20 grudnia 2016

"Walczę i zwyciężę" Rozdział 12

12

Dan bez trudu odnalazł Michaela. Przerażony malec siedział za pniem jednego z drzew i cicho łkał. Przysunął kolana pod brodę, objął je rękami i trząsł się, jakby temperatura powietrza wynosiła kilkanaście stopni poniżej zera. Nie podniósł nawet głowy, gdy żołnierz przy nim ukucnął.
Cardona domyślał się, jak wielkie spustoszenie panowało w jego umyśle, i czuł się za to w całości odpowiedzialny. Porywając dzieciaka z sierocińca, wziął za niego odpowiedzialność, stał się mentorem i opiekunem. Obiecał samemu sobie, że zapewni malcowi ochronę, troskę i najlepszy dom, jaki zdoła zbudować. Zamiast tego zawiózł go prosto w centrum krwawej rzezi i tylko cudem uratował od porwania i pewnej śmierci. Wiedział, że teraz — gdy byli już w jakimś stopniu bezpieczni — powinien wesprzeć chłopca i pokazać, że najgorsze minęło. Jednak mimo iż czuł przerażenie Michaela i jego niezrozumienie dla całej sytuacji, nie potrafił wymówić ani słowa. Dan nie znał sposobu, w jaki mógłby pomóc mu stanąć na nogi, skoro sam ledwo się na nich trzymał.
— Musisz wstać... — powiedział tak cicho i osowiale, że prawie nie poznał własnego głosu. — Musimy iść...
Opadał z sił. Marzył tylko o tym, by choć na moment oderwać się myślami od tego, co widział, i odpocząć. Zjeść coś, napić się wody, przemyć ranę i posłuchać leśnej ciszy. Usnąć, odetchnąć, a rano obudzić się w innym nastroju. Zapomnieć, nie roztrząsać i żyć dalej. Tylko tyle i aż tyle. 
— Nie musisz się już bać... — kontynuował spokojnie Dan. — Już nic ci nie grozi...
Sam w to nie wierzył, ale nie potrafił teraz wymyślić bardziej twórczej przemowy. Tandetne teksty musiały wystarczyć.
— Chcę do Alice! Do Rose! I do moich kolegów! — wykrzyknął nagle chłopiec, prawie dławiąc się łzami.
Podniósł głowę, a wtedy Dan zobaczył, że twarz Michaela jest nienaturalnie blada, oczy przekrwione, a usta sine. Po policzku spływała mu strużka krwi, która z pewnością nie pochodziła od malca. Mężczyzna poczuł obrzydzenie, uświadamiając sobie, że zostawił na jego twarzy ślad po zakatowanym zamachowcu. A może to krew z mojej rany? — pomyślał żołnierz. 
— Nie wrócisz do nich — westchnął Cardona. — Teraz będziesz mieszkał ze mną.
— Nie chcę! — wrzasnął Michael, machając z bezsilności rękami. — Nie chcę być z tobą! Ja chcę wrócić do domu! Chcę do kolegów!
— To nie był twój dom — odpowiedział. Coraz trudniej przychodziło mu zachowanie spokoju. — Będziesz miał teraz nowy. Całkiem inny...
Malec wpadł w histerię. Zaczął wierzgać, szaleć i kręcić gwałtownie głową. Żołnierz tracił cierpliwość i zupełnie nie wiedział, w jaki sposób zapanować nad chłopcem. W ostatniej chwili powstrzymał zasadniczy, twardy krzyk, który sam pchał mu się na usta.
Poczuł, że tego dnia spadło na niego stanowczo zbyt dużo. Plan zakładał jedynie przyjazd pod dom dziecka, porwanie Michaela i spokojny powrót do lasu. Zamiast tego Dan trafił na wojnę, cudem uniknął śmierci, a teraz nie mógł nawet odpocząć, bo miał na głowie przerażonego chłopca.
— Uspokój się — rozkazał spokojnie. — Uspokój się i spójrz na mnie.
Michael nie zamierzał tego zrobić. Na złość patrzył w przeciwnym kierunku. Dan miał już tego dość. 
— Chcę się tobą zaopiekować, ale musisz mi na to pozwolić! — powiedział o ton głośniej, niż zamierzał. 
To sprawiło, że malec na moment się uspokoił.
— Chcę dać ci nowy dom — kontynuował żołnierz. — Nie będziesz tam miał tylu kolegów i koleżanek, zamieszkamy w lesie wśród drzew i zwierząt i będzie nam cholernie ciężko. Nie będzie bajek, telewizji, internetu, ciepłego łóżka, mleka z czekoladowymi płatkami na śniadanie, ale będziemy tam razem, Michael. Tylko ja i ty. Nauczę cię strzelać, chodzić po drzewach, budować namioty. I będziesz dla mnie najważniejszy... — Sam nie wierzył, że tak tkliwe słowa przeszły mu przez gardło. — Będę się o ciebie troszczył i dbał, ale teraz musisz się uspokoić. — Wyraźnie to zaakcentował. — Możesz?
Malec nie wiedział, co powiedzieć, więc zaczął memłać palec w ustach.
— Będziemy jak tatuś i synek? — zapytał po chwili. 
W jego oczach pojawiło się coś, czego Dan nie potrafił zdefiniować. Nadzieja? Radość? Niepewność?
— Tak — odpowiedział żołnierz. Czuł, że po raz pierwszy od dawna ogarnia go wzruszenie. — Jak tatuś i synek.
Malec wpatrywał się w jego oczy, w brodę, w barczyste ramiona i wyciągniętą dłoń. Nie chciał z nim iść, nie chciał podać mu ręki, ale jeszcze bardziej nie chciał zostać sam w środku lasu. 
A Dan wiedział, że jeśli dwadzieścia sześć lat temu ktoś złożyłby mu podobną propozycję, to z pewnością by jej nie odrzucił.

*

Odkąd Catherina otworzyła oczy, nie uroniła ani jednej łzy. Nie chciała poddawać się cierpieniu, nie wiedząc, czy płacz będzie miał jakiekolwiek uzasadnienie. Nie miała pewności, czy Colin naprawdę umarł, więc nie zamierzała przedwcześnie nosić po nim żałoby. Wolała wierzyć, że nie stało się najgorsze, usunąć z głowy destrukcyjne myśli i zawalczyć o szybki powrót do ukochanych osób. To, jej zdaniem, był lepszy plan niż wylewanie łez w poduszkę i użalanie się nad własnym losem.
Już od kilku godzin leżała skulona na łóżku w chacie zielarki, myśląc o wszystkim, co spadło na nią w ostatnim czasie. Doszła do wniosku, że pobyt w lesie może działać na jej korzyść. Miała nadzieję, że to niespodziewane zniknięcie dla świata odwróci od niej uwagę oprawców. Będzie mogła niepostrzeżenie wrócić do Jacoba, zdobyć informacje o Colinie, a potem zastanowić się, co dalej. Z tego powodu z ogromną niecierpliwością czekała na powrót Dana. Liczyła na to, że tajemniczy wybawiciel opowie jej, co wydarzyło się tamtego feralnego dnia, gdy ona straciła świadomość. Może dzięki temu będzie potrafiła lepiej ocenić swoje położenie i wymyślić skuteczny plan działania.
Była ogromnie ciekawa, kim jest i jak wygląda człowiek, który uratował jej życie i ofiarnie niósł na rękach przez kilka mil. Skąd się tam wziął? Czemu jej pomógł? Czy mieli okazję spotkać się kiedyś w przeszłości? Nie mogła się doczekać, kiedy zdobędzie odpowiedzi na wszystkie pytania, a potem wróci wreszcie do domu.
Podniosła się do pozycji siedzącej i głośno westchnęła. Nudziło jej się. Miała już dość leżenia i spania, bo robiła to prawie przez cały dzień. Z braku innych zajęć znowu zaczęła myśleć, ale tym razem na siedząco. Ogromnie żałowała, że zgubiła gdzieś telefon i nie mogła w żaden sposób poinformować Jacoba, że nic jej nie dolega. Była przekonana, że mężczyzna odchodzi od zmysłów, nie wiedząc, co dzieje się z ukochaną, i zapewne poruszył niebo i ziemię, żeby ją odnaleźć. Miała wyrzuty sumienia, że dała mu powód do zmartwień, ale obiecała sobie, że zrobi wszystko, co w jej mocy, by jakoś mu to potem wynagrodzić.
Przemyślenia Morgan przerwało wejście Hebe. Staruszka szybkim krokiem podeszła do żeliwnego kociołka stojącego na piecu, po czym wrzuciła do niego garstkę ziół. Następnie dolała wodę i zielone płyny znajdujące się w dużych przezroczystych słoikach. Na Catherinę nie zwracała żadnej uwagi, lecz ona postanowiła przerwać ciszę.
— Mogę o coś zapytać?
— Słucham — odpowiedziała zielarka, ale nie oderwała się od pracy.
— Kiedy wróci pan Dan?
— Nie wiem — odparła szybko, marszcząc przy tym czoło. — Szczerze powiedziawszy, powinien już tu być…
Choć staruszka wypowiedziała te słowa takim samym — beznamiętnym — tonem jak wcześniej, Catherina mogłaby przysiąc, że wyglądała na zmartwioną. Mimo to Morgan nie kontynuowała tematu, bo inna myśl wpadła jej do głowy.
— Słyszałam, że nie widzieliście mojego telefonu, ale co z portfelem?
— Po co ci portfel w środku lasu? — zdziwiła się zielarka.
— Miałam tam zdjęcia i wszystkie karty kredytowe.
Wierzyła, że naprawdę zdoła stąd odejść, a pieniądze przydadzą jej się do przekroczenia granicy. 
— Nie wiem, musisz pytać Dana.
O ile do nas wróci — dodała w myślach Hebe.
Catherina nie pytała już o nic więcej i ponownie utonęła w morzu własnych rozważań.
Zielarka natomiast ostatni raz przemieszała wywar w kociołku, po czym wyszła z chaty.
Las tonął w kompletnym mroku. Jedynym źródłem światła był księżyc przebijający się nieśmiało między koronami drzew i ogień, który dawało palenisko.
Hebe spojrzała w kierunku szałasów stworzonych przez śpiących już Alysson i Mangusa, po czym zaśmiała się cicho pod nosem. Choć konstrukcje nie wyglądały tragicznie, kobieta była przekonana, że runą przy pierwszym silniejszym wietrze. Uważała, że wybrali zbyt słabe gałęzie, które potem za lekko ze sobą związali. Zastanawiała się, dlaczego zdecydowali się na zbudowanie dwóch osobnych szałasów zamiast dużego jednospadowego koło ogniska, tak by grzali się nawzajem, ale też od ognia. Odpowiedź na to pytanie zawierała się w dwóch słowach — niewiedza i niedoświadczenie. Rodzeństwo musiało się jeszcze wiele nauczyć, ale zdaniem zielarki byli na dobrej drodze. Sam fakt, że ludzie, którzy nigdy nie mieli do czynienia z harcerstwem i lasem, zdołali zbudować szałas, zasługiwał w jej mniemaniu na uznanie. Niewielkie, ale jednak. Mimo wszystko nie zamierzała powiedzieć tego głośno. Ani teraz, ani nigdy później.
Nagły trzask wyrwał ją z zamyślenia. Od razu spojrzała w kierunku hałasu, ale w ciemności nie potrafiła niczego dostrzec. Przez chwilę w ciszy patrzyła przed siebie, zastanawiając się, kto wyjdzie z lasu. Człowiek czy zwierzę? Przyjaciel czy wróg?
— Jesteśmy na miejscu. — Usłyszała szept i odetchnęła z ulgą.
Ten głos rozpoznałaby wszędzie. Dan.
Gdy mężczyzna wraz z dzieckiem wyszli z cienia, na usta Hebe wpłynął szczery, ciepły uśmiech, który od razu został odwzajemniony.
— Wróciłeś... — stwierdziła zielarka, nie odrywając wzroku od żołnierza.
Widziała, że był zmęczony i przygnębiony; że potrzebował teraz odpoczynku i spokoju, ale dostrzegła w jego oczach też coś, czego do tej pory nie widziała — tłumioną radość. I doskonale wiedziała, co jest tego powodem.
— To jest Hebe — powiedział Dan, kucając przy Michaelu. — Przez jakiś czas będziemy u niej mieszkać.
Malec nie odpowiedział. Powoli uniósł wzrok na kobietę i spojrzał prosto w jej oczy. Coś go przyciągnęło, a potem zahipnotyzowało do tego stopnia, że przez moment nie potrafił odwrócić głowy. Odwzajemnił uśmiech, którym obdarowała go zielarka, mimo iż początkowo wcale nie zamierzał tego zrobić.
— Chodź, Michaelu — powiedziała przyjaźnie Hebe, wyciągając do niego dłoń. — Pokażę ci, gdzie będziesz dzisiaj spał. Dan jest zmęczony, musimy dać mu odpocząć, dobrze?
Chłopczyk kiwnął głową na znak zgody i posłusznie — choć niepewnie — podążył za kobietą. Nie krył zaskoczenia, gdy zamiast wejść do chaty, stanęli przed szałasem. Patrzył na niego z krzywą miną, ale nie odezwał się ani słowem.
— Poczekaj — poprosiła kobieta.
Weszła na trzy schodki prowadzące do jej domu i ściągnęła lampę naftową wiszącą nad drzwiami. Potem wróciła do Michaela, uchyliła wejście do szałasu i poświeciła do wnętrza.
Chłopczyk milczał, gdy zobaczył posłanie stworzone z siana i ręcznie haftowany koc. Nie wyglądał na szczęśliwego, że właśnie tak wygląda jego nowe lokum.
— Wolałbym spać w domu... — powiedział z kwaśną miną.
— Michael — zaśmiała się lekko zielarka. — Od jutra będziesz młodym, silnym wojownikiem. A wojownicy zawsze śpią w szałasach.
— Czemu? — zapytał zaciekawiony.
— Jutro ci odpowiem. Mieliście z Danem bardzo ciężki dzień i musisz odpocząć. Kładź się spać i niczego się nie bój. Od jutra zaczynasz nowe, lepsze życie, Michaelu. — Uśmiechnęła się. — Musisz być wypoczęty.
Chłopczyk z lekkimi oporami położył się na sianie. Potem przykrył się kocem i zamrugał kilka razy.
— Miękko — stwierdził uroczym głosem.
— Śpij dobrze. Będziemy tuż obok ciebie — obiecała Hebe.
Uśmiechnęła się po raz ostatni, obserwując, jak zmęczony Michael zamyka oczy i momentalnie zasypia. Wobec tego zielarka zamknęła drzwi do jego szałasu i podeszła do Dana.
Mężczyzna siedział przy palenisku i niewidzącym wzrokiem wpatrywał się w ogień. Kobieta nie potrzebowała słów i wyjaśnień, by domyślić się, co było tego powodem.
— Jak dużo? — zapytała tylko.
— Setki — wychrypiał, nie odwracając głowy w jej kierunku. Nawet nie mrugnął. — Setki... Może tysiące. Nie wiem.
— Połóż się spać. Wystarczy wrażeń na dziś — zaproponowała.
— Miałem nadzieję, że się mylę — mówił. Wyglądał na nieobecnego duchem; jakby wcale go tutaj nie było. — Miałem nadzieję, że ten dzień nie nadejdzie…
— Ale nadszedł — wtrąciła zielarka. — A ty zrobiłeś wszystko, co mogłeś w tej sytuacji zrobić. Uratowałeś Michaela, Alysson, Mangusa i Catherinę. Dzięki tobie żyją i jeszcze nie wiedzą, co to piekło. Wypełniłeś wszystkie swoje cele, więc tej nocy możesz spać spokojnie. Naprawdę możesz, Dan — rzuciła dobitnie.
Wiedziała, że żołnierz będzie się teraz zadręczał, rozmyślał nad wszystkim, co się wydarzyło, i rozdrapywał stare rany. Miała nadzieję, że jej słowa pomogą mu tego uniknąć, choć wątpiła, by rejestrował, co do niego mówiła.
— To jeszcze nie jest czas na sen — stwierdził, po czym wstał.
Zielarka westchnęła.
— Jest trzecia w nocy! Wszyscy już śpią!
— Zajmiesz się rano Michaelem? — zapytał, zmieniając temat.
— Przecież wiesz, że tak.
Dan spojrzał na kobietę, ale nie podziękował. Nie musiał. Wdzięczność wyczytała z jego oczu.
— Będę rano — zapowiedział, a potem zniknął między drzewami.

*

Potężny wysiłek fizyczny praktycznie zawsze pomagał mu w wyciszeniu i opanowaniu emocji, ale tym razem było inaczej. Kolejne podciągnięcia na grubej, dębowej gałęzi nie zdołały zniwelować rosnącej złości i poczucia bezsilności. Pot spływający po całym ciele nie dawał satysfakcji, a zmęczenie nie sprawiło, że bolesne myśli przestały trapić jego duszę. Ciemność nocy i cykające świerszcze tylko sprzyjały niepożądanym retrospekcjom.
Był zły, wykończony i przybity wszystkim, co wydarzyło się tego dnia. W dalszym ciągu czuł adrenalinę, która pchała go do radykalnych rozwiązań, oraz druzgocącą niepewność o siebie i innych. Miał świadomość, że już nigdy nie będzie łatwiej. Od tej chwili zawsze będzie musiał walczyć.
Zmusił się do kolejnych podciągnięć. Choć odczuwał ogromne zmęczenie, nie zamierzał przerwać treningu — codziennego rytuału, który motywował go do pokonywania przeszkód i niepoddawania się w drodze do celów.
Odkąd tylko pamiętał, sport był dla niego najlepszą odskocznią od problemów, docinków znajomych, samotności i myśli, że jest niechciany, porzucony i niekochany przez osoby, które powinny dać mu dom i poczucie bezpieczeństwa. 
Najpierw sala treningowa — a potem mata, siłownia bądź poligon — odsuwały jego myśli od trudnych tematów, pokazywały, że istnieje  choć jedna dziedzina, w której może być dobry, a przez to szanowany. Wysiłek sprawiał, że problemy odchodziły w chwilowe zapomnienie, a całą jego uwagę zajmowało zmęczenie i poczucie dobrze wykonanego zadania. Potem szedł spać, a gdy wstawał rano, okazywało się, że sytuacja wcale nie prezentuje się tak tragicznie, jak początkowo myślał.
Dziś było inaczej. Choć ze wszystkich sił starał się skupić na wykonywanych ćwiczeniach, przykładać do nich z taką samą precyzją jak zawsze — nie potrafił. Zbyt wiele niepokojących myśli wypełniało jego głowę, zbyt wiele wspomnień przesuwało mu się bez przerwy przed oczami. Zbyt wielu ludzi zostawił dziś na pastwę losu, zbyt wiele nadziei złamał i zbyt wiele śmierci zobaczył.
Opuścił się na ziemię i w przypływie złości zaczął kopać w drzewo. Masakrował konar zdrową nogą, nie przejmując się, że w każdej chwili może rozerwać szwy na zranionej. Był zły, wściekły pozbawiony nadziei w sens swoich działań. Bo teraz mogło być już tylko gorzej.
Musiał się wyżyć.
Jedno kopnięcie, drugie, trzecie. Nie zwracał uwagi na coraz większy ból, nie brał pod uwagę, że może złamać sobie nogę. Chciał się po prostu wyżyć, wyzbyć wszystkich negatywnych emocji. Zająć fizycznym cierpieniem, by nie myśleć, jak bardzo ucierpiała jego psychika.
W końcu przestał kopać, kucnął i w przypływie szału zaczął szarpać się za włosy. Nie miał siły, nie miał pomysłu, jak sobie pomóc i jak dalej pokierować swoim życiem. Wiedział, że wszystko, co zrobił tego dnia, było inne, niż powinno. Jego początkowy plan nie obejmował zabijania ludzi, jeżdżenia po trupach i roztrzaskiwania głów przeciwników. Nie był przygotowany do wzięcia udziału w takiej masakrze, choć w pewnym sensie on też ją tworzył. 
Czuł się przytłoczony, samotny, brudny. 
I miał świadomość, że dziś jego codzienne mary powrócą o wiele silniejsze niż zwykle i o wiele silniejsze niż kiedykolwiek. A on bał się stawić im czoła.



Gif jest okropny, ale Dan też do pięknych nie należy ;D Chociaż... kto czytał prolog, ten ma porównanie.

Rozdział jest krótki, ale potrzebowałam takiego podsumowania tej "wyprawy". W 13-tce zaczniemy się skupiać na relacjach między bohaterami. Będą kłótnie, bicie, krzyki, płacze, czyli wszystko co najlepsze xD


44 komentarze:

  1. Łoo czyżbym była pierwsza?:D Wpadłam sobie ot tak na bloga i patrzę, że coś nowego. A że dziś odpuściłam sobie wykłady, bo czuję się koszmarnie i jeszcze zasada studenta, że jak masz coś ważnego, długiego do zrobienia, to zaczynasz robić wszystko inne... to jestem :D.
    Faktycznie, krótszy od poprzednich, ale tak, nie da się przejść bez takiego wytłumaczenia. No dobra, może i da, ale mi by brakowało fragmentu z Michaelem, tutaj był chyba najważniejszy. Może i to fajna zabawa mieszkać w lesie i uczyć się życia, ale nie na zawsze, nie tak od razu... i nie z obcym człowiekiem. Ciężko więc się dziwić uporowi chłopaka. Chociaż w końcu mu trochę zaufał i dał się przekonać. Spanie na sianie nie jest złe, ale i jeszcze kocyk dostał, no to super :). W końcu samemu mu się jakoś spodobało. Wiadomo, że nie równa się ciepłemu domowi, ale jeżeli za tę cenę... po prostu żyje, to na razie jest w porządku. Pewnie będzie mu trudno, ale jakoś się przystosuje. W końcu ma lepiej niż Alysson i Mangus ;P. Swoją drogą, to sama też bym nie umiała raczej zbudować szałasu. Jak mają to oprzeć? Wbić do ziemi? Aż sobie chyba włączę grę Ósmy cud świata i zobaczę :D. Albo po prostu w wyszukiwarkę. Może ludźmi pierworodnymi nie są, ale żyć muszą. Albo zmarzną, albo się nauczą. Ewentualnie ktoś im pomoże.
    Od początku byłam ciekawa czy Jacob przeżył. Czy może ktoś go porwał czy trafił gdzieś indziej. No, ale jeszcze do tego nie doszłaś, a ja jestem ciekawa. Raczej w Colinie nie pokładałam wiele nadziei, że zdołał radę, więc jego ominęłam w swoich rozmyśleniach. Z drugiej strony Catia związała się dość emocjonalnie z Danem w poprzedniej wersji, więc nie wiem, co by było gdyby nagle pojawił się Jacob. Na miłości się nie znam, ale nie sądzę, aby oboje do siebie wrócili.
    Dan to żołnierz, a oni już tak mają, że chcą zbawić świat i każda porażka... jest ich wielką porażką. Każde ludzkie istnienie. Tyle, że zabójstwo wrogów też ich dotyka. Pewnie kiedy zasypia również widzi ich, tych których zabił. Słusznie czy nie, ale są. Także nie tylko trzeba być silnym fizycznie, ale i psychicznie. Jednak cyborgiem chyba nikt się nie rodzi, więc nie ma co sobie pluć w brodę, że jest się po prostu człowiekiem.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, znam to. Zawsze miałam milion ważniejszych rzeczy do zrobienia niż pójście na wykłady albo nauka. Ale to chyba taka domena studenta ;D Przynajmniej tego "typowego".

      W necie jest milion poradników jak zbudować szałas;D Także nauczenie się tego nie jest trudną sprawą. Tylko problem Alysson i Mangusa polega na tym, że nie mają dostępu do neta. I tu pojawia się problem... Ale nie zapominajmy, że Mangus jest facetem, a oni jednak zazwyczaj mają jakieś podstawowe zdolności do majsterkowania. A przynajmniej powinni ;D

      Fakt, że w poprzedniej wersji Catherina przywiązała się do Dana, ale tutaj tak łatwo jej to nie pójdzie ;D

      Nie wiem, czy mogę zgodzić się z tym, że żołnierze chcą zbawić świat. Może na początku, ale potem już chyba nie jest tak pięknie jak na filmach. Gdyby wojsko, dowódcy i żołnierze zawsze kierowali się dobrem innego człowieka, to na świecie nie byłoby wojen xD

      Bardzo dziękuję za komentarz ;*

      Usuń
  2. Jej, napisalam komentarz i niechcacy zamknelam karte :( To anprawde dziwne widziec, ze publikujesz rozdzial dwunasty, gdy jest sie beta i bedzie sie czytalo juz 14.1 :D to tutaj Michael dopiero do lasu przyszedl? Wow :D Swoja droga, wtedy Ci nie powiedzialam, ale uwazam, ze Michael bedzie taka ostoja dla nich wszystkich :p mysle, ze nawet Alysson go pokocha :) Jako ze kocham opisy uczuc, nadal uwielbiam koncowke :D a Dan faktycznie jest przerazajacy na tym gifie, balabym sie go w rzeczywistosci, jakbym go takiego zobaczyla, nie bede ukrywac :D
    Czekam na notke dotyczaca Twoich spostrzezen na temat blogowego swiata, chetnie sie wypowiem :D a w komentarzu do notki masz nieprawidłowy cudzysłów. nowy szablon bardzo mi sie podoba, jest taki zimowy ;)
    Zapraszam na świeżutko dodaną nowość na Niezalezność i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cenna uwaga, Michael rzeczywiście może być dla nich ostoją. Pod warunkiem, że go pokochają, a z tym może być różnie ;D
      Bardzo się cieszę, że podoba Ci się szablon ;* A co do cudzysłowu, nie dotyczy rozdziału, więc nie wchodźmy w takie szczegóły xD

      Usuń
  3. Właśnie miałam znów powiedzieć, że jakiś krótki ten rozdział mi się wydawał, a tu faktycznie mówisz, że krótszy :D Ale to nie znaczy, że zły, nawet jeśli niewiele się w nim dzieje ;)
    Dziwię się, że Michael tak ufa Danowi, ale z drugiej strony... To tylko dziecko. Dzieci są naiwne ;) Więc nie postrzegam tego jako błąd :D
    Jest i Catia! Dobrze wiedzieć, że jeszcze jakoś się trzyma, choć może nie jest w najlepszym stanie. Ale na pewno wytrzyma, w końcu silna z niej kobieta :D

    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Michael jest zamotany i robi to, co podpowiada mu instynkt przetrwania. Nie wiem, czy ma to coś wspólnego z zaufaniem :D
      Dziękuję za komentarz ;*

      Usuń
  4. Króciutko! Ale dużo emocji, więc w sumie nie będę narzekać!
    Ja się nie dziwię, że Michael zachowuje się w taki sposób i odmawia współpracy. Po tym wszystkim, co przeszedł, dorosły i dojrzały człowiek czułby się wykończony oraz taki zmarnowany psychicznie. A to dzieciak przecież jest! I tak jest bardzo dzielny.
    Wzruszyła mnie postawa Dana. Tak, to co powiedział było tkliwe, ale ruszyło moje serducho i wydaje mi się, że dotarło do chłopca znacznie bardziej, niż gdyby zaczął warczeć i siłą wymusił na nim posłuszeństwo. Zbudowali więź, póki co dość niepewną, ale myślę, że z czasem zmieni się ona w taką nie do przerwania. Młody tego potrzebuje.
    Rozbawiło mnie nieco, jak Michael czuł się zawiedziony, że będzie musiał mieszkać w szałasie, a nie w domku. No, ale to trudne czasy, im wcześniej to zrozumie, tym lepiej dla niego. Hebe podeszła go nieco podstępem, ale widać, że ma podejście do dzieciaka ;)
    Ta druga część też bardzo mi się podobała. Tyle emocji kłębiło się w tym naszym biednym Danie. Nic dziwnego, że chciał się wyładować i myślę, że zrobił to w najskuteczniejszy sposób, choć oczywiście na dobre i złe sny wpływu zbyt dużego nie może mieć. Koszmary rządzą się swoimi prawami, a biorąc pod uwagę te krwawe wydarzenia, mogą pojawić się spotęgowane.
    Podobało mi się, że pojawiła się także Catia. Jakoś tak zaczęło mi jej brakować. I od razu zrobiło mi się nieco smutno, bo ta jej wiara, że jednak wszystko skończy się dobrze i jak gdyby nic wróci sobie do swojego starego życia, jest strasznie naiwna. Ale z drugiej strony, co jej więcej pozostało?
    Czekam na ciąg dalszy!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślę, że siłą i wrzaskiem Dan nie osiągnąłby tego samego efektu, co spokojem i ta tkliwością. Poza tym chciałam pokazać, że Dan jest już tak bardzo rozbity, że nawet nie ma już siły krzyczeć.
      Catia będzie na razie bardzo naiwna, a to dlatego, że zupełnie nie wie, co się dzieje dookoła. Jak zobaczy, co ją czeka, to przestanie ;D

      Bardzo dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
  5. Okazja na bycie w pierwszej piątce? Od razu sobie zaklepuję! Kochana, odpowiadając na Twój komentarz u mnie - jestem już w trakcie nadrabiania rozdziałów u Ciebie i dopracowuję swój skromny rozdział. Myślę, że już po świętach przybędę z tym wszystkim :)
    Na razie życzę Ci kochana Wesołych Świąt i mnóstwa weny :*
    Będę już niedługo, obiecuję! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nareszcie! ;) Czekam na rozdział i czekam, a ciągle wita mnie cisza:( Czekam niecierpliwie i dziękuję za wiadomość ;*

      Usuń
  6. No i jestem :)
    Niby rozdział podsumowujący, ale nie brakuje w nim istotnych elementów. Zauważyłam ogromną cierpliwość Dana w stosunku do Michaela. Nie każdy powstrzymałby się przed krzyknięciem na marudzącego chłopca, choć ten miał wielkie powody, by się bać. Został wyrwany z dobrze znanej mu rzeczywistości i wtrącony w wir okropnych wydarzeń. Prawie każdy dorosły by się pogubił i był przerażony.
    Hm, Dan chce stworzyć rodzinę z Michaelem? Będą jak ojciec z synem? To, że Dan kiedys był w podobnej sytuacji co chłopiec wiele tłumaczy, ale dlaczego wybrał akurat Michaela?
    No i skąd Dan wiedział, że prędzej czy później nastąpi to, co się wydarzyło w mieście. I dlaczego sam miałby być części tego wszystkiego?
    O Catii nie mam zbyt wiele do powiedzenia. Żyje biedaczka w ciągłej niepewności i stale ufa, że może uda jej się wrócić do są dawnego życia.
    Czekam na następny rozdział.
    Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia życzę wszystkiego dobrego na ten wyjątkowy czas, dużo zdrowia, spokoju, wypoczynku i spędzenia jak najwięcej pięknych chwil z najbliższymi :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu raczej chodziło o to, że Dan już nie miał siły krzyczeć i wlaczyć (nawet jeśli chodziło tylko o wymuszeniu czegoś na dzieciaku), ale możliwe, że nie przekazałam tego w odpowiedni sposób ;D
      A jeśli chodzi o Twoje pytania, to kolejne rozdziały z pewnością rozwieją wątpliwości ;)

      Dziękuję za komentarz! ;*
      I za życzenia;) Już nie powiem, że "nawzajem", bo jak zwykle odpisuję z dużym poślizgiem. Ale wszystkiego najlepszego w nowym roku! ;)

      Usuń
  7. To doprawdy paradoks, bo znacznie wygodniej czyta mi się na telefonie, ale tam nie mogę komentować. W dodatku te mobilne wersje blogera pozostawiają sporo do życzenia... będę musiała coś z tym zrobić. Ale teraz czytam rozdział 12 i na ten moment będę na bieżąco :D

    Co do tego rozdziału - niesamowicie podobała mi się przemowa Daniela dla Michaela. Będzie to chyba mój ulubiony moment w twoim opowiadaniu - tak super słodko, ale też szczerze, bez owijania w bawełnę. To ostatnie "jak tatuś i synek" wyszło już w ogóle ładnie. Zastanawiam się tyko, co musiał przeżyć ten malec, że tak pokornie przyjmuje wszystko to, co się wokół niego dzieje. Wiesz, niby czasami płacze i lamentuje, ale w gruncie rzeczy robi to, co Dan chce. Może właśnie zobaczył w nim swojego opiekuna, może to tak naprawdę pierwsza osoba, która naprawdę się o niego troszczy.

    Co do szałasu Alysson i jej brata - dziwi mnie to, że oni w ogóle go zbudowali. Ja pewnie bym siedziała na pniu i czekała, aż ktoś mi pomoże. Bo ciężko po prostu zareagować na "chodź, zamieszkajmy w lesie". Zwłaszcza dla kogoś, kto nigdy w takich warunkach nie działał.

    No, ciekawe co tam jeszcze wymyślisz na przyszłość. Z miłą chęcią przeczytam nowy rozdział.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ten fragment z Danem i Michaelem się podobał, bo miałam obawy, czy to nie wyjdzie zbyt cukierkowo :D
      A jeśli chodzi o zachowanie Michaela, chłopiec jest przerażony, nie wie co się dzieje, nie wie co robić i jak się zachowywać. Myślę, że w tej sytuacji każde dziecko (albo chociaż spora większość) słuchałaby po prostu poleceń starszego. Tym bardziej, że Dan od samego początku nie sprawiał wrażenia, jakby chciał dla niego źle.

      Bardzo się cieszę, że wyrażasz chęć na przeczytanie kolejnego rozdziału;) I dziękuję za komentarz ;*

      Usuń
  8. Hellow!
    Wcześniej się nie dało, a teraz znalazłam chwilkę. :D
    Post krótki, jak na ciebie kochana, ale równie ciekawy. Tak jak pisałaś "podsumowanie tej wyprawy". :D
    Tutaj znowu nasuwa mi się pierwsza wersja WiZ, kiedy to Michael mówił do Dana "tato" i już teraz wiem, dlaczego. xD Znaczy tutaj bardziej jest to rozwinięte (jeśli czegoś nie pokopałam. xd).
    Nie jest łatwo uspokoić dziecko i nie dziwię się, że chciał wracać. Może nie miał prawdziwego domu, ale przywykł do sierocińca, swojej opiekunki i kolegów. Wiadomo, że chce ich zobaczyć, żeby wrócić do dawnego życia, którego już nie odzyska. Teraz już wszystko się zmieni, a wszyscy, których znał najprawdopodobniej już są martwi. Teraz jego "jedyną rodziną" jest Dan i obozowicze. Nie będzie łatwo się przyzwyczaić do spania w szałasie, skoro jeszcze niedawno spał na wygodnym i ciepłym łóżku, ale sytuacja tego wymaga. Przecież nie wybudują sobie domków w środku lasu, bo mogą w końcu zostać odnalezieni, a duża ilość budowli ułatwiłaby ich wykrycie. Z resztą nie zakładają wsi czy miasta, ale obóz. Wydaje mi się, że nie powinni też długo pozostać w tym jednym miejscu, gdyż w każdej chwili mogą odnaleźć ich "czarno-złoci". xD To zapewne będzie w planach (ciekawe, czy tak, jak w pierwszej wersji będą zmuszeni uciekać i kilku z nich zginie). :P
    Krew na Michaelu nie musiała należeć do Dana, czy też wroga. Mogła być równie dobrze od Roberty, albo Rodrigo. Dziewczyna miała ranną nogę, więc to możliwe. xDD Albo ktoś z nich mógł oberwać jednak w tym samochodzie, a przez adrenalinę i paniczny strach tego nie poczuł.
    Jak Dan powiedział, że będzie rano myślałam, iż pójdzie szukać Roberty, Rodrigo i Dylana (taka moja głupiutka nadzieja), ale jednak się myliłam. ;( Choć i tak wiem, że na sto procent będą oni obozowiczami, tylko nie mam pojęcia, w którym momencie dotrą do obozu. xD
    Wysiłek fizyczny może i daje Danowi ukojenie umysłowe, gdyż nie wspomina sobie żadnych tragicznych wydarzeń, a skupia się na ćwiczeniach, jednak to nie jest lekarstwem na wszystko. Nie mógł przecież uratować ich wszystkich. Musiał wybierać, a dobro Michaela było dla niego priorytetem. Nadal jednak może ich pomścić i pozbyć się "czarno-złotych", ale do tego potrzebuje armii, choć niekoniecznie... Mógłby zakraść się z pewną, odważną grupą obozowiczów (Catia, Rodrigo, Dylan i on) i sprzątnąć tego, który za tym stoi. xD Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić.
    W każdym razie czekam na dalszy rozwój wydarzeń. Nie mogę się doczekać tego poznawania się bohaterów. :D
    Ciekawe, czy tak jak w pierwszej wersji, Dan spotkał Catię. Wybacz, że tak powracam do tamtej, ale strasznie sentymentalna jestem i lubię wspominać. xDD
    Życzę kochana morza weny!
    Życzenia świąteczne już na GG Ci złożyłam. :)
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zanim Michael naprawdę nazwie Dana tatą to jeszcze trochę czasu minie. O ile w ogóle do tego dojdzie, nic nie zdradzam :D

      W zasadzie, tak dla ścisłości, to na ten moment nie zakładają nawet obozu :D Ale o tym napiszę niedługo ;)
      Ło, Danowi chyba nawet przez myśl by nie przeszło, żeby wrócić po R&R&D. On nie zmienia zdania tak łatwo! :D Ale rzeczywiście, czytelnik mógł mieć taką nadzieję.

      Fakt, że Dan mógłby się zakraść i zabić "wodza" Czarnych, ale raz - to misja samobójcza, a dwa - trzeba wiedzieć, kim on jest :D Zresztą w następnych rozdziałach na pewno wyjaśnię czemu ta misja jest prawie niemożliwa ;)

      Bardzo dziękuję za komentarz! ;*
      A na gg nie byłam już chyba z pół roku, dlatego Ci nie odpisałam. Wybacz ;*

      Usuń
  9. Cześć :)

    Widać, że Dan chce dobra dla Michaela, że pragnie się nim zaopiekować i ochronić go za wszelką cenę. Świetnie ukazałaś to, że ma wątpliwości i czuje się bezradny, a swoje czyny uważa za złe i niekoniecznie potrzebne. Widzieć w nim ludzką słabość - coś pięknego.
    Jestem ciekawa jego rozmowy z Catią.
    A Hebe zyskała jeszcze więcej mojej sympatii tym, że dostrzegła próby innego życia Alysson i Mangusa. Szałasy to dopiero początek.

    Wesołych Świąt!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :)
      Serdecznie dziękuję za komentarze po Rozważną i wywołanie u mnie uśmiechu, kiedy nie mam głowy fo siedzenia w pracy.
      Ściskam! :*

      Usuń
    2. Chcę, żeby Dan mimo swojej siły i niezwykłych zdolności dowodzenia był przede wszystkim ludzki;) Więc będzie miał dużo słabości :D

      Dziękuję za komentarz ;*

      Usuń
  10. Hej,

    żal mi jest Michael'a... wiem, że Dan go nie skrzywdzi itd, ale jednak to dziecko. Ja bym na jego miejscu tak łatwo nie zasnęła :D Ale ten "zwykły" dzieciak jest im do czegoś potrzebny. Tylko pytanie: do czego? Mam nadzieję, że niedługo się tego dowiem. :)
    I kurczę, co z Jacobem? I całą resztą ocalonych? Tyle pytań kłębi mi się teraz w głowie... Lepiej poczekam na odpowiedzi w kolejnych rozdziałach, zanim napiszę do tego swoją osobną historię.
    Pozdrawiam i Wesłoych świąt!

    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no to są dość ważne pytania i na razie nie zdradzę odpowiedzi :D
      Dziękuję za komentarz ;*

      Usuń
  11. WOHOHOHO RUDA :O
    Cóż za emocjonujący rozdział, i nie mówię tutaj o akcji i napięciu, ale o emocjach Dana i Michaela. Bardzo podobał mi się ten rozdział, albowiem uwielbiam opisy emocji itp. I naprawdę dobrze Ci to wyszło :) dzięki temu, że przeczytałam o jego uczuciach mogłam tak naprawdę zobrazować sobie i poczuć to co działo się w mieście. Była opisana w poprzednich rozdziałach ta masakra i wgl, ale dzięki tym uczuciom i emocjom Dana poczułam to realnie(?) moim subiektywnym zdaniem dodało to takiego realizmu :)
    Wygląda na to, że Dan miał dość smutne dzieciństwo :c ale na to wygląda, że dzięki temu wyrósł ta takiego jakim jest obecnie. I jest cholernie dobry.
    Szkoda mi Michaela. Dzieciak nie miał/nie znał rodziców i miał całkiem dobre życie w tym sierocińcu. A tu przychodzi Dan i go porywa. Wiele przeszedł...
    Ale myślę, że nawiąże całkiem dobre stosunki z Cordoną, "jak tatuś z synkiem", to było tak urocze ^^ Wgl, Hebe - nie wiem czemu, ale wydawało mi się, że jest zapatrzona w Dana, a Michael jest jej synkiem. Pojęcia nie mam czemu taka teoria mi się wcisnęła do umysłu, ale tak... nie wiem XD
    Liczę, że Catherina odnajdzie Jacoba, albo on ją. I cały czas się zastanawiam, gdzie on u lich jest. Czy żyje, czy nie, czy jej szuka, czy pomyślał, że uciekła ona z Colinem? Jacob, come back, pleas! D:
    Ogólnie rozdział bardzo przypadł mi do gustu :3
    I nawet fajnie, że był krótki, nie mam nic przeciwko dłuższym, ale tak mogę lepiej jakby skupić się na wątkach w danym rozdziale :P
    Więcej tak emocjonalnych rozdziałów :3

    Pozdrawiam, weny i inspiracji i wesołego, ostatniego dnia świąt :3
    anielskie-dusze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hebe ma 60 lat, Michael 5, myślę, że to może obalić teorię, że ona jest jego matką :D Ale całkiem ciekawy pomysł, haha :D
      Kurde, to już kolejny komentarz, w którym ktoś pyta o Jacoba. A podobno był średnio lubianą postacią! Ale cieszę się, że jego nieobecność wzbudza jakieś emocje. Albo inaczej - że czytelnik jest ciekawy, czy ta postać jeszcze wróci. O.


      Bardzo dziękuję za komentarz ;*

      Usuń
  12. Ale rozemocjonowany rozdział! Ładne opisy, normalnie czapki z głów.
    Zdziwiłam się tylko, że Michale tak ufa Danowi... Ja bym tak nie potrafiła, dziwne mi się to wydało.
    A nawiązując do Dana, jakże żywe i realistyczne jest to, że w obliczu złych chwil ucieka w wysiłek fizyczny!
    Właściwie obaj panowie swoje przeszli i nie wiem do końca, po której stronie stanąć...
    Mimo wszystko chyba wszystko, co byc powinno, w rozdziale zawarłaś, nie zabrakło niczego. Czekam na nowości i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć;) Dziękuję za komentarz. Zastanawiam się tylko, przeczytałaś poprzednie notki? Bo nie bardzo rozumiem czemu miałabyś "stawać po stronie któregoś z panów" ;D

      Usuń
  13. Hej!
    Przeczytałam właśnie ostatnie dwie części (11.3 i 12) i przyznam szczerze, że jestem pod wrażeniem opisu pościgu w poprzedniej oraz przedstawionych przeżyć i emocji Dana w tej.
    Było zdecydowanie dynamicznie, a chociaż na raz działo się mnóstwo czynności - tu przerażona kobieta, tu płaczące dziecko, strzelający facet itd., to całość wyszła naprawdę zgrabnie. Podobało mi się także zachowanie Dana, nie żebym popierała taką oschłość i obojętność wobec innych ludzi, ale cieszę się, że nie robisz z niego idealnego wyzwoliciela wszystkich zniewolonych, a jedynie twardego faceta, który ratuje tych konkretnych ludzi - ma jasno wyznaczony cel i go realizuje. Bo wie - zdaje sobie sprawę, że nie będzie w stanie ocalić wszystkich. Nie wątpię, że losy Dana, Michaela i tych, którzy zaczynają tworzyć leśny obóz, jeszcze zetną się z losami Roberty, Rodrigo i naszego milczka, i jestem mega ciekawa, jakie to będą okoliczności.
    Co do Catheriny, z którą mieliśmy okazję pobyć chociaż przez chwilę w tej części - ciekawi mnie pierwsza rozmowa jej i Dana. Co się wyjaśni, jakie będą motywy jego działania wobec kobiety (o ile będzie chciał je wyjawić). Jak zareaguje Catia na to wszystko, co ma teraz miejsce - jestem pewna, że tak łatwo nie uwierzy, a co więcej nie podda się i nie ustanie w próbach odnalezienia Colina, Jacoba. Czekam na rozwój jej postaci niecierpliwie.
    Hebe tworzysz jako nieco patetyczną, potężną wewnętrznie postać i zaczyna mi się to coraz bardziej podobać. Mam wrażenie, że jej oschłość i dystans wobec nowych gości ma na celu przystosowanie ich do ciężkich warunków życia, z którymi przyjdzie im się teraz mierzyć. Muszą nauczyć się jak przetrwać, jak znaleźć pożywienie, zbudować sobie choćby taki szałas, który umożliwi im przeżycie w niskich temperaturach i obroni przed zwierzętami. Muszą być przecież przygotowani na każdą okoliczność, a nie oszukujmy się - gdyby nas, przyzwyczajonych do normalnego, cywilizowanego życia, przeniesli do lasu i kazali prowadzić jakiekolwiek życie - łatwo by nie było. O ile w ogóle dalibyśmy radę przyzwyczaić się do czegoś takiego.
    Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział, bo jak zapowiadasz - nastąpi konfrontacja postaci. Zastanawiam się teraz jakich i w jakim stopniu ukażesz nam te kłótnie i rozterki.
    Tak więc do następnego i weny! ;)
    A! I czekam także na posty dotyczące kwestii blogowania, które zapowiadałaś w poprzednim poście. Jestem mega ciekawa, także powodzenia! ;))

    AA.

    OdpowiedzUsuń
  14. „Jak tatuś i synek” – w moim odczuciu to najbardziej chwytające za serce słowa w całym, dotychczas tu opublikowanym przez Ciebie opowiadaniu.

    Żałuję, że ten rozdział okazał się być taki krótki i skupiał się jedynie na Danie i dzieciaku. Było też niewiele Catii, a ja bardzo chciałabym się dowiedzieć co stało się z ekipą z różowego auta. Byłam pewna, że może z jakiegoś, niewiadomego mi powodu, podążą za Danem i wylądują w obozie. Kojarzę ich zresztą z poprzedniej wersji i wiem, że właśnie tam jest ich miejsce. Wiem, że jeszcze zawitają w okolice chatki Hebe, tylko zastanawiam się jak i kiedy.

    Nie dziwię się, że Dan nie wie co ma ze sobą zrobić. Każdy, kto byłby świadkiem tak ogromnej masakry nie mógłby sobie poradzić z koszmarnymi wizjami. Zwłaszcza, że mężczyzna jako były wojskowy też pewnie widział i przeżył niejedno. Wcale nie zdziwiłabym się gdyby odezwał się u niego zespół stresu pourazowego, bo wydaje mi się, że nawet tak twardy mężczyzna jak Dan, nie byłby w stanie znieść tak wiele.

    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Wprawdzie rozdział przeczytałam już jakiś czas temu, ale dopiero dzisiaj znalazłam chwilę, żeby w końcu skomentować :)

    Żal mi Michaela. Został wyrwany ze swojego świata, zabrany do lasu przez obcego faceta. Musi być zupełnie skołowany.

    Przyznaję, że podziwiam Dana za to, że zachował względny spokój przy nim i nie zaczął krzyczeć i na siłę ciągnąć go do obozu. I dopiero gdy był sam, pozwolił sobie na uwolnienie emocji i przełożenie ich na wysiłek fizyczny. Ta ostatnia scena pokazuje tylko, że każdy, nawet najsilniejszy człowiek musi wyrzucić z siebie to co w nim siedzi i po prostu się wyżyć.

    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział i to zapowiadane skupienie się relacjach między bohaterami, może być ciekawie :D

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, z pewnością jest skołowany i prędko mu to nie minie. A czy jest powód go żałować? Pewnie niebawem się przekonamy;)

      Dan był chyba zbyt zmęczony, żeby krzyczeć. Możliwe, że za słabo to pokazałam;D Po prostu jego też to wszystko zdołowało i przybiło.

      Dziękuję za komentarz ;*

      Usuń
  16. Michael miał spokojne życie w sierocińcu, a teraz znajduje się w lesie z osobą której nie zna. Jest to dla niego nowa sytuacja. Na początku pewnie będzie mu trudno, ale myślę, że za jakiś czas przyzwyczai się do tego wszystkiego.
    Dan wiele w życiu przeszedł, ale wydarzenia tego dnia to było dla niego za wiele. Nic dziwnego, że musiał wyrzucić z siebie te emocje.
    Jestem ciekawa w jaki sposób Catia będzie szukać informacji o Colinie i Jacobie i jak będzie wyglądać jej pierwsza rozmowa z Danem.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już niedługo dojdzie do tej pierwszej rozmowy i mam nadzieję, że będzie się podobało;)
      Dziękuję za komentarz! ;*

      Usuń
  17. Hej!
    W końcu udało mi się znaleźć trochę czasu, by nadrobić zaległości w czytaniu twojej historii. Tym razem nie zostawiałam komentarza pod każdym postem, ale stwierdziłam, że napiszę jeden, pod najnowszym rozdziałem, który także przeczytałam.
    Czekałam na pojawienie się Dylana i doczekałam się, choć całkowicie nie spodziewałam się, że będzie to w połączeniu z różowym Ferrari, ale cóż... Elementy zaskoczenia!
    Wszystko, co się dzieje jest zaskakujące dla dorosłych i również przerażające, więc nawet nie umiem sobie wyobrazić, jakie to wszystko musi być dla Michaela, który jest tylko dzieckiem. Podejrzewam, że wszystko podwójnie odczuwa, ale mam też wrażenie, że dzieci, takie jak on, szybciej potrafią się dostosować do wszystkiego, więc on odnajdzie się w nowej rzeczywistości.
    Podoba mi się, jak kreujesz bohaterów i trzymasz się tego, co daje dobry efekt. Nie lubię skakania po charakterach, jakby ktoś w ciągu dwóch minut mógł się siedem razy zmienić. Realistyczne kreacje, a w tym głównego bohatera to jest to! Bo co z tego, że siła, że odwaga i wiele innych przymiotów, jak sam walczy ze strachem i ogromem innych emocji. Nie jest superbohaterem.
    Huh. Piszę, jakbym mówiła, a wychodzi z tego "plecenie trzy po trzy".
    Trzymaj tak dalej.

    W ogóle, zapomniałam dodać, że obecny szablon bardzo mi się podoba.

    P.S.
    Nadal jestem z Tobą, choć już nie tak na bieżąco, ale jestem.
    Pozdrawiam!

    Przy okazji, życzę Szczęśliwego Nowego Roku!

    OdpowiedzUsuń
  18. Hej :)
    Dla Dana ta sytuacja z opieką nad kilkuletnim chłopcem jest czymś całkiem nowym - w końcu to nie są dorośli żołnierze, ale uważam, że świetnie sobie radzi w rozumieniu nastrojów Micheala. Z kolei Miki jest naprawdę... spokojny jak na swój wiek, ale to pewnie dzieciństwo w domu dziecka tak go zahartowało. I w sumie jeśli Dan i Hebe dobrze to rozegrają, to mały może potraktować tę sytuację jako taki fajny "obóz przetrwania", do tego z nowym tatusiem, więc w gruncie rzeczy wyjdzie na tym najlepiej.
    Co do reszty, to czekam na konfrontację Catheriny z Danem, myślę, że może być ciekawa. Żal mi trochę Alysson i Mangusa. Hebe mogła im doradzić w kwestii tego szałasu, skoro taka jest mądra, no ale taka jest Hebe.

    Pozdrawiam i życzę szczęśliwego Nowego Roku!

    OdpowiedzUsuń
  19. Oj, jak dobrze rozumiem Dana. Dla mnie też najlepszym sposobem na pozbycie się negatywnych emocji jest porządny trening, im bardziej męczący, tym lepiej!

    I bardzo cieszy mnie ten ostatni akapit. Do tej pory miałam o Danie nie za dobre zdanie, kiedy z jednej strony troszczył się o Michaela, a z drugiej zdawał się kompletnie nie przejmować ginącymi wokół ludźmi, a nawet ranną R, mimo ciągłych próśb Rodrigo, by jej pomóc. Tego akurat mu nie daruję, bo co jak co, ale nie wiedział, na ile ta rana jest poważna i mógł pomóc znacznie wcześniej, a nie ryzykować czyjeś życie. Więc z jednej strony się cieszę, że ma w sobie jednak empatię, ale z drugiej nie będę go aż tak bardzo żałować, jak sobie trochę pocierpi.

    Wciąż czekam na spotkanie Cati i Dana. Jestem bardzo ciekawa, jak w tej odsłonie WiZ będzie wyglądała ich znajomość!

    Pozdrawiam
    j-majkowska

    OdpowiedzUsuń
  20. Gdzieś czytałem komentarz Corteen/Mendoid i muszę przyznać, że mam podobne odczucia, bo mnie też trudno jest zawierzyć w świat i bohaterów jakich tworzysz. Tu nie chodzi o to, że oni nie mogą tacy być, że tacy ludzie nie mogą istnieć, a taka masakra na świecie nie jest możliwa, bo jest i tacy ludzie jak najbardziej też mogą chodzić po ziemi, ale coś mi przeszkadza w sposobie w jaki to przekazujesz, jest taki poprawny, jakby wyrwany z jakiegoś telewizyjnego serialu, gdzie znowu zło zarezerwowane jest dla złych, a dobro dla dobrych.
    Ja nie przeczę, że twoje opowiadanie może się podobać, tak samo jak niektórym podobają się Pamiętniki Wampirów, ale ja gdzieś jednak patrzę na życie i twórczość doroślej, szukam w niej trudnych tematów, pokręconych charakterów, które są trudne, a nie proste jak słup. Chodzi mi o to, że myśli twoich bohaterów i kolejne wydarzenia nie są spisywane na zasadzie "jak ja bym się zachowała w takiej sytuacji, a jak mój kolega, a jak moja babka", a po prostu są stworzone tak by było dobrze, czyli tak jak tworzy większość i tak jak większość to przedstawia.
    Mocno uderzyła we mnie myśl Dana, który lata temu, jakby ktoś złożył mu propozycje zabrania go ze świata jaki zna, to poszedłby z nim. Wydaje mi się, że dzieci z domu dziecka nie myślą tak jednostajnie. Ba, ja nawet to wiem, bo ja też nie myślę tak jednostajnie, a jednak zarówno dom dziecka jak i poprawczak w życiu zaliczyłem. Ty przedstawiłaś dom dziecka jako kolegów, miłe panie i smaczne obiady czy śniadania. Naprawdę myślisz, że tak to wyglądało i wygląda? Starsze dzieci albo opiekują się młodszymi, albo je jakoś wykorzystują czy nawet się nad nimi znęcają, opiekunowie w większości mają to w dupie, a dzieci mimo wszystko wolą tę znaną rzeczywistość niż jakąś nową. Ty wszystko przedstawiasz tak sielsko. U ciebie bohaterowie mają przyjemne prace, niestresujące życie, udane związki, albo ich brak, ale są bawidamkami i do pewnego stopnia im to odpowiada, a jedynym złem, które w ich życiu się stało, to właśnie ta masakra. Niby przemycasz coś więcej, coś innego, ale o dobru się rozpisujesz, a tym co złe tylko napominasz - znęcanie się nad Danem przez kolegów, matka Jacoba nie lubiąca przyszłej synowej... no i to by było n a tyle, bo nikt z twoich bohaterów nie miał problemów z szefem, nie dopuścił się drobnego przekrętu, nie kimnął się na zapleczu na nocnej zmianie, nie rzucił w stronę drugiej osoby przekleństwem w chwilach wzburzenia (i nie mówię tu o sytuacji z masakry, gdzie Dan i mulat rozmawiali czy też się kłócili, ale o tym co wcześniej). Stworzyłaś taką trochę Nibylandię. Mnie trudno uwierzyć, że Seind Glade (pewnie źle napisałem) w ogóle istnieje, bo jest właśnie taką bajkową krainą z jednym gettem, a cała reszta, poza tym gettem, to ma wymarzone życie, spełnia plany, marzenia, nie ma żadnych rozterek. To wszystko sprawia, że opowieść jest mimo wielu wątków naprawdę jednowątkowa, bo we wszystkim poza tą masakrą brak takiej duszy, realizmu.

    I tu moje pytanie: Ile będzie jeszcze rozdziałów? Bo jeśli 10-15, to chciałbym zobaczyć jak to się skończy, ale jeśli 40-100, to chyba odpadnę, bo po za motywem działania tych terrorystów/Dragonów średnio interesują mnie wszystko inne wątki, bo bohaterowie są tacy, jakich po prostu ja nie umiem kupić, historie ich życia są takie... proste, bez drugiego dna, bez takiej życiowości. To wszystko sprawia, że całość wychodzi jakoś tak... sztucznie. I nie chodzi o to, że takie rzeczy nie mogą się dziać, ale przestawiasz je tak, że trudno w takie dzianie się uwierzyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie napisałam, że komukolwiek jest w Domu Dziecka dobrze. Nigdy nie napisałam, że Michael albo Dan był tam szczęśliwy. Na ten temat praktycznie nic jeszcze nie było, więc akurat w tej kwestii lekko przesadziłeś. Co do tej "Nibylandii" też się z Tobą nie zgodzę i będę się bronić. Ktos miał problem z szefem - Catia, ktoś spał w departamencie mimo że powinien być wtedy w domu - Cooper, przekleństw w chwilach wzburzenia też bywało sporo. A jeśli chodzi o innych bohaterów to też nie wiadomo czy ich życie było kolorowe. Bo co wiesz o Dylanie, Alysson, Danie, Mangusie, Robercie i Rodrigo? Nic. A tutaj zamierzam trochę pokombinować, bo zrozumiałam jakie błędy popełniłam w pierwszej części opowiadania. I zdaje sobie sprawę, że różnych rzeczy powinno być tutaj więcej i że pokazałam za mało wad w moich bohaterach. Wyciągnęłam wnioski i będę się starać nad tym pracować. Zresztą już to robię, bo jestem w trakcie poprawiania I części.
      Zresztą... mówisz o życiowości. Dla każdego coś innego jest życiowością. Nie każde życie polega na przekrętach, chodzeniu na dziwki czy spaniu na zapleczu. Nie każdy związek to kłótnie i nie każdy człowiek ulega pokusom. Jesteśmy różni więc bohaterowie też są różni. To że lekko przerysowałam Colina i Catherinę, nie oznacza, że resztę też przerysuję.

      Nie wiem ile będzie rozdziałów WiZ, bo jeszcze nie wiem w jakim momencie zakończyć II część. Na ten moment myślę o ok. 15, potem gruntownych poprawkach i zaczęciu III części. Ale już na ten moment mogę powiedzieć, że w tych 15-tu na pewno nie zamknie się cała historia Czarnych. Także Twoja decyzja, rób jak uważasz. Ja do czytania nikogo zmuszać nie będę.

      Usuń
    2. Jasne, że dla każdego życiowość jest inna, ale życiowość twoich bohaterów, póki co u wszystkich jest taka sama, jednakowa. Nie dla każdego życie to przekręty, nie każdy związek to kłótnie, tylko u ciebie wszystko jest przedstawione dobrze, po prostu dobrze. O tym, że Cooper spał w pracy nawet nie pamiętałem, bo tak jak mówię o dobru się rozpisujesz, a to co złe rezerwujesz do złych, którzy zasługują na karę lub zło jest podyktowane celami wyższymi tak jak ochrona rodziny przez Jamesa, który zdradził współpracowników. Długo się zastanawiałem co mi w twoim opowiadaniu nie pasuje. Są to poglądy. Wszyscy bohaterowie dzielą z sobą poglądy, mają je niemal identyczne i na ich tle tylko Aly się wyróżnia. Wszyscy myślą, że zło należy ukarać, dobro powinno zwyciężyć, że w życiu liczy się przyjacielskość, lojalność, wierność, uczciwość. Zawierzyłbym w istnienie takich ludzi, gdyby było ich 1-3 na 10-20, a nie gdy jest ich większość. U ciebie zdecydowanie jest ich większość, przez co wydaje mi się, że każdy bohater ma dokładnie taki sam charakter. Nawet pasję mają podobne - naliczyłem się czterech sportowców - tancerz, policjanci i Dan. Niby odróżniają ich jakieś tam szczegóły, a właściwie to szczególiki, ten ma długie włosy, ten jest łysy, ten bardziej altruista, ten trochę egocentryk, ale poza tym... wszyscy myślą podobnie, jak jeden mąż, jakby jeden mózg mieli, jedną dusze, dzielili to samo serce. Wszyscy są tak samo ambitni nawet... Brak mi w nich różnorodności charakterów, bo albo ich naprawdę nie ma, albo ty ich tak przedstawiasz.

      Usuń
    3. I nie chcę na tobie wymusić zmiany planu, piszesz tak jak chcesz, tak jak ci się podoba i z pewnością znajdziesz osoby co myślą podobnie jak ty i kupią takich bohaterów. Mnie jednak takie ich przedstawienie nie odpowiada. Nie pasuje mi że wszyscy charakterami i poglądami są do siebie tak bardzo podobni, że niemal identyczni, dlatego myślę o odpuszczeniu sobie tego opowiadania, bo ciężko się czyta, gdy wszyscy są niemal ideałami, gdy nikt z tych normalnych bohaterów (nie tych złych) nie ma ani jednej wady, która jest przedstawiona jako wada, a zalety podziela z innymi bohaterami. Myślałem, że w drugiej części będzie inaczej, ale już wszystko rysuje się podobnie do pierwszej.

      Usuń
    4. Dodam jeszcze, że ta jednolitość nie ma nic do rzeczy w tym, że bohaterowie są ogólnie dobrzy. Miałaś takie założenie i miałaś do tego prawo, ale tak jak złodziej złodziejowi nierówny, tak jak katować żonę można na wiele różnych sposobów, a wrednym dla pracowników być w zupełnie inny sposób, tak dobrym też można być różnie, inaczej. U ciebie wszyscy są dobrzy tak samo. Ot, nieciekawe charaktery, nastawione na to samo i stroniące od tego samego, to najbardziej mnie zraża do tego opowiadania.

      Usuń
    5. Masz oczywiście prawo do własnego zdania i ja go negować nie zamierzam. W pewnym sensie się zgadzam - z tym, że muszę nadać im coś, co wyraźnie ich od siebie odróżni - ale z tym, że każdy myśli tak samo, każdy ma takie samo spojrzenie na świat itp. się nie zgodzę. Głównie dlatego, że po głębszych przemyśleniach doszłam do wniosku, że słabo zarysowałam charaktery postaci (no oprócz Catheriny i Colina, na których temat było jednak sporo). O Jacobie, Jamesie, komendancie było mało więc ciężko jest stwierdzić, że są tacy sami jak reszta. Poza tym chociażby ten Cooper i jego spojrzenie na kwestię rodziny znacznie różniło się od tego, co uważała Catherina. Long też miał inną moralność od niej, Colin to też inna bajka. Są kwestie ktore muszę poprawić i ja to wiem (nie dlatego, że Ty mi tak "wymuszasz" tylko dlatego, że ja tez tak czuję), ale w niektórych sprawach bardzo uogólniasz. Przynajmniej w mojej ocenie. Na ten moment powiem tylko tyle, że po skończeniu I cześci - gdy mam wreszcie pogląd całościowy - wiem, że nad wieloma kwestiami muszę popracować. Muszę nadać postaciom wyraźniejsze charaktery, trochę smrodku (który niekoniecznie będzie opierał się na przekrętach, zdradach i tego typu rzeczach), bardziej ich od siebie rozróżnić. Ale tego, że postacie są jednolite, stronią od tych samych rzeczy i są "dobre tak samo" się nie zgodzę. Bo mimo wszystko w każdym było coś, co różniło go od innych. Ale często były to szczegóły, które nie kazdy zapamiętał.

      Usuń
    6. Faktycznie, było coś o żonie i związku z czym Cati się nie zgadzałam, ale poza tym? Czy przedstawiłaś kogoś wyraźnie inaczej od głównych bohaterów? Nie. Dla mnie oni wszyscy zlepili się w jedną masę bez odrębnych charakterów. Było też dużo postaci na zasadzie "pojawiam się gdy jestem potrzebny, a potem znikam i tak naprawdę to nie mam żadnego swojego JA bo jestem w tym opowiadaniu nieważny i zaraz mnie nie będzie". Oczywiście możesz się bronić, że byli tylko w jednym rozdziale i nie było czasu na ich rozpisanie, ale z drugiej strony czytałem ostatnio Corteen "Kotka" i tam osoby co są nawet na chwile mają jakiś charakter, z wyjątkiem siostry głównej bohaterki, co wytknąłem, czytałem TM "Uchylone" i tam w jednym rozdziale były dzieci i zapamiętałem, że Guido był małomówny, a jego siostra, której imienia nie pamiętam była taka śmiała, taka cwaniara, u Sorciere też na "Nemezis" były postacie co były chwilowe, choćby Krystian, ale pamiętałem jego pracowitość. Chodzi mi o to, że tam charaktery się różniły i przez to te charaktery były różne, bo i różne wspomnienia, a przez to różne motywacje i różne zachowania, a u ciebie, choć każdy ma inne wspomnienia, to chce od życia niemal zawsze tego samego i postępuje podobnie, myśli podobnie do każdego innego. Jak sama napisałaś C&C poświęciłaś najwięcej czasu, ale z kolei różnica w ich charakterach polega jedynie na tym, że mają inną płeć, ale to też nie zawsze ich rozróżnia, bo Cati jednak myśli bardziej jak facet niż babka, więc też zamiast o pazurkach, fryzjerze, czy byciu matką stawiała na to co Colin - niezależność, piwiarnie, ćwiczenia fizyczne.
      No i też charakter postaci tworzy się przez całość opowiadania, od samego początku, a ty nagle wrzucasz, że Jacob się pewnie martwi i będzie dzwonił, jak tyle razy, gdy ona z Colinem była w piwiarni, to ani razu nie zadzwonił, ani nie było afery, że nie dość, że pracuje cały dzień, to jeszcze się szlaja z byłym i to częściej niż z własnym chłopakiem idzie do łóżka. Mam w rażenie, ze zamiast myśleć o autentyczności postaci i do ich charakterów dopasowywać niektóre zdarzania, to ty koncentrujesz się głównie na fabule i nie ma w tym miejsca już na nic innego, na żadne charaktery i różne relacje między ludźmi. Coś czuję, że wszyscy obozowicze też będą myśleć podobnie, a to co będzie ich wyróżniać to zginie gdzieś w tłumie tych podobieństw, już się na to zanosi. Już przedstawiłaś Mangusa i Aly jako radzących sobie, a zielarka to doceniła, w myślach skomplementowała, czyli już są pozytywy. Dan rozmawia z pięciolatkiem jak z dorosłym i podaje argumentu krzykaczowi, a do niego one docierają, no bo jak mogłyby nie dotrzeć skoro Dan zrobił przecież dobrze i powiedział to co powiedzieć należało, tak wiesz poprawnie, psychologicznie. Łapię się na tym, że zanim przeczytam rozdział, gdybym wiedział jakie mniej więcej będą wydarzenia, to zgadłbym jak ty je rozegrasz, bo zrobisz tak by było dobrze, gładko, poprawnie, bez żadnej różnorodności. Twoi bohaterowie niczym nie są w stanie mnie zaskoczyć, bo kreujesz ich tak, że patrzą w tą samą stronę i wszystko widzą w takich samych barwach jak każdy inny bohater. A te szczegóły... giną w tle.

      Usuń
    7. Teraz to już się czepiasz... Zielarka nie mogła pochwalić A&M bo to jest "dobrze", Dan nie mógł porozmawiać na spokojnie z dzieckiem, bo to też jest "dobrze". Teraz będziesz mi wypisywał wszystko, co w tym opowiadaniu było poprawne? Mówisz, że Catherina i Colin byli zbyt podobni do siebie, a większość bohaterów interesuje się sportem. A czym się mają interesować skoro to policjanci i żołnierz? Czemu miałabym pisać, że Jacob się denerwuje o wyjścia Catheriny, skoro jego charakter celowo zarysowałam kompletnie inaczej? Mam wrażenie, że teraz - jak już zacząłeś wymieniać moje "błędy" - to najchętniej zmieniłbyś już wszystko.
      Na ten moment powiem tyle - przyjmuję to wszystko do wiadomości, dobrze przemyślę i postaram się urozmaicić moje postacie. Nie wiem jak mi to wyjdzie, bo dużo mam w głowie, a na papierze potem różnie wychodzi. Zresztą nigdy nie powiedziałam, że potrafię pisać. Przyjmuję krytykę, dziękuję za szczerość i postaram się wyciągnąć z tego wnioski. Jestem tylko amatorem i dorastam wraz z moimi postaciami. Mój styl również.

      Usuń
  21. Ta rozmowa Dana z Mikim naprawde wzruszająca. Mały chyba na 100% zaufał Danowi. Jestem pod wrażeniem tego dzieciaka. Boże on ma dopiero 5 lat, a mądry jak niejeden dorosły. I jaki odważny!!!! Jestem naprawdę pelna podziwu.
    I w ogóle Dan mimo wszystko przeżywa każde zdarzenie milion razy silniej niż pokazuje. Musi być twardy silny i bezlitosny, ale okazuje się, że również ma uczucia, jak każdy człowiek. I to jest piękne. W niesamowicie trudny sposób ukazałaś jego ból, walke z demonami, jego cierpienie i przeżywanie tej ogromnej tragedii - wielki szacun dla Ciebie. Owacje na stojąco z mojej strony!

    OdpowiedzUsuń
  22. I znowu nie wiem co napisać rozdział pewny emocji i wzruszeń a tekst - Będziemy jak Tata z synem popłakałam się , uważam że Dan zrobił dużo pomógł jest bohaterem .
    Brawo jestem zakochana w twojej twórczości .
    Serdecznie pozdrawiam Ela

    OdpowiedzUsuń

Nie toleruję spamu pod rozdziałami! Bez względu na to czy jesteś autorką opowiadania, ocenialni, szabloniarni... ze spamem idź do spamu!