dasz radę ogarnąć jakoś życie prywatne i bloga, bo szkoda by było znowu cię stracić z bloggowego świata.
      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  27. Jestem!
    Matko jedyna, ileż czasu mnie u ciebie ni było... strasznie przepraszam, ale szkoła i nauka do matury tak mnie wykańczają, że ostatnio mam coraz mniej czasu na ten blogerski świat...
    Mi tam wcale taka ilość opisów nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. Wszystko łatwiej się wtedy czyta, lepiej jest się wpasować w akcję. No i ile się tutaj dzieje! Jestem pod wrażeniem tego, jak to wszystko tworzysz, naprawdę *.* Trzeba mieć niezłą wyobraźnię, żeby to wykreować, aby miało ręce i nogi.
    Ja w sumie rozumiem Catię i trochę jej współczuję. Sama pewnie zachowałabym się w takiej sytuacji podobnie, chociaż nie chciałabym się w niej postawić.
    Hmm... no i ten anonim. No, powiem szczerze, intrygujesz coraz bardziej ^^
    Czekam na kolejne! I przepraszam, że tak trochę nieskładnie, ale mój mózg z kolaboracją z klawiaturą nie współpracuje ostatnio najlepiej...
    Buziaki :**
    how-to-be-loved.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam takie zdanie odnośnie opisów. Ale wiem też, że czasem potrafią zmęczyć;D
      Bardzo się cieszę, że się podobało, że zaintrygowałam no i mam nadzieję, że będzie tylko lepiej;D
      Dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
  28. Jestem wkurzona. Muszę przyznać, że w tym przypadku wyjątkowo, bo i na Colina, i na Catię. Nic na to nie poradzę, ale oboje wyprowadzili mnie z równowagi. Chociaż Catii mogę jeszcze w pewnym sensie darować. W końcu nie co dzień człowiek dowiaduje się, że jego najbliższy przyjaciel ot tak chce zerwać wiążącą go z nami więź. Niemniej jednak i tak jestem na nią zła. Jacob sobie na to nie zasłużył. No nie wiem, może i go nie budziła, może nie chciała póki co bezpośredniej konfrontacji, ale mogła chociaż zostawić jakiś liścik, jakąś wiadomość z wyjaśnieniem swojego zachowania. Coś mi się wydaje, że chłopak by zrozumiał. Nawet jeśli nie w pełni, to w pewnym sensie na pewno, plus nie miałby tego poczucia "porzucenia". Przynajmniej mam wrażenie, że własnie tak się czuje. W końcu został całkowicie i kompletnie olany, a to musiało zaboleć...
    Poza tym Colin... Nawet nie wiem, co powinnam napisać. Co prawda rozumiem, co w ten sposób chce osiągnąć, biorąc pod uwagę jego uczucia do Catii, ale mimo wszystko jest to okropne. Szczególnie, że przedstawił to w taki, a nie inny sposób. To było niczym cios poniżej pasa. No i chyba najgorzej dobrany moment na takie wyznania... Eh... Mam nadzieję, że jeśli chodzi o sprawy prywatne Twoich bohaterów, to one z czasem się unormują i poprawią. Skończą się "zgrzyty". No dobra liczę na to nie tylko w sprawach prywatnych, osobistych. No cóż, nie mogę zaprzeczyć, że nie zaintrygowała mnie ta tajemnicza wiadomość. Akcja wciąż powoli rusza do przodu i to mi się podoba. Dlatego też czekam na ciąg dalszy! Ten rozdział? Mimo, że nieźle się rozemocjonowałam czytając go, bardzo mi się podoba. Tak więc do napisania! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie obudziła go, bo nie miała siły opowiadać dlaczego jest taka a nie inna. Przerosło ją to wszystko, co stało się tamtego dnia i dlatego wyszło jak wyszło. Ale masz rację, Jacob nie poczuje się z tym dobrze...
      Spełnią się twoje nadzieje, wszystko się z czasem ułoży i wyjaśni:D Nawet niebawem, w końcu zbliżamy się do końca;)
      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  29. Przepraszam, że przybywam z opóźnieniem i przepraszam, że tym razem tak krótko, ale jestem ostatnio strasznie zabiegana i zapracowana. W dodatku i tym razem mój blogger nie pokazał mi, że pojawiła się u Ciebie nowość. Dobrze, że sama tu trafiłam.
    Ten rozdział mnie uwiódł. Był smutny. Nawet cholernie, ale ja chyba lubię takie klimaty. Colin mnie nieco zawiódł. Sądziłam, że z niego jest taki prawdziwy mężczyzna, ale nie. Jednak się pomyliłam. Szkoda mi okropnie Catii, bo ona chyba jest teraz w takim psychicznym dołku, skoro nawet nie ma ochoty na rozmowy z Jacobem. Wszystko się jej sypie, nie tylko ma problemy w pracy, ze śledztwem i swoim partnerem ale też w życiu prywatnym. Nie zazdroszczę jej. Do tego ta wiadomość na końcu… myślę, że z pewnością byłoby lepiej gdyby dziewczyna posłuchała tego komunikatu.
    Pozdrawiam i w wolnym czasie zapraszam do siebie na rozdział pierwszy, który też pojawił się jakiś czas temu. Oczywiście się nie śpiesz, bo wiem, że masz teraz bardzo trudny czas, na który życzę Ci mnóstwo powodzenia.
    Sky

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Psychiczny dołek to bardzo adekwatne określenie co do stanu Catheriny. Lepiej bym tego nie ujęła! :D
      A ty nie masz za co przepraszać, ja się o opóźnienia nie gniewam. Sama je mam;)

      Dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
  30. Co taki krótki rozdział? ;o Aż dziwne! Ale długość to w sumie moje jedyne zastrzeżenie, bo emocje, jakie wywolalas we podczas czytania są nie do opisania. Matko, jak ja się martwilam o tego Colina! Tak bardzo nie mogłam doczekać się, co wyniknie z tego pościgu i przyznam szczerze, trochę się rozczarowałam, bo miałam nadzieję, że doprowadza Colina do jakiegoś instotnego miejsca i sprawa nabierze tempa, a tu niestety uciekli :c Ale najważniejsze, że Colinowi nic nie jest, tylko że zaraz po tym jak ucieszyłam się na wieść, że jest cały i zdrowy wkurzyłam się za to, co powiedział Catii... wiedziałam, że taka rozmowa musi w końcu nadejść, ale nie sądziłam, że przybierze taki obrót. Rozumiem, że Colinowi jest w tej sytuacji ciężko, ale unikanie Catii i przekreslanie tylu lat pięknej przyjaźni jest kompletnie bez sensu i tylko bardziej ich oboje zrani niż wyjdzie na dobre. Sytuacja w jakiej się znaleźli nie jest łatwa, ale mam nadzieję, że zdobędą się kiedyś na całkowicie szczerą rozmowę i odbuduja jakoś tę relację, bo szkoda byłoby całkowicie ją tracić...
    Zazdroszczę tego, że potrafisz tak wspaniale wplatac wątki obyczajowe między sensacyjnymi tak, by to miało ręce i nogi. Jesteś naprawdę świetną pisarką!
    Pozdrawiam i czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha spokojnie, już niedługo tempo na pewno będzie, bo planuję totalną rozpierduchę;D Także, co się odwlecze, to nie uciecze;D
      Jeju, ogromnie dziękuję za takie miłe słowa! ;* "Świetną pisarką" <3333

      I za komentarz również dziękuję! ;**

      Usuń
  31. O nie! To już koniec? Dlaczego nie ma następnych rozdziałów? Nieeheee!
    Ale poza tym to wiesz co? Jesteś zajebista. Opowiadanie też takie jest.
    Trafiłaś w mój czuły punkt zupełnie nieświadomie, bo przecież skąd mogłaś wiedzieć, że uwielbiam taką tematykę? Nie mniej bardzo się cieszę, że pojawiłaś się u mnie, a ja mogłam przeczytać to cudo. :) Zaczęłam czytać wczoraj wieczorem i dzisiaj dokończyłam.

    Ale po kolei. Zacznę od tego, że przepraszam, że nie komentowałam każdego rozdziału, ale po prostu treść tak mnie wciągnęła, że nie mogłabym się skupić i napisać coś sensownego. Myślami ciągle byłam do przodu i pytania "Co dalej" nie dawały mi spokoju.
    Tak więc... Wracając co prologu...myślałam, że historia będzie właśnie z tamtymi bohaterami, a tu taki szok. Ale, ale! Taki obrót podoba mi się, choć nadal mnie dręczy co też ma wspólnego z C&C Dan.
    Chociaż intuicja mi podpowiada, że ta cała Lys, to skrót od Alyson. czyż nie? Bo chyba tak się nazywała siostra przyjaciela Dana. Nie wiem czy mam rację, ale nie mogę się doczekać rozwoju akcji.
    Jeśli chodzi o właśnie Cath i Colina... lubię ich i choć wkurzyło mnie to, że Colin odsunął od siebie Cath, to rozumiem czym się kieruje. Nieszczęśliwa miłość jest do kitu. Ale nie uważam też że takie zastępowanie Cath inną laską jest dobre dla niego i dla reszty.
    Co teraz z C&C? Nie sądze, że rozejdzie się to po kościach. Jestem ciekawa reakcji i współpracowników.
    Co jeszcze? Aha. Wszystkie zbrodnie, procedury, śledztwa są po prostu boskie. Czuć wielkie zainteresowanie takimi sprawami i bardzo to szanuje, bo przecież można powiedzieć, że mamy podobne zainteresowania. Także SZA PO BA :D
    Nie jestem zaskoczona tym, że wisielec tak naprawdę został zamordowany,a raczej otruty, Ciekawi mnie tylko kwestia jego domniemanej ciężarnej żony i co ona o tym wszystkim sądzi. Może ona też jest wmieszana w to wszystko. I jeśli teraz na przykład zniknie, to myślę, że wszystko zacznie się układać w całość. Ale...pochwalę się, że o tym wiedziałam wcześniej, a jeśli nie wiedziałam, to przynajmniej miała silne przeczucie.
    Szkoda mi Cath... i Jake. Myślę, że chłopaczyna nie wytrzyma presji, a raczej jełsi teraz jako tako rozumie Cath, to teraz wszystko legnie w gruzach. I jakoś nie mam jej tego za złe. Solidarność jajników musi być. :D
    Nie wiem co by tutaj jeszcze ci napisać. Przygotuj się na maltretowanie i szturchanie kijem, żeby kolejne rozdziały się pojawiały szybko :D Bo wiesz co zauważyłam? Tu po lewej widzę zakładkę "postępy w pisaniu" i liczba 100% procent aż kuje w oczy. :D
    Także tego...
    I gratuluję! Czy od teraz mam się zwracać nie "Ruda", ale "Szanowna Pani Inżynier Ruda" ? Podoba mi się to określenie. O tak! :)
    I kończąc już powiem, że niecierpliwie czekam na kolejny rozdział. I jeszcze kolejny. Serio. Te 100 pro mnie przyciąga jak magnez i nie popuszczę. I promise!
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boszz....ile tu błędów! :3
      Przepraszam za nie :D

      Usuń
    2. Już po przeczytaniu pierwszego akapitu miałam ogromny uśmiech na twarzy, a potem to już w ogóle;D Serdecznie witam nową czytelniczkę i mam wielką nadzieję, że kolejnymi rozdziałami nie zniszczę tego dobrego wrażenia, które na razie wytworzyłam;D

      Wyjaśnienie, co wspolnego z tym wszystkim będzie miał Dan wyjaśni się dopiero koło 6 rozdziału. Późno, ale trochę się rozpisałam haha :D Masz rację, że Alysson to siostra jego przyjaciela, ale nie zdradzę czy ona i Lys to ta sama osoba;D

      Co do ciężarnej żony Raina, ona nie istnieje. Nie pamiętam, w którym rozdziale, ale była rozmowa z jego sąsiadką, z ktorej wynikało, że facet mieszkał sam, a w urzędach nie ma wzmianki o ślubie tego mężczyzny. Wymyślił ją, żeby zagadać policjantów, nie stwarzać podejrzeń i tak dalej.

      Możesz się do mnie zwracać jak chcesz, ale Pani Inzynier Ruda brzmi bosko, haha;D W ogóle to bardzo się cieszę, że utrafiłam w twoj gust tematyką. Jakbyś zauważyła jakieś nieścisłości to pisz śmiało! :D

      Dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  32. Wreszcie udało mi się nadrobić wszelkie rozdziały. Uwielbiam styl, którym piszesz. Bohaterowie, historia - wszystko jest takie jakie powinno. Powinnam się od Ciebie uczyć, wiesz? Jestem w szoku, że doszło do konfrontacji między policjantami. Mam nadzieję, że wybaczysz mi , iż tym razem będzie tak krótko, lecz następnym razem rozpiszę się.
    Pozdrawiam,
    http://wzburzone-fale.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo serdecznie cię witam i ogromnie się cieszę, że się podobało! ;) Mam nadzieję, że kolejnymi rozdziałami również nie zawiodę;)
      Dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
  33. A więc moja kochana znowu przybywa córka marnotrawna !! Nie mogłam wcześniej, ponieważ ta szkoła i nauka wykańcza :( Hmm w każdym razie zdziwił mnie Martinez. Nagle taki przejęty stanem Catii? Hah... wolne żarty xD Bardzo się cieszę, że Colin wrócił z tej akcji cały i zdrowy (bo miałam obawy, że zostanie przez "dragonów" uprowadzony). Tą akcją faktycznie pokazali, że mają większą siłę nad policją i mogą ich robić w konia jak tylko chcą.. Jednak nie znają możliwości C&C! Przyznam, iż okropnie się wściekłam na Colina, gdyż olał całkowicie Catię dla dziewczyny, którą ledwo poznał. Może Liz jest dla niego ważna, ale Morgan już tyle razy zranił (a to, że porzucił ją dla innej kobiety - myślałam, iż mu wyjebię xD. Mimo to Catia pozbierała się i wybaczyła mu, co nie było dla niej łatwe). Colin stanowczo przesadził i nadużył zaufania Catii. Bardzo mi jej szkoda z tego powodu. Jednak tutaj Cię zadziwię kochana, bo w pewnym sensie żal mi też Colina. A to czemu? Baaam kolejna teoria Lex !! (potrzebuję tych snuć teorii jak powietrza, sama rozumiesz kochana xd). Być może Ci "dragoni" dowiedzieli się o wiele wcześniej kto zajmuje się ich sprawą. Wysłali Liz, aby namieszała mu w głowie i skłóciła poruczników? Może do tego stopnia mu namieszała, że zaczął i dla niej zdobywać informacje z departamentu? Dostarczał jej to, co cały departament wiedział? Może info dostarczał, a może nie. Jednak ta cała Liz jest dla mnie podejrzana. Szkoda mi również Jacoba - przygotował wszystko dla Catii, ale znowu spotkał go zawód. Morgan dużo przeżyła tego dnia i nie chciała go budzić (by znowu nie widzieć jego rozczarowanego wzroku, że niespodzianka mu nie wypaliła przez jej pracę) tylko wolała pozwolić mu dalej spać. Nie mam tutaj zamiaru jej usprawiedliwiać tylko patrzę z perspektywy osoby trzeciej xD Przecież mogą się wybrać niedługo na jakąś kolację (może to właśnie tym razem Catia zrobi mu jakąś kolację niespodziankę w ramach przeprosin?). To jest mało prawdopodobne, gdyż teraz po słowach Colina, sprawie, której nie mogą rozwiązać jest bardzo przybita. Jednak wierzę, że podniesie się z upadku i rozwiąże tą sprawę i uratuje Colina! Jestem pewna, iż on będzie jej potrzebował jak nikt inny. Zrozumie to dopiero po czasie!
    Błędy:
    "W tracie przerwy usłyszała także dźwięk swojego telefonu." - powinno być "w trakcie".
    To był jedyny błąd jaki wypatrzyłam zmęczonymi oczkami :D
    Ogólnie jestem strasznie zadowolona z rozdziału i nie mogę doczekać się kolejnego! Ciekawość i ekscytacja sięgają zenitu! Poproszę o większą dawkę adrenaliny, bo tutaj umieram! Poproszę o kolejny rozdział! ♥
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wariatka kochana! :D
      Nie powiem czy masz rację odnośnie Lys, bo zepsuję całą zabawę;D Ale podoba mi się jak kombinujesz. Rzeczywiście chyba nie możesz żyć bez wymyślania różnych teorii, ale mam to samo! Poza tym przecież to kryminał, o to tu chodzi:D Także cieszę się bardzo! I z tego, że starasz się zrozumieć bohaterów - również. Myślę, że można ich potępiać, ale w pewnym sensie trzeba też zrozumieć. W końcu mają jakieś powody, żeby postępować tak, a nie inaczej, no nie? ;)
      Bardzo się cieszę, że się podobało i dziękuję za wyłapanie błędu;)

      I za komentarz! ;*

      Usuń
  34. Witam! ;)
    Fakt, że Colin to niesamowity farciarz i jest zdolny wykaraskać się ze wszystkiego, ale to tylko człowiek. Wystarczy jeden błąd. Modlę się gorąco, by jednak żadnego błędu podczas pościgu nie popełnił. Byłoby szkoda i jego i Dodge’a ;D
    Rozumiem zachowanie Catheriny. Sama jestem niezłą panikarą, chociaż nikt by tak o mnie nie powiedział, bo się z tym nie uzewnętrzniam, ale za to moja wyobraźnia potrafi pięknie odegrać każdy czarny scenariusz, a nieraz jest ich naprawdę wiele. Colinowi należy się porządny opieprz za to, że nie dawał znać, co się z nim dzieje! Powinien wiedzieć, że Catherina będzie się martwić. A z drugiej strony, jeśli pościg naprawdę trwał tak długo, to lepiej, że się nie odzywał, niż gdyby miał się wpakować w drzewo, bo na sekundę spuścił wzrok z drogi. I bądź tu człowieku mądry, no.
    Na szczęście nic mu nie jest. Ale zainteresowały mnie odczucia Catheriny, to jak zaczęła sobie przypominać te wszystkie sytuacje, w których Bonnet grał główną rolę. Bo oni faktycznie mają za sobą długą historię. I tak wracając do tych wszystkich podejrzeń… Jakoś nie sądzę, że Catia potrafiłaby całkowicie uwierzyć w winę Colina. Wydaje mi się to niemożliwe. Być może się mylę, ale jeśli ktoś miałby mu wierzyć nawet wtedy, kiedy siedziałby po uszy w gównie, to byłaby to właśnie Morgan.
    Ale on to musiał spieprzyć i się z nią pokłócić.
    Tak bardzo, jak cieszę się, że chociaż jego tajemnicze telefony się wyjaśniły, nienawidzę tego, że tak bardzo zranił Catię. A zranił ją naprawdę mocno, przekreślając wieloletnią przyjaźń i dawny związek dla dziewczyny, którą poznał całkiem niedawno. Gdyby mu zależało, starałby się jakoś pogodzić jedno z drugim. Poznałby je ze sobą, spróbował chociaż… No chyba, że ma coś do ukrycia?
    Catia zdecydowanie potrzebuje odreagować. Może dobrze, że Jacob wrócił wcześniej? Może on coś poradzi na jej ciągłe nadgodziny i myślenie tylko i wyłącznie o pracy? Oby, bo jak tak dalej pójdzie, to się kobieta wykończy. Będzie jak tykająca bomba; groźna i nieprzewidywalna. Albo i tak nie będzie. Łzy mogą okazać się pomocne. Czasem trzeba się wypłakać. Ale z drugiej strony płacz niczego nie zmieni.
    Ojciec Catii uważał, że Martinez jest niegodny zaufania? Gnębił go? No, to moja lista podejrzanych znowu się wydłużyła. ;D W tym momencie naprawdę nie byłabym w stanie znaleźć choć jednej osoby, poza Catią, która nie miałaby zadatków na zdrajcę.
    Widomość. Są dwie opcje. Została wysłana przez sprawców całej tej masakry, którzy chcą ją oszczędzić, bo jej nie dotyczy sprawa i z powodu niewytłumaczalnego przypływu dobroci, postanowili ją grzecznie poprosić, by odpuściła. Albo wysłał ją zdrajca. To chyba bardziej prawdopodobne, przynajmniej dla mnie, bo ta osoba na pewno zna Catherinę. Być może widzi jej rekacje, widzi, że kobieta jest na skraju załamania nerwowego, ale nie potrafi odpuścić. Może chce ją przestraszyć na tyle, żeby dała sobie spokój i dłużej się w to nie mieszała, bo wie, że to może ją całkiem zniszczyć? Nawet jeśli, to ten trik nie zadziała. Catię niełatwo przestraszyć. Ten SMS bardziej ją zmotywuje do działania, bo nie pozwoli, by ktoś jej groził, czy ją zastraszał.
    Leję straszną wodę w tym komentarzu. ;D Ale w końcu niedługo Lany Poniedziałek, to tak akurat. :D
    Całuję! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i nie wiadomo czy bardziej żal by było Colina, czy Dodge'a haha;D
      Masz rację, że Catherina zawsze by mu pomogła, nawet jakby wpakował się w niezłe gówno. To dobra babka, chociaż wielu czytelników wkurza;D
      A ja myślę, że czasem płacz może coś zmienić. Chociażby sposób myślenia. Wypłaczesz się, to spojrzysz na sprawę inaczej. No, ale problemu nie załatwi, to jest fakt.
      W sumie to się cieszę, że tak bardzo namieszałam, że już nie wiadomo kto jest zdrajcą;D To chyba wzmaga ciekawość, a przynajmniej tak bym chciała. I wcale nie uważam, żebyś lała wodę! Wszystko jest składne, na różne tematy, więc... nie wiem skąd ten pomysł! :D

      Bardzo dziękuję za komentarz! ;**

      Usuń
  35. Postanowiłam komentować co drugi rozdział - bo w sumie co mogłabym napisać pod każdym z nich ?
    Ten pościg w poprzednim rozdziale by emocjonalny, aż mnie przeszły ciarki! Bałam się o Collina, wbrew pozorom to jego lubię najbardziej.
    Co do tego rozdziału, nasuwa mi się jedna myśl : Catherine zachowała się jak suka wobec Collina! Ja wiem, że mógł ja zranić, zdecydowanie to zrobił, ale... ona może mieć życie poza nim, a on już nie? Ona to kocha, prawda? Jest zła, uważa go za fałszywego przyjaciela, ale w głębi siebie wciąż go kocha. Dlaczego skoro się kochają, to zdecydowali się być przyjaciółmi ? Nie lubię takich akcji.
    Wiem, że ona jest tutaj główną bohaterką, tak mi się przynajmniej wydaje, ale irytuje mnie...
    Niech już rozwiążą tą sprawę ! Zżera mnie ciekawość !
    cursed-child.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś by się może napisało, ale komentuj jak uważasz za stosowne, ja się nie wcinam:D
      Catherina zachowała się jak suka? A to mnie zaskoczyłaś. Aż mną wzdrygnęło. Nie chodzi o to, że zabrania mieć Colinowi innego życia. Poczuła się źle, bo Colin kompletnie chce się od niej odciąć. Ot tak. I w moim odczuciu to Colin zachował się jak szmata, nie Catherina. Ale oczywiście możesz mieć swoje zdanie w tym temacie i szanuję je;)
      Nigdzie nie napisałam, że Catherina kocha Colina. Za to wiele razy napisałam, że kocha Jacoba;)
      Dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
  36. Cóż mogę powiedzieć opowiadanie wspaniałe trochę nie rozumiem zachowania Colina przecież może mieć i dziewczynę i przyjaciółkę sorki nie powinnam narzekać opowiadanie bardzo mi się podobało i nadrabiam zaległości ostatnio mam mało czasu . Pozdrawiam i czekam na next Ela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ narzekaj! ;) Nie musisz się przecież zgadzać ze wszystkim co robią postacie. Ja też się często z nimi nie zgadzam. Ale to tylko ludzie i chcę pokazać, że tak samo jak my wszyscy podejmują czasem złe decyzje, albo zachowują się źle. Trzeba ich ganić i trzeba na nich czasem narzekać! ;)

      Dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
  37. "Bo Colin zawsze był dla niej bardziej prywatny niż zawodowy." Noooo i to wiele wyjaśnia. Mi też ulżyło kiedy doszłam do momentu jego pojawienia sie w drzwiach. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy, rozmawiaja o pościgu, a tu nagle Colin oznajmia, że kogoś poznał i nie może się już przyjaźnić z Catią. Jak dla mnie to g... prawda. To raczej taka zasłona przed tym co tak naprawdę czuje. Dobrze wie, ze dziewczyna niedługo wyjdzie za mąż za innego faceta i po prostu próbuje ją od siebie odepchnąć, zeby było mu łatwiej. Ojjjjj nieładnie!
    Catia jest silną kobietą, ma charakterek i potrafi naprawdę wiele wziąć na swoje barki, ale mam wrażenie,ze i jej powoli zaczyna brakować sił i popada w jakiś obłęd. Sprawa okrutnego morderstwa zaprząta jej głowę, przez co zapomina o Jacobie i normalnym, codziennym życiu. Szczerze, nie dziwi mnie to, tym bardziej teraz kiedy szajka bawi się w pościgi i na dodatek jeszcze ten sms.
    co do wtyczki to nie wiem czemu, ale coś mi podpowiada, ze ma z tym coś wspólnego C&L, pewnie się mylę, ale coś mi tak podpowiada

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem czy tak wiele to zdanie wyjaśnia;D Może chodzić o miłość, a może to dotyczyć po prostu przyjaźni;D
      Bardzo dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
  38. Przeczytałam i ten! :) Lecę dalej...

    OdpowiedzUsuń
  39. Cieszysz się, że widzisz mnie ponownie? Mam nadzieję, że tak, bo nie zamierzam już nigdzie odchodzić i postanowiłem zarwać nockę i doczytać wszystkie rozdziały jakie mam u ciebie zaległe, bo ta śmierć Colina w 8 rozdziale mnie fascynuje i ciekawy jestem czy jest tak jak w poprzedniej wersji ;-)
    Co zaś tyczy się tego rozdziału, to mam nadzieję, że się nie obrazisz, gdyż uważam, że masz wiele (pewnie nie wszystko) wspólnego z Cat, a ja już wiem jaki mam z nią problem. Od początku jakoś nie mogłem się do końca przekonać do tej postaci i już wiem co mi w niej nie gra. Okazuję się, że choć całym sobą i naprawdę mocno podziwiam silne kobiety i trzymam za nie kciuki, to Cati jest dziwnym wyjątkiem. Chcąc nie chcąc nie umiem odciąć tak całkiem swoich myśli, prywatnych poglądów, być może nawet uprzedzeń i spojrzeć na twoje opowiadanie twoim okiem czy jako bezstronny obserwator, bo chyba tak się nie da. Patrzę więc na C jak na żywą osobę, bo czytając wczuwam się na tyle, jakby to się działo naprawdę, bo inaczej chyba nie ma sensu czytać (moim zdaniem czyta się dla emocji, ich wzbudzenia, powołania do życia, spojrzenia z innej strony, a nie po to by czytać na zimno i nie odczuwać). Wracając do tych silnych kobiet, to zawsze denerwowały mnie słabe mimozy, które do szczęścia potrzebują męskiego ramienia i bez partnera przy boku nie umieją funkcjonować, załamują się i nagle cieknący kran jest powodem do płaczu, zamiast do tego by włączyć komputer, poszperać w internecie i samemu udać się po uszczelkę. Po prostu zawsze poklaskiwałem samodzielności. Cati problem jest jednak zupełnie odwrotny, ona nie tyle zapragnęła być samodzielna lecz też samowystarczalna i być może życie ją do tego skłoniło i zmusiło i w ogóle, ale czasami warto odpuścić, a ona tego nie potrafi.
    Co do Colina to wejdę trochę w jego obronę, bo choć on Cati nie traktował tylko i wyłącznie jak kumpla, to jednak na moment podejdę do tego w taki sposób, jakby była dla niego wyłącznie kumplem. W życiu każdego chłopca jest taki moment, gdy staje się mężczyzną nie tylko w dowodzie, ale całkiem i to zmusza do przekwalifikowania priorytetów. Wydaje mi się, że tak się zazwyczaj dzieje, gdy trafi się na odpowiednią kobietę lub jak mój ojciec uważa właśnie na nieodpowiednią. Ja zostanę przy tej odpowiedniej, która w pewnym momencie zaczyna zajmować pierwsze miejsce i choć nie powinna zajmować jedynego, to nagle czas pragnie się spędzać z nią, z nią zakładać rodzinę, z nią zmieniać kolor ścian w pokoju, bo biel wydaje jej się za bardzo pusta. Nagle to staje się ważniejsze nić piwo z kumplem, bo zawsze można się na nie wybrać kiedy indziej. Nie uważam jednak, że nagle należy wszystko rzucać i być na każde tupnięcie pantofelka. Jednak zmieniają się proporcje. Cati tego nie potrafi dokonać, ona ciągle stawia siebie i własną samowystarczalność, życie jakby była panną bez zobowiązań z jednym zobowiązaniem jakim jest praca, ponad Jacoba. I tu wracamy do tego co mnie w niej najmocniej... może nie wkurza, ale z pewnością mnie uwiera, bo zawsze mi jest w pewnym sensie żal takich ludzi, bo w pewnym momencie dociera do nich nie że zmarnowali czas, czy że źle zorganizowali swoje życie, ale że mogli przeżyć więcej lub z kimś innym, z kimś kto na to zasługiwał i wydaje mi się, że właśnie to Cati zaczęła na tej siłowni dostrzegać i stąd to wyładowanie się. Colin jednak porzucił kumpelstwo z Cat, bo bał się, że nie obdarzy uczuciem tej nowej, jeśli ciągle będzie odgrzewał te stare uczuciowe kotlety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolałem wrzucić od razu, zanim blogger by uznał, że za mocno się rozpisałem. Mam nadzieję, że nie podzielasz zdania "pana bloggera".
      Bardzo podobało mi się w tym rozdziale zachowanie Jacoba. Ja wiem, że ja zazwyczaj go krytykowałem itd, ale w tym wypadku nie mam mu nic do zarzucenie i zazwyczaj irytują mnie mężczyźni, których nie stać na gest. Może się zdziwisz ale faceci w moim gronie zazwyczaj mówią, że ich nie stać na zaskakiwanie kobiet, żon, itd, bo brak czasu i forsy, a osobiście życie mi pokazało, że dla wartościowej kobiety ważniejszy okaże się być gest w postaci pikniku nawet na środku łąki, złożonego z kanapek własnej roboty i babcinej nalewki, przerywany śmiechem, zabawą, rozmową, niż godzinna kolacja w najdroższej z restauracji, przerywana telefonami i smsami służbowymi, nawet gdyby na końcu miało się otrzymać brylantową kolie (tak mnie jakoś natchnęło na porównania xD).
      A co do boksu to faktycznie dziwnie oddać kobiecie. Ja np teraz, trenując głównie dzieci umiem wyważyć siłę w takich walkach, odepchnięciach, blokowaniu ciosów, ale przed laty, gdy sam byłem taki narwany, to... i naprawdę potem się ma wyrzuty sumienia. Ja np kiedyś w walce by kobiety nie uderzyć odepchnąłem ją. Niefortunnie upadła, że odbiła się nosem od własnej ręki i krew jej poleciała i też przepraszałem jak wariat (potem się okazało że tylko bardziej ją tym wkurzałem, bo taka z niej niedoceniająca mojej troski baba była).
      To tyle na teraz i lecę do kolejnego, a co do zmiany numeracji, to dodam, że przez nią straciłem tyle energii, że aż sobie kanapkę z kabanosem musiałem zrobić.

      Usuń
    2. Oczywiście, że się cieszę, 'widząc' Cię z powrotem! ;)
      Ale drżę zabierając się za czytanie komentarza;D

      Tak, mam wiele wspólnego z Catheriną i to jest fakt. Podobny charakter, podobne zainteresowania i podobnie zachowałybyśmy się w wielu sytuacjach. Nie przeczę. Ale ja po prostu nie umiem pisać o kobietach, które są całkowicie różne od mnie. Może jako postacie drugoplanowe, albo mniej ważne to tak.
      Cóż, a no jest problem z tą Catheriną. Ludzie bardzo różnie ją odbierają. Niektórzy lubią, inni uważają, że jest za bardzo poświęcona pracy i egoistyczna, inni jeszcze coś innego. A ja w sumie nie wiem, co podczas poprawek i edycji mogłabym w niej zmienić. I chyba nie zmienię nic, bo na jej przemianę przyjdzie jeszcze czas To prawda, że bardzo poświęca się pracy i związek trochę kuleje, ale to jest robione celowo.

      Nie podzielam zdania pana blogera. Lubię długie komentarze;D

      Zajebiste porównanie. Też bym wolała piknik z babciną nalewką!

      Kanapką z kabanosem mnie zabiłeś, hahha;D ileż furii musiałam w Tobie wywołać! :D Następnym razem uprzedzę, zrobisz na zapas;D

      Dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
  40. Dobra, dziś jeszcze chyba tylko szóstka i reszta w weekend.
    Posypało się.
    Ale z drugiej strony, może takie odcięcie się od siebie sprawi, że Colin nie będzie już w żaden sposób angażowany w przygotowania do ślubu Catii, a ona z kolei będzie miała wreszcie czas dla narzeczonego, który naprawdę na ten czas i uwagę zasługuje.
    Gorzej się to zapowiada dla śledztwa, bo jeśli prowadzący je będą się unikać czy wręcz nienawidzić, to kompletnie niczego nie osiągną.
    Myślałam, że jak sobie powiedzą otwarcie jak sprawa wygląda, co każde czuje, to atmosfera się szybko rozluźni, pójdą na to swoje piwo i pogodzą jak zawsze. A tu się jeszcze pogorszyło...
    Ale jeśli jak to ujęłaś "Colin zawsze był dla niej bardziej prywatny niż zawodowy", to przy wizji zbliżającego się ślubu takie relacje są niewskazane, według mnie. Nie oszukujmy się, jeśli spędza z nim cały czas zawodowy, potem również sporo są razem po pracy, rozumieją się bez słów, znają na wylot, mają wspólne tematy i zmartwienia, z którymi czasem nie mogą dzielić się z nikim innym, to prędzej czy później to przestanie być tylko przyjaźń. Tym bardziej, że kiedyś nie było. Myślę, że w innych okolicznościach, takich spokojnych, to odcięcie się od siebie nie byłoby takie skuteczne i trwałe.
    Mimo wszystko gdzieś tam w środku czuję, że się pogodzą. Albo może nie tyle pogodzą, co jakieś wydarzenia zmuszą ich do ponownego zaufania sobie, martwienia się o siebie nawzajem. Sprawa tego morderstwa daje w tej kwestii spore pole do popisu i wiem, że jeszcze nie raz nas zaskoczysz ;)
    I ta wiadomość na końcu. Uuuu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no masz rację, że ta relacja stwarza jakieś zagrożenie dla jej przyszłego ślubu. Mniejsze lub większe, ale stwarza. A ja nie rozwiążę tej kwestii tak łatwo:D
      Czy zaskoczę? A no mam nadzieję. Ale czas pokaże :D Pole do popisu mam, więc teraz tylko siadać i pisać:D

      Bardzo dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
  41. Wróciła moja sympatia do komendanta ;p "Colin Pieprzony Farciarz"
    Ja się tam nie dziwię Colinowi. Dla mnie ta ich przyjaźń była od początku patologiczna i jeśli oni nie idą w kierunku związku to po co oszukiwać siebie i innych? Inna sprawa, że Colin oszukuje siebie ;p Powinien jasno powiedzieć Cat, że ją kocha i to dlatego chce zakończyć ich przyjaźń. Wtedy ona wiedziałaby, jakie ma opcje i łatwiej by jej było zaakceptować to, że on chce się od niej odsunąć.Wybrałaby jego albo Jacoba, wóz albo przewóz. A tak Colin pozbawił jej wyboru... więc może tak naprawdę go nie rozumiem? Tchórz haha

    Sam rozdział bardzo dobry, ilość opisów nie przeszkadzała mi w żaden sposób. No i rozumiem, dlaczego Cat olewa Jacoba - nie kocha go... albo kocha słabo. Ona żyje w trochę innym świecie. Kolacja przy świecach, kiedy ona dostaje już listy z pogróżkami, to po prostu coś totalnie z kosmosu. Ja wiem, że on jeszcze tego nie wie. Jednak mimo wszystko zdawał sobie sprawę, że ona wkręciła się w niezłą kabałę i tutaj takie ckliwe kolacyjki są dziwne... no zwyczajnie nie wiem, czy to jest to, czego Cat teraz potrzebuje. Oczywiście mogę się mylić, ale napisałam, co myślę ;p

    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i tchórz, może i przyjaźń była patologiczna, nie twierdzę, że nie :D
      Nie rozumiem tylko czemu po tym rozdziale stwierdziłaś, że Cat nie kocha Jacoba. Olała go, bo nie miała siły, miała zbyt wielki mętlik w głowie, wszystko zaczęło ją przerastać i chciała zostać z tym sama. Miłość akurat w tej kwestii ma tu małe znaczenie. Tak to chciałam przekazać, ale wiadomo, że wyjść mogło różnie ;)

      Dziękuję za komentarz ;)

      Usuń
  42. Wybacz, że pojawiam się tutaj tak z doskoku, raz na jakiś czas, od większego dzwonu, ale ostatnio... żywię jakąś dziwną niechęć do blogowania. Ciągle jak nie jakiś spam egoistycznych dupków (ja już obrażam tych ludzi, być może nie powinnam, ale brak mi słów), albo ledwie ktoś zaczął, a już się znudził, ci co pisali dłużej, też się znudzili i pouciekali... Mam nadzieję, że ty swoje opowiadanie dokończysz, nie będziesz już zaczynała go od nowa, ani nic z tych rzeczy, bo chyba naprawdę by to było takim "skopaniem leżącego".
    Cati nie lubię i nigdy tego nie kryłam. Jako postać jest niezwykle ciekawa i "żywa", ale jakbym miała taką pannicę w klasie, czy potem kobietę w pracy, to jest niemal pewne, że byśmy się ze włosy chwytały i o stół głowami waliły.
    Wezmę więc w obronę Colina <3 . On chce ruszyć dalej, ma do tego prawo, a Cati jest jego balastem, który ściąga go nie tyle na ziemie co też przy okazji na dno. Ja nie mówię, że oni nie mogą się potem przyjaźnić, bo pewnie mogą, ale wyraźnie trzeba im odpoczynku od siebie, bo powoli to co ich łączy zaczyna się robić toksyczne. To Cat jest toksyczna, bo ma dziewczyna swojego faceta,a zachowuje się tak, jakby chciała chwycić dwie sroki za ogon. Jakby nie rozumiała, że to Jacob ma być jej mężem, a Colin jest tylko kumplem z pracy, być może i przyjacielem od serca, ale nie powinna łączyć swojego życia z jego, a łączyć je z Jacobem. Drogi jej życia i Colina mogłyby się czasami przeciąć w jakimś barze, itd, ale to co ona robi, wygląda tak jakby to z Colinem była, a Jacob był jedynie kochankiem. Na dodatek ona strasznie się temu Colinowi narzuca, obarcza go swoimi problemami, swoimi przygotowaniami do wesela, itd. Przyjaciel przyjacielem, ale jest dorosła i sama powinna sobie z niektórymi rzeczami radzić, albo z pomocą partnera, a nie... mam do niej tyle zastrzeżeń, że nawet w słowa tego nie ubiorę.
    Ponadto wydaje mi się, że Colin chce ją chronić, dlatego ją od siebie odsuwa, ale tutaj mogę się mylić, ale... jak ja bym pisała kryminał, czy jakąś taką powieść, to ja bym tak kombinowała, by wszystko było po coś i z jakiegoś powodu, więc systematycznie u ciebie też się doszukuję powodów.
    Przepraszam, że tak chaotycznie, ale doglądam dzieciaków, bo się uparli, że będą piec kiełbaski z serem na grillu elektrycznym i tak zerkam, by się nie poparzyli, bo jak we dwójkę, to zaraz się pewnie popychać zaczną, albo sobie coś wyrywać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się u Ciebie nie pojawiłam już kilka miesięcy, więc jak mogłabym mieć jakieś pretensje do Ciebie;D Poza tym zawsze powtarzam, że czas nie ma znaczenia, ważne, żeby czytelnik w ogóle wpadł;)

      Nie zamierzam zaczynać jeszcze raz od nowa. Nie zamierzam też przerywać pisania. A jak wyjdzie? Życie jest nieprzewidywalne :D

      Powiem szczerze, nie rozumiem tej niechęci. Nie rozumiem dlaczego uważasz, że Cat jest toksyczna. Od 7 lat przyjaźni się z Colinem, zawsze byli dla siebie jak rodzeństwo, on jej zawsze mówił o swoim życiu, więc naturalne, że ona mówi o swoim. Teraz nagle facet zrywa kontakt, a Ty mówisz, że to ona jest toksyczna... I nie rozumiem, dlaczego uważasz, że Catherina zachowuje się jakby była z Colinem. Nigdy nie napisałam, że zależy jej na nim jakoś bardziej.
      "Przyjaciel przyjacielem, ale jest dorosła i sama powinna sobie z niektórymi rzeczami radzić" - a z czym Catherina sobie nie radzi?

      No, ale to Twoje zdanie, ja je szanuję, chociaż kompletnie nie mogę zrozumieć;D

      Dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
  43. W końcu udało mi się dotrzeć! Ostatnio cały czas coś stało mi na przeszkodzie i skutecznie uniemożliwiało mi dotarcie do Twojego bloga. Ale tłumaczyć będę się później, jak już wszystkie komentarze wstawię! Wtedy też będziesz mogła na mnie krzyczeć ile będziesz chciała! :D

    A przechodząc do rozdziału.
    Szczerze mówiąc komentarz napisałam już baaardzo dawno i kartka z nim zdążyła mi się już ze 3 razy zgubić i znaleźć :D
    To ciekawe, jak bardzo uświadamiamy sobie to, że ktoś jest dla nas ważny w sytuacji, kiedy istnieje ryzyko, że go stracimy...
    Jest mi przykro i sama byłam zła czytając ten rozdział. Też bym chciała wiedzieć dlaczego całe moje życie, które do tej pory układałam rozpada się na kawałki, bo jakby nie było Colin swoim zachowaniem zranił również moje serce!
    Przez chwilę sama myślałam, że dostanę zwału... Tak, mówię o tej akcji w mieszkaniu! Każdy człowiek jest inny i inaczej reaguje w różnych sytuacjach, a w świetle ostatnich zdarzeń, których Catia była nieodłącznym elementem... Cóż, wcale się nie dziwię, że tak zareagowała i przygotowała się na najgorsze. Jednak nie zostawiłabym narzeczonego bez względu na to jak bardzo byłabym przybita i zmęczona. No ale ja to ja :D
    Bardzo zaintrygowała mnie wiadomość od nieznajomego. Co się za tym kryje? Cóż, zaraz się przekonam!
    ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ani przez moment nie miałam zamiaru na Ciebie krzyczeć! ;) I nawet nie wiesz, jak się ucieszyłam widząc od Ciebie komentarz(e). Bardzo Ci za nie dziękuję! ;*

      Usuń
  44. Czy jestem złą osobą, skoro trochę żałowałam, że Colinowi nic się nie stało? :D Serio, mam dość tego faceta ;/ Z każdym rozdziałem wkurza coraz bardziej.
    A zachowanie Catii rozumiem. Ma ciężką sprawę na głowie, to i nie ma czasu myśleć o innych rzeczach. I ludziach. Dlatego nie winię jej zbytnio za zignorowanie Jacoba, chociaż trochę szkoda mi się go zrobiło.

    Pozdrawiam,
    ellain.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko kibicować komuś, kogo się nie lubi, więc rozumiem ;D
      Dziękuję za komentarz ;*

      Usuń
  45. „Zapomniała o wszystkim. O wiadomościach od Jacoba, o późnej godzinie, a nawet o dziwnym zachowaniu Colina z ostatnich dni. Liczyło się tylko to, co dobre. Jak ćwiczyli razem na Crown Nets, jak zawsze mogła na niego liczyć, jak wychodzili w środku nocy, by napić się piwa w ulubionej knajpce i nigdy nie kończyły im się tematy do rozmów. Jak Colin pomagał jej na początku służby i starał się przekonać, że wcale nie jest takim kobieciarzem, za jakiego ma go cały departament, jak kaleczył śpiewem piosenki, jadąc na kolejne wezwanie.” – nie wiem czemu, ale strasznie mi się podoba ten fragment. Naprawdę potrafisz wszystko rewelacyjnie opisać…
    „Bo Colin zawsze był dla niej bardziej prywatny niż zawodowy.” – Ooooooooo <3
    Mnie się to podoba. Zarówno ich relacja jak i ich charaktery. Ale przede wszystkim podoba mi się to, jak potrafisz opisać daną sytuację z punktu widzenia dwóch osób i właśnie to sprawia, że te postacie wydają się być prawdziwe. Bo mają swoje zdania. Bo jeden widzi coś inaczej niż drugi. Bo umieją się kłócić. Bo robią to w sposób prawdziwy. Bo są inni.
    Chyba jednak cofnę swoją decyzję i przestanę czytać. Wpędzasz mnie w pisarskie kompleksy xd
    Lecę dalej ;*

    Legna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, nie czytałam co prawda jeszcze Twojej książki (przy okazji - można ją już kupić? Bo jak zwykle nie jestem w temacie :D), ale naprawdę wątpię, żebyś mogła mieć jakiekolwiek kompleksy :) Ogromnie się cieszę, że tak Ci się podoba;) Mam teraz wielkiego banana na twarzy! :D
      I bardzo dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
    2. Teraz można ją zamówić już wszędzie, ostatnio widziałam promocję w Empiku - http://www.empik.com/zakaz-niedbal-anna,p1125295786,ebooki-i-mp3-p
      ale jest również w Matrasie - http://www.matras.pl/zakaz-tom-1,p,251938 i w wielu innych księgarniach ;)
      Oj wierz mi, teraz wiele rzeczy napisałabym inaczej xd to nie tak, że się wstydzę swojej książki czy coś, ale widzę ogromną różnicę między pierwszym, a drugim tomem (nad którym obecnie pracuję) :D Wiadomo, każdy uczy się poprzez praktykę, więc wierzę, że będę tylko coraz lepsza ;)
      Ale szczerze uwielbiam Twój styl i pomimo ogromnych różnic między naszymi powieściami, takimi jak narracja, gatunek... no i właśnie - styl, to i tak bardzo dużo się od Ciebie uczę, dziękuję Ci za to ;*

      Usuń
    3. Ja sama już teraz widzę, że gdybym zerknęła do moich poprzednich rozdziałów, to mnóstwo rzeczy bym zmieniła. A gdzie tu jeszcze do końca! Także potrafię Cię zrozumieć;D Ale jestem przekonana, że będziesz coraz lepsza! ;) Tym bardziej jeśli ciągle piszesz i szkolisz swój warsztat;)

      W takim razie muszę zajrzeć do Empiku :D A potem zdam Ci moją recenzję ;D Jestem pewna, że i ja się mogę od Ciebie dużo nauczyć;) A jak tam II tom? Kończysz?

      Usuń
    4. Oj, niestety do końca to mi jeszcze daleko :( Można powiedzieć, że całość już mam napisaną, ale potrzebuje wielu poprawek - tak z 99 % tekstu :D Ale muszę się też zmobilizować do publikowania jakichś opowiadań, a odkąd postanowiłam przenieść WZD na moją stronę autorską to stało się to dla mnie dużo trudniejsze xd
      Czekam na recenzję z niecierpliwością! <3

      Usuń
    5. No tak, publikowanie pod własnym nazwiskiem to już nie to samo co anonimowo :D

      Usuń
  46. Jacob! Ach, szkoda tylko, że nawet nie porozmawiali. Mam wrażenie, że ich związek będzie przeżywał teraz kryzys, tak jak relacja Cath z Colinem. W sumie, już go kompletnie nie lubię szkoda, że żyje. XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Szkoda, że żyje" wow, ostro xD
      Bardzo dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń

Nie toleruję spamu pod rozdziałami! Bez względu na to czy jesteś autorką opowiadania, ocenialni, szabloniarni... ze spamem idź do spamu!